1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Zofia Zborowska-Wrona i Andrzej Wrona: „Najważniejsze zostawiamy dla siebie”

Zofia Zborowska-Wrona i Andrzej Wrona: „Najważniejsze zostawiamy dla siebie”

Zofia Zborowska-Wrona i Andrzej Wrona (Fot. Aleksandra Zaborowska)
Zofia Zborowska-Wrona i Andrzej Wrona (Fot. Aleksandra Zaborowska)
Ludzie lubią ich za to, że są normalni. I że nie lukrują rzeczywistości. Za chwilę Zofia Zborowska-Wrona i Andrzej Wrona zadebiutują jako gospodarze polskiej edycji „Love Is Blind”, jednego z największych show randkowych. Pytamy ich, na czym polega udane małżeństwo, czy boją się intercyzy i jakie były najtrudniejsze testy dla ich związku.

Fragment wywiadu z miesięcznika „Zwierciadło” 5/2026.

Angelika Kucińska: Na co miłość może być ślepa?

Andrzej Wrona: Bywa ślepa na wszystko, na wady, zachowania, nawet te toksyczne. Zwłaszcza na początku.

Zosia Zborowska-Wrona: Ktoś policzył, że okres ślepego zauroczenia trwa jakieś siedem, osiem miesięcy, a potem spadają różowe okulary.

Andrzej: Większy problem, gdy widzimy, że coś nam nie odpowiada, ale wmawiamy sobie, że zmienimy to w tej osobie.

Zosia: W związku chodzi o to, żeby się łapać w połowie drogi. Nie zmienisz człowieka, z którym jesteś, ale można pójść na pewne ustępstwa. I jeśli obie osoby idą na ustępstwa w takim samym stopniu, to jest to fair.

A nie lepiej poszukać kogoś, komu nie trzeba będzie ustępować?

Andrzej: A są takie relacje? Nawet w tych związkach, które na Instagramie wyglądają na idealne, trzeba usiąść i przepracować parę rzeczy.

Zosia: Zmieniamy się. Po kilku latach związku nie jesteśmy osobami, którymi byliśmy, gdy zaczynaliśmy się spotykać. Albo zmieniają się okoliczności. Związek i my jako partnerzy musimy się sprawdzić w nowych sytuacjach. Ja wchodziłam w relację ze sportowcem, kapitanem drużyny, mistrzem świata. Gdy Andrzej podjął decyzję o zakończeniu kariery, musieliśmy się zaadaptować do nowej sytuacji. Wszystko nagle się zmieniło. Jest więcej w domu. Ma inną pracę. Sam jest już innym człowiekiem. Nie chce mi się wierzyć, że w życiu, które jest intensywne, nieprzewidywalne, bywa łatwe, ale bywa i bardzo trudne, możesz trwać w relacji ze swoim lustrzanym odbiciem i cały czas pozostajecie tacy sami. Poza tym to nudne. Żadnych wyzwań. Żadnej możliwości pracy nad sobą. A przecież w związku chodzi też o to, żeby nas rozwijał, prawda?

I żeby pamiętać, że nic nie jest dane raz na zawsze. Każdego dnia podejmujesz decyzję, że wciąż chcesz być w tym konkretnym związku.

Andrzej: Ważne też, żeby wyciągać wnioski. Im dłużej trwasz w przyzwyczajeniach, tym trudniej je potem zmienić. Zosia się śmieje, że kiedy się poznaliśmy, byłem typowym kawalerem, który lubił spędzać czas z kumplami. Tak było. Aż dotarło do mnie, że jeśli podchodzę do relacji w określony sposób i one się nie udają, to może trzeba zmienić podejście i inaczej ustawić priorytety. Jeśli chcesz budować dorosły związek, to nie możesz wciąż żyć życiem 20-latka. To ważne, żeby nad sobą pracować.

Co było najtrudniej poświęcić dla związku? Niezależność?

Andrzej: W ogóle nie użyłbym słowa „poświęcenie”. Zawsze chciałem mieć rodzinę i dzieci, o czym zresztą powiedziałem Zosi na jednej z pierwszych randek. Czułem się gotowy wcześniej, tyle że to nie był priorytet na już. Kiedy spotkałem Zosię, najważniejsza stała się ona i to, co chcieliśmy razem zbudować. Dalej mam przyjaciół, kumpli. Część z nich założyła własne rodziny i spotykamy się na kinderbalach [śmiech].

Przede wszystkim jednak dziś inaczej zarządzam czasem. Wolę zostać w domu z Zosią i dziewczynkami. Myślę, że poznaliśmy się w naprawdę dobrym momencie. Zbliżały się moje trzydzieste urodziny, układałem sobie rzeczy w głowie. Wiedziałem, czego chcę. Nie jestem pewny, czy udałoby nam się, gdybyśmy poznali się pięć lat wcześniej…

Zosiu, a jak wyglądało twoje życie, kiedy się spotkaliście?

Chwilę wcześniej rozstałam się z chłopakiem, z którym byłam cztery lata. Pokojowo, w przyjaźni. Wiedziałam, że chcę założyć rodzinę, mieć dzieci, on wiedział, że nie jest w stanie mi tego dać. I wtedy od koleżanek singielek zaczęłam słyszeć, że dla nas, dziewczyn po trzydziestce, które szukają poważnej relacji, nikogo nie ma. Trzeba czekać, aż rzucą na rynek rozwodników [śmiech]. Postanowiłam więc myśleć o sobie i dobrze się bawić. Mimo że wciąż marzyłam o rodzinie, przestałam się na tym skupiać, bo zewsząd słyszałam, jak ciężko jest spotkać kogoś fajnego. I oczywiście ktoś fajny pojawia się wtedy, kiedy nie masz parcia, żeby go znaleźć! Ciekawe, bo każde z nas chciało pokazać tej drugiej stronie, że nie traktuje jej jak kolejnej przygody. Bardzo dużo rozmawialiśmy. Zdążyliśmy naprawdę nieźle się poznać, zanim zaczęliśmy być w związku.

Co potrzebowałaś wiedzieć, żeby wejść w ten związek?

To Andrzej zadał decydujące pytanie. Bardzo szybko zapytał, czy chcę mieć dzieci. Zdziwiłam się, że tak od razu, ale też ucieszyłam, bo wyszło, że mamy te same priorytety. U nas wszystko potoczyło się szybko. Po kilku miesiącach zamieszkaliśmy razem, po ośmiu Andrzej się oświadczył, a po kolejnych trzech wzięliśmy ślub. Ja po prostu wiedziałam. Po jakimś czasie od naszego pierwszego spotkania zaczęli na nas polować paparazzi, więc zadzwoniłam do taty, żeby nie był zaskoczony, jak zobaczy zdjęcia. Powiedziałam mu, że poznałam swojego męża i ojca moich dzieci. „A kto to taki?” – zapytał. „Andrzej Wrona, sportowiec, kojarzysz?” „A jak długo się znacie?” „Trzy miesiące”. „To może ostrożnie z deklaracjami”. Wyszło na moje.

Andrzej, a dla ciebie co było ważne?

Szukałem partnerki i przyjaciółki. Brakowało mi głębi we wcześniejszych związkach. O swoich dotychczasowych relacjach nikomu nie opowiadałem, a o Zosi bardzo szybko powiedziałem mamie. Chciałem, żeby moja rodzina ją poznała. Chciałem się dzielić tym naszym byciem razem. Posiadanie dzieci było dla mnie ważne, więc fajnie, że Zosia powiedziała „tak”, ale też nie szukałem przyszłej żony z listą cech do odhaczenia. Mnie się wręcz podobało, że jesteśmy z innych światów. Że kiedy wracam do domu po meczu, to nie musimy gadać o siatkówce, bo Zosia nie interesuje się sportem. Kiedy się poznaliśmy, nawet nie wiedziała, że jestem siatkarzem.

Zosia: Zobaczyłam na Instagramie zdjęcia z podróży i pomyślałam, że fajny, chyba model, więc pewnie nic z tego nie będzie. I serio nie rozumiem, jak można oglądać sport, nie będąc rodziną sportowca…

Andrzej: A można oglądać filmy, nie będąc rodziną aktora? [śmiech]

Pytam o sprawy, które trzeba ustalić przed związkiem, bo to pewnie kluczowe zadanie dla uczestników i uczestniczek „Love Is Blind”, randkowego show, które właśnie doczekało się polskiej edycji, a wy zostaliście jej gospodarzami.

Zosia: Dla mnie to największa siła tego programu. Rozmowa. Próba dogadania się w najważniejszych dla nas kwestiach. Dla kogoś będzie ważne, czy drugi człowiek ma kredyt. Dla kogoś innego – czy chodzi na wybory albo czy jest wierzący. To są rzeczy, które powinno się ustalać od razu. Dla mnie na przykład czymś oczywistym są badania, które para robi, jeśli zamierza uprawiać seks bez zabezpieczenia. To nie jest oznaka braku zaufania, ale właśnie poczucia, że możemy bezpiecznie rozmawiać o wszystkim. Trzeba mieć przegadane rzeczy, a z „Love Is Blind” możemy się nauczyć, jak, o czym i dlaczego warto rozmawiać.

Andrzej: Wydaje mi się, że starsze pokolenia czekały, aż wszystko samo się okaże. Wiadomo, że na początku łatwiej jest skupić się na fizyczności, pobyć sobie w zauroczeniu, zamiast wejść głębiej i sprawdzić, czy dzielą nas różnice światopoglądowe. Bo po co psuć, kiedy jest fajnie? Śledząc randki w „Love Is Blind”, możesz zobaczyć, jak ważne są niektóre pytania dla osób biorących udział w programie i ile zależy od tego, jaką odpowiedź dostaną.

Zosia: Musimy też pamiętać, że uczestnicy mają ograniczony czas na poznawanie się i rywalizują z innymi kobietami czy mężczyznami. Gdybym w prawdziwym życiu poszła na randkę z chłopakiem i zadała mu zestaw pytań rodem z „Love Is Blind” na pierwszym spotkaniu, to mógłby się przestraszyć. Ale gdybym rozbiła to na pięć, sześć randek, nie powinien być zszokowany, bo to są przecież często fundamentalne sprawy.

Czytaj także: Aplikacje randkowe rzadko łączą ludzi w pary. Socjolog tłumaczy, dlaczego zawodzą

Na co miłość absolutnie nie powinna być ślepa?

Zosia: Na przemoc. Kwestia niewybaczalna. Myślę też, że na uzależnienia. Polityka? Tak, bo często jest tożsama ze światopoglądem, a ja na przykład wiem, że nie mogłabym być z kimś, kto nie ma liberalnych czy lewicowych poglądów. Prawicowy, konserwatywny światopogląd jest dla mnie nie do zaakceptowania. (...)

Zofia Zborowska-Wrona aktorka, influencerka. Obecnie można ją oglądać w serialu „Młode gliny”. Jest autorką kilku książek dla dzieci.

Andrzej Wrona, były siatkarz, złoty medalista mistrzostw świata, obecnie komentator sportowy i mówca motywacyjny. Wspólnie z Zosią wychowują pięcioletnią Nadzieję i dwuletnią Jaśminę. Mają dwa psy: Krysię i Kazika. Program „Love Is Blind” zadebiutuje w serwisie Netflix w maju tego roku.

Cały wywiad z Zofią Zborowską-Wroną i Andrzejem Wroną przeczytacie w majowym numerze miesięcznika „Zwierciadło”, dostępnym aktualnie w sprzedaży.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Okładka Zwierciadlo
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE