Kiedy zastanawiamy się nad tym, jakich największych krzywd doznaliśmy w naszym życiu, w pierwszej chwili przychodzą nam na myśl zdrady, bezpośrednie ciosy – wszystko to, co nam się przytrafiło. A jednak gdy przyjrzymy się głębiej, dojdziemy do wniosku, że najtrwalsze ślady w naszym wnętrzu odciska nieobecność, utrata oraz to, co było dla nas ważne, ale się nie wydarzyło. Słowa, których do nas nie wypowiedziano, ludzie, którzy nas nie dostrzegali, poczucie, że się nie liczymy, że nie istniejemy dla ważnych dla nas osób – to wszystko potrafi boleć bardziej niż zadany cios czy rzucona zniewaga.
Fragment książki „To, co się nie wydarzyło”, Anabel Gonzalez, wyd. Feeria.
Kiedy coś takiego dzieje się w dzieciństwie – i to w szerokim zakresie – nazywamy to zaniedbaniem. Choć jest to najczęstsza forma znęcania się nad dzieckiem, przeważnie umykа uwadze, ginąc wśród innych nadużyć. Co więcej, przybiera codzienną, znormalizowaną postać w wielu rodzinnych sytuacjach, które na pierwszy rzut oka wydają się całkowicie zwyczajne.
W jaki sposób to, co się nie wydarzyło (a powinno było się wydarzyć), wpływa na nasze życie dziś? Często skutki są ciche i niewidoczne, ale dogłębne. Bardzo możliwe, że braki pozbawiły nas zdolności obserwowania tego, co się nam przytrafia, zaciekawienia tym, co się kryje w głębi nas samych, możliwości otwarcia się na innych po to, by spojrzeć na nasze wnętrze ich oczami. Dlatego pierwsze pytanie brzmi: jak wpływa na nas to, co się nie wydarzyło?
Żeby na nie odpowiedzieć, należy zwrócić uwagę na sytuacje, które mogą być spowodowane brakiem, pustką i stratą:
- Kiedy jesteśmy odłączeni od naszych emocji. Zauważenie obniżonego nastroju może sprawiać nam trudność i rozpoznajemy go dopiero wtedy, gdy nasze ciało krzyczy, a niepokój sięga zenitu, jednak odłączenie od emocji nie pozwala nam na bieżąco rozumieć, co się dzieje, co wywołało taką gwałtowną reakcję i jak to na nas wpływa. Może dostrzegamy złe samopoczucie, ale nie wiemy, czy jest fizyczne, czy emocjonalne, z czym dokładnie się zmagamy, co właściwie nas złości lub Emocje mogą się w nas kumulować, aż się wyleją, ponieważ dosłownie nie wiemy, co z nimi zrobić. Nie dajemy im upustu, nie dzielimy się nimi z innymi, nie opiekujemy się nimi, a one coraz bardziej wzbierają i wracają do nas w coraz trudniejszej do zniesienia postaci lub tymczasowo nas zalewają.
- Kiedy przeważnie przyjmujemy postawę obronną. Świat wydaje nam się wrogi, a innych postrzegamy jako potencjalnych wrogów. Zwykle nie dostrzegamy przyjaznych twarzy ani zaproszeń do bliskości i uważamy, że „ludzie już tacy są” lub że z jakiegoś niezrozumiałego powodu są tacy dla nas.
- Kiedy próbujemy zadowolić cały świat. Potrzeby innych przedkładamy nad własne. Co więcej, naszych tak naprawdę nie. Aby pojąć, czego nam potrzeba, musimy dokładnie zrozumieć to, co czujemy. Ale gdy nie mamy połączenia z emocjami, znaczenie tego, co na nas wpływa, i tego, czego nam brak, pozostaje poza naszą świadomością. A ponieważ nie czujemy się ważni, próbujemy być niezbędni. Gdy potrzeby innych uznajemy za priorytet, z biegiem czasu stajemy się coraz bardziej niedożywieni. Tak jednak było zawsze, dlatego nie zauważamy tego emocjonalnego głodu.
- Kiedy nie prosimy o pomoc, a gdy ją otrzymujemy, nie dajemy sobie pomóc. Jeśli nigdy nie dostawaliśmy troski, wsparcia i uwagi, to logiczne, że nie liczymy na nie w naszych. Oznacza to, że nie mówimy, kiedy jest nam źle, nie pokazujemy smutku ani nie lubimy, gdy ktoś go zauważa. Kiedy podupadamy na duchu lub czujemy niepokój, dążymy do izolowania się, nie szukamy pomocy ani u rodziny, ani u specjalistów, nawet gdy mamy się kiepsko. Czasami nawet porzucamy samych siebie, pozwalamy sobie upaść, zaniedbujemy się lub robimy rzeczy, które tylko pogarszają nasz stan.
- Kiedy dopada nas głęboki wstyd, przez który nie potrafimy zebrać myśli. Przez każdą najmniejszą porażkę czujemy, że zawodzimy, że jesteśmy gorszymi lub wadliwymi ludźmi. Odnosimy wrażenie, że patrzy na nas cały świat, i dlatego ukrywamy się przed spojrzeniami innych, ponieważ mamy poczucie, że jeśli naprawdę nas poznają, zdadzą sobie sprawę, jak bardzo niedoskonali jesteśmy. Wstyd, który nami kieruje, wpływa na nasze zachowanie, sprawiając, że robimy wszystko, żeby się nie uaktywnił: usiłujemy być idealni i unikamy sytuacji, w których moglibyśmy ponieść porażkę, żeby inni nie dostrzegli naszych ewentualnych błędów albo wręcz nas samych.
- Kiedy próbujemy być niewidzialni, przemknąć niezauważenie, znaleźć się poza centrum. Co ciekawe, właśnie w takim położeniu znajdowaliśmy się w dzieciństwie, gdy nie byliśmy zauważani i nie czuliśmy się ważni ani wyjątkowi dla nikogo. Relacje międzyludzkie sporo nas kosztują, wmawiamy sobie, że lepiej nie mieć nikogo, a w naszym wnętrzu czujemy, że nie można nas kochać i że nie jesteśmy warci uwagi.
- Kiedy podejmowanie decyzji wiele nas kosztuje. Z jednej strony dzieje się tak z powodu trudności z dostępem do naszych potrzeb, pragnień i pozbawieni go, przetwarzamy wszystko na poziomie racjonalnym, nie kontaktując się z naszym wnętrzem. Z drugiej strony podjęcie decyzji oznacza ryzyko pomyłki, która może spowodować strach i wstyd. Poza tym decyzje mogą oznaczać wejście w konflikt z innymi, ponieważ niosą ze sobą konsekwencje, z których nie wszyscy zawsze będą zadowoleni. Może to skutkować paraliżem w obliczu najmniejszych dylematów.
- Kiedy się ukrywamy, udajemy kogoś innego, bez przerwy kłamiemy. Wydaje nam się, że tylko odgrywamy rolę; rolę osoby, która robi to, czego się od niej oczekuje, rolę, którą należy odegrać w danej sytuacji i którą każdy powinien odegrać, a wówczas czujemy się oszustami, pozbawionymi autentyczności.
- Kiedy jesteśmy ciągle niezadowoleni. Rozpaczliwie szukamy osób, które dadzą nam to, czego nam brakuje, ale nigdy nie czujemy się zaspokojeni. Myślimy, że wszyscy ludzie są egoistami, że niesprawiedliwie nas traktują, że prawdziwi przyjaciele nie istnieją. A jeśli już mamy grono przyjaciół, wymagamy od nich takiej perfekcji, że ostatecznie zostajemy sami i często czujemy się odrzuceni lub pominięci.
- Kiedy wiążemy się z nieobecnymi partnerami, którzy nas nie zauważają, za to skupiają się na własnych potrzebach. Odczuwany przez nas wstyd doskonale wpisuje się w relację z kimś, kto postrzega nas jako nieważnych lub niekompetentnych. Nasze wrażenie bycia niewidzialnym współgra z zachowaniem osoby, która nas ignoruje. Możemy też dążyć do podporządkowania się komuś dominującemu, kto wyraźnie określa, co powinniśmy robić, ponieważ daje nam to złudne poczucie ulgi i zmniejsza nasze poczucie niepewności.
- Kiedy nie czujemy się częścią rzeczywistości, nie pasujemy do niej. Chodzimy po świecie, który wydaje nam się obcy i nas nie cieszy. Snujemy się z opuszczonymi rękami, nie potrafiąc ich podnieść, żeby pokazać, że coś nas ciekawi, żeby odepchnąć to, co nam przeszkadza, czy poprosić o pomoc. Jeśli ktoś podaje nam rękę, nie potrafimy jej przyjąć. Choć jest ciepło, marzniemy. Chociaż przebywamy wśród ludzi, zawsze czujemy się samotni.
Mimo że wiele z tych objawów może mieć początek w opowieści o porzuceniu i nieobecności, pamiętajmy, że trudności z życiem emocjonalnym i relacjami międzyludzkimi nie rządzą się regułami matematycznymi, ale mają wiele różnych przyczyn. Dlatego zrozumienie naszej historii jest naprawdę ważne. Celem nie jest doszukiwanie się wszędzie traum, ale poznanie siebie w jak najszerszym znaczeniu tego słowa, bez wywracania wszystkiego do góry nogami czy zadręczania się. Dzięki spojrzeniu za siebie możemy pojąć, jak zaczęło się to, co nam się przytrafia, jak staliśmy się takimi ludźmi, jakimi jesteśmy. (...)
Fot. materiały prasowe