Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Praca
  4. >
  5. Pobudzeni, przewrażliwieni, nienasyceni – wysoka cena multitaskingu

Pobudzeni, przewrażliwieni, nienasyceni – wysoka cena multitaskingu

(Fot. C.J. Burton/Getty Images)
(Fot. C.J. Burton/Getty Images)
Za przekonanie samych siebie, że potrafimy robić więcej niż jedną rzecz równocześnie, sporo płacimy. Jak odzyskać kontrolę nad swoją uwagą?

Fragment książki „Energia, nie czas. Nawyki, które chronią przed wypaleniem zawodowym i ciągłym przemęczeniem pracą”, T. Schwartz, J. Gomes, C. McCarthy, wyd. mt biznes

Nigdzie jednak konsekwencje tej fałszywej wiary nie pojawiają się wyraźniej niż podczas kierowania samochodem. Zadajemy sobie pytanie, czy tak trudno byłoby prowadzić i jednocześnie rozmawiać przez telefon. Dlaczego nie wykorzystać czasu marnowanego na dojazdy w sposób produktywny i nie wykonać kilku telefonów? Odpowiedź działa jak kubeł zimnej wody. Podczas rozmowy telefonicznej za kierownicą czterokrotnie rośnie prawdopodobieństwo wypadku, o tyle samo, co u kierowcy mającego 0,8 promila alkoholu we krwi, co w większości krajów uchodzi za stan nietrzeźwości. Osoba rozmawiająca przez zestaw głośnomówiący ponosi takie samo ryzyko, jak ta, która trzyma telefon przy uchu. Naukowcy twierdzą, że w obydwu przypadkach kierowcy mimowolnie przedstawiają sobie w wyobraźni rozmówcę, co osłabia ich zdolność postrzegania.

„Nie chodzi o to, że nie trzymasz rąk na kierownicy – mówi David Strayer, dyrektor Applied Cognition Laboratory przy University of Utah – tylko o to, że myślami nie jesteś na drodze”.

Czas przestawiania się i związane z nim koszty rosną wraz ze złożonością zadania. Im więcej uwagi wymaga czynność, tym mniej jej zostaje na inne i tym dłużej trwa przeniesienie jej z jednego na drugie. W przypadku kierowania samochodem pisanie SMS-ów jest znacznie niebezpieczniejsze niż rozmawianie przez telefon. Naukowcy z Instytutu Virginia Tech Transportation odkryli to dzięki zainstalowaniu kamer na 18 miesięcy w kabinach 100 dalekobieżnych ciężarówek.

Podczas pisania SMS-a prawdopodobieństwo kolizji rosło aż 23 razy. Średnio koncentrowali uwagę na pisaniu przez pięć sekund, co oznacza, że przez prawie 100 metrów jechali praktycznie na ślepo. „Pisanie SMS-ów to gigantyczne ryzyko” – mówi Rich Hanowski, który nadzorował badania. Późniejsze eksperymenty pokazały, że nawet kierowcy mniejszych, bardziej zwrotnych pojazdów ponoszą prawie takie samo ryzyko, jak kierujący ciężarówkami.

Prawdopodobnie jedną z najważniejszych przyczyn uciekania się do wielozadaniowości jest nasze pragnienie pozostawania w kontakcie. Technologia wspaniale wychodzi naprzeciw tej potrzebie. W szczególności nastolatki mają potrzebę przynależności, bycia akceptowanym i potrzebnym, co pomaga wytłumaczyć niedawne odkrycie Nielsen Company. W roku 2008 nastolatki wysyłały i odbierały średnio 2300 SMS-ów miesięcznie – dwa razy więcej niż rok wcześniej. Tak znaczny wzrost liczby wiadomości może świadczyć także o tym, że krótkie teksty nie są satysfakcjonujące. Jak w przypadku większości przodków, gdy czerpana z czegoś przyjemność maleje, instynktownie staramy się zwiększać dawkę. W przypadku SMS-ów dodatkową szkodą jest to, że gdy je wysyłamy albo odbieramy, coraz częściej przerywamy to, co robimy.

Linda Stone, która prowadziła badania w Apple I Microsofcie, wymyśliła na określenie tego zjawiska termin „trwale niepełna uwaga”. „Poszerzamy zakres swojej uwagi do granic możliwości” – pisała. „W stanie trwale niepełnej uwagi skupiamy się na najważniejszym zadaniu, a jednocześnie skanujemy pobocza na wypadek, gdyby zdarzyło się coś ważnego. (…) Być zajętym i być w kontakcie oznacza żyć. W konsekwencji jesteśmy nadmiernie pobudzeni, przewrażliwieni i nienasyceni”.

Czytaj także: Nie przegap swojego życia! Poznaj 10 stopklatek uważności

Zastanówmy się, jak taki paradoks działa w miejscu pracy. Pomyśl, kiedy ostatnio rozmawiałeś w biurze z kimś, kto kątem oka czytał przychodzący mail. Albo kiedy rozmawiałeś przez telefon, jednocześnie czytając mail albo nawet pisząc odpowiedź. Częściowo chodzi o to, żeby jak najwięcej zrobić, żeby nadążać. Ale według wszelkiego prawdopodobieństwa również o niezaspokojone łaknienie nowości – wszyscy stale pragniemy czegoś nowego.

Paradoksalnie jednak wielozadaniowość często powoduje poczucie pustki i braku kontaktu. Częściowo dlatego, że podzielona uwaga sprawia, że interakcje z innymi są sztuczne. A poza tym, jeśli ty przerzucasz się z jednej czynności na drugą, to można zakładać, że tak samo postępuje osoba, z którą rozmawiasz. Kiedy ostatnio podczas rozmowy telefonicznej słyszałeś w tle klikanie klawiatury? Jak się poczułeś? Zlekceważony? Niedoceniony? Takie pytania najczęściej padają w odpowiedzi na to pierwsze i trudno, żeby było inaczej. Wielozadaniowość wysyła jasny komunikat: „Nie jesteś wart 100% mojej uwagi”. Dzielenie uwagi sprawia także, że nie dociera do ciebie wszystko, co druga osoba chce przekazać. „Nic nie szkodzi – powiedziała nam jedna z klientek – dociera do mnie sedno wypowiedzi”. W rzeczywistości jednak chodziło jej o to, że słyszy zarys wypowiedzi. Ponadto, gdy skupiamy się tylko na istocie, pomijamy całą głębię, złożoność i subtelność interakcji.

Gdy dzielimy uwagę, także mniej zapamiętujemy. Jeśli jesteśmy skupieni na jednym, rządzi hipokamp, część mózgu odpowiedzialna za trwałe zapamiętywanie. A gdy uwaga jest bardziej rozproszona, prym zaczyna wieść prążkowie, część kresomózgowia odpowiedzialna za czynności odtwarzane z pamięci. W konsekwencji to, co zapamiętujemy jest niezborne i niejasne. Naukowcy z UCLA odkryli także, że gdy badani wykonywali wiele zadań naraz, znacznie spadała ich zdolność do osadzania zdobywanej wiedzy w kontekście. Zapamiętywali fakty, ale nie byli w stanie spojrzeć na nie z szerszej perspektywy, dokonać na ich podstawie uogólnienia ani dostrzec w nich jakiejś reguły.

Inny powód, dla którego wielozadaniowość powoduje spadek naszych możliwości, to dość niewielkie zasoby tak zwanej „pamięci roboczej”. Jest to krótkotrwała pamięć, wykorzystywana na bieżąco w każdej chwili i zajmująca się doraźnie potrzebnymi nam informacjami. Jako przykład ograniczoności pamięci roboczej Maggie Jackson przywołuje badania pokazujące, że ludzie zapamiętują z telewizyjnych wiadomości znacznie mniej, gdy na dole ekranu jest wyświetlany pasek z przesuwającymi się napisami. Pamięć robocza jest za mała, aby odbierać zarówno relację, jak i informacje z paska, i kończy się na tym, że tracimy część i z tego, i z tego. „Symultaniczny napływ informacji z różnych źródeł powoduje spłaszczanie ich treści i utrudnia ustalanie priorytetów”. Próby stosowania wielozadaniowości skutecznie znieczulają na różnice i cechy charakterystyczne informacji. Wszystkie są tylko danymi. Przypomnij sobie granego przez Dustina Hoffmana Raymonda, autystycznego geniusza, który w filmie Rain Man gromadził fakty bez jakiegoś wyraźnego celu.

Czytaj także: Uwaga – zdolność na wagę złota. Jak ją odzyskać w czasach zgiełku i rozproszenia?

Wielozadaniowość ma z tym nieco wspólnego. Brakuje jakichkolwiek dowodów naukowych potwierdzających na przykład, że nastolatki i ludzie dwudziestoparoletni, wychowani w towarzystwie nowych technologii, są lepiej przystosowani do wielozadaniowości niż inni. Naukowcy z Uniwersytetu Oksfordzkiego przeprowadzili test na grupie osób od 18 do 21 lat oraz grupie, w której byli ludzie od 35 do 49 lat. Wszyscy otrzymali zadanie przekładania obrazów na liczby. W momencie, gdy im przerwano wykonywaną czynność, obie grupy odnotowały taki sam negatywny wpływ na tempo i dokładność działania. Jedyna faktyczna różnica pomiędzy pokoleniami polega chyba na tym, że młodzi ludzie wolą wielozadaniowość od skupienia się na jednym. „Zupełnie, jakby woleli stale monitorować otoczenie i wychwytywać nowe informacje, zamiast zastanawiać się na tymi, które już mają” – mówi Cliff Nass, naukowiec z Uniwersytetu Stanforda. „Nie wiadomo, czy są z tego jakieś korzyści, ale jak na razie żadnych nie odkryto”.

David Meyer, powszechnie uważany za czołowego badacza zajmującego się mózgiem i poznaniem, a także dyrektor laboratorium przy Uniwersytecie Michigan, jest przekonany, że żadnych korzyści nie odkryjemy. „Trening może pomóc w zniwelowaniu pewnych ujemnych stron wielozadaniowości i w stosowaniu optymalnych strategii – mówi – tylko że, z wyjątkiem nielicznych sytuacji, możesz trenować do upadłego, a nigdy nie osiągniesz takiego poziomu, jakbyś koncentrował się na jednym zadaniu. Kropka. To wniosek ostateczny”.

Czego oczy nie widzą…

Ale największą wadą wielozadaniowości jest coraz większa liczba dowodów, że ona po prostu nie działa. W roku 2001 Meyer z kolegami przeprowadzili badania, z których wynikało, że gdy uczestnicy przerzucali się z jednej czynności na drugą i z powrotem, musieli na ich wykonanie poświecić o 25% więcej czasu, niż gdyby wykonywali zadania po kolei. O różnicy zadecydował skumulowany czas przerzucania się z zadania na zadanie. Gloria Mark z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Irvine odkryła, że gdy badani przez nią programiści komputerowi przerzucali się z zadania na zadanie, to średnio 25 minut mijało, zanim wrócili do zadania pierwotnego – o ile w ogóle wracali.

Gdy naszą uwagę rozprasza coś nowego, często zapominamy o poprzednim zadaniu. Biorąc pod uwagę ograniczoność naszej pamięci roboczej, gdy czegoś nie widzimy, to nam dosłownie wylatuje z głowy. Paradoksalnie badani przez Mark programiści radzili sobie z pilnowaniem wielu wykonywanych jednocześnie zadań bardzo prymitywnymi technikami. Zapisywali je na żółtych samoprzylepnych karteczkach przyklejanych do monitora. To im pozwalało nie zapominać o niedokończonych zadaniach, gdy przerzucali się z jednego na drugie. Inną wadą takiego rozwiązania jest to, że karteczki rozpraszają i stanowią potencjalną przyczynę dalszego odciągania uwagi.

Czytaj także: Nie możesz się skupić? Tych 8 sposobów zwiększy twoją koncentrację nawet wśród rozproszeń

Najpoważniejszą konsekwencją przeskakiwania pomiędzy zadaniami nie jest powierzchowność, lecz przeładowanie. (…) Nazwaliśmy ją „rozproszeniem uwagi”, która różni się od krótkich okresów skupienia i całkowitej niemożności osiągnięcia koncentracji. Czasami wszyscy mamy uczucie, że „po prostu nie można się na czymś skupić” – z powodu głodu, strachu lub natłoku myśli. Gdy trudności ze skupieniem uwagi występują częściej i mają ostrzejszą formę, możemy mieć do czynienia z zespołem nadpobudliwości psychoruchowej z deficytem uwagi (ADHD), który leczy się takimi medykamentami (…). Jednak w dzisiejszym świecie zaciera się granica pomiędzy koniecznym, a nawet optymalnym poziomem uwagi, a stanem rzeczywiście patologicznym.

Weźmy na przykład podstawowe objawy ADHD z definicji zawartej w Kryteriach Diagnostycznych według DSM-IV-TR Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego:

  • częste trudności ze skupieniem uwagi na czynnościach,
  • pacjent nie słucha słów skierowanych bezpośrednio do niego,
  • częste trudności z organizacją zadań i czynności,
  • częste unikanie, niechęć i nielubienie zadań wymagających stałego wysiłku fizycznego,
  • łatwe rozpraszanie przez bodźce zewnętrzne.

Czy znasz kogoś, kto ma większość albo wszystkie z tych objawów, a może raczej kogoś, kto ich nie ma? Tak to ujmuje Edward Hallowell, psychiatra specjalizujący się w leczeniu ADHD: „Dawniej objawy ADHD zauważaliśmy u stosunkowo nielicznych, dzisiaj niemal u każdego”. W większości organizacji, z którymi współpracowaliśmy, panowała kultura o cechach zbieżnych z symptomami ADHD, głównie dlatego, że koncentracja uwagi przez krótkie okresy i przerzucanie jej z jednej rzeczy na drugą uchodzi obecnie za normę. Nie przyjmujemy do wiadomości, że koncentracja uwagi to umiejętność, którą można świadomie ćwiczyć i doskonalić.

Gdy automatycznie lub z lenistwa ulegamy rozproszeniu – i trafiamy do kwadrantów z lewej strony układu – ograniczamy swoje zdolności poznawcze, bogactwo przeżyć, a w efekcie tak- że swoją wydajność. Maggie Jackson napisała: „Wszyscy coraz częściej dajemy się zwodzić banalnościom. Życie z rozproszoną uwagą odbiera nam czas i miejsce na refleksję, które są absolutnie niezbędne, żeby radzić sobie w coraz bardziej skomplikowanym i zmieniającym się świecie. W imię wydajności zatracamy podstawowe cechy, dzięki którymi jesteśmy ludźmi”.

Przy ogromnej ilości informacji do przetrawienia i przy liczniejszych sposobach komunikacji z innymi, stajemy przed trudniejszym niż kiedykolwiek wyzwaniem rozwijania umiejętności koncentracji uwagi. „Skupianie się na łapaniu pstrągów, czytaniu powieści, modlitwie albo majsterkowaniu – tłumaczy Winifred Gallagher – poprawia zdolność koncentracji, poszerza horyzonty i podnosi na duchu, a co najważniejsze przekonuje, że warto żyć”. (…)

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE