Najstarsze znalezione przez archeologów grzebienie pochodzą z neolitu (pięć tysięcy lat p.n.e.), ale pewnie były używane już wcześniej. Dziś mamy do dyspozycji wiele różnych akcesoriów do pielęgnacji włosów. O swoich ulubionych opowiedziała mi Kasia Szymków (@jestem_kasia), której włosy budzą podziw, a czasem zazdrość na IG. I po tej rozmowie wiem już, że jednak zainwestuję w masażer do skóry głowy.
Artykuł pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 2/2026.
Ujarzmić włosy. To potrzeba, która jest z nami chyba od początku historii ludzkości. Pewnie dlatego grzebień jest jednym z najstarszych narzędzi stworzonych przez człowieka. Jego dzieje pokazują, jak codzienny przedmiot może stać się świadectwem kultury, technologii i estetyki minionych epok. Pierwsze grzebienie wykonywano z kości, poroża, muszli lub drewna. Nie były jedynie narzędziami do pielęgnacji – pełniły też funkcję amuletów, ozdób, używano ich w czasie rytuałów religijnych. Najstarsze, dobrze zachowane egzemplarze pochodzą m.in. z terenów Mezopotamii i Doliny Indusu. Często były bogato zdobione geometrycznymi wzorami, które miały chronić jego właściciela. W starożytnym Egipcie grzebień stał się już powszechnym przedmiotem. Archeolodzy natrafili w grobowcach na grzebienie z drewna, kości słoniowej, a nawet złota. Egipcjanie przykładali ogromną wagę do pielęgnacji włosów i peruk, dlatego grzebień należał do podstawowego wyposażenia, nie tylko wśród społecznej elity. Rzymianie wykonywali grzebienie z kości, metalu i szylkretu. Często miały podwójne ząbki — szerokie do rozczesywania i drobne do pielęgnacji zarostu.
W tamtych czasach higiena i wygląd były na tyle istotne, że istniała cała grupa zawodowa tonsorów zajmujących się strzyżeniem i układaniem włosów. W kulturze skandynawskiej grzebień był jednym z najczęściej noszonych i… najczęściej gubionych przedmiotów. Zwykle zrobiony z poroża renifera, przechowywany w ozdobnych etui. Świadczył o statusie i dbałości o wygląd, czego nie spodziewałam się po wikingach, których kojarzę raczej ze zmierzwionymi brodami i skołtunionymi, długimi włosami. W średniowieczu i renesansie grzebienie zmieniły status z czysto praktycznego na ozdobny.
W Europie grzebienie wykonywano głównie z drewna i kości, ale stopniowo stawały się bardziej dekoracyjne. W renesansie pojawił się zwyczaj obdarowywania nimi w ramach dworskich rytuałów — zdobiono je rzeźbieniami, scenami mitologicznymi i inkrustacją. Rewolucja przemysłowa i masowa produkcja grzebieni sprawiły, że straciły one swój czar wyjątkowości.
Czytaj także: Już nie musisz walczyć z „puchem” na głowie. Gładka tafla jest passé – do mody wracają włosy puszyste i pełne objętości
O ile grzebień ma historię liczoną w mileniach, szczotka do włosów to wynalazek znacznie młodszy. Pierwszy patent na szczotkę z naturalnym włosiem (najczęściej świńskim) uzyskał w XVIII wieku brytyjski rzemieślnik William Kent. XIX wiek i rewolucja przemysłowa przyniosły mechaniczne wytwarzanie szczotek. W 1885 roku powstała słynna brytyjska firma Mason Pearson, która do dziś produkuje jedne z najbardziej znanych szczotek o charakterystycznej gumowej poduszce. Wtedy też zaczęła się produkcja szczotek w manufakturach, a nie jak wcześniej w niewielkich rzemieślniczych warsztatach. Zaczęły powstawać specjalistyczne szczotki, na przykład do tapirowania, modelowania na gorąco, rozczesywania włosów mokrych. Wszystko w bardzo praktycznym, użytkowym duchu.
Dziś szczotki ponownie stają się małymi dziełami sztuki. I zachęcają nie tylko do tego, by po prostu rozczesać włosy, ale żeby poświęcić sobie czas i czesać je dłużej. Dla relaksu, ale też dla urody włosów. O tym rozmawiałam z Kasią Szymków, którą możecie znać z IG (@jestem_kasia).
Nasza rozmowa zaczęła się od Luare. To młoda polska marka z kapsułową kolekcją produktów do pielęgnacji włosów. The Coastal Brush® 1892 Luare jest jedną z najbardziej luksusowych szczotek świata. Przy tworzeniu projektu przeanalizowano 60 szczotek uznawanych za najlepsze na rynku: francuskich, niemieckich, japońskich, włoskich, słynnych brytyjskich. Aż pięć miesięcy szwajcarscy inżynierowie testowali je, mierzyli parametry (m.in. jakość włosia, jego grubość, elastyczność, twardość, rozstaw, proporcje versus nylonowe igiełki, wielkość i jakość poduszeczki, ergonomię rączki...), żeby odpowiedzieć na pytanie, co czyni te szczotki najlepszymi. Szczotek są tysiące, czy naprawdę ważne jest, jaką wybierzemy? „Uważam, że dobra szczotka to jest coś bardzo potrzebnego. Generalnie w ciągu dnia dobrze jest przyczesywać włosy, szczególnie jeżeli nosimy rozpuszczone, bo plączą się od swetrów czy szalików. Łatwo wtedy o uszkodzenia, więc takie regularne szczotkowanie dobrze im robi. Ważne jest również porządne rozczesywanie włosów przed myciem, ponieważ mokre są bardziej podatne na uszkodzenia przy czesaniu”, mówi Kasia. Jej ulubione szczotki to te z naturalnym włosiem, zwykle włosiem dzika, bo są znacznie delikatniejsze dla włosów niż wykonane z tworzyw syntetycznych. Zbierają sebum, naturalny „krem” produkowany przez skórę głowy i rozprowadzają go aż po końcówki. Dzięki temu nadają włosom naturalny połysk, zmniejszają przesuszenie i ograniczają puszenie się włosów. Włosie dzika ma strukturę podobną do ludzkiego włosa, przez co ogranicza mikrouszkodzenia, mniej łamie włosy. Do tego jeszcze nie generuje ładunków elektrostatycznych, więc włosy mniej się elektryzują, mają ładnie wygładzoną łuskę. „Szczotki z włosiem są dobre do czesania na sucho, masażu skóry głowy.
Zanim zaczęłam używać Luare, moją ulubioną szczotką była La Bonne Brosse. Każdy powinien indywidualnie dobrać szczotkę dla siebie. Ja mam delikatną skórę głowy, więc wolę szczotki z miękkim włosiem”, mówi Kasia. Do rozczesywania na mokro, po nałożeniu odżywki lepsze są szczotki z szeroko rozstawionymi ząbkami lub specjalnie przeznaczone do tego grzebienie. „Wczesywanie odżywki to kolejna ważna sprawa, bez tego tracimy cały jej potencjał. Włosy po nałożeniu odżywki czy maski trzeba przeczesać, żeby dobrze ją rozprowadzić i pokryć włosy ze wszystkich stron. Są szczotki przeznaczone specjalne do wczesywania odżywek, na przykład trychologiczna szczotka marki Dermomedica. Czasem używam też do tego celu grzebienia i przy okazji robię delikatny masaż skóry głowy”, mówi Kasia.
Czytaj także: Ta japońska technika mycia włosów pobudza ich wzrost lepiej niż wcierki
Szczotki i grzebienie to niejedyne akcesoria, które teraz pomagają nam dbać o włosy. Mamy też specjalne ręczniki-turbany z mikrofibry, dzięki którym łatwo możemy osuszyć włosy bez obciążania. Specjalne masażery do skóry głowy, jedwabne poduszki do spania – w odróżnieniu od bawełny czy lnu, mają gładką strukturę, co zmniejsza łamanie i plątanie się włosów podczas snu. „Oczywiście, że śpię na jedwabnej poduszce! Jest delikatniejsza dla włosów, ale też dla skóry twarzy”, mówi Kasia. Wszystkie te akcesoria wspierają kondycję naszych włosów i są równie ważne jak dobra pielęgnacja, szczególnie jeśli zapuszczamy włosy. Kasia Szymków jest tu ekspertką, w styczniu 2022 roku po raz ostatni ścięła włosy na krótkiego boba i nawet nie wiedziała wtedy, że właśnie zaczyna proces zapuszczania. Po dwóch latach miała już piękne, długie włosy.
Według Kasi prawdziwy game changer, jeśli chcemy wesprzeć nasze włosy i sprawić, żeby szybciej rosły, to połączenie masażera i wcierki do włosów. „Masaż szczotką jest dobry, ale polecam też specjalny elektryczny masażer przeznaczony do skóry głowy. Mój jest ze strony Joga piękna – różowy z czterema »łapkami« z kolcami masującymi. Gdy zapuszczałam włosy, codziennie robiłam sobie 10-minutowy masaż połączony z aplikacją wcierki Skin Science. To nie jest tania sprawa, ale produkt jest wydajny, starcza na bardzo długo, więc cena rozkłada się na kilka miesięcy. Taka kuracja sprawiła, że moje włosy znacznie szybciej rosły i były mocniejsze.”, mówi Kasia.
Czytaj także: Długie, jedwabiste, zdrowe i lśniące – jak zapuścić włosy bez konieczności ciągłego podcinania? Kosmetyki i rady
Na co jeszcze zwraca uwagę? Włosy myje zwykle trzy razy w tygodniu i podobnie jak przy pielęgnacji twarzy praktykuje podwójne mycie. Stosuje maski i odżywki z emolientami, bo to one najlepiej wygładzają włosy. Zawsze wczesuje odżywkę szczotką lub grzebieniem, a po myciu aplikuje odżywki bez spłukiwania, żeby ułatwić rozczesywanie. Raz w miesiącu stara się znaleźć czas na olejowanie. Co jakiś czas robi piling skóry głowy, domową laminację i stosuje płukankę octową. Mimo że nie zapuszcza już włosów, stara się regularnie wykonać masaż skóry głowy z wcierką, poleca wspomnianą już trychologiczną SkinScience lub jeśli nie mamy budżetu – drogeryjną Anwen. Jednym z jej trików jest również kończenie suszenia włosów chłodnym powietrzem. To sprawia, że potem lśnią jak tafla wody.