Jak kocha „pierwsza dama polskiego kina”? Na własnych zasadach. Każdy z romansów Beaty Tyszkiewicz miał inny charakter, ale łączyło je jedno: słynna aktorka zawsze stawiała siebie na pierwszym miejscu. Od trzech byłych mężów wolała niezależność.
Beata Tyszkiewicz to jedna z najbardziej rozpoznawalnych i cenionych postaci polskiego kina i teatru. Jej elegancja, dystynkcja oraz naturalna charyzma sprawiły, że w polskiej kulturze na stałe zapisała się jako symbol klasy i wyrafinowania. Na wytworny sposób bycia z pewnością wpłynęło jej pochodzenie. Beata urodziła się w w Pałacu w Wilanowie, w arystokratycznej rodzinie hrabiowskiej Tyszkiewiczów. Wyróżniała się z tłumu do tego stopnia, że pierwszą rolę filmową otrzymała już w 1957 roku, kiedy chodziła do dziewiątej klasy, po tym, jak asystent Antoniego Bohdziewicza dostrzegł ją na szkolnym korytarzu. Zagrała wówczas Klarę w ekranizacji „Zemsty”. Ze względu na wizerunek, Tyszkiewicz oferowano głównie role kobiet władczych, wyrafinowanych, o wyższej pozycji społecznej. Zagrała Elżbietę Gintułtównę w „Popiołach” (1965), Marię Walewską w „Marysi i Napoleonie” (1966), Izabelę Łęcką w „Lalce” (1968), Rejentową Holszańską w „Nocach i dniach” (1975) i szefową Archeo w „Seksmisji”. Łącznie w ponad 100 produkcjach filmowych. Współpracowała między innymi z takimi reżyserami jak Wojciech Jerzy Has, Juliusz Machulski czy Andrzej Wajda. Czar roztaczała w równym stopniu na ekranie, jak i poza nim.
Beata Tyszkiewicz i Mariusz Dmochowski w filmie „Lalka” (Fot. materiały prasowe)
„Jedne kobiety miewają romanse, a inne, zakochawszy, się wychodzą za mąż. Ja jestem w tej drugiej grupie. Moje romanse zamieniały się w małżeństwa” – powiedziała Tyszkiewicz w jednym z wywiadów.
Na planach filmowych bywała od 19 roku życia, z taką intensywnością, że miała coraz gorsze wyniki w nauce. Szkoła zeszła na dalszy plan, maturę zdała dopiero za drugim razem i to w trybie eksternistycznym. Beata Tyszkiewicz poświęciła się w pełni karierze aktorskiej. Nic dziwnego, że swojego męża poznała właśnie w pracy. Konkretnie w 1961 roku, na planie filmu „Samson”. Aktorka, która wcieliła się w postać Stasi, przyciągnęła szczególną uwagę Andrzeja Wajdy. Ponoć reżyser nie mógł oderwać od niej niej wzroku. Beata Tyszkiewicz też była oczarowana starszym o 12 lat mężczyzną. Ich związek rozwinął się jednak w pełni podczas pracy nad filmem „Popioły”(1965). Wajda, który był żonaty z Zofią Żuchowską, uzyskał rozwód w 1967 roku i natychmiast wziął za żonę nową wybrankę. Kilka tygodni przed ślubem, na świat przyszła ich córka, Karolina. Wspólnie kupili dworek w podwarszawskich Głuchach, który miał być ich rodzinnym domem. Beata Tyszkiewicz i Andrzej Wajda byli wówczas jedną z najpopularniejszych par show-biznesu. Jednak ich związek nie przetrwał próby czasu. Szczególnym wyzwaniem okazały się częste podróże zawodowe artystów.
„Czułam się samotna. Koniec przychodził powoli, w pewnym momencie dopadła nas bezsilność. Teraz widzę, że nie dorosłam do takiego związku, nie wiedziałam, czego oczekuję od życia. Pięć lat byliśmy razem. Andrzej był zbyt dobry, a ja tego nie potrafiłam docenić” – zdradziła aktorka w wywiadzie.
Rozstali się po półtorej roku małżeństwa. I to wcale nie w pokojowym nastroju. Zerwaniu towarzyszył głośny skandal, bo podobno na decyzję wpłynął romans Tyszkiewicz z nieco młodszym, wówczas studentem Wydziału Operatorskiego PWSFTviT w Łodzi, Witoldem Orzechowskim. Nową miłością aktorka się zachłysnęła: „Jest taki typ mężczyzny, który zawsze jest obok. Miły, uśmiechnięty... Jest wiosna, a on z bukiecikiem fiołków czeka, aż wreszcie nadejdzie czas na niego. On był takim mężczyzną" – chwaliła swojego ukochanego. Para pobrała się w 1970 roku i wspólnie wychowywali córkę z poprzedniego związku Beaty. Kiedy motylki w brzuchu przestały latać, przyszedł czas na refleksję. W swojej biografii artystka przyznała się, że ten związek był tylko młodzieńczym wybrykiem, impulsem, próbą usprawiedliwienia rozstania z pierwszym mężem. Któregoś dnia stwierdziła, że nic do niego nie czuje i już nie potrafiła z nim być.
Beata Tyszkiewicz i Gustaw Holoubek w filmie „Marysia i Napoleon” (Fot. materiały prasowe)
Z Witolda Orzechowskiego chyba wyleczyła się dość skutecznie. Często przytaczana jest anegdota, jak Tyszkiewicz potraktowała byłego męża na jednym z przyjęć. Gdy podszedł do niej z kolegą i powiedział: „Beata, potwierdź, że byłem twoim mężem, bo kolega nie wierzy”, miała odpowiedzieć: „Ja? Pańską żoną? Chyba pan żartuje! Czy pan się widział w lustrze?".
Trzeci raz na ślubnym kobiercu Beata Tyszkiewicz stanęła w 1976 roku, gdy zbliżała się do 40-stki. Jej nowym wybrankiem okazał się Jacek Padlewski, architekt, którego poznała, gdy miała 17 lat, zanim stała się gwiazdą filmową. Wraz z rodzicami i czwórką znajomych przyjeżdżał do hotelu w Karpaczu, prowadzonym przez mamę Beaty. Dziewczyna dołączyła do towarzystwa chłopców i spędzała z nimi czas, wówczas jej młodzieńcze uczucie do Jacka powoli rozkwitało. Podobało jej się, że pisał poezje i był romantykiem. Jednak kiedy zdobyła się na odwagę i wyznała mu uczucie, on ją odrzucił. 20 lat później para w końcu wypełniła to, co było im pisane i zawarła związek małżeński.
Jeszcze przed ślubem urodziła im się córka, Wiktoria. Postanowili zamieszkać w Marsylii. Beata Tyszkiewicz, kobieta, która całe życie zarabiała na siebie, nagle stała się zależna finansowo od męża. Ten stan nie trwał jednak długo. Kiedy zaczęła grać we francuskich filmach, znów stanęła na swoim. Musiała jednak liczyć się z tym, że będzie rzadziej widywać ukochanego. Trudność w pogodzeniu zawodowych grafików po raz kolejny doprowadziła do rozstania. I Tyszkiewicz stwierdziła, że do trzech razy sztuka. Kolejnej miłości szukać nie zamierzała.
„Zawsze z moimi mężami było tak samo: wielki wybuch miłości, euforia, a później wszystko zmieniało się w zwykłą codzienność. Małżeństwo powinno otwierać ludzi na świat, a nie uzależniać ich od siebie. A ja lubię mieć wszystko w swoich rękach” – podsumowała swoje miłosne życie.
Beata Tyszkiewicz i Andrzej Łapicki w filmie „Wszystko na sprzedaż” (Fot. materiały prasowe)
O kochliwości Tyszkiewicz świadczą też liczne, niesformalizowane romanse. Szeptano o związku z reżyserem Andriejem Konczałowskim, który obsadził ją w swoim filmie „Szlacheckie gniazdo” (1969). Plotkowano o relacji z Andrzejem Łapickim, największym playboyem polskiego ekranu, którego aktorka poznała na planie „Dziś w nocy umrze miasto” (1961) w reżyserii Jana Rybkowskiego.
W 1992 roku, podczas festiwalu filmowego w Egipcie, 54-letnia Beata Tyszkiewicz poznała 24-letniego brytyjskiego aktora Karla Tesslera, który później przeprowadził się dla niej do Warszawy. Para nie dementowała plotek, chociaż musiała mierzyć się z krytyką mediów spowodowaną różnicą wieku. Na szczęście „pierwsza dama polskiego kina” nie zwykła przejmować się opiniami innych.
Beata Tyszkiewicz i Daniel Olbrychski w filmie „Popioły” (Fot. materiały prasowe)
Jedna z najpiękniejszych i najbardziej stałych miłości, która przydarzyła się Beacie Tyszkiewicz jest nie romantyczna, a platoniczna. Daniela Olbrychskiego poznała na planie filmu „Popioły" w 1965 roku. Aktor był pod tak ogromnym wrażeniem swojej koleżanki z planu, że odrobinę się w niej „zabujał”. Jednak uczucie nigdy nie wyszło poza głęboką przyjaźń. „W ciągu pięćdziesięciu pięciu lat nikt nie był mi tak bliski jak ona, niezwykła artystka i niezwykła kobieta. Beata Tyszkiewicz to symbol, to wszystko, co najpiękniejsze, najmądrzejsze, najczulsze” – wyjawił Olbrychski po latach w swojej książce „Dary losu”.