Nie chodzi o wielkie kryzysy, zdrady czy dramatyczne kłótnie. Psycholożka wskazuje na trzy powszechne mity o związkach, które brzmią rozsądnie, a w rzeczywistości po cichu psują relacje. Większość par nie zdaje sobie sprawy, że właśnie one stoją za narastającym dystansem i frustracją.
Związki rzadko rozpadają się z dnia na dzień. Najczęściej dzieje się to powoli, od drobnych sytuacji, które początkowo wydają się błahe, wręcz nieistotne. Kilka przemilczanych zdań. Kilka złośliwych uwag rzuconych „bez znaczenia”. Kilka kłótni, po których nikt już nie wraca do tematu.
Doktor Molly Burrets, psycholożka kliniczna od niemal dwóch dekad pracująca z parami, zauważa, że u źródła wielu kryzysów leżą te same powtarzalne schematy myślenia. Są tak powszechne, że uchodzą za „normalne”, a jednocześnie skutecznie podkopują bliskość i zaufanie. Co gorsza, większość par nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo im szkodzą.
To jeden z najbardziej powszechnych, a zarazem najbardziej szkodliwych mitów. Zakłada, że bliskość w związku oznacza czytanie w myślach. W praktyce często prowadzi do chłodu i pasywnej agresji. Zamiast wprost nazwać emocje, rzucane są zdawkowe odpowiedzi, a czasami wręcz pojawia się demonstracyjne milczenie lub sarkazm. Uraza pozostaje, ale nigdy nie zostaje wypowiedziana na głos.
„Takie podejście może wydawać się w danej chwili mniej konfrontacyjne, ale maskowanie odczuwanego bólu pasywno-agresywnymi komentarzami może osłabić waszą więź” – podkreśla dr Burrets. To właśnie brak jasnej komunikacji sprawia, że drobne nieporozumienia zaczynają obrastać w żal i rozczarowanie, które z czasem trudno już rozbroić. Dojrzały związek nie potrzebuje telepatii, lecz odwagi do mówienia wprost.
Jak sobie z tym radzić? Doktor Burrets radzi, by kierować się takim nastawieniem: „Jeśli masz ze mną problem, porozmawiaj ze mną o tym wprost”. „Nie oznacza to wybuchów złości ani oskarżycielskich monologów. Chodzi o opisywanie swoich doświadczeń w prosty, szczery sposób i zapraszanie do rozmowy, a nie do wrogości” – zaznacza ekspertka.
Ten mit sprawia, że wiele osób traktuje konflikt jak porażkę. W efekcie albo unika trudnych tematów, albo tłumi złość, by „nie psuć atmosfery”. Tymczasem brak sporów nie jest oznaką bliskości. Często jest sygnałem, że ważne sprawy zostają zamiecione pod dywan. Dr Burrets zwraca uwagę, że konflikty są nieuniknione w każdej długotrwałej relacji. Kluczowe jest jednak to, co dzieje się później. Związek zaczyna się kruszyć wtedy, gdy brakuje gotowości do wzięcia odpowiedzialności za własne zachowanie.
„Gdy partner nie jest gotów wziąć odpowiedzialności i przeprosić, nie ma przestrzeni na naprawę relacji. Przeprosiny są wyrazem szacunku” – zwraca uwagę psycholożka.
Jak sobie z tym radzić? Doktor Burrets zachęca przede wszystkim do jednego: autentycznego wzięcia odpowiedzialności. Uznanie, że nasze słowa lub działania kogoś zraniły, nawet jeśli nie było to zamierzone, otwiera drogę do odbudowy bliskości. „Możesz powiedzieć na przykład: »Widzę, że sposób, w jaki wczoraj do ciebie mówiłem/am, sprawił, że poczułeś/aś się zlekceważony/a, i jest mi z tego powodu przykro. Nie taka była moja intencja i postaram się to zmienić«. Sam akt dostrzeżenia własnej roli w konflikcie zachęca drugą osobę do podobnej postawy i zapobiega utrwalaniu się cykli obwiniania oraz zaprzeczania” – zaznacza ekspertka.
To jedno z najbardziej zdradliwych usprawiedliwień. „Przemocowy lub toksyczny konflikt charakteryzuje się zachowaniami, które mają na celu kontrolowanie, zastraszanie lub umniejszanie drugiej osoby, zamiast rozwiązania problemu – często poprzez obelgi, groźby, pogardę lub gaslighting”.
Emocje opadają, kłótnia się kończy, ale słowa zostają. Co gorsza, ich efekt jest trwały. Osłabiają bowiem zaufanie i poczucie bezpieczeństwa w relacji.
Jak sobie z tym radzić? Doktor Burret przypomina, że nie powinna być to walka „ja kontra ty”, lecz próba wspólnego poradzenia sobie z trudnością. „Kiedy się nie zgadzasz, staraj się mówić spokojnie, bez obraźliwych słów czy przezwisk. Skupiaj się na problemie, a nie na atakowaniu drugiej osoby. I nie przerywaj” – radzi psycholożka. Zdrowa relacja zakłada, że nawet w czasie kłótni partnerzy pozostają po tej samej stronie.
Najbardziej niebezpieczne w tych nawykach jest to, że często uchodzą za normalne. Są powielane z pokolenia na pokolenie, utrwalane przez filmy i społeczne oczekiwania. „Nie ponosimy winy za przekonania, których nas nauczono, ale odpowiadamy za własny rozwój” – podsumowuje doktor Burrets.
Artykuł opracowany na podstawie: M. Burrets, „Psychologist: These toxic habits can quietly ‘undermine’ your relationship—here’s what to do instead”, cnbc.com (dostęp: 30.01.2026).