Niektórzy potrafią zasnąć przy włączonym telewizorze, pracować w głośnej kawiarni i prowadzić rozmowę, kiedy obok ktoś ogląda filmiki na telefonie. Inni po kilku minutach w takim otoczeniu czują zmęczenie, rozdrażnienie albo po prostu nie mogą zebrać myśli. Dla wielu osób hałas nie jest tylko irytujący. Staje się czymś, co naprawdę utrudnia skupienie, odpoczynek i spokojne funkcjonowanie. Arthur Schopenhauer uważał, że to nie przypadek. Słynny niemiecki filozof był przekonany, że szczególna wrażliwość na hałas często idzie w parze z inteligencją, kreatywnością i zdolnością do głębokiego myślenia. Choć pisał o tym prawie dwieście lat temu, jego obserwacje dziś brzmią zaskakująco aktualnie.
Arthur Schopenhauer słynął z błyskotliwego umysłu, ale też z trudnego charakteru. Hałas doprowadzał go do autentycznej furii. W 1821 roku doszło nawet do głośnego konfliktu z sąsiadką, która rozmawiała z innymi kobietami na korytarzu jego kamienicy w Berlinie. Filozof zażądał ciszy. Kobieta odmówiła, a sytuacja zakończyła się przepychanką i wieloletnim procesem. Schopenhauer przez lata płacił kobiecie odszkodowanie. Historia przeszła do legendy jako dowód jego wybuchowego temperamentu, ale również obsesyjnej potrzeby ciszy. Dla filozofa hałas nie był zwykłą niedogodnością. Traktował go jak brutalne wtargnięcie do własnego umysłu. Uważał, że nagły dźwięk potrafi zniszczyć cały tok myślenia i wyrwać człowieka ze stanu głębokiej koncentracji.
W swoim słynnym eseju „O hałasie i zgiełku” Schopenhauer pisał, że najbardziej irytował go trzask bicza rozchodzący się po ulicach miasta. Dziś zapewne podobnie reagowałby na motocykle bez tłumików, alarmy samochodowe albo ludzi oglądających TikToki bez słuchawek w pociągu. Filozof uważał, że hałas działa destrukcyjnie na osoby, które potrzebują skupienia i intensywnie pracują umysłowo. Pisał wręcz, że jest on „mordercą myśli”. Według niego człowiek zdolny do głębokiej refleksji potrzebuje ciszy bardziej niż inni, ponieważ jego umysł pracuje w sposób bardziej złożony i wymagający.
Schopenhauer posuwał się nawet dalej. Twierdził, że osoby całkowicie niewrażliwe na hałas często są również mniej podatne na subtelniejsze doświadczenia intelektualne i estetyczne. „Z pewnością istnieją ludzie, a nawet bardzo wielu takich, którzy uśmiechną się na myśl o [moim problemie], ponieważ hałas im nie przeszkadza. Właśnie ci ludzie pozostają jednak niewrażliwi także na argumenty, myśl, poezję czy sztukę, krótko mówiąc, na wszelkiego rodzaju wrażenia intelektualne. Wynika to z grubiańskiej natury i topornej struktury ich mózgu” – pisał myśliciel.
Dziś taka teza może brzmieć arogancko, ale współczesna psychologia rzeczywiście dostrzega związek między wysoką wrażliwością sensoryczną, w tym mizofonią, a kreatywnością.
Współczesny brytyjski psychiatra i filozof Neel Burton zwraca uwagę, że osoby inteligentne często silniej reagują na nadmiar bodźców. Ich mózg intensywniej analizuje otoczenie, wychwytuje więcej szczegółów i trudniej ignoruje niepotrzebne dźwięki. To może tłumaczyć, dlaczego niektórzy po kilku godzinach pracy w hałaśliwym miejscu czują fizyczne zmęczenie i psychiczne wyczerpanie. Dla mózgu ciągły szum nie jest neutralnym tłem. Organizm cały czas pozostaje w stanie gotowości i musi nieustannie filtrować kolejne bodźce.
Nie chodzi jednak wyłącznie o inteligencję rozumianą akademicko. Bardzo podobną wrażliwość często mają osoby twórcze, introwertyczne albo wysoko wrażliwe. Takie osoby zwykle potrzebują więcej spokoju, samotności i czasu bez nadmiaru bodźców, żeby odzyskać równowagę.
Schopenhauer nie był jedynym filozofem, który źle znosił hałas. Immanuel Kant także miał ogromną potrzebę ciszy i spokoju. Według jednej z anegdot zmienił nawet mieszkanie z powodu piania koguta. Kant bardzo pilnował swojej codziennej rutyny i potrzebował idealnych warunków do pracy. Kiedy coś zakłócało jego rytm myślenia, reagował wyraźną irytacją. W jednym z listów skarżył się nawet na głośne modlitwy więźniów dochodzące z pobliskiego więzienia.
Dziś takie zachowania łatwo uznać za przesadę. Problem polega jednak na tym, że współczesne badania potwierdzają wpływ chronicznego hałasu na koncentrację, pamięć i poziom stresu. Nawet jeśli wydaje nam się, że przyzwyczailiśmy się do ciągłego szumu miasta, mózg nadal pozostaje w stanie podwyższonej czujności.
Czytaj też: „Twoja wartość nie zależy od uznania innych”. Rady Schopenhauera dla perfekcjonistów i żyjących pod presją oczekiwań
W czasach Schopenhauera źródłem irytacji był trzask biczy na ulicach. Dziś żyjemy w rzeczywistości pełnej powiadomień, reklam, rolek, dzwonków, rozmów i dźwięków dochodzących z każdego urządzenia. Cisza stała się czymś rzadkim i coraz bardziej luksusowym. Być może właśnie dlatego tak wiele osób odczuwa dziś permanentne zmęczenie psychiczne. Coraz częściej prawdziwy odpoczynek nie oznacza dodatkowej rozrywki, lecz brak kolejnych bodźców. Dla wielu ludzi największym luksusem okazuje się wyłączenie powiadomień, spacer bez słuchawek albo kilkanaście minut całkowitej ciszy.
Psychologowie podkreślają, że tolerancja na hałas jest bardzo indywidualna. Wpływ mają temperament, poziom stresu, cechy osobowości, zmęczenie i ogólne przeciążenie organizmu. Jednocześnie osoby bardziej refleksyjne i kreatywne często potrzebują większej ilości samotności i spokoju, żeby uporządkować myśli. Ich koncentracja działa bardzo intensywnie, ale bywa też bardziej podatna na zakłócenia. Schopenhauer porównywał geniusz do dużego diamentu. Twierdził, że kiedy taki diament zostanie rozbity, traci większość swojej wartości. Podobnie działa ludzki umysł. Kiedy głęboka koncentracja zostaje gwałtownie przerwana, bardzo trudno natychmiast wrócić do wcześniejszego poziomu skupienia.
Oczywiście nie każdy, kto źle znosi hałas, jest geniuszem. Możliwe jednak, że Schopenhauer miał rację przynajmniej w jednej kwestii. Im bardziej złożony i intensywny jest nasz świat wewnętrzny, tym trudniej pogodzić go z nieustannym zgiełkiem.
Artykuł opracowany na podstawie: Neel Burton, „Why Intelligent People Hate Noise”, psychologytoday.com [dostęp: 11.05.2026]