1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wideo
  4. >
  5. „Amanda prawie się udusiła, ale zatańczyła do końca”. Małgorzata Karpiuk o kostiumach do filmu „Testament Ann Lee” | „Rzecz gustu”, odc. 8

„Amanda prawie się udusiła, ale zatańczyła do końca”. Małgorzata Karpiuk o kostiumach do filmu „Testament Ann Lee” | „Rzecz gustu”, odc. 8

Kostium w kinie bywa tłem. Ładnym, efektownym, czasem nawet spektakularnym – ale jednak tłem. W „Testamencie Ann Lee” kostium staje się drugim ciałem bohaterki: oddycha z nią, ogranicza ją, prowadzi, a czasem niemal ją dusi. Dosłownie. O pracy nad jednym z najbardziej wyczekiwanych filmów roku – reżyserowanym przez Monę Fastvold i nagrodzonym owacjami na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji – Karolina Liczbińska rozmawia z kostiumografką Małgorzatą Karpiuk. To rozmowa o materii, która ma wagę emocji. O sukniach cięższych niż decyzje życiowe i o tym, że dobrze skrojony kostium potrafi opowiedzieć historię równie mocno jak kamera.
Jak ubrać kobietę, która ma być jednocześnie mistyczką, liderką i matką – w XVIII wieku, w filmie będącym zarazem dramatem historycznym i musicalem? To jedno z pytań, przed którymi stanęła Małgorzata Karpiuk, kostiumografka „Testamentu Ann Lee” – jednego z najbardziej wyczekiwanych filmów roku, który wchodzi do polskich kin 13 marca. W rozmowie z Karoliną Liczbińską opowiada, jak powstawały kostiumy do tego wyjątkowego projektu: od barokowych obrazów i XVIII-wiecznych rycin jako punktów wyjścia, przez decyzje kolorystyczne budujące duchową podróż Ann Lee od mroku do światła, aż po praktyczne wyzwania – bo każda suknia musiała działać nie tylko estetycznie, ale i w tańcu. A przy okazji zdradza, dlaczego Amanda Seyfried prawie nie dała rady w jednej ze scen na statku.

Mistyczka, liderka, matka

Ann Lee nie jest postacią, którą można „ubrać historycznie” i uznać sprawę za zamkniętą. To bohaterka z pogranicza porządków: religijna wizjonerka, charyzmatyczna liderka wspólnoty shakerów, kobieta funkcjonująca w świecie twardych patriarchalnych zasad, a zarazem postać o niemal ascetycznej duchowości. Największym wyzwaniem było to, że jej kostium nie mógł być tylko epokowy. Musiał, jak mówi Karpiuk, opowiadać jej wewnętrzną drogę.

Projektowanie zaczęło się od pytań, nie od szkiców. Jak ubrać kobietę, która odrzuca cielesność, ale doświadcza jej boleśnie? Jak pokazać przywództwo kogoś, kto wierzy w pokorę? Jak zaszyć w materiale napięcie między duchowością a fizycznością?

Karpiuk wraz z zespołem zanurzyła się w ikonografii XVIII wieku: rycinach, malarstwie religijnym, portretach kobiet, zapisach codzienności wspólnot protestanckich. Ale historyczna prawda była tylko punktem wyjścia. Bo jak zdradza: film nie jest rekonstrukcją muzealną. To opowieść emocjonalna. Kostium musiał oddychać razem z bohaterką.

Barokowe światło, surowa forma

Inspiracje płynęły ze świata malarstwa barokowego: ciężkie tkaniny, przygaszone barwy, światło wydobywające fakturę materiału. Kostiumy miały wyglądać tak, jakby wyszły z obrazów Caravaggia – pełne cienia, głębi i dramatyzmu.

Ale jednocześnie estetyka shakerów narzucała prostotę i funkcjonalność. To wspólnota odrzucająca przepych. Minimalizm formy zderzył się więc z malarską zmysłowością światła i faktury.

Efekt? Ubrania, które są skromne w kroju, lecz intensywne w wyrazie. Materiały o surowej strukturze. Len, wełna, grube bawełny. Tkaniny, które pracują w ruchu i łapią światło jak powierzchnia starego płótna. Bo ciężar kostiumu to ciężar decyzji, wiary i wspólnoty.

Kolor jako droga duchowa

Kostium w „Testamencie Ann Lee” opowiada historię przemiany duchowej poprzez kolor. Paleta barw nie jest przypadkowa – prowadzi widza przez emocjonalną mapę bohaterki. Początek to mrok: przygaszone brązy, szarości, ziemiste czernie. Kolory ciężkie jak noc bez snu. Jak ciało zmęczone walką z własnymi demonami. Z czasem w kostiumach pojawia się więcej światła. Sprane błękity. Złamane biele. Delikatne, rozproszone odcienie przypominające poranne mgły. Kolor nie symbolizuje tu świętości, lecz przemianę wewnętrzną. Bohaterka nie staje się „jaśniejsza” moralnie. Staje się bardziej świadoma. Bardziej obecna.

Taniec, który nie wybacza błędów

Choć film bywa określany jako musical, twórczynie i twórcy unikają tej etykiety. Sceny zbiorowych tańców przypominają raczej rytuały niż choreografie sceniczne. A to oznacza jedno: kostium nie może być tylko piękny. Musi być funkcjonalny.

Każda suknia była testowana w ruchu. Wielowarstwowe halki skracano o centymetry. Rękawy wszywano tak, by nie krępowały gestów. Gorsety dopasowywano z chirurgiczną precyzją, by aktorki mogły oddychać podczas intensywnych sekwencji.

Ubrania musiały wirować razem z ciałem, nie przeciwko niemu. Unosić się i opadać w rytmie zbiorowej ekstazy. Nie dominować obrazu, lecz stapiać się z nim.

Scena na statku: piękno kontra oddech

Najbardziej wymagającym momentem produkcji okazała się scena tańca na statku. Wiatr, wilgoć, zimno i ciężkie, wielowarstwowe kostiumy stworzyły mieszankę ekstremalną. Suknia Ann Lee była skonstruowana z kilku warstw grubych materiałów. Gorset mocno opinający klatkę piersiową, ciężka spódnica nasiąkająca wilgocią i sztywne elementy konstrukcyjne miały nadać sylwetce historyczną wiarygodność. Problem w tym, że ciało aktorki nie jest eksponatem muzealnym. – Amanda prawie się udusiła. Dosłownie. Gorset był tak ciasny, a scena tak intensywna fizycznie, że w pewnym momencie brakowało jej powietrza – wspomina Karpiuk.

A jednak dokończyła scenę. Amanda Seyfried tańczyła do końca ujęcia mimo wyczerpania i fizycznego dyskomfortu. Gdy kamera przestała kręcić, trzeba było ją szybko rozsznurować. Kostium ma służyć aktorowi, ale czasem aktor musi zmierzyć się z jego ograniczeniami. Najważniejsze, by wiedzieć, gdzie jest granica.

Ubrać duchowość

Karpiuk nie projektowała „ładnych sukien z epoki”. Projektowała doświadczenie. Materiał miał być szorstki jak religijna dyscyplina. Krój – prosty jak zasady wspólnoty. Kolor – zmienny jak stan ducha bohaterki. Kostium staje się tu przedłużeniem psychiki. Zbroją i więzieniem jednocześnie. Rozmowa Karoliny Liczbińskiej z Małgorzatą Karpiuk w podcaście „Rzecz gustu” pokazuje, że estetyka nie jest dodatkiem do opowieści – jest jej rdzeniem. W świecie przesytu obrazów prawdziwa jakość kryje się w detalu: w szwie, fakturze materiału, odcieniu spranej bieli.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email