Każdy sezon przynosi pewien rodzaj modowej euforii, ale wiosna-lato 2026 to coś szczególnego. Po latach stonowanego minimalizmu i niemal ascetycznej powściągliwości wybieg wreszcie krzyczy: więcej, bardziej, wyraźniej. W bluzkach i topach objawia się to z całą mocą – od imponującej kokardy od Saint Laurenta przez korsarskie żaboty à la Dior po biustonosz noszony wprost jako wierzchnia warstwa u Prady i The Attico. Zebrałam siedem trendów, które pojawiły się na wybiegach najważniejszych domów mody i które — można się o to założyć — już wkrótce zdominują ulice, sklepy i twój feed.
Saint Laurent (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Kiedy Saint Laurent wysyła na wybieg jedenaście wersji tej samej bluzki, przesłanie jest jednoznaczne: to nie propozycja, to dyrektywa. Pussybow blouse wraca na wiosnę–lato 2026 w formie, jakiej jeszcze nie widziałaś. Zapomnij o delikatnej wersji sekretarki z lat 80. – Anthony Vaccarello postawił na sztywną bawełnę, kokardę w rozmiarze absolutnie nie dajacym się zignorować i bufiasty rękaw z długim, eleganckim mankietem. Całość stylizowana ze sporą ilością skóry, jak na Vaccarellego przystało. Efekt nie jest grzeczny; jest bardzo świadomy siebie, co w tym sezonie jest największym komplementem.
Stella McCartney (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Baskinka miała złą prasę. Przez lata kojarzyła się z pewną epoką sieciówkowego entuzjazmu, który zostawił po sobie trochę niefortunnych wspomnień. Wiosna–lato 2026 rewiduje ten wyrok. Stella McCartney, Dries Van Noten i Khaite pokazały, że wszystko zależy od proporcji i tkaniny: mocniejsza struktura materiału, wyraźnie zaznaczony pas, dłuższa i cięższa falbana, która opada zamiast sterczeć. Efekt jest bliższy architektonicznemu niż dekoracyjnemu.
Dior (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Dior pod wodzą Jonathana Andersona, Chloé i Ann Demeulemeester sięgnęły po te same źródła inspiracji: złoty wiek piractwa, dawne koronki, żaboty, warstwy, bufiaste rękawy – i zamknęły to wszystko w monochromatycznej, stonowanej palecie, żeby nikt nie pomylił tej bluzki z przebraniem na Halloween. Efekt: zaskakująco nowoczesny.
Biustonosz jako bluzka: nie tak prowokacyjnie, jak się wydaje
Fendi (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Spokojnie, żaden z projektantów nie wysłał modelek na wybieg „w samym staniku” – chodzi raczej o przemyślane eksponowanie biustonosza jako warstwy lub właściwego topu, a nie przypadkowego przebłysku pod koszulą. Marka The Attico postawiła na koronkowe staniki zestawione z ołówkowymi spódnicami od garnituru i luźnymi kardiganami. Prada i Jil Sander eksponowały bralety jako dolną warstwę pod sukienkami z głębokim dekoltem i fartuszkami; Simone Rocha i Fendi stylizowały je pod kardiganami; Versace i Keburia postawiły na mocno zdobione wersje noszone solo.
Nina Ricci (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Chloé otworzyło pokaz serią wesołych kwiatowych topów inspirowanych archiwalnymi projektami Gaby Aghion i kostiumami kąpielowymi lat 50. Valentino i Nina Ricci postawiły na groszki, które okazują się jednym z bardziej nośnych wzorów sezonu: figlarne, nostalgiczne, a zarazem zaskakująco łatwe w zestawianiu. Dior, Chanel i Tod's wróciły za to do flanelowej kraty – kto by pomyślał, że koszula drwala może wyglądać tak elegancko.
Valentino (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Organza, koronka, prześwitująca jak gaza bawełna: projektanci zakochali się w tym sezonie w tkaninach, które nie mówią wprost. Na wybiegu Valentino przezroczystości były zdecydowanie sensualne; u Simone Rocha przybrały klimat bliższy dziewczyńskiemu nocowaniu. Praktyczna lekcja z obu pokazów jest jednak ta sama: prześwitująca bluzka to nie tyle pytanie „ile odsłaniam", lecz „jak to konstruuję". To przede wszystkim kwestia warstw i tego, co pod spodem – bo nie da się polemizować z faktem, że organza nałożona na satynowy top prezentuje się zgoła inaczej niż luźna prześwitująca koszula narzucona na stanik.
Bluzka z peleryną: najprostszy sposób, żeby wyglądać jak milion dolarów
Chloe (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Na wybiegu Chloé pojawiła się jedna z najbardziej nieoczywistek bohaterek sezonu: bluzka z peleryną, stojąca w kontrze do wszystkich strukturalnych i podkreślających talię fasonów. Praktycznie rzecz biorąc: bluzka-peleryna ukrywa ramiona, nie gniecie się w podróży i – co ważne – działa na zasadzie samowystarczalnego elementu garderoby. Nie potrzebuje skomplikowanego towarzystwa: dogada się nawet z prostymi spodniami, kolumnową spódnicą albo dżinsami, a i tak wygląda majestatycznie. Maksimum efektu, minimum wysiłku – czego tu nie lubić?