Mieszkanie Karli Gruszeckiej, stylistki i dyrektorki kreatywnej, jest jak jej garderoba – stanowi bezpieczną bazę, w której drobne zmiany potrafią przynieść zaskakujący efekt.
Tekst pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 1/2026.
Dziś szafy – czy to szyte na miarę, czy wyszperane na targach staroci – potrafią być równie mocnym komunikatem społecznym, co ubrania, które w nich wiszą” – pisał niedawno The Business of Fashion, wpływowy portal poświęcony branży mody. Wnętrza przestały być jedynie tłem naszej codzienności, a stały się częścią osobistej narracji, odbiciem stylu życia i tożsamości, równie ważnym elementem autoprezentacji, jak to, co zakładamy na siebie. Ta zmiana dokonała się w czasie pandemii COVID-19, kiedy po raz pierwszy od dawna to dom stał się centrum naszego wszechświata.
Dzięki imponującym roślinom doniczkowym salon wygląda jak domowa dżungla. (Fot. Celestyna Król)
– Uważam, że to, jak mieszkamy i jak się ubieramy, mówi o nas więcej niż słowa – przyznaje Karla Gruszecka, stylistka i dyrektorka kreatywna. W jej mieszkaniu każdy detal opowiada jakąś historię. Rośliny doniczkowe i cięte kwiaty w wazonach, obecne niemal w każdym pomieszczeniu, zdradzają jej miłość do zieleni i natury. Leżące na stole albumy to pamiątki z bliższych i dalszych podróży. W salonie uwagę przyciąga oprawione w ramę zdjęcie w dużym formacie – ulubiony kadr z sesji mody, którą Karla zrealizowała kilka lat temu wspólnie z fotografką Sonią Szostak.
Lampa Marka Bimera nie dość, że daje ciepłe nastrojowe światło, to jeszcze wygląda jak małe dzieło sztuki. (Fot. Celestyna Król)
W życiu, podobnie jak w pracy stylistki, Karla kieruje się intuicją. Na ogłoszenie o sprzedaży jej obecnego mieszkania trafiła przypadkiem, przeglądając jeden z portali z nieruchomościami. Kiepskiej jakości zdjęcia wnętrza nie zniechęciły Karli, umówiła się na miejscu z właścicielem. – Wychodzę z założenia, że im gorsze zdjęcia w ogłoszeniach zamieszczanych w internecie, tym lepsza okazja. Mieszkanie było zagracone ciężkimi meblami, miało podwieszany sufit, który dodatkowo zabierał przestrzeń – wspomina. Zauroczona widokiem z okien kuchni i salonu na park Morskie Oko, decyzję o kupnie podjęła w pięć minut. Lokal znajduje się na piątym piętrze zabytkowej kamienicy przy ulicy Puławskiej w Warszawie, która została wzniesiona w latach 30. XX wieku według projektu Zdzisława Mączeńskiego dla Jana Wedla. Nie oszczędzano wtedy na materiałach, do dziś odwiedzających budynek zachwycają płaskorzeźby autorstwa Józefa Belowa („Rolnictwo” i „Przemysł”), zdobiące fasadę i wejście budynku.
Stylistka chętnie inwestuje w polski design. Na stole w salonie stoją m.in.: wazon Malwiny Konopackiej, misa Moniki Dąbrowskiej-Picewicz, podstawka Branik Delight. Na drugim planie: korkowy stołek Tomasza Rygalika i niebieska misa Rira Objects. (Fot. Celestyna Król)
Najważniejszym punktem zmian w nowym mieszkaniu było maksymalne otwarcie przestrzeni na światło, co pozwoliło uzyskać wrażenie większej przestronności i lekkości wnętrza.
Dzięki jasnej kolorystyce oraz rezygnacji z ciężkich zasłon wnętrze stało się jaśniejsze i bardziej przyjazne. Najwięcej pracy wymagało przeniesienie kuchni, która wcześniej mieściła się po drugiej stronie pomieszczenia. W przygotowaniu projektu kuchni i łazienki pomogła Karli zaprzyjaźniona architektka wnętrz Zofia Wyganowska – ta sama, z którą stylistka współpracowała przy aranżacji swojego pierwszego mieszkania.
Komoda polskiej marki Tylko została zamówiona specjalnie z myślą o przechowywaniu albumów. (Fot. Celestyna Król)
Karla lubi organiczne materiały, dlatego urządzając kuchnię, zdecydowała się wykorzystać przede wszystkim kamień i drewno. – Często dostawałam pytania, jak w kuchni sprawdza mi się marmur, bo on się przecież plami. No plami się, ale na tym polega właśnie jego urok. Jestem bardzo eklektyczna i nigdy nie chciałam wnętrza jak z katalogu. Mieszkanie ma żyć razem ze mną, a to, jak wygląda i co się w nim w danym momencie znajduje, jest wypadkową moich doświadczeń, zainteresowań, nastroju, podróży – tłumaczy Karla. Półka nad kuchennym blatem z czasem, trochę przez przypadek, zamieniła się w efektowną witrynę, na której goście mogą podziwiać m.in. pracę Natalii LL, obraz Tomka Opalińskiego oraz zdjęcie Chrisa Niedenthala, które Karla dostała na 40. urodziny.
Gospodyni uwielbia gotować dla przyjaciół i rodziny, dlatego życie towarzyskie domu toczy się głównie wokół imponującego, ważącego 130 kilogramów, kuchennego stołu, który został wykonany na zamówienie według projektu samej stylistki.
Półka nad kuchennym blatem zamieniła się w wystawkę ulubionych przedmiotów vintage i prac współczesnych artystów. (Fot. Celestyna Król)
– Nasze wnętrza, podobnie jak garderoba, powinny dostosowywać się do naszych potrzeb, a te zmieniają się przecież z czasem i wraz z miejscem, w którym zaczynamy żyć. Zauważasz wtedy, jakie jest światło rano, jakie wieczorem, że potrzebujesz więcej oświetlenia punktowego lub przeciwnie – bardzo jasnej przestrzeni, którą można przełamać mocnym kolorem – tłumaczy Karla. Początkowo pomieszczenie, w którym stoją szafy z ubraniami, miało pełnić funkcję pokoju gościnnego. Jednak odkąd nie pracuje na stałe w redakcji magazynów modowych, przestrzeń ta stała się jej pokojem służbowym, gdzie przechowuje ubrania i dodatki zbierane do nowych projektów i sesji zdjęciowych.
Posiadłość Flamingo Estate to dla Karli kwintesencja jej ukochanego Los Angeles. (Fot. Celestyna Król)
Po dwóch latach od zakończenia remontu w mieszkaniu zaszła kolejna zmiana. Dawna toaleta dla gości zamieniła się w sprytnie urządzony schowek na trzy duże walizki, które, ze względu na częste zawodowe i prywatne podróże, stylistka potrzebuje mieć zawsze pod ręką. W nowym schowku stałe miejsce znalazła też imponująca kolekcja długich jesiennych i zimowych płaszczy.
Zabudowana szafa w przedpokoju została zaprojektowana w taki sposób, by pomieścić imponującą kolekcję butów, która liczy ponad 100 par. Karla kolekcjonuje również nakrycia głowy. Do jej ulubionych należą te projektu Ruslana Baginskiy’ego, Bereniki Czarnoty i Paris Hendzel. Obraz jest autorstwa Ronana Bouroulleca.(Fot. Celestyna Król)
Okrągły stół w centrum dużego przedpokoju to z kolei pomysł, który podpatrzyła w nowojorskich apartamentach. Stał się domowym centrum dowodzenia – leżą tu rzeczy potrzebne na ostatnią chwilę przed wyjściem: torebki, perfumy, klucze, notesy. Zawsze znajdzie się też kilka długopisów i rolka taśmy klejącej potrzebne do pakowania i opisywania paczek odbieranych przez kurierów.
Łazienka pełni funkcję domowego spa, dlatego wszystkie kosmetyki Karla lubi mieć zawsze pod ręką.(Fot. Celestyna Król)
Połączenie kamienia, drewna i odcieni beżu buduje klimat bezpiecznej i przytulnej bazy, której Karla potrzebuje, kiedy wraca do domu po tygodniu intensywnej pracy na planach zdjęciowych. Natomiast wszystkie dodatki, takie jak: lampy, wazony, misy, obrazy i kubki w najróżniejszych wzorach, kolorach i kształtach, mają oddawać szaloną i spontaniczną naturę właścicielki. – To mieszkanie jest świetną ilustracją tego, jak wiele rzeczy mnie inspiruje. Podczas podróży odwiedzam lokalne targi staroci, z których zawsze coś wraca ze mną do domu. Będąc w Los Angeles i Mexico City, zakochałam się w tamtejszych przestrzeniach wypełnionych gigantycznymi roślinami, więc od tamtego czasu podobne stoją w moim salonie. Lubię otaczać się przedmiotami, których czasami nie rozumiem, do których muszę dorosnąć. Jeśli chodzi o modę i wystrój wnętrz, od zawsze byłam zwolenniczką mądrych, jakościowych zakupów, bo nawet jak coś mi się znudzi, to za dwa, trzy lata mogę do tego wrócić – wyjaśnia. Unikatowych przedmiotów i dodatków vintage szuka głównie na internetowych aukcjach. W mieszkaniu nic nie ma stałego miejsca. Papierowa lampa Flottation 3 projektu Ingo Maurera, niemieckiego artysty nazywanego poetą światła, niedawno została przeniesiona z salonu do sypialni, a jej miejsce zajęła sprowadzona z Sycylii lampa Zeppelin 1, projekt Marcela Wandersa dla marki Flos.
Drewniany parawan z lat 90. zasłania szpitalną szafę z lat 70., w której Karla przechowuje talerze i szkło. Stałym elementem wystroju kuchni są świeże owoce i warzywa. (Fot. Celestyna Król)
Karla chętnie inwestuje w polski design i, jak sama przyznaje, ma nosa do marek, które za chwilę staną się rozpoznawalne. Kupiła pierwsze dwa wazony Grôpk autorstwa Marcina Kuberny oraz jeden z pierwszych egzemplarzy dziś już kultowych wazonów OKO Malwiny Konopackiej. Ma też obrazy Kornela Zezuli i Pawła Bika z początków jego kariery, misę Moniki Dąbrowskiej-Picewicz oraz lampę Marka Bimera. Gdy któryś z charakterystycznych wazonów lub lamp przestaje ją cieszyć, ląduje na strychu lub w piwnicy, by za jakiś czas powrócić w nowej roli.