Jego kariera nabrała rozpędu dzięki roli amanta, którym tak naprawdę nigdy nie chciał zostać. Bo choć w życiu prywatnym Leonardo DiCaprio uwielbia otaczać się młodymi kobietami, na ekranie rzadko je uwodzi. W wywiadach podkreśla, że szuka ambitnych, interesujących ról, które stawiają przed nim wyzwania. Ta strategia wybitnie mu się opłaciła – DiCaprio ma na koncie Oscara, trzy Złote Globy, nagrodę BAFTA, współpracę z legendarnymi reżyserami (Spielberg, Scorsese, Tarantino, Luhrmann, Nolan) a wszystkie jego filmy zarobiły łącznie 7 miliardów dolarów na całym świecie. Jak chłopiec z reklamy płatków śniadaniowych stał się ikoną Hollywood?
Artystyczne zainteresowania miał we krwi. Jego ojciec, z pochodzenia Włoch, był hippisem i twórcą niszowych komiksów. Matka, mająca korzenie niemieckie, była sekretarzem prawnym. Wraz z mężem prowadzili życie typowe dla artystycznej bohemy. Zwiastunem tego, że Leonardo DiCaprio poświęci się sztuce filmowej, było coś jeszcze. Gdy jego rodzice spędzali miesiąc miodowy we Włoszech, udali się do Galerii Uffizi. Tam mama aktora miała poczuć wyraźne kopnięcia chłopca akurat w momencie, gdy podziwiała obraz Leonarda Da Vinci. Uznała to za wróżbę – nomen omen – która po latach się spełniła.
Leonardo DiCaprio, zodiakalny skorpion, przyszedł na świat 11 Listopada 1974 roku w Los Angeles. Niestety, jego rodzice rozstali się, gdy miał zaledwie rok. Nie oznaczało to bynajmniej, że chłopiec dorastał w rozbitej rodzinie. Matka i ojciec po rozwodzie zamieszkali w sąsiadujących ze sobą domach, więc mały Leo przez wczesne lata życia miał ich na co dzień obok siebie. Nigdy zresztą nie narzekał na swoje dzieciństwo, a rodziców uważa za ludzi, którym „ufa najmocniej na świecie”.
Podobno jego zainteresowanie aktorstwem narodziło się, gdy miał zaledwie dwa lata – dał wtedy spontaniczny popis tańca na scenie pewnego festiwalu, za który publiczność nagrodziła go brawami. Wówczas po raz pierwszy poczuł aktorskiego bakcyla.
– Uwielbiałem naśladować ludzi – powiedział wiele lat później DiCaprio magazynowi „Backstage”. – Lubiłem żartować z rodzicami i wymyślać różne postacie. W domu tworzyłem własne skecze.
15-letni Leonardo DiCaprio w 1989 roku (Fot. Darlene Hammond/Getty Images)
Już jako kilkulatek zaczął chodzić na castingi. Dostawał drobne role w programach dla dzieci. W wieku 11 lat zrobił sobie krótką przerwę od aktorstwa na rzecz breakdance’u – całkiem dobrze radził sobie w tej dyscyplinie, zajmując wysokie miejsca w konkursach tanecznych. Ostatecznie jednak stwierdził, że jego przeznaczeniem jest granie. Jako 14-latek występował w reklamach płatków śniadaniowych i gum do żucia. Ale choć rodzice zatrudnili dla niego agenta, trudno mu było pozyskać ważniejsze role. Wspominał później, że był to dla niego bardzo trudny okres – przez półtora roku zaliczył ponad sto przesłuchań i żadne nie zaowocowało angażem. Nastoletni Leonardo był już bliski rezygnacji z kariery aktorskiej, gdy od mniej więcej ok. 1990 roku zła passa się odwróciła. Nagle zaczął dostawać angaże do produkcji telewizyjnych, głównie seriali młodzieżowych i oper mydlanych („The Outsiders”, „Santa Barbara”, „Parenthood”, „Growing Pains”). Choć Leo miał zaledwie 16-17 lat, mocno zapadał w pamięć ekipom filmowym. Jedna z grających z nim aktorek wspominała, że od początku wydawał się bardzo dojrzały i inteligentny jak na swój wiek – a przy tym miał być rozrabiaką, dużo żartować i podśmiewać się ze starszych kolegów po fachu. Duża pewność siebie w połączeniu z zadziornym poczuciem humoru stały się jego znakiem rozpoznawczym.
Zanim świat poznał go jako Jacka z „Titanica”, Leonardo DiCaprio wystąpił w paru innych ambitnych produkcjach, o których dziś często się zapomina. Zupełnie niesłusznie, bo to one – nie kasowa produkcja Jamesa Camerona – ujawniły jego niezwykły talent.
Pierwszy przełom przyszedł wraz z rolą w filmie „Chłopięcy świat” (1993) u boku Roberta DeNiro. W przejmującym dramacie biograficznym Leonardo wcielił się w nastolatka, który pada ofiarą przemocy ze strony apodyktycznego ojczyma alkoholika. Film został doceniony przez publiczność i krytyków, a kreację DiCaprio uznano za wybitną jak na jego młody wiek.
Leonardo DiCaprio i Robert De Niro na planie filmu „Chłopięcy świat” (1993) (Fot. BEW Photo)
Kolejny przełom przyniósł film „Co gryzie Gilberta Grape’a” (1993), w którym obok Leonarda wystąpił Johny Depp oraz Juliette Lewis. Tym razem przyszły gwiazdor Hollywood wcielił się w upośledzonego chłopca Arniego. Jego rola rzuciła krytyków na kolana, a 19-latek otrzymał za nią nominację do Oscara w kategorii Najlepszy aktor drugoplanowy. W recenzjach opisywano Leonardo jako aktorskie objawienie. „Jego gra od początku do końca jest pełna ostrej, desperackiej intensywności” – pisała Janet Maslin w „The New York Times”. Już wtedy młody DiCaprio przykuł uwagę Martina Scorsese, który był zahipnotyzowany jego występem w „Co gryzie Gilberta Grape’a”. Reżyser przyznał, że wydawało mu się, iż początkujący aktor naprawdę jest niepełnosprawny intelektualnie – tak doskonale umiał odegrać swoją postać.
Niespełna 20-letni Leonardo DiCaprio kontynuował swój aktorski szturm i w kolejnych produkcjach pojawiał się u boku coraz sławniejszych nazwisk. W 1995 roku wystąpił w westernie „Szybcy i martwi” wraz z Sharon Stone, Gene Hackmanem i Russellem Crowe. Rok później zagrał główną rolę w głośnej adaptacji „Romea i Julii” Baza Luhrmanna. Mniej więcej w tym samym czasie DiCaprio nawiązał też współpracę z Agnieszką Holland. Wcielił się w postać Arthura Rimbauda w wyreżyserowanym przez nią dramacie biograficznym „Totalne zaćmienie” (1995). Polska reżyserka do dziś uznaje film za ulubiony w całym swoim dorobku.
W tamtym czasie wydawało się, że kariera Leonardo DiCaprio sunie po torach jak dobrze naoliwiona maszyna. Ale prawdziwe przyspieszenie miało dopiero nadejść. Trudno powiedzieć, czy sam aktor był przygotowany na istne trzęsienie ziemi, które wywołała jego rola u Jamesa Camerona.
Rola Jacka Dawsona w melodramacie „Titanic” (1997) zrobiła z DiCaprio aktora światowego formatu. Co ciekawe, Leonardo wahał się, czy ją przyjąć. Od początku było wiadomo, że film o katastrofie słynnego liniowca będzie najdroższym w historii Hollywood (jego budżet opiewał na kwotę ponad 200 milionów dolarów, co wówczas było rekordem). Dotąd DiCaprio nie występował w tak gigantycznych produkcjach, skłaniając się raczej ku kinu psychologicznemu i artystycznemu. Reżyser James Cameron zdołał go jednak przekonać – i tak Leo wcielił się w postać, która przeszła do historii popkultury, a jemu samemu dała status megagwiazdy.
Leonardo DiCaprio, Kate Winslet i James Cameron na planie „Titanica” (1997) (Fot. Landmark Media/BEW Photo)
Sukces filmu przerósł oczekiwania nawet samych twórców. Obraz został nominowany do Oscara w 14 kategoriach, wygrywając w 11. Aż do 2009 roku był najbardziej dochodowym filmem wszech czasów, zarabiając prawie 2,258 miliarda dolarów na całym świecie (dziś zajmuje 4. miejsce w rankingu najbardziej dochodowych filmów w historii).
A Leo? Stał się obiektem obsesji milionów kobiet. Każdy, kto żył w tamtych czasach, na pewno pamięta tę dziwną gorączkę, jaka zapanowała po premierze „Titanica”. Nazwano ją „Leo-manią”. Dorosłe kobiety, nastolatki, a nawet małe dziewczynki nosiły t-shirty z twarzą Leonardo DiCaprio. Dzieci kolekcjonowały karteczki do segregatorów z jego wizerunkiem. Do szkoły nosiły piórniki i zeszyty, których okładki zdobiły kadry z filmu. Dla pokolenia millenialsów to jeden z najbardziej pamiętnych rozdziałów w popkulturze.
Jak dzika obsesja tłumów przełożyła się na karierę aktora? Bez wątpienia stał się hollywoodzką osobistością, salonowym wyjadaczem, bywalcem branżowych imprez i pokazów mody. Nastąpiło ogromne zainteresowaniem jego życiem prywatnym. Brukowce rozpisywały się o kolejnych dziewczynach Leonarda, z których większość była modelkami (w okresie tuż po „Titanicu” dziewczyną Leo została brazylijska modelka Gisele Bündchen, z którą pozostawał w związku do 2005 roku). Pojawiły się też plotki o romansie aktora z Kate Winslet w czasie, gdy kręcili film, ale były to jedynie domysły, które nigdy się nie potwierdziły. Krytycy i redaktorzy plotkarskich gazet rozpływali się nad niesamowitą „chemią” między aktorami i z tego najpewniej narodziły się pogłoski. Pewne jest za to, że DiCaprio i Winslet mocno zaprzyjaźnili się na planie „Titanica” i do dziś są sobie bardzo bliscy.
Leonardo z Kate Winslet na rozdaniu Złotych Globów w 2007 roku (Fot. Alexandra Wyman/WireImage via Getty Images)
Gigantyczne zainteresowanie mediów i opinii publicznej nie spodobało się DiCaprio. Czuł się nim przytłoczony i w kolejnych latach nie chciał wracać pamięcią do czasów „Titanica” – w odróżnieniu od Kate Winslet, która chętnie wypowiada się o swojej przełomowej roli u Jamesa Camerona. Aktor nie pojawił się nawet na okrągłym dwudziestoleciu premiery filmu. Jego decyzja, by odciąć się od dziedzictwa „Titanica” wydaje się zrozumiała, gdy przeczyta się fragmenty wywiadu, którego aktor udzielił w 2000 roku magazynowi „Time”:
– Nie mam żadnego związku z całym tym fenomenem „Titanica” i z tym, jak moja twarz stała się rozpoznawalna na całym świecie [...] Nigdy więcej nie osiągnę takiego poziomu popularności i nie spodziewam się tego [...] Nie zamierzam też do tego dążyć.
W tej samej rozmowie zdradził dziennikarzowi, że mimo zawrotnej popularności, którą zdobył, nadal uważa się za niezależnego aktora z nurtu indie, a nie filmowego amanta i bożyszcze kobiet.
Wydaje się, że w kolejnych latach DiCaprio zapragnął odzyskać swój status aktora-artysty, przyjmującego odważne, ambitne role u najbardziej prestiżowych reżyserów. To była jego ucieczka od filmowego Jacka Dawsona, którego cień snuje się za aktorem do dziś – choć na szczęście nie przylgnął do niego na stałe.
Po „Titanicu” w karierze DiCaprio otworzył się nowy rozdział współprac z najlepszymi nazwiskami w branży. Choć „Człowiek w żelaznej masce” (1998) i „Niebiańska plaża” (2000), które nakręcił niedługo po występie hicie Camerona, nie zdobyły uznania krytyków (aktor za rolę w „The Beach” otrzymał nominację do Złotej Maliny), później było już tylko lepiej. Uzdolniony gwiazdor wystąpił w dobrze ocenianym „Złap mnie, jeśli potrafisz” (2002) Stevena Spielberga, gdzie wcielił się w rolę przebiegłego fałszerza. Partnerował mu Tom Hanks. Następnie rozpoczął długą i owocną współpracę z Martinem Scorsese. Przez kolejne lata zagrał w kilku jego filmach, które przysporzyły mu uznania krytyków. Ich pierwszym wspólnym projektem były „Gangi Nowego Jorku” (2002), następnie „Aviator” (2004), gdzie DiCaprio wcielił się w ekscentrycznego biznesmena Howarda Hughesa (dostał za tę rolę pierwszego w karierze Złotego Globa). Potem były jeszcze „Infiltracja” (2006), „Wyspa tajemnic” (2010), „Wilk z Walstreet” (2013) i „Czas krwawego księżyca” (2023). W sumie duet Scorsese i DiCaprio pracował razem przy sześciu produkcjach – i właściwie wszystkie okazywały ogromnym sukcesem kasowym i artystycznym.
Leonardo DiCaprio i Martin Scorsese, 2018 rok (Fot. Dia Dipasupil/WireImage via Getty Images)
Co było nicią porozumienia, która na tyle lat połączyła tych dwóch wybitnych artystów? Jak mówili w wywiadach, obaj lubią ambitne wyzwania i przekraczanie granic. Interesuje ich pokazywanie tego, co trudne, ryzykowne, nieoczywiste – i w tej kwestii doskonale się uzupełniają.
– To, co jest wspaniałe w Leo i tłumaczy, dlaczego tak często razem pracujemy, to fakt, że on nie boi się „tam” iść. Udaje się do tych dziwnych miejsc, które są tak trudne i zawiłe, jednak przedzierając się przez tę zawiłość, w jakiś sposób osiągamy jasność – stwierdził w jednym z wywiadów Scorsese.
Sam Leonardo kolaborację z reżyserem „Aviatora” uznaje za „centralny punkt swojej kariery”. Nie ukrywa, że darzy go wielkim szacunkiem i nazywa „najlepszym reżyserem na świecie”.
Leonardo DiCaprio ze swoim pierwszym i jedynym jak dotąd Oscarem za główną rolę w filmie „Zjawa”, 2015 rok (Fot. Jason Merritt/Getty Images)
Wydaje się, że od „Złap mnie, jeśli potrafisz” DiCaprio postawił sobie za cel współpracować wyłącznie z najlepszymi twórcami filmowymi, którzy po mistrzowsku potrafią łączyć w swoich dziełach walor artystyczny i rozrywkowy kina. Na przestrzeni ostatnich dwóch dekad występował m.in. u Christophera Nolana, z którym nakręcił doskonałą „Incepcję” (2010), u Clinta Eastwooda, który pozwolił mu wcielić się w rolę legendarnego J. Edgara Hoovera (2011), u Ridleya Scotta w jego „W sieci kłamstw” (2008), u Quentina Taratinto, który zaangażował go do „Django” (2012) i „Pewnego razu… w Hollywood” (2019), a także ponownie u Baza Luhrmanna, który obsadził go w roli Wielkiego Gatsbiego (2013). Najbardziej prestiżową nagrodę w całej swojej karierze, Oscara, DiCaprio zawdzięcza jednak występowi u meksykańskiego reżysera Alejandro González Iñárritu w „Zjawie” (2015). Dla aktora był to osobisty film dotykający spraw bardzo dla niego ważnych – natury i ekologii.
– „Zjawa” jest opowieścią o relacji człowieka z naturą – ze światem przyrody, której wpływ wszyscy szczególnie odczuliśmy w 2015, najgorętszym roku w historii pomiarów temperatury – powiedział aktor podczas swojej oscarowej przemowy. – Zmiana klimatu jest faktem. Dzieje się tu i teraz. To najpilniejsze zagrożenie dla całego naszego gatunku i musimy działać razem, przestać odkładać działania na później. Musimy wspierać przywódców na całym świecie, którzy nie przemawiają w imieniu wielkich trucicieli, lecz w imieniu całej ludzkości – rdzennych mieszkańców Ziemi oraz miliardów ludzi znajdujących się w najtrudniejszej sytuacji, którzy najbardziej odczują skutki tych zmian – podsumował aktor.
Ta przemowa nie była zaskoczeniem dla publiczności, ponieważ DiCaprio od lat angażował się w proekologiczne działania. A przynajmniej deklarował, że leżą mu one na sercu. Krytycy aktora zwracają jednak uwagę, że nie jest on w swojej postawie konsekwentny.
Z jednej strony jest pomysłodawcą wielu szczytnych projektów – już w 1998 roku, w wieku 24 lat, stworzył Leonardo DiCaprio Foundation, organizację wspierającą działania na rzecz klimatu, ochrony przyrody i zagrożonych ekosystemów. Stara się też podnosić świadomość społeczną w kwestiach globalnego ocieplenia i ekologii, co robi za pośrednictwem filmów dokumentalnych oraz występów w filmach takich jak „Nie patrz w górę” (2021).
Z drugiej jednak strony, gwiazdor często podróżuje prywatnymi odrzutowcami, które emitują ogromne ilości dwutlenku węgla przyczyniającego się do efektu cieplarnianego. Wakacje niemal każdego roku spędza na superjachtach, które także są poważnymi emitentami CO2. Szacuje się, że jednostki tego typu mogą w ciągu jednego dnia wygenerować emisje porównywalne z rocznym śladem węglowym przeciętnej osoby. DiCaprio musiał się też zmierzyć z falą krytyki po tym, jak był gościem na ślubie Jeffa Bezosa i Lauren Sanchez. Firma należąca do miliardera, Amazon, zdaniem aktywistów ekologicznych jest jednym z największych trucicieli na świecie, jako że sprzedawane na niej produkty oraz ich dostawa pozostawiają olbrzymi ślad węglowy.
Dla wielu obserwatorów DiCaprio nie jest więc w swoich apelach wiarygodny i tak naprawdę sytuuje się w jednym szeregu obok celebrytów, którzy od milionów ludzi wymagają proekologicznej postawy, podczas gdy sami prowadzą konsumpcjonistyczny i bardzo obciążający dla środowiska styl życia.
Kolejnym kontrowersyjnym aspektem biografii Leonarda DiCaprio jest bez wątpienia jego życie uczuciowe. Na stronie WhoDatedWho.com, która od lat gromadzi informacje na temat relacji romantycznych słynnych aktorów i celebrytów, DiCaprio ma na koncie łącznie… 85 związków. Oczywiście nie wszystkie były poważne – większość okazywała się przelotnym flirtem. Ale było kilka kobiet, które zatrzymały uwagę gwiazdora na dłużej.
Pierwszą poważną relacją, którą odnotowały media, był związek DiCaprio ze wspomnianą już wcześniej modelką Gisele Bündchen. Para spotykała się od 1999 do 2005 roku. W kolejny poważny związek wszedł z izraelską modelką Bar Rafaeli, z którą widywali się od 2005 do 2011 roku. Przez dwa lata był z kolejną modelką, Toni Garrn, a od 2017 do 2022 pozostawał w relacji z aktorką Camilą Morrone. Od 2023 roku jego dziewczyną jest modelka Vittoria Ceretti. Złośliwcy wieszczą jednak ich rychłe rozstanie, ponieważ piękna Włoszka skończyła już 27 lat – a według popularnego internetowego żartu Leonardo DiCaprio „wymienia” swoją życiową partnerkę na nową, gdy ta przekroczy 25. rok życia. Jak na razie Vittoria zdaje się zaprzeczać tej prześmiewczej teorii.
Czy Leo ma w planach ustatkowanie się? Aktor jest już po pięćdziesiątce, ale na razie nie zanosi się na to, by miał zakładać rodzinę. Na przestrzeni lat kilka razy zresztą zmieniał w tej kwestii zdanie. W 2008 roku miał powiedzieć, że chciałby kiedyś ożenić się i mieć dzieci. Ale już pięć lat później wypowiadał się dużo ostrożniej: – Zobaczymy, co przyniesie przyszłość… Nie próbuję przewidywać, jaka będzie przyszłość – rzucił w wywiadzie dla programu Extra.
Jedno jest jednak pewne – aktor ma na czym się skupiać, bo jego kariera nie zwalnia tempa. W 2026 roku został ponownie nominowany do Oscara za główną rolę w filmie „Jedna bitwa po drugiej” w reżyserii Paula Thomasa Andersona. Obraz otrzymał łącznie aż 13 nominacji do amerykańskiej nagrody. Tymczasem w produkcji jest już kolejny film z udziałem DiCaprio – thriller psychologiczny „What Happens at Night” Martina Scorsese, w którym aktor wystąpi razem z Jennifer Lawrence i Madsem Mikkelsenem. I to nie koniec jego współpracy z jego ulubionym reżyserem, bo następny w kolejce jest biograficzny film o Theodorze Roosevelcie, w którego ma wcielić się DiCaprio. Nawet jeśli więc aktor nie zdecyduje się na przekazanie swoich genów dalej – pozostawi po sobie filmowy dorobek, który z pewnością doceni jeszcze wiele pokoleń.