Nazywany jest „ewangelistą ruchu długowieczności”, bo jego misją stało się głoszenie nowej wizji życia – takiego, w którym termin emerytura nie obowiązuje, a wiek nie jest żadną etykietą. Michael Clinton przekonuje, że postęp technologiczny i zmiany demograficzne nieuchronnie doprowadzą nas do etapu, w którym dojrzałość przestanie być postrzegana jako schyłek życia. Ten proces już się zaczął. Coraz częściej dożywamy setki, medycyna i technologia utrzymują nas w dobrym zdrowiu, a osoby dojrzałe są coraz bardziej widoczne w dyskursie publicznym. „Longevity” przestaje być marketingowym sloganem – staje się rzeczywistością. A wraz z tą olbrzymią pokoleniową zmianą przychodzi potrzeba redefinicji naszych dotychczasowych wyobrażeń na temat ludzkiego życia. Z Michaelem Clintonem rozmawiamy o tym, jak sprawić, by było komfortowe, ekscytujące i satysfakcjonujące niezależnie od naszego wieku.
Bo przy obecnym postępie możesz mieć w ciągu życia nawet trzy kariery. Możesz dożyć w zdrowiu stu lat i nie rezygnować ani z pracy, ani z aktywności, które dają ci satysfakcję i napędzają do działania. Najlepszym dowodem na tę prawdę jest sam Michael, który po zakończeniu wieloletniej kariery w zarządach amerykańskich wydawnictw, „przeprogramował” swoją ścieżkę zawodową i postawił przed sobą zupełnie nowe cele. Został prezesem organizacji ROAR Forward, która zajmuje się propagowaniem koncepcji „New Longevity” i doradzaniem globalnym firmom, jak mogą wykorzystywać potencjał pracowników 50+.
W lutym, na zaproszenie firmy Meissner & Partners, Michael Clinton przyjechał do Warszawy, aby w Pałacu Rzeczypospolitej wygłosić przemowę na temat długowieczności i przyszłości pracy. Udało nam się porozmawiać tuż przed jego wystąpieniem. Jakie szanse wiąże z wydłużeniem się średniej długości życia? Jak widzi przyszłość mediów i biznesu w świecie zdominowanym przez pokolenie 50+? Co doradza ludziom, którzy pragną dożyć setki, pozostając w dobrej formie fizycznej i mentalnej? Przeczytaj nasz wywiad ze światowej sławy ekspertem od longevity.
Aleksandra Urbaniak: Jesteś byłym prezesem i dyrektorem wydawniczym Hearst Magazines, masz za sobą pełną sukcesów karierę w mediach. Nie wygląda jednak na to, że planujesz przejść na emeryturę. Co sprawiło, że zainteresowałeś się tematem longevity i założyłeś ROAR Forward?
Michael Clinton: Gdy doszedłem do etapu, w którym chciałem zakończyć moją pierwszą karierę i zacząć rozwijać się w nowych kierunkach, ludzie pytali: „Aha, czyli planujesz przejść na emeryturę?”. Wtedy odpowiadałem im: „Nie, ja tylko odchodzę z pracy”. Uświadomiłem sobie, że jeśli ma się sześćdziesiątkę i jest się zdrowym, można żyć jeszcze trzydzieści albo czterdzieści lat. Przyszły bardzo interesujące czasy, w których ludzie żyją znacznie dłużej, zdrowiej, a ich druga połowa życia może wyglądać zupełnie inaczej. Jeśli dziś masz trzydzieści trzy lata i dociągniesz do stu lat, to tak naprawdę możesz mieć trzy kariery. Kiedy to zrozumiałem, zacząłem interesować się badaniami nad długowiecznością i dołączyłem do rady Stanford University Center on Longevity. Potem napisałem książkę „ROAR”, w której mocniej zgłębiłem ten temat. Odpowiadając więc na twoje pytanie, momentem przełomowym dla mnie było uświadomienie sobie, że sześćdziesiątka nie jest końcem, tylko początkiem nowego cyklu.
Naprawdę wierzysz, że można dożyć stu lat i nadal cieszyć się życiem?
Jeśli tylko dobrze się prowadzisz!
To znaczy jak?
Po pierwsze, musisz zacząć wcześnie wprowadzać dobre nawyki. Większość ludzi mówi: „Chcę żyć sto lat tylko pod warunkiem, że będę mógł chodzić i się ruszać, mój mózg będzie dobrze funkcjonował, a moja jakość życia będzie wysoka” – i to jest kluczowe. Genetyka tylko w 25 procentach decyduje o długości naszego życia, 75 procent możemy kontrolować. W jaki sposób? Ruch, ćwiczenia, zdrowe jedzenie, niepalenie, bardzo ograniczone picie alkoholu, dobre nawyki związane ze snem. Jeśli zacznie się je wprowadzać wcześnie i konsekwentnie kontynuować, to ich dobry wpływ będzie się kumulował. Dzięki temu w wieku osiemdziesięciu czy dziewięćdziesięciu lat będziemy bardziej sprawni, elastyczni i zdrowsi. I wtedy możesz być jedną z tych niesamowitych osób, które w dojrzałym wieku chodzą do muzeów, mają bogate życie towarzyskie oraz angażują się w wiele aktywności.
Załóżmy więc, że jestem po pięćdziesiątce i chcę zacząć żyć zdrowiej. Ale czy to ma jeszcze sens? Nie jest na to za późno?
Nigdy nie jest za późno. Mam taką ulubioną historię – dotyczy ona kobiety, która nazywa się Joan McDonald. Jest Amerykanką i zaczęła trenować dopiero gdy skończyła 70 lat. Dziś ma 80 lat i miliony obserwujących na Instagramie. Sam kiedy biegłem maraton w Toronto widziałem pierwszego stuletniego mężczyznę przekraczającego linię mety, który przez ukończeniem osiemdziesięciu lat nigdy nie trenował. Naprawdę można zacząć o siebie dbać w każdym momencie życia i nie musisz robić maratonów, wystarczy, że zaczniesz od prostych ćwiczeń ruchowych.
W jednej z recenzji twojej książki nazwano cię „ewangelistą ruchu długowieczności”. Masz najświeższą wiedzę o trendach w zakresie longevity. Możesz opowiedzieć, w jaki sposób przedsiębiorcy, naukowcy i organizacje społeczne zmieniają dziś nasze spojrzenie na starzenie się i poprawiają komfort życia osób starszych?
Współczesne kraje mają do wykonania sporo pracy, ponieważ ich społeczeństwa żyją coraz dłużej. W Polsce w miastach 27 procent populacji ma sześćdziesiąt pięć lat lub więcej, a populacja pięćdziesiąt plus to 37 procent – i te statystyki będą rosnąć. Millenialsi za cztery lata będą mieć pięćdziesiąt lat, a to jest naprawdę duże pokolenie. Do tego dochodzi kryzys demograficzny – w Polsce, z danych, które widziałem wynika, że wskaźnik zastępowalności pokoleń od 30 lat jest niski i wynosi 1,1, a potrzebne jest 2,1. W związku z tym państwa oraz ich rządy wraz organizacjami non-profit i innymi instytucjami muszą przebudować to, co ja nazywam środowiskami przyjaznymi starzeniu. Jednym z przykładów państw, które robią to najlepiej, jest Singapur. Ma starzejącą się populację, ale wprowadza rozwiązania, które ułatwiają jej życie, na przykład w jest tam mnóstwo przestrzeni do spacerowania – w zasięgu 10 minut od większości osiedli znajdują się parki. To kraj bardzo przyjazny dla osób starszych, należący do Age-Friendly Cities – listy państw stworzonej przez Światową Organizację Zdrowia. Dzięki niej inne kraje mogą uczyć się, jak wdrażać i dostosowywać rozwiązania sprzyjające długowieczności. Jednak to odpowiedzialność nie tylko polityków, ale nas wszystkich – biznesu, lokalnych firm, społeczności, rodzin. Wszyscy będziemy musieli podjąć powszechny wysiłek w kierunku zmiany.
A propos biznesu, w książce „Longevity Nation” piszesz, że starzenie się to megatrend, który muszą zauważyć także przedsiębiorcy. Sama widzę jednak, że coraz więcej marek chce być postrzeganych jako marki generacji Z wybierane przez młode osoby. Moje pytanie brzmi więc: czy te marki są świadome, że młodsze pokolenie się kurczy, a razem z nim zanika baza ich klientów? A może odkryły, że starsze pokolenie konsumentów się zmienia i oczekuje bardziej nowoczesnego przekazu?
To świetne pytanie. Po pierwsze, w marketingu skupienie na młodym pokoleniu zaczęło się od baby boomers. Wcześniej nigdy nie przykładano aż takiej wagi młodszych odbiorców. Potem w każdej dekadzie trzymano się ich jako jedynej grupy docelowej i zapominano o wszystkich innych kohortach. Biznes zapomina, że konsument 50+ to zupełnie inny typ konsumenta. Współcześni pięćdziesięciolatkowie są znacznie bardziej świadomi aspektów zdrowotnych, aktywni, stylowi, trzymają formę i interesują się nowymi markami. Główny wniosek, który dostrzegamy wraz z naszym partnerem CIVIC Science jest taki, że lojalność wobec marek maleje u wszystkich. Stare przekonanie, że jeśli zdobędziesz klienta gdy jest młody, to zostanie z tobą na całe życie, staje się nieaktualne. Dziś ludzie w każdym wieku zmieniają swoje upodobania co do marek, dlatego firmy muszą mówić do wszystkich grup wiekowych. A trzeba mieć świadomość, że grupa 50+ ma dużo pieniędzy i dużo wydaje. Nazywamy ją „the new growth market”. Pokolenie osób po pięćdziesiątce stanowi nowy rynek wzrostu. Postępowe marki to dostrzegają i rozumieją – i to one będą wygrywać.
Z drugiej strony mamy markę taką jak Chanel, której nowe kolekcje wyglądają bardziej awangardowo niż poprzednie. Czy uważasz, że to dobry pomysł, aby tak klasyczny brand uczynić bardziej nowoczesnym w odbiorze?
Myślę, że Chanel zrobiło w ostatnim sezonie coś genialnego – na wybiegu w Paryżu połowa modelek miała ponad czterdzieści lat. Tymczasem marki luksusowe zwykle zatrudniają modelki poniżej trzydziestki. W „New York Times” okazał się zresztą o tym ciekawy artykuł: „Chanel’s Focus on the Grown-Up Woman”. To działa tak, że kobiety po czterdziestce widzą, co noszą inne kobiety w tym samym wieku i myślą: „Hmm, może ja też mogłabym to założyć?”. Wcześniej, jeśli moda była pokazywana tylko na dwudziestopięciolatkach, klientki mogły pomyśleć: „To raczej nie jest dla mnie”. Uważam więc, że ich strategia okazała się bardzo pomysłowa. Skoro śledzisz modę, to pewnie zauważyłaś, że ostatni sezon był najbardziej zróżnicowany wiekowo na wybiegach. Widać było na nich kobiety w każdym wieku – i dla mnie to coś wspaniałego. Tak właśnie powinno to wyglądać. Moda powinna być inkluzywna, a ostateczna decyzja, co wybrać spośród prezentowanych ubrań, powinna należeć do klientki. Dlatego tak ważne jest, aby kobiety w każdym wieku widziały na pokazach modelki podobne do siebie. Swoją drogą, pewnie wiesz, że Estée Lauder ponownie wybrało Paulinę Porizkovą na swoją ambasadorkę?
Tak, uwielbiam ją!
Ona ma 60 lat i jest niesamowita, wygląda fenomenalnie. Kobiety patrząc na nią w końcu mogą pomyśleć: „Mogę się z nią utożsamić”. Kobiety w każdym wieku, ale szczególnie te po czterdziestce, przez lata narzekały: „Nie widzę nikogo podobnego do mnie”. A dziś widzą Paulinę. Podobnie postąpił L’Oréal, który podjął współpracę z 57-letnią Christy Turlington. Myślę więc, że firmy z sektora beauty poszły dalej w pokazywaniu ludzi w każdym wieku i czyniąc ich częścią swojej historii.
Przejdźmy do prognoz na przyszłość. Jakie technologie, twoim zdaniem, będą miały największy wpływ na nasze starzenie się w najbliższych latach?
W styczniu byłem na targach Consumer Electronics Show w Las Vegas. Obecnych tam było sto firm, które nazywają siebie firmami z obszaru longevity technology. Część z nich oferuje urządzenia monitorujące, które można na siebie zakładać: pierścienie, Whoop, FitBit, Oura Ring. Myślę, że dzięki takim narzędziom oraz sztucznej inteligencji mocno rozwinie się medycyna prewencyjna. Bo chodzi o to, aby szybko otrzymywać sygnały i wskaźniki, które wcześnie wychwycą potencjalne problemy. Dzięki temu, jeśli pojawi się u nas jakiś niepokojący objaw, można zareagować wcześnie, a nie dopiero wtedy, gdy jest za późno. Myślę więc, że technologia umożliwi nam zwrot ku prewencji przez co dłużej będziemy pozostawać zdrowi.
A sztuczna inteligencja – co myślisz o tej technologii w kontekście starzenia się? Przewidujesz, że w przyszłości będą się nami opiekować roboty?
Istnieje świetna technologia o nazwie ElliQ. Stworzyła ją izraelska firma. Pracują głównie z osobami starszymi, które są samotne albo nie mają wielu kontaktów społecznych. ElliQ staje się ich towarzyszem-robotem. Badania pokazały, że w przypadku osób, które używają tego narzędzia w domu, działa ono jak Alexa, ale wyższej generacji. Zapewnia im ciągły kontakt dzięki technologii AI, która gromadzi wiedzę o ich zachowaniach, nawykach żywieniowych i tak dalej. Dziś brzmi to bardzo futurystycznie, ale myślę, że za 10-20 lat zobaczymy więcej tego typu rozwiązań. Innym świetnym przykładem jest egzoszkielet. To coś, co można założyć jak spodnie – pomaga np. usiąść i wstać, gdy ma się problemy z poruszaniem. Ta technologia, choć istnieje już dziś, bardzo rozwinie się w przyszłości. Myślę więc, że AI i robotyka, choć nie zastąpią ludzkich kontaktów, będą ogrywać dużą rolę w naszym codziennym życiu.
Jako ekspert od długowieczności, czy możesz podać kilka praktycznych wskazówek na co dzień, jak zadbać o swoją formę, aby cieszyć się życiem w jego drugiej połowie?
Powiedziałbym, że istnieje pięć podstawowych longevity hacks, które pomagają budować zdrowsze życie. Pierwszym z nich jest ruch. Każdego dnia powinniśmy uwzględniać jakąś formy aktywności, na przykład chodzenie, bieganie, jazda na rowerze, przysiady. To naprawdę ważne, bo ruch poprawia krążenie, odżywia narządy, reguluje ciśnienie krwi i ogólnie pomaga zachować dobry stan zdrowia. Po drugie coś, co nazywam świadomą konsumpcją. Musisz mieć świadomość, co wkładasz do ust, nie palić, ograniczyć spożycie alkoholu, wybierać ekologiczną żywność. Pewnie słyszałaś o diecie mieszkańców Niebieskich Stref – to na przykład dieta śródziemnomorska, oparta o lokalne składniki i w miarę ekologiczna. Po trzecie: sen, który jest niezwykle ważny. Warto mierzyć długość swojej fazy REM i snu głębokiego. Jeśli jest on dobrej jakości, to wystarczy spać 7 godzin dziennie. Sam sprawdzam każdego dnia, czy mam wystarczająco dużo fazy REM i monitoruję swoje wzorce snu. Następnie aspekt społeczny. Trzeba mieć duże grono rodziny i przyjaciół – ludzki kontakt jest kluczowy dla zdrowego, długiego życia, bo pomaga unikać stresu, samotności i izolacji. Dziś wszyscy spędzamy tyle czasu w telefonach. Musimy częściej je odkładać i spędzać więcej czasu z ludźmi, z tymi, którzy są dla nas ważni. I wreszcie ostatni longevity hack to posiadanie celu. Trzeba mieć powód, żeby rano wstać z łóżka. Często dzieje się tak, że kiedy ktoś wchodzi w wiek sześćdziesięciu lat, przechodzi na emeryturę, nie ma przy sobie dzieci, które się wyprowadziły, to popada w depresję. Wszyscy znamy historię jakiejś osoby, która przeszła na emeryturę i zmarła rok później, bo utraciła swoją tożsamość i życiowy cel. Dlatego zawsze mówię, że żyjąc sto lat, w drugiej połowie życia można stworzyć dla siebie zupełnie nowy zestaw celów.
Co istotne, każdy człowiek może wdrożyć nawyki, o których powiedziałem, niezależnie od swojego statusu społeczno-ekonomicznego. Możesz wyjść na spacer do parku, jeść więcej owoców, postarać się o lepszy sen. Każdy może w ten sposób o siebie zadbać, nie trzeba być bogatym.
Czyli jednym słowem nie polecasz przechodzenia na emeryturę po sześćdziesiątce?
Nie polecam. Zachęcam, żeby zamiast o emeryturze, mówić o „przeprogramowaniu się” [ang. „rewire” zamiast „retire” – przyp. red.]. Możesz odejść z jednej pracy, ale potem „przeprogramowujesz się” na coś innego. Przykład: kiedy odchodziłem ze swojej pracy i „przeprogramowywałem” swoje życie, zrobiłem kilka rzeczy. Mając sześćdziesiąt lat wróciłem na studia i zrobiłem magisterium z filantropii w sektorze non-profit na Columbii. Dwanaście kursów, egzaminy… Byłem najstarszą osobą na zajęciach. Ale to było ożywcze, bo stawiało przed moim umysłem nowe wyzwania. Potem napisałem książkę, a następnie założyłem firmę ROAR Forward. Współpracujemy z ponad pięćdziesięcioma globalnymi firmami, pomagając kadrze zarządzającej zrozumieć długowieczność i to, co będzie ona oznaczać dla strategii biznesowej, produktów, marketingu i pracowników. Po zakończeniu swojej pierwszej kariery „przeprogramowałem się” więc na wiele nowych sposobów.
Widać, że jesteś w świetnej formie. Czytałam, że biegasz maratony i że swoje siedemdziesiąte urodziny uczciłeś uczestnicząc w maratonie w Himalajach, tak?
Dokładnie na Mount Everst. Odbyliśmy dziewięciodniowy trekking do Everest Base Camp. Spaliśmy tam – to była straszna noc. Następnego dnia pobiegliśmy w dół maraton Tenzing-Hillary Everest. Dziewięć dni w górę, dwanaście godzin w dół. Z tym że, kiedy schodzisz w dół, to też idziesz i pod górę, i w dół. Wyobraź sobie – dziewięć dni wspinaczki, dwanaście godzin maratonu…
To wydaje się ekstremalnie wyczerpujące. Udało ci się ukończyć maraton?
Faktycznie, było wyczerpujące, ale ukończyłem go. Napisałem o tej wyprawie artykuł do magazynu „Men’s Health”. Zawsze mówię ludziom: nie musicie robić tego co ja, nie o to chodzi. Chodzi o to, że można robić naprawdę wiele ekscytujących rzeczy w każdym wieku. Trzeba mieć tylko otwarty umysł i przestać mówić: „Nie dam rady, bo jestem już za stary”. Trzeba mówić: „Mogę to zrobić niezależnie od tego, ile mam lat”. I to jest przesłanie, które chcemy wysłać w świat.