Autopromocja
WOS - 6 - desktop
WOS - 6 - desktop
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Zdrowie
  4. >
  5. Leki z ozempicowej rodziny to rewolucja w leczeniu otyłości. Na co trzeba uważać podczas terapii? Tłumaczą specjalistki

Leki z ozempicowej rodziny to rewolucja w leczeniu otyłości. Na co trzeba uważać podczas terapii? Tłumaczą specjalistki

Fot. Jutta Klee/Getty Images
Fot. Jutta Klee/Getty Images
Leki z ozempicowej rodziny robią błyskawiczną karierę. Niektórzy mówią: to cud, pierwszy raz w życiu chudnę. Inni się obawiają, że ciągle za mało wiemy. Wydaje się jednak, że zalet jest więcej niż wad. Dla kogo jest takie leczenie, dla kogo na pewno nie i na co trzeba uważać? Tłumaczą specjalistki.

Artykuł pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 1/2026.

Mówimy: Ozempic, myślimy: to ten lek, który odchudzi każdego. Ale – zaznaczmy na początku – tak naprawdę Ozempic zarejestrowany jest dla pacjentów z cukrzycą. Preparaty dla osób z chorobą otyłościową nazywają się inaczej, mówimy jednak o sporej już grupie leków stosowanych na ogół w formie zastrzyków – to analogi GLP-1, zawierające semaglutyd, dulaglutyd, liraglutyd czy podwójny analog GIP i GLP-1 – tirzepatyd. Naśladują one hormon inkretynowy, który w organizmie człowieka produkowany jest przez jelito cienkie w odpowiedzi na jedzenie. Kiedy za pomocą leków znacznie podnosimy jego stężenie w organizmie, następuje stymulacja ośrodka łaknienia i w efekcie mamy uczucie sytości. Pacjent szybciej się najada, praca przewodu pokarmowego zostaje trochę spowolniona, więc jedzenie dłużej zostaje w żołądku, a do mózgu idzie sygnał, że żołądek jest pełen. Zjadamy mniej, nie mamy takiej jak wcześniej ochoty na podjadanie. Cudowny lek?

Kiedy cichnie food noise

Lena, 40-letnia prawniczka, od dwóch lat bierze lek z tirzepatydem. Schudła ponad 50 kilogramów. Jest w normie wagowej, wyniki krwi ma jak u zdrowej osoby – wcześniej krok dzielił ją od cukrzycy typu 2. Jej życie „przed” to była ciągła dieta. A właściwie różne diety. – Dietetyczki się starały, ja się starałam – mówi – ale szło to bardzo wolno. Waga leciała, potem odbijała. No i nie zawsze te diety miały sens. Pamiętam owocowo-warzywną, po której dostałam anemii. Innym razem jeden z lekarzy zalecił mi dietę 600 kilokalorii, na której trudno przeżyć i to nie jest wcale przenośnia. Zresztą od tego właśnie lekarza usłyszałam kiedyś: „Wie pani, trzeba po prostu mniej jeść, w Auschwitz wszyscy byli chudzi”. Tyle że ja nie jadłam dużo. W dodatku zawsze byłam aktywna, dużo chodziłam, na salsie byłam sześć razy w tygodniu, trener nie bardzo mógł uwierzyć, że przy takim poziomie aktywności fizycznej waga stoi u mnie w miejscu. Teraz wiem, że problemem była moja relacja z jedzeniem. Miałam poczucie, że ono mnie krzywdzi, w pewnym sensie się go bałam.

W końcu zapisałam się do kompleksowego programu, gdzie miałam lekarza – mądrego i życzliwego, dietetyczkę, która nie tylko pomagała mi w układaniu jadłospisu, ale mogłam być z nią w kontakcie,jak tylko tego potrzebowałam. I w momencie, kiedy usłyszałam, że to choroba, że się ją leczy – poczułam, że jestem na to leczenie gotowa. Lek zadziałał u mnie bardzo szybko, tak jakby organizm potrzebował tylko tego impulsu.

Czytaj także: Jak dobrze żyć z cukrzycą? Rozmowa z Maciejem Łysiakiem, psychologiem, edukatorem cukrzycowym

Dr Anna Ścibisz, specjalistka z Centrum Leczenia Otyłości w szpitalu Medicover uważa, że wokół analogów GLP-1 narosło sporo kontrowersji. – Trzeba wyjaśniać na każdym kroku, dla kogo jest takie leczenie, u kogo nie powinno być stosowane i wreszcie – że potrafi wręcz ratować życie. Te leki zrewolucjonizowały leczenie choroby otyłościowej, stanowią rodzaj alternatywy dla operacji bariatrycznej. Ale są przeznaczone dla pacjentów, którzy rzeczywiście chorobę otyłościową mają. Nie lekką nadwagę. W diagnozie kierujemy się BMI, to nie jest wskaźnik doskonały, ale ciągle stanowi nasze kryterium. Chorobę otyłościową rozpoznajemy, kiedy BMI jest powyżej 30. Przy nadwadze – BMI 27 i więcej – zwłaszcza jeśli są choroby towarzyszące, które z tej nadwagi mogą wynikać, czyli cukrzyca typu 2 nadciśnienie tętnicze, bezdech senny, zaburzenia lipidowe, wysoki cholesterol – też możemy włączyć leczenie. Ale, jak podkreśla lekarka, leki nie zrobią za nas roboty: – Należy myśleć o nich jako o uzupełnieniu, podstawą są zmiany stylu życia, przede wszystkim dieta i aktywność fizyczna. Zresztą to nie jest nic specjalnie dziwnego, przecież operacja bariatryczna też nie jest jedynym naszym działaniem, musimy wprowadzić w życie szereg zmian, inaczej waga wróci.

Jak długo powinna trwać kuracja analogami GLP-1? – Każdy przypadek jest inny. Ale powiedzmy, że koło roku – uważa dr Anna Ścibisz. – Ten czas pacjent powinien wykorzystać na naukę nowych nawyków żywieniowych i nie tylko.

A co później? Nawyki: nowa zdrowa dieta, aktywność fizyczna to jedno. Jednak jeśli efektem działania leku jest zwiększone poczucie sytości, to tego sobie przecież nie wypracujemy, zniknie ono wraz z odstawieniem preparatu. – Ale jesteśmy w stanie sobie wypracować wybieranie odpowiednich pokarmów – mówi lekarka – takich, które po kuracji z nami zostaną. Zmienić styl życia, wprowadzić aktywność fizyczną. No i nie odstawiamy leków z dnia na dzień, robimy to powoli, żeby łagodnie przejść ten proces i patrzeć na reakcję. Poza tym nie zawsze odstawiamy je całkowicie, w niektórych sytuacjach stosuje się te leki przewlekle, nie redukujemy ich do zera, tylko zostawiamy małą dawkę podtrzymującą.

Magda, 50-letnia nauczycielka, mówi, że przez całe życie miała tendencje do tycia. I całe życie z tym walczyła, nic nie rozwiązało problemu na dobre. Kiedy zaczęła brać analogi GLP-1 (liraglutyd), przez półtora roku schudła 17 kilogramów. Odstawiła leki, a waga wróciła. – Wydaje mi się, że jeśli ktoś ma jak ja tendencję do tycia, to właśnie tak się dzieje. Przez te półtora roku czułam się świetnie. Najcudowniejsze było to, że ucichł food noise – stałe, natrętne myśli o jedzeniu. Wcześniej już pół godziny po posiłku się zaczynało, nie byłam głodna, ale noise się pojawiał i nasilał, im dłużej, tym był intensywniejszy. Podczas brania leków to znikło, miałam głowę, która nie myślała o jedzeniu, o słodyczach. To ceniłam sobie najbardziej. Ale kiedy przestałam brać leki, wszystko wróciło. Łącznie z wagą. Ważyłam 78 kilogramów, schudłam do 61, teraz to 74. Nie odbiło tak strasznie jak wielu innym, ale ja jestem bardzo aktywna, dużo ćwiczę, dużo chodzę, jeżdżę na rowerze i staram się trzymać rozsądną dietę.

Uwaga na białko

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że ten lek przynosi same korzyści. – Obietnica, że nie będę czuła głodu, a dzięki temu zjem mniej i łatwiej schudnę, jest niezwykle kusząca – mówi dietetyczka kliniczna Monika Stromkie-Złomaniec. – W chorobie otyłościowej brzmi to jak idealne rozwiązanie. Procesu redukcji masy ciała nie powinniśmy jednak oceniać wyłącznie przez pryzmat szybko traconych kilogramów. Mało kto myśli, co będzie później, liczy się tu i teraz. Rzeczywiście przy tych lekach u większości osób obserwuje się szybko postępującą utratę masy ciała, ale to jedynie wierzchołek góry lodowej. Leki z grupy agonistów GLP-1 ograniczają ilość spożywanego jedzenia, co, niestety, przekłada się też na utratę masy mięśniowej, a to poważny problem. Widzę, że pacjenci często wpadają w tę pułapkę: nie są w stanie „dojeść” zaleconej diety. Kiedy układam jadłospis na poziomie 1800 kilokalorii, z odpowiednio zachowaną podażą białka, pacjent realnie zjada 1000–1200 kilokalorii, bo ma poczucie, że mu wystarcza.

A co gorsza, jest dumny, że potrafi zjeść mniej, niż mu zaleciłam. Staram się tłumaczyć, że robi sobie krzywdę takim podejściem. Przy tak niskiej kaloryczności trudno dostarczyć odpowiednią ilość białka. Przeciętnie potrzebujemy go choć jeden gram na każdy kilogram masy ciała, więc osoba ważąca 100 kilogramów powinna zjeść – upraszczając – około 100 gramów białka dziennie. Przy diecie 1000–1200 kilokalorii jest to praktycznie niemożliwe.

Pacjenci szybko się nasycają. Nawet jedząc 3–4 posiłki dziennie, często dostarczają zbyt mało nie tylko białka, ale też witamin, składników mineralnych, błonnika pokarmowego. Skutkiem zbyt niskiej podaży białka jest sarkopenia, czyli spadek masy i siły mięśni, który prowadzi do urazów, osłabienia i pogorszenia sprawności fizycznej. – Wraz z utratą nadprogramowych kilogramów pogarsza się wygląd: szybciej pojawiają się zmarszczki, skóra staje się wiotka – mówi dietetyczka. – Takie osoby realnie mają też mniej siły, bywa, że zmagają się z anemią czy gorszą odpornością. A przecież nie o to chodzi w leczeniu.

Znam diabetologów czy obesitologów, którzy w gabinetach lekarskich wykonują pacjentom analizę składu ciała, aby monitorować masę mięśniową podczas terapii GLP-1, dopytują o sposób odżywiania i uświadamiają, jak mądrze jeść podczas farmakoterapii, aby rzeczywiście dawała długofalowe efekty. Niestety, wciąż nie jest to standardowa praktyka.

– Mitem jest, że analogi GLP-1 to cudowne zastrzyki, które zrobią pracę za nas – dodaje Monika Stromkie-Złomaniec. – Farmakoterapia fantastycznie może ten proces wspierać, pomóc zapanować nad podjadaniem, przez zauważalne efekty zmotywować do zdrowszego jedzenia i aktywności fizycznej. Otyłość jest chorobą, która ma tendencje do nawracania, dlatego bez solidnego szkieletu pod postacią prawidłowo zbilansowanych posiłków i regularnej aktywności fizycznej (czasem wystarczą spacery), po odstawieniu leków problem powróci jak bumerang.

Magda żałuje, że musiała leki odstawić. A musiała, bo w pewnym momencie stwierdziła, że już ją na nie nie stać. – Nie byłam w stanie płacić 1000 złotych miesiąc w miesiąc. Czekam na generyki, chętnie będę je brać do końca życia. Świetnie te leki tolerowałam, na początku, przez dosłownie kilka dni miałam mdłości, ale szybko minęły. Widziałam same zalety tych środków – poza ceną.

Lena na początku zastanawiała się, czy wytrzyma kurację. – Prawdę mówiąc, przez pierwsze dni po prostu nie byłam w stanie jeść. Mdłości, wymioty, bałam się, że będę musiała w ogóle zrezygnować. Przetrwałam, pijąc nutridrinki. A potem powoli organizm zaczął się przyzwyczajać.

Czytaj także: Ile białka powinna jeść kobieta w menopauzie? Podpowiadamy, jak zwiększyć ilość białka w diecie

Działania niepożądane

Co jakiś czas można zobaczyć w sieci alarmujące tytuły z Ozempikiem w roli głównej. Że tylu rzeczy o nim nie wiemy, że może za parę lat dopiero okaże się, jakie są długofalowe skutki przyjmowania tych leków, że wywołują zapalenie trzustki, a może nawet prowadzą do nowotworu… Co z tego jest prawdą? – Niewiele – mówi dr Anna Ścibisz. – Zresztą jeśli pacjent jest pod kontrolą lekarza, to wyłapujemy sygnały, które mogą nam się wydać niepokojące. Ale jeśli ktoś będzie przyjmować taki lek kupiony w internecie na własną rękę, jeśli nie będzie robił żadnych badań, nie będzie wiedział, na co powinien uważać, jakich zmian dokonać, to rzeczywiście może być niebezpieczne. Pacjenci często chcą błyskawicznie zredukować wagę, niektórzy mają na horyzoncie jakąś ważną okazję za, powiedzmy, trzy miesiące i „muszą wtedy dobrze wyglądać”. A szybkie tempo chudnięcia sprzyja wielu powikłaniom. Redukcja powinna być stopniowa i powolna. I specjalista musi nad tym procesem czuwać.

Czy analogi GLP-1 nie dają żadnych działań niepożądanych? – Rzeczywiście jeden z leków z tej grupy może pogorszyć widzenie. Ale stwierdzono to u bardzo niewielkiego procenta pacjentów – mówi dr Anna Ścibisz. – Lekarze, dając leki, zawsze ważą pomiędzy ryzykiem wystąpienia powikłań a korzyściami z leku. Jakieś działania niepożądane ma każdy lek, także aspiryna. A jeśli ktoś ma ewidentną otyłość albo otyłość plus choroby z niej wynikające, to ryzyko związane z nieleczeniem jest zdecydowanie wyższe niż ryzyko, że wystąpią u niego wynoszące setne procenta powikłania. O kilku sprawach wiemy. Jak o tym, że jeden z leków z tirzepatydem zmniejsza działanie antykoncepcji hormonalnej, ale ponieważ wiemy, możemy uprzedzić pacjentkę, że powinna stosować równolegle inne metody zabezpieczania się przed ciążą.

Wszystko rozbija się o wiedzę, którą aktualizujemy, o dobranie leku do konkretnej osoby, o kontrolowanie jego przyjmowania, systematyczne robienie badań krwi, USG. Przestrzegam przed korzystaniem z receptomatu i przed braniem któregokolwiek z tych leków bez kontroli.

Problemem jest też to, że te leki nie działają u każdego. Sprawdzają się u około 80 proc. pacjentów, u pozostałych 20 proc. z jakiegoś powodu nie są skuteczne. – Pamiętajmy jednak, że leków jest kilka, tirzepatyd – mówi dr Ścibisz – nie do końca działa u zaledwie 2 proc. Ale to prawda, są pacjenci mniej i bardziej na niego wrażliwi, są tacy, u których efektów specjalnie nie widać.

Zarówno dr Anna Ścibisz, jak i Monika Stromkie-Złomaniec przestrzegają przed przyjmowaniem leku bez wskazań. A zdarza się, że biorą go osoby szczupłe, bo uważają, że gdyby miały trzy kilogramy mniej, wyglądałyby lepiej. – Żaden rozsądny lekarz nie wypisze takiemu pacjentowi recepty. Badania prowadzone były na pacjentach z nadwagą i otyłością, nie badano tych, którzy wagę mają prawidłową, nie wiadomo więc, co się wydarzy – ostrzega lekarka.

Ochota na pączka

Kiedy przyjmujemy lek, nie odczuwamy głodu, jemy mniej. Ktoś mógłby więc stwierdzić: no dobrze, skoro i tak chudnę, mogę dostarczać sobie kalorii w postaci śmieciowego jedzenia. Czy nie ma takiego niebezpieczeństwa? Okazuje się, że te leki wręcz ułatwiają przejście na zdrową dietę, redukują potrzebę słodkiego, chemicznego i mocno przetworzonego. – Zmniejszają chęć podjadania, zmieniają też smaki –potwierdza dr Anna Ścibisz. – Pacjenci przyzwyczajają się do nowego sposobu żywienia, potem okazuje się, że owszem, zjadają coś słodkiego, ale bardzo mało, że wystarczy im kostka czekolady, a kiedyś była to tabliczka. Monika Stromkie-Złomaniec: – Też to widzę, pojawiają się już nawet na ten temat publikacje naukowe, ale gdyby się zastanowić, to logiczne. Skoro lek opóźnia opróżnianie żołądka, to organizm intuicyjnie nie ma ochoty na tłuste pokarmy, bo po takich czuje ciężkość na żołądku. Dlatego pacjenci wolą zjeść zupę czy sałatkę niż posiłek typu fast food opierający się na tłuszczu, cukrze i pszenicy, bo czują się po nim lepiej, a to niejako przyzwyczaja ich do zdrowszego jedzenia. Obserwuję też u nich większą otwartość na próbowanie nowych rzeczy. Nagle chętniej sięgają po ryby, nasiona roślin strączkowych, kasze, razowe pieczywo.

Dr Ścibisz mówi o jeszcze jednym efekcie analogów GLP-1: – Widzimy, że często pacjenci rezygnują z innych używek, na przykład przestają pić alkohol albo radykalnie zmniejszają jego ilość, a to także dzięki lekom. Bada się teraz, czy nie będą one pomocne w leczeniu uzależnień.

Posłuchaj także: „Kalorie to ściema”. 5 sposobów dr. Tadeusza Oleszczuka, żeby schudnąć w dojrzałym wieku | „Jak zdrowie”, odc. 3

Łatwiej żyć

Magda: – Mam poczucie, że te leki funkcjonują trochę jak przeciwbólowe, nie usuwają przyczyny, ale likwidują objawy. Na pewno lepiej byłoby zwalczyć przyczynę, ale i tak zalety są ogromne. Nadwaga wiąże się z obniżonym poczuciem własnej wartości, akceptacji siebie. Kiedy brałam liraglutyd, było mi łatwiej żyć.

Lena: – Po raz pierwszy w życiu jem ze smakiem i bez wyrzutów sumienia. Mogę bez problemu kupić sobie ubranie, nie jestem ograniczona do trzech sklepów. Choć zawsze będę mieć doświadczenie bycia grubą, bo taka byłam przez większość dzieciństwa i młodości. Łapię się na tym, że jak ktoś mówi: „bo ty jesteś szczupła”, mam poczucie, że to nie o mnie. Ale jest łatwiej. Właściwie dopiero teraz widzę, jak trudno było mi wcześniej.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE