Powrót do przeszłości, nostalgia za tym, co minęło, to czasem ratunek, a czasem pułapka. Przeżycia kojące, ale też zasmucające.
Samo słowo nostalgia ma pewien rys niespełnienia – bo coś umknęło. Myślę, że bardzo ważne jest, żebyśmy nie mylili czegoś, co mieliśmy, a czego teraz nie mamy, z tym, że to straciliśmy. Bo przecież nie straciliśmy! Mamy to w pamięci, w doświadczeniach, w przeżyciach, nosimy jako obrazy, jeżeli jesteśmy wzrokowcami, czasem jako muzykę, jeżeli naszym wiodącym zmysłem jest słuch. Mamy zdjęcia, po które możemy sięgać, opowieści, które możemy snuć. Mamy też osoby, które z nami coś przeżyły i z którymi można o tym rozmawiać. Dopóki żyjemy albo dopóki chcą nas słuchać, to te historie nas budują. Zatem opowiadajmy je, po prostu. Może inaczej niż kiedyś, bo jesteśmy przecież inni.
Dawno temu czytałam opowiadanie „Wychowanie płciowe” Dorothy Canfield – o kobiecie, która jako dziewczynka spotkała mężczyznę w polu kukurydzy. I ona po latach opowiada przyjaciółkom, jak to przeżyła, gdy zdarzenie miało miejsce, następnie jak wspominała to w wieku lat 20, a potem 40. A teraz opowiada im, jak ona, kobieta po sześćdziesiątce, widzi to dzisiaj. I za każdym razem coś w tej opowieści się zmienia, choć sytuacja wyjściowa jest ciągle ta sama. Jaki z tego płynie wniosek? Że możemy się obejrzeć i zobaczyć, jak dużo się w naszym życiu wydarzyło i że dzisiaj widzimy to inaczej niż kiedyś. Tak więc nostalgia za przeszłością może czynić nas mądrzejszymi, jeśli zinterpretujemy sobie te doświadczenia poprzez kolejne zdarzenia. Na przykład: dobrze, że tego nie zrobiłam. Albo: wybaczam sobie, że tego nie zrobiłam. Bo jeżeli coś było dla nas ważne, to jest ciągle w nas żywe.
Ale nie chodzi o to, abyśmy ciągle oglądali się do tyłu, tylko żeby nasze przeżycia były rodzajem książki, do której się wraca. Czyli skarbu, który służy temu, żebym była mądrzejsza, żeby te doświadczenia dla mnie pracowały.
Lubię określenie, że przeżycia pracują na moją mądrość. Dzięki temu wiele rzeczy sobie wybaczyłam, bardziej siebie doceniam niż wtedy, gdy byłam młodsza.A co z porównaniami, że kiedyś to ludzie byli fajniejsi, a mężczyźni to już w ogóle? Mnie też zdarza się powiedzieć: „Boże, jak moi rodzice się bawili, potem już nikt tak się nie bawił!”. No ale teraz ludzie bawią się inaczej. Nowe może być szalenie atrakcyjne. A niedobra starość polega na tym, że nie widzimy atrakcyjności nowego, bo żal nam starego. To pułapka, bo robimy się stetryczali, z pretensjami, że życie nie jest takie, jakie było. Takie jest teraz, bo teraz takie jest! I jak mamy otwarty umysł, serce i jeszcze jesteśmy ciekawi świata, to wiemy, że można poznać nowych ludzi, nawiązać z nimi relację – wprost, bez wstydu i nieśmiałości.
Pamiętajmy, że skoro dożyliśmy tego wieku i jeszcze funkcjonujemy, to jest to dar, którym możemy się podzielić. Bądźmy przykładem dla młodych: przeszłam przez życie pełne wyzwań i dałam radę. Jestem mądrzejsza, bo wyciągnęłam lekcje z miłych i trudnych wydarzeń. Gdyby spotykały mnie same miłe, to byłabym pewnie nieco zepsuta, nieprawdziwa.
Zatem nie bójmy się nostalgii. Zróbmy sobie nawet coś w rodzaju wewnętrznej sesji: wracam do przeszłości, sprawdzam, gdzie było mi dobrze, gdzie źle. Myślę, że wspomnienia o ludziach, których już nie ma, nie muszą być bolesne, bo oni na zawsze zostają w naszej pamięci. Ja mam dla swoich bliskich, którzy odeszli i których kochałam, rodzaj świątyni w sobie. Tych osób nie ma w realu, ale nie przeminęli w sensie bycia kamieniami milowymi, moimi doświadczeniami, które składają się na moją księgę życia. Najcudowniejsze jest to, że ona ciągle nie jest zamknięta. Dopóki żyjesz, ta księga otwiera przed tobą nowe strony, ale najważniejsza jest ta dzisiejsza. Dlatego, jak mnie ludzie pytają, który czas lubię najbardziej, odpowiadam: ten dzisiaj, tutaj i teraz.