1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. „Musical napisany specjalnie pod moje śpiewanie?! Bardzo bym tego chciała”. Joanna Kulig w rozmowie z Grażyną Torbicką

„Musical napisany specjalnie pod moje śpiewanie?! Bardzo bym tego chciała”. Joanna Kulig w rozmowie z Grażyną Torbicką

(Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan/TK MGMT)
(Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan/TK MGMT)
To dobry czas na seriale opowiadające najnowszą historię Polski. Po „Heweliuszu” i „Czarnej śmierci” przyszła pora na lata 70. i epidemię ołowicy na Śląsku. Oraz na kolejną świetną rolę Joanny Kulig. Jako Jolanta Wadowska-Król jest uczciwa, uparta i bezkompromisowa. Emanująca wewnętrzną siłą. W życiu też się u niej uspokoiło… trochę.

Fragmenty wywiadu pochodzą z miesięcznika „Zwierciadło” 2/2026.

Joanna Kulig o roli w nowym serialu Netflixa „Ołowiane dzieci”

Grażyna Torbicka: „Ołowiane dzieci” to historia inspirowana prawdziwymi wydarzeniami. Górny Śląsk, lata 70. i setki dzieci chorych na ołowicę. Co skłoniło cię do przyjęcia głównej roli lekarki w tym serialu?

Joanna Kulig: Zadzwonił do mnie Maciek Pieprzyca, którego bardzo cenię, z propozycją spotkania. Ucieszyłam się, bo nigdy wcześniej razem nie pracowaliśmy. Przegadaliśmy parę godzin – opowiedział mi historię Jolanty Wadowskiej-Król, lekarki z przychodni rejonowej w Szopienicach. Potem przeczytałam książkę Michała Jędryki o dzieciach z tamtej okolicy, które miały anemię, bóle głowy, i o jej walce o ratowanie dzieci chorych – jak się okazało – na ołowicę spowodowaną toksycznymi zanieczyszczeniami z kominów huty Szopienice. Zobaczyłam w tej postaci wiele cech, które mnie pociągnęły: uczciwość, spryt, upór i bezkompromisowość. To mnie zachęciło do budowania tej roli. Praca była fascynująca, ale też wyczerpująca – prawie 70 dni zdjęciowych, które przełożyły się na sześć odcinków. Przez taki czas trzeba właściwie żyć tą bohaterką – być nią.

Oglądając serial, myślałam o tym, na ile to rekonstrukcja tamtej epoki, a na ile obraz mechanizmów, które wciąż są w polityce – zamiatanie niewygodnych spraw pod dywan, walka frakcji, męskie gry o władzę.

Myślę, że jedno i drugie. Ciekawe jest też to, jak walczą kobiety – pragmatycznie, przez bardzo dobrze wykonywaną pracę. Widzimy, że osiągają niesamowite rzeczy, ale mimo to decyzyjność należy niemal wyłącznie do mężczyzn. Jolanta musi się nieźle namęczyć, żeby dojść do poziomu uznania, który u mężczyzny byłby czymś oczywistym. Wystarczy, że odrobinę zaniedba dom, od razu słyszy: „Zajmij się rodziną”. Mama przypomina o kolacji, o byciu w domu, o dzieciach, które potrzebują uwagi. To jest jak ciągłe sprowadzanie jej na ziemię.

(Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan/TK MGMT) (Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan/TK MGMT)

Joanna Kulig o pracy na Górnym Śląsku

Zdjęcia kręciliście na Górnym Śląsku. Udało wam się oddać klimat tego regionu i tamtych lat – prywatki, śląskie domy, hutnicze osiedla. Też go odczułaś?

Bardzo dobrze czułam się na Śląsku, choć wcześniej go prawie nie znałam. Byłam w Katowicach zaledwie parę razy: egzamin na wydział jazzu, koncerty – i tyle. Zdjęcia dały mi możliwość zaglądania do opuszczonych fabryk, familoków, miejsc, które jeszcze istnieją. To bardzo pomogło w kreowaniu postaci. Duża część ekipy była stamtąd: kierowcy, wielu aktorów, dzieci – naturszczyki. Maciek jest ze Śląska, więc opowiadał mi różne historie.

Wsiąkłam w ten klimat. Czuć tam etos pracy – górniczy, hutniczy – coś, co jest tylko tam.

Ja jestem Ślązaczką, mój tata był inżynierem górnictwa, pracował w kopalni. Znam ten etos pracy i rodzinności – rodzina jest fundamentem. Kobieta trzyma dom, mężczyzna idzie na szychtę, czyli do pracy w kopalni. W waszej historii mamy hutę, ale mechanizm jest podobny. Twoja bohaterka wie, że jeśli przekona kobiety do ochrony dzieci, to jest nadzieja – mężczyzn trudniej przekonać.

Ona czuje potencjał buntu w kobietach – że jeśli jedna się sprzeciwi, inne pójdą za nią. I tak to zazwyczaj działa.

Czytaj także: Joanna Kulig: „Chcę opowiadać kobiece historie”

Joanna Kulig o work-life balance między Polską a Hollywood

Kiedy ostatnio rozmawiałyśmy – zdaje się w maju 2022 roku, tuż po Cannes – byłaś przed zakończeniem pracy z Rebeccą Miller i przed filmem z Michaelem Keatonem. Jak patrzysz dziś na tamten czas?

To był ciekawy moment adaptacji do Warszawy, takiego zakorzeniania się. Warszawa długo mi się kojarzyła tylko z pracą. Mieszkałam 11 lat w Krakowie, potem przez siedem lat byłam w Warszawie w trybie „przelotowym” – czyli głównie plany filmowe. Poznawałam miasto przez plenery: PKP Powiśle, różne obiekty filmowe. Potem przyszedł okres „Zimnej wojny” – kampania oscarowa, a równolegle bycie mamą. Później pandemia, zdjęcia z Rebeccą Miller, Cannes, nasz wywiad – i wreszcie powolna próba poukładania sobie życia: gdzie chcę mieszkać, jak ułożyć pracę i rodzinę, ten słynny work-life balance.

Bardzo się cieszę z „Ołowianych dzieci”, bo w Polsce wielu ludzi – od kierowców taksówek po widzów – myślało, że wyjechałam na stałe. A ja tak naprawdę byłam w Stanach dwa razy po pół roku – przy „Zimnej wojnie” i przy filmie z Rebeccą – ale nigdy się tam nie przeprowadziłam.

(Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan/TK MGMT) (Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan/TK MGMT)

Był jeszcze film z Michaelem Keatonem…

A tak, to był ciekawy projekt, bo poleciałam na trzy tygodnie zrobić swoje i wrócić. Moją relację z USA dzielę na trzy etapy. Pierwszy to „Zimna wojna” – wielki sukces, czerwone dywany, agenci. Drugi to wyjazd rodzinno-zawodowy – lato, dziecko w przedszkolu w Nowym Jorku, takie półzamieszkanie. Trzeci to film Keatona – już czysto zawodowe zadanie. I to właśnie on uświadomił mi, że moja baza jest tutaj, w Warszawie. To uporządkowało mi w głowie granicę między pracą a życiem wewnętrznym. Te światy przestały się ze sobą kłócić.

Czytaj także: Joanna Kulig: „Jak to ogarnąć, żebym była szczęśliwa?”

Joanna Kulig o planach na przyszłość i pasji do muzyki

Kiedyś mówiłaś, że myślisz o zajęciu się produkcją kreatywną filmu, nie tylko aktorstwem. Czy to aktualne?

Tak, ta myśl wraca. Ale równocześnie czuję, że bardzo chcę rozwinąć przestrzeń muzyczną. To trochę zaniedbana część mnie. Nie mówię „nie” produkcji – zwłaszcza wyszukiwaniu i tworzeniu projektów – ale widzę, że to wymaga zbudowania zespołu kreatywnych ludzi, znalezienia właściwych scenarzystów, współautorów. Na razie te drzwi są uchylone, ale jeszcze nie są otwarte na oścież.

To przejdźmy do muzyki, twojej drugiej pasji. Reżyserzy czują, że to twoja naturalna przestrzeń – często zapraszają cię choćby do krótkich, śpiewanych epizodów.

Tak było ostatnio z Pawłem Pawlikowskim. Zadzwonił i powiedział: „Aśka, robię film. Muszę sprawdzić, czy zaśpiewasz po niemiecku. Przyjedź, będziemy powtarzać”. Paweł zdał maturę po niemiecku! Dostałam trzy utwory do przygotowania, miałam na to mało czasu, może trzy tygodnie, ale bardzo się ucieszyłam. To mój czwarty film z Pawłem. Śpiewałam u niego już po polsku, rosyjsku, francusku – teraz po niemiecku. Najnowszy film opowiada o rodzinie Thomasa Manna, gram tam niewielką rolę, ale bardzo się cieszę, że znów pracujemy razem i że spotkałam na planie Sandrę Hüller, niesamowitą aktorkę.

Od „Zimnej wojny” minęło sporo czasu, była pandemia, strajki scenarzystów… Fajnie było znowu zobaczyć „naszą ekipę” – Ewę Puszczyńską, operatora, ludzi z dawnej obsady życia zawodowego [śmiech].

(Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan/TK MGMT) (Fot. Aleksandra Modrzejewska-Mitan/TK MGMT)

W międzyczasie Ewa Puszczyńska odniosła kolejny wielki sukces – wyprodukowana przez nią „Strefa interesów” w reżyserii Jonathana Glazera dostała Oscara.

Ewa powiedziała mi ostatnio: „Aśka, musimy zrobić musical. Ty musisz zagrać w musicalu”. Odpowiedziałam: „Ewa, wymyśl coś, proszę”. Musical napisany specjalnie pod moje śpiewanie?! Bardzo bym tego chciała.

Cały wywiad przeczytasz w lutowym wydaniu „Zwierciadła” (2/2026).

Joanna Kulig, aktorka i wokalistka. Urodziła się w Krynicy-Zdroju, dzieciństwo spędziła w Muszynce. Laureatka Złotych Lwów, Orłów i nagrody Europejskiej Akademii Filmowej, członkini Amerykańskiej Akademii Sztuki i Wiedzy Filmowej. Wkrótce będzie można zobaczyć ją w serialu „Ołowiane dzieci” (premiera 11 lutego, Netflix) i w filmach „Isola”, „Dziki, dziki Wschód” oraz „1949”. Prywatnie żona reżysera Macieja Bochniaka, mama siedmioletniego Jasia.

Sesja odbyła się w willi Bohdana Pniewskiego w Warszawie, siedzibie Muzeum Ziemi PAN. Dziękujemy Polskiej Akademii Nauk za udostępnienie wnętrz.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE