1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Seks
  4. >
  5. „Wierzymy, że wszystko w seksie powinno być spontaniczne. To mit!” – przekonuje psychoterapeuta

„Wierzymy, że wszystko w seksie powinno być spontaniczne. To mit!” – przekonuje psychoterapeuta

Fot. Zuza Krajewska
Fot. Zuza Krajewska
Zburzyliśmy wszelkie „Nie wolno!”. Tylko może jednak potrzebujemy jakiegoś tabu, a jednym z nich jest to, że… nie wypada go mieć – zastanawia się psychoterapeuta Maciej Żukowski.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 12/2025.

Beata Pawłowicz: Tabu wydaje się dzisiaj nie istnieć. A może jest nim na przykład wysyłanie partnerowi zdjęć genitaliów?

Maciej Żukowski: Seksualność potrzebuje zarówno bliskości, jak i tajemnicy. Kiedy wszystko odsłonimy, Eros się dusi i znika… Nie ma napięcia, które nas pcha ku sobie, więc i pożądania jest mniej. Bliskość to nie jest pełna przejrzystość. To umiejętność regulowania zasłony pomiędzy tym, co odsłaniamy, i tym, co pozostaje ukryte.

Bliskość nie rodzi się, kiedy pokażemy czy zobaczymy wszystko, ale kiedy potrafimy uszanować to, że zarówno ta druga osoba, jak i ja mamy prawo pozostawić coś tylko dla siebie. To, co zakryte, świadomie potrafi budować napięcie, a więc i pożądanie. Dotyczy to również zdjęć.

Pełna nagość powinna więc być tabu?

Szkodliwe tabu to zabranianie sobie choćby pomyślenia o pewnych aspektach seksualności: „Intymne zdjęcie to porno, porno jest złe – nie wolno!”. Problemu tabu nie rozwiążemy podejściem „wszystko albo nic”. Skupiłbym się na aspekcie, jakim są granice w kontaktach intymnych. Warto wiedzieć, gdzie każdy z nas je ma. Dla jednej osoby wysłanie zdjęcia będzie w porządku, ale dla innej – nie. Sam akt wysłania nie wydaje się nadmiernym odsłonięciem. Każdy sam ustala, co stanowi dla niego tabu. Tak samo trzeba to zrobić w każdej relacji. Decyduje wtedy, na co oboje się zgadzamy. Dodam, że nie ustalamy tego raz na zawsze – przecież się zmieniamy!

Można poznać tabu, działając spontanicznie?

Mówimy o granicach, bądźmy więc przygotowani na zaskoczenia. I te przyjemne, i te: „to nie dla mnie”. Nie zawsze to, co nas podnieca w fantazjach, sprawdzi się w realności. Co więcej, podniecenie jest jak stan odmiennej świadomości. Robimy rzeczy, które wydają się nam ekscytujące, łatwo zgubić refleksję, czy będą takie również dla drugiej strony. Pamiętamy, że ta druga osoba kiedyś wspomniała o tego rodzaju zdjęciach, ale zapominamy, że wcale nie zachęcała nas do ich robienia. Nie polecam wprowadzania nowości w sferę seksualną bez możliwości sprawdzenia, jaka jest reakcja drugiej strony. Uleganie impulsom paradoksalnie może nas od siebie oddalić, nawet wystraszyć.

Wysyłanie zdjęć na służbowy telefon stawia adresata w trudnej sytuacji. Może on pomyśleć, że ten związek nie jest dla niego bezpieczny.

Właśnie, a jeśli wiemy, że to telefon służbowy, to możemy być prawie pewni, że nasze nagie zdjęcia zobaczy jeszcze ktoś poza adresatem. Wchodzimy więc wtedy z naszą intymnością w przestrzeń publiczną, zawodową drugiej osoby. Przekraczamy je granice w sposób, którego zapewne nie zaakceptuje. Ale wyobraźmy sobie dwie kobiety, które są parą, jednak z powodów zawodowych muszą mieszkać w różnych krajach. Żeby utrzymać więź erotyczną, ustalają, że nie będą wysyłać zdjęć, bo to ryzyko, ale co jakiś czas połączą się na kamerce. Nie jest to w pełni bezpieczne, ale jednak bezpieczniejsze. Najważniejsze, że obu to odpowiada, zgoda żadnej z nich nie jest wymuszona, bo to ustaliły w szczerej rozmowie. I tu wkraczamy na teren tabu, które wynika z tego, że seksualność kojarzy nam się z materią ognistą, spontaniczną, jak więc mamy o niej rozmawiać, ustalać zasady, planować? Pojawia się lęk, że to zgasi ogień. Zdecydowanie warto złamać to tabu! Jeśli zgadzamy się, że nasza seksualność to coś więcej niż przyjemność, że jest również więziotwórcza, służy także samorealizacji i zabawie – to rozmowa jest warunkiem pełnej jej realizacji. Niestety nadal wierzymy, że wszystko w seksie powinno być spontaniczne, w naturalny sposób po prostu się dziać. To mit!

Mówienie o seksie to nadal tabu?

To przekonanie! Prawda jest taka, że rozmowa o fantazjach bywa bardziej erotyczna niż jej szybka realizacja. Choć to przeciwne do tego, co zobaczymy w większości filmów pornograficznych, gdzie wszystko dzieje się tak, jakby bohaterowie umieli czytać w myślach drugiej osoby. Pamiętajmy, że te filmy mają scenariusze, po to właśnie, by pokazać spontaniczny seks! Zachęcam, żeby zdobyć się na odwagę i pogadać z drugą osobą o tym, co mamy w głowie, w fantazjach, żeby się przekonać, że to dopiero pozwoli nam „zaprojektować” spontaniczny i wymarzony seks.

Zaprojektować spontaniczny seks?

Dobrze funkcjonujący seks, a już zwłaszcza w długotrwałej relacji, to nie „dar natury”, ale efekt rozmów, prób, czasem błędów, a także gotowości, by nie wiedzieć wszystkiego od razu. Seksualność jest czymś, czego się uczymy i co kształtujemy całe życie. Potrzebuje języka, praktyki, uważności, czasem też odwagi i poczucia humoru. Powiedzmy, że przyznamy się partnerowi, że marzymy o seksie w pracy. Okazuje się, że on też! Pewnego dnia więc, kiedy jesteśmy w pobliżu, esemesujemy z nim i spotykamy się na przykład w jego aucie na parkingu podziemnym, w gabinecie czy jakimś dostępnym miejscu. Oczywiście trzeba też zwrócić uwagę na to, aby nie przekroczyć granic innych ludzi, którzy mogą nie mieć ochoty na oglądanie tego typu scen, czy żeby nie znaleźć się w kamerze ochrony. Mimo tych ograniczeń takie spotkanie może być niezwykle ekscytujące, bo właśnie przekraczamy tabu nierobienia tego w pracy. Granica między podnieceniem, pożądaniem a zniechęceniem jest bardzo indywidualna. Łatwo więc ją naruszyć, kiedy działamy z zaskoczenia.

Dlatego lepiej, żeby to, czego pragniemy, omówić. Esther Perel, zajmująca się m.in. koncepcją inteligencji erotycznej, mówi, że erotyka to nie powrót do natury, tylko tworzenie kultury, a więc czegoś, co budujemy razem, krok po kroku.

Skoro rozmowa jest tabu, które trzeba przekroczyć, to jak ją zacząć?

Najlepiej od banalnego przyznania, że właśnie rozmowa jest trudna. „Nie jest mi łatwo o tym powiedzieć, bo boję się, że to głupie…” albo: „… bo boję się, co o mnie pomyślisz”. To, co często działa najbardziej otwierająco, to nazwanie swojego lęku. Partner czy partnerka widzi, że stawką jest nie tylko fantazja, ale też zaufanie i wrażliwość. Taka szczerość często otwiera drugą stronę, bo każdy z nas w jakimś stopniu ma podobne obawy. Warto też zadbać o to, aby rozmowa o seksie nie odbywała się w łóżku. Lepiej zacząć ją z humorem przy kawie, po ciężkim dniu, na spacerze: „Wiesz, przypomniała mi się taka fantazja z filmu, pomyślałem, że ciekawie byłoby ci o tym powiedzieć…”. Zamiast jednorazowego „wyznania”, rozpoczynamy proces, który pogłębia więź. Dzięki temu znika presja natychmiastowej realizacji, a zasiane ziarenko fantazji może kiełkować…

Czytaj także: Porno – czy rzeczywiście jest takie złe? Jak uzależnienie od pornografii wpływa na nasze życie?

Tabu może być określone zachowanie seksualne, jak choćby BDSM. Czy warto je przekroczyć?

Zanim odpowiem na to pytanie, wyobraźmy sobie parę, która odkrywa, że pewna forma gry w dominację i uległość ich ekscytuje. Zamiast analizy, z czego to wynika, czy może to patologia, przyjrzyjmy się temu, jak o tym rozmawiamy. Czy sam pomysł budzi ekscytację, czy oboje tego chcemy, czy omawiamy swoje granice i oczekiwania? W świecie kinkowego seksu mówi się o zasadach SSC: „bezpiecznie, przy zdrowych zmysłach i za zgodą”. Albo RACK, czyli „świadomy ryzyka konsensualny kink”. BDSM to bardzo szeroki temat, a badania pokazują, że również popularny. Warto przed taką sesją omówić granice i ustalić bezpieczne słowo. A po zakończeniu praktyki mieć czas na aftercare: troskę o siebie nawzajem, która pomaga integrować intensywne wrażenia. Można poszukać inspiracji i zainteresować się na przykład praktykami shibari ( japońskiej sztuki wiązania, unieruchomienia). W BDSM naprawdę można poznawać siebie na nowo, zbudować zaufanie i nauczyć się nowych języków bliskości. Czy warto przekroczyć takie tabu? Jeśli tylko obie strony są na to gotowe, to czemu nie?

A czy dziś tabu nie jest mieć tabu? Kiedy się czegoś doświadczy, trudno to potem wymazać z pamięci…

Jeśli na przykład chcemy spróbować swingowania albo nie chcemy, ale bliska nam osoba chce, zacznijmy od rozmowy. Obgadajmy: skąd to pragnienie, co może się tam wydarzyć. A jeśli już na tym etapie słowa grzęzną nam w gardle i ciało jakoś dziwnie reaguje: serce bije, ale nie wiemy, czy to podniecenie, czy lęk, to znak, żeby się zatrzymać i dać sobie czas. Zamiast zrezygnować i uciec od tego tematu – założyć: może jeszcze o tym poczytam, przemyślę i wrócę do rozmowy za jakiś czas. Jeśli wtedy dalej tego nie chcemy, w porządku. Jeśli zaś utkniemy, to spotkanie z terapeutką czy terapeutą lub seksuolożką czy seksuologiem pomaga ponazywać nienazwane, znaleźć słowa, zbliżyć się do siebie i ostatecznie podjąć decyzję.

Autorefleksja jest konieczna? Spontaniczność znów musimy sobie darować?

Tak, bo nie wiemy, jak przeżyjemy to, co nas spotka. Zachęcam, by rozpoznać swoje tabu od refleksji, a nie od skoku na główkę w mętną wodę. Wyobraźmy sobie parę chłopaków: jeden z nich chciał podczas wakacji w Holandii wybrać się na imprezę taneczną, na którą idzie się nago. On już kiedyś na takiej zabawie był, ale jego partner nigdy. Ten jeden z punktów wakacji wydawał się temu drugiemu interesujący, a że czasu jak zwykle za mało, nie pogadali o tym, co się tam będzie działo. Pierwszy to wiedział, a drugi od razu bez refleksji się zgodził. Poszli więc, a ten, który nigdy na takiej imprezie nie był, poczuł się zawstydzony już w kolejce do szatni. Nigdy nie pokazywał się obcym nago.

Myślał, że będzie fajnie, ale okazało się, że nie?

Raczej nie pomyślał za wiele i, jak się później okazało, zignorował wtedy ukłucie wstydu. Jego partner z kolei nie dopytywał się, czy on wie, jak to będzie wyglądało, nie zastanowił się, jak się wtedy może poczuć, skoro tamten nie podejmował tematu. No i ten, który był na takiej imprezie pierwszy raz, wyszedłby z niej od razu, gdyby nie to, że widział, jak jego partner świetnie się bawi. Nie chciał psuć mu zabawy, mówiąc o swoim dyskomforcie. Brnął więc dalej. Po godzinie czuł się już bardzo źle, a impreza się dopiero rozkręcała. A kiedy ktoś trzeci chciał do ich pary dołączyć, był tak przeciążony, że nawet nie protestował. Dopiero gdy obcy zaczął proponować coś więcej niż tylko dotyk – uciekł! Nie był już w stanie dłużej wytrzymać tej sytuacji.

Czy poczucie, że „mam wytrzymać”, to nie jest wskazówka, że przekroczyliśmy już swoją granicę?

W takiej sytuacji trzeba powiedzieć: „Stop! Tego na ten moment nie chcę! To nie znaczy, że już nigdy nie będę tego chciał, ale teraz mam dość”. Z kolei inicjator udziału w tej zabawie powinien uwzględnić, że jego partner czy partnerka debiutuje, i zadbać o niego czy o nią. Korzystając ze swojego doświadczenia, porozmawiać o tym, co tam będzie się działo, zanim tam pójdą. To ważne, zwłaszcza jeśli wie, że partner czy partnerka mają kłopot z jasnym mówieniem o swoich potrzebach. A jeśli na taką imprezę pójdą, to powinni nadal mieć na siebie uważność. Sprawdzać, jak się osoba debiutująca czuje, odejść na chwilę na bok, porozmawiać. Pamiętać, że każdy z nas ma prawo zmienić zdanie, to nic złego. Nasze granice nie muszą być murami, mogą być drzwiami, jeśli tylko chcemy je otworzyć.

Czytaj także: Kobieta domina – kto to? Jak się zachowuje i jak wygląda jej praca?

Dzisiaj robić coś dla drugiego człowieka, nie być skupionym na samorealizacji to swego rodzaju tabu.

Samorealizacja, self-care to również poznawanie siebie w relacji z drugą osobą, we wspólnym życiu z nią. Spotykamy siebie, spotykając drugiego człowieka. W seksie często odkrywamy, że przyjemność bierze się także z dawania, a więc nie bójmy się tego! Akt erotyczny staje się wtedy spotkaniem – nie tylko realizacją własnej potrzeby, ale budowaniem wspólnego doświadczenia. Nie jest to poświęcenie, jeśli to nie jest wbrew sobie. Pomyślmy o tańcu! Można i warto tańczyć samemu, ale gdy tańczymy razem, wydarzyć się może coś więcej niż suma kroków. Nagle dwa plus dwa to pięć i miłość nabiera zupełnie innego wymiaru. A jeśli to seks z nowo poznaną osobą, można sprawdzić, co się wydarzy, gdy zgubimy rytm, co będzie, gdy druga osoba postara się go z nami odnaleźć? To może być i trudne, i piękne jednocześnie.

Tabu przesuwa się w czasie – to, co dla jednego pokolenia było zakazane, dla następnego staje się normą. Dziś bardziej tabuizowane bywa raczej szybkie przyklejanie sobie „ostatecznej etykiety” niż sama eksploracja. To ważny sygnał: tożsamość seksualna i płciowa nie musi być deklarowana raz na zawsze, a proces „smakowania”, badania i stawiania pytań jest integralną częścią dojrzewania. A ono nie kończy się aż do ostatniego dnia życia.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE