Choć wypowiadane z miłości, niektóre popularne zwroty kierowane do dzieci mogą mieć nieoczekiwane konsekwencje. Psychologowie ostrzegają, że pozornie niewinne słowa potrafią wzmacniać lęk i poczucie presji u najmłodszych. Sprawdź, które „dobre rady” i „motywacyjne hasła” warto przemyśleć dwa razy, zanim padną z twoich ust.
Kiedy na świecie pojawia się dziecko, nikt nie daje świeżo upieczonym rodzicom szczegółowej instrukcji obsługi. Wychowawcze potknięcia są więc praktycznie nieuniknione. Choć wiedza o negatywnych konsekwencjach kar cielesnych w dużej mierze wrosła już w społeczną świadomość, wciąż zbyt mało osób zwraca uwagę na wpływ słów na rozwój małego człowieka. Niektóre z nich nie pozostawiają wiele miejsca na wątpliwości – rzadko kto kwestionuje szkodliwość zdań, w których opiekun zastrasza, szantażuje lub wzbudza w maluchu poczucie wstydu. Bywa jednak i tak, że dorośli mają dobre intencje, ale wysyłając dzieciom „miłe” komunikaty, niechcący wyrządzają im krzywdę. Jak podkreślają specjaliści, takie słowa często wynikają z instynktownej potrzeby ochrony i miłości, ale w rzeczywistości zamiast dodawać otuchy i sił, utrudniają rozwijanie odporności emocjonalnej. Jakich utartych formułek lepiej się wystrzegać, aby nie wyświadczyć najmłodszym niedźwiedziej przysługi?
To naturalne, że rodzice chcą uchronić swoje dzieci przed całym złem. Jednak zdaniem psycholożki dr Amy Todey uparte trzymanie najmłodszych pod kloszem i zaszczepianie w nich lęku przed światem może przynieść skutek odwrotny do zamierzonego. – Nagminne powtarzanie „uważaj” może wykształcić w nich przeświadczenie, że wszędzie czają się potencjalne zagrożenia. Dzieci obserwują swoich opiekunów, by ocenić, czy dana sytuacja jest bezpieczna. Gdy nieustannie słyszą ostrzeżenia, zaczynają dostrzegać niebezpieczeństwo nawet tam, gdzie obiektywnie go nie ma – mówi specjalistka w rozmowie z portalem „Parade”, dodając, że w dłuższej perspektywie może to prowadzić do zwiększonej lękliwości oraz niechęci do podejmowania nawet najmniejszego ryzyka. Zamiast więc automatycznie mówić „uważaj”, lepiej dopasować komunikat do konkretnej sytuacji i powiedzieć na przykład: „Patrz, gdzie stawiasz kroki”.
Uwagami co do tego utartego powiedzenia podzieliła się psycholożka dr Dale Atkins. Rodzicielska miłość często podpowiada, że gdy dziecko napotka na swojej drodze problem lub odczuwa nawet najmniejszy dyskomfort, należy natychmiast je pocieszyć. Niestety zapewnieniem, że kłopotliwą sytuację z pewnością uda się naprawić, więc nie ma co przesadnie zaprzątać sobie nią głowy, można wyrządzić więcej szkody niż pożytku. – Kiedy dziecko się martwi, nie powinno się sugerować, że rozwiązaniem jest stłumienie uczuć. Zamiast przynieść ulgę, zostawimy je z poczuciem dezorientacji wobec emocji, które wciąż w nim są – tłumaczy ekspertka.
Czytaj także: Popularny nawyk wychowawczy, który po cichu szkodzi psychice dziecka. Terapeuta apeluje do rodziców, by go nie powielali
Nikogo nie powinno specjalnie dziwić, że rodzice czy dziadkowie chcą dodawać skrzydeł swojej pociesze. Niestety wiarę w jej możliwości i wsparcie często okazują, posługując się zwrotami typu „Jestem przekonany, że ci się uda” czy „Na pewno dasz radę”. Według Atkins najmłodsi mogą zinterpretować takie komunikaty jako wyraz narzucanej na nich presji. Skoro dorośli pokładają w nich nadzieję, to na ich barkach spoczywa ciężar oczekiwań. Przez to mogą zacząć rozmyślać nad czarnymi scenariuszami: „Co będzie, jeśli nie podołam zadaniu?”.
„Jestem z ciebie dumna, kiedy…”
Każdy z nas lubi, gdy jego osiągnięcia są doceniane, jednak formułowanie pochwał w ten sposób bywa problematyczne. Jak zauważa dr Janine O’Brien, jeśli słowa uznania pojawiają się wyłącznie jako reakcja na sukces, a nie jako docenienie samego wysiłku, postępów i zaangażowania, dziecko może przyswoić przekonanie, że musi nieustannie dawać z siebie sto procent i być lepsze od innych, aby zasłużyć na aprobatę rodzica.
Czytaj także: Jak chwalić dziecko? Kiedy pochwała bywa szkodliwa?
„Chcę tylko, żebyś był/-a szczęśliwy/-a”
Wypowiadając te słowa, często chcemy dać dziecku do zrozumienia, że nie musi spełniać naszych oczekiwań i może swobodnie podążać za własnymi marzeniami. Bez względu na obrany kierunek pragniemy pokazać, że będziemy usatysfakcjonowani, jeśli na jego twarzy zagości uśmiech. Choć takie podejście może wydawać się wspierające, również ono niesie ze sobą pewne ryzyko. Jak wyjaśnia dr Cameron Caswell, paradoksalnie po usłyszeniu takich deklaracji dzieci mogą odczuwać presję, by przy dorosłych udawać, że wszystko jest w porządku, nawet wtedy, gdy w rzeczywistości mierzą się z trudnymi emocjami. Zamiast tego poleca więc komunikować pociechom, że bez względu na wszystko zawsze będzie miało w nas oparcie.
„Jesteś moim całym światem”
Nawet jeśli szczerze czujemy, że dziecko jest centrum naszego wszechświata i nie wyobrażamy sobie bez niego życia, tego rodzaju deklaracje mogą okazać się dla niego dużym emocjonalnym obciążeniem. – Dzieci mogą pomyśleć, że skoro są czyimś całym światem, nie mają prawa do popełniania błędów i muszą być idealne – mówi dr Caswell. Aby nie przerzucać na młodego człowieka odpowiedzialności za nasz dobrostan czy samopoczucie, lepiej powiedzieć mu wprost, że bardzo go kochamy i akceptujemy bez względu na wszystko.
„Bądź grzeczny/-a”
Oczywiście każdy rodzic chciałby, aby jego dziecko funkcjonowało wzorowo i nie wpadało w tarapaty. Jednak nieustanne przywoływanie go do porządku poleceniem bycia „grzecznym” może wpoić mu przekonanie, że jego wartość zależy przede wszystkim od dopasowania się do grupy i spełniania wymogów. – Tworzy to presję, by podporządkowywać się bardzo konkretnym normom, zamiast dawać przestrzeń do bycia sobą – przestrzega dr O’Brien.
Czytaj także: Dzieci nie muszą być grzeczne. Rozmowa z seksuolożką Izą Jąderek
Artykuł opracowany na podstawie: Beth Ann Mayer, „Psychologists Warn: These 7 ‘Nice’ Phrases from Parents and Grandparents Actually Create Anxiety in Kids”, parade.com [dostęp: 05.01.2025]