Waldemar Pokromski, jeden z najwybitniejszych charakteryzatorów na świecie (zrobił ponad 100 filmów, w tym pięć nagrodzonych oscarem), przygotował też charakteryzację dla Joanny Kulig w serialu „Ołowiane dzieci”. Poczujesz się jak w latach 70.
Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 2/2026.
Agata Rucińska: Znał pan wcześniej historię śląskiej lekarki Jolanty Wadowskiej-Król, w której postać wcieliła się Joanna Kulig w serialu „Ołowiane dzieci”?
Waldemar Pokromski: Wiedziałem, że tereny wokół katowickiej huty Szopienice były zanieczyszczone. Nie słyszałem jednak o Jolancie Wadowskiej-Król i jej walce o zdrowie chorujących na ołowicę dzieci. Poznałem ją, gdy przyszła propozycja z Netflixa, żebym przygotował Joasię Kulig do roli w serialu opowiadającym jej historię. Zacząłem szukać klucza do stworzenia tej postaci. Bardzo mnie to zaintrygowało, ucieszyłem się też, że będę mógł Joasię zmienić. Współpracujemy od kilku lat i mam poczucie, że na ekranie zawsze jest do siebie podobna. Blondynka, piękna dziewczyna. Tu wykreowaliśmy nową Joannę Kulig.
Czytaj także: Joanna Kulig o roli w nowym serialu Netflixa „Ołowiane dzieci”
Co było największym wyzwaniem w tej metamorfozie?
Nasza bohaterka nosiła typowy dla lat 70. kok i miała ciemne włosy. Kolor był tu największym wyzwaniem. Asia nie występowała nigdy w takiej fryzurze i z ciemnymi włosami. Czarny kolor odpadał, bo jest zbyt kontrastowy na ekranie, nie wygląda naturalnie. Przez kilka dni robiliśmy próby, żeby dobrać odpowiednią barwę do karnacji Asi, nieprzerysowaną. Ostatecznie zrobiłem włosy z czterech wymieszanych ze sobą odcieni. Na zdjęciach, którymi dysponowałem, Jolanta Wadowska-Król zawsze miała charakterystyczne upięcie włosów, tylko na jednym zdjęciu z wakacji z córką widziałem ją z rozpuszczonymi włosami. Dlatego były również próby z ułożeniem i dobraniem formy koka. Mogę zdradzić, że stworzyłem dla Asi półperukę.
Włosy chyba rzeczywiście zbudowały wizerunek bohaterki, bo makijaż jest praktycznie niewidoczny i raczej nie jest upiększający…
Fryzura, kostiumy, sposób poruszania się – wszystko tu jest ważne. Make-up zrobiłem jasny, podkreślając lekko usta szminką w kolorze nude i oczy niebieskim cieniem do powiek, rzęsy czarnym i brązowym tuszem.
Brwi były również dopracowane, bo stanowią ważny element oprawy oka. Podkreślałem też kości policzkowe.
Różu używaliśmy tylko do pewnych scen w serialu. Tak, żeby widz poczuł klimat lat 70.
W jaki sposób wracał pan do tego klimatu lat 70.? Przeglądał pan zdjęcia, gazety, oglądał filmy?
Pamiętam jeszcze te lata, robiłem już wtedy pierwsze filmy. Zawsze jednak wspieram się dokumentacją. Żurnale, zdjęcia z tamtych czasów pomagają oddać tę atmosferę na ekranie. Lata 70. to był w mojej pamięci okres bardzo kolorowy. Można było sobie pozwolić na ekspresję żywymi kolorami. Niebieskie czy metaliczne cienie na powiekach. Pomadki z połyskiem. To przecież był też u nas czas rozkwitu ruchu hippisowskiego, co wnosiło powiew świeżości i odwagę w makijażu. Wydaje mi się, że teraz weszliśmy też w ten okres, kiedy kobiety mogą sobie na dużo pozwolić w makijażu. Kolorowe cienie, kreski, przedłużone rzęsy.
Lubi pan taki ekspresyjny makijaż?
Nie jestem fanem przesady. Uważam, że najlepszy makijaż to taki, którego nie widać. Taki, który tylko podkreśla naturalną urodę.
A co z czerwoną pomadką? To klasyka przecież.
Jeżeli dziewczyna ma ładne usta, tak jak Asia Kulig, może sobie pozwolić na wszystko. Niewielkie usta można oczywiście powiększyć delikatnie konturówką, ale lepiej ich tak mocno nie podkreślać. Musimy uważać, żeby czegoś nie przerobić, nie podbić czegoś, co nie powinno wychodzić. Wydaje mi się, że ładnie wycieniowane oczy są taką podstawą makijażu. I do tego usta.
Teraz w modzie jest glow…
Na wieczór, na popołudnie bardzo dobrze, ale jeżeli widzę rano w autobusie dziewczynę wymalowaną, jakby miała za chwilę iść na bal, to uważam, że to jest trochę przesada. Niemniej czasem mam ochotę podejść do młodej dziewczyny i skomplementować, jak widzę ciekawy makijaż. Bo czasem wspaniale wydobywają swoją urodę, ciekawie. Różnymi kolorami cieni, kresek, inny kolor tuszu na dolnych, inny na górnych rzęsach…
A jak zwykle maluje pan Joannę Kulig poza planem?
Jestem zwolennikiem delikatnego podkreślania urody twarzy. Oko, usta, kości policzkowe. To makijaż, który nie poddaje się trendom, jest uniwersalny. U Asi również podkreślam to, co ma wspaniałego w twarzy. Ona akurat ma przepiękne usta.
Zawsze jednak zaczynam od nawilżenia skóry, nałożenia płatków pod oczy. W tym czasie przygotowuję włosy. Potem dopiero przechodzę do modelowania twarzy i dalszego makijażu.
Czytaj także: Tylko bez przemalowania – rozmowa ze słynnym charakteryzatorem Waldemarem Pokromskim