1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. Szymon i Magda Majewscy: „Im Szymon szybciej, tym ja wolniej – na tym polega nasz układ”

Szymon i Magda Majewscy: „Im Szymon szybciej, tym ja wolniej – na tym polega nasz układ”

Szymon i Magda Majewscy (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)
Szymon i Magda Majewscy (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)
Jeżeli to prawda, że życie pisze najlepsze scenariusze, to ten, który napisało dla Magdy i Szymona Majewskich, jest wyjątkowo romantyczny. Na szczęście wkładają w niego też sporo realizmu. I jeszcze więcej poczucia humoru. Nie mówiąc już o tym, że uwielbiają pisać alternatywne scenariusze. Chcecie posłuchać, jakie?

Fragment wywiadu z miesięcznika „Zwierciadło” 3/2026.

Joanna Olekszyk: W życiu podejmujemy różne decyzje. Na przykład ja, jadąc na rozmowę z wami, podjęłam decyzję bardzo złą – wybrałam samochód, zamiast metra, w związku z czym spóźniłam się aż pół godziny. Ale to pikuś w porównaniu z decyzjami dotyczącymi choćby tak ważnych kwestii, jak wybór życiowego partnera czy partnerki. Skąd wy, postanawiając prawie 40 lat temu, że będziecie razem, wiedzieliście, że to dobra decyzja?

Szymon: 40 to chyba nie, w tym roku miną dopiero 33 lata od naszego ślubu…

Magda: Od ślubu tak, ale poznaliśmy się wcześniej. Ja miałam wtedy 19 lat, teraz mam 58, czyli to było… 39 lat temu. Nie chcę cię rozczarować, ale tam nie było żadnej… świadomości. To w ogóle nie była decyzja. My po prostu usiedliśmy obok siebie w ławce i wszyscy pomyśleli, że jesteśmy parą.

To nie była decyzja, tylko… przeznaczenie?

Szymon: No chyba coś w tym stylu. Znasz pewnie tę historię. Ja – długowłosy, niepoukładany, trochę szalony – dekowałem się przed wojskiem w szkole policealnej dla pracowników socjalnych na Saskiej Kępie, bo nie dostałem się na psychologię. A Madzia uciekała przed chłopakami, bo ona wtedy była Psycho Killer Queen, zwalała wszystkich z nóg.

Magda [przewracając oczami]: Nie słuchaj go. Szymon ma te swoje teorie, w które lubi wierzyć.

Szymon: No ale Magda, ty byłaś wtedy zjawiskowa.

Magda: Jak większość 19-letnich dziewczyn.

Szymon: Nadal jesteś. Widzę, jak faceci się za tobą oglądają.

Magda: Dobra, nie mówmy o tym, bo się peszę.

Wracając do naszej historii, ja też chciałam zdawać na psychologię, ale najpierw postanowiłam spróbować, czy to w ogóle jest dla mnie, i ta szkoła wydawała się idealnym wejściem na ścieżkę pracy z ludźmi. Przeważyło to, że była tylko dla kobiet, a przynajmniej taką dostałam informację. Po moich miłosnych perturbacjach wydawało mi się to cudownym rozwiązaniem. Uważałam wtedy, że sprawy damsko-męskie zabierają mi za dużo energii, którą mogłabym przeznaczyć na coś wartościowego. Wiem, to brzmi śmiesznie, nastoletnia dziewczyna, która mówi: „Koniec z miłością!”.

Szymon: Ścinam włosy i idę do zakonu!

Szymon i Magda Majewscy (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Szymon i Magda Majewscy (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

Magda: Ale pamiętajcie, że człowiek w tym wieku wiele rzeczy przeżywa ekstremalnie, bo przeżywa je pierwszy raz. Poszłam więc do szkoły dla kobiet, by odpocząć od dram i skupić się na tym, co chcę dalej robić w życiu. Pierwszego dnia roku szkolnego weszłam więc do klasy i usiadłam w ławce obok – jak mi się wtedy wydawało – bardzo wysokiej koleżanki. I tak się zaczęło.

Szymon: To rzeczywiście było coś niewiarygodnego, że my się tak z miejsca zassaliśmy…

Magda: Zabrzmiało strasznie.

Szymon: Rzeczywiście strasznie. Dobra – zapuzzlowaliśmy się ze sobą, ale tak, że trudno tu w ogóle mówić o jakichś etapach znajomości. Takich, że wiesz, najpierw on i ona zaczynają ze sobą chodzić, potem na przykład po pół roku on pierwszy jej coś mówi, a ona odpowiada mu tak samo… Nie, u nas od razu kliknęło.

Czytaj także: Marzysz o związku na całe życie? Te 4 kroki sprawią, że miłość stanie się odporna na upływ czasu i kryzysy

Magda: To było tak oczywiste, że od tego momentu jesteśmy razem, że nikt nikogo nawet o nic nie spytał.

Szymon: Pamiętam, że zaraz po zajęciach, jak już Magda odkryła, że jestem jednak chłopakiem, poszliśmy na spacer na koronę Stadionu Dziesięciolecia. Mamy z tego czasu piękne zdjęcia.

Ty je robiłeś?

Szymon: Tak, miałem wtedy ruski Zenit-E, zabrałem go na naszą drugą randkę, bo chyba też poszliśmy wtedy na Stadion.

Magda: Nie, na Stadion poszliśmy drugiego dnia, pierwszego byliśmy na bazarze Różyckiego. Szymon kupił tam szalik, który mamy do tej pory.

Szymon: Racja. Dopiero potem pojechaliśmy na Stadion, na który można było wejść tak trochę nielegalnie, o czym wiedziałem, bo gdy byłem młodszy, grałem tam w piłkę. Ojciec dawał napiwek jakiemuś facetowi i on nas wpuszczał. To było tuż przed powstaniem słynnego Jarmarku Europa.

Magda: Te nasze zdjęcia są naprawdę niezwykłe, zrobione z samowyzwalacza. No a trzeciego dnia chciałeś mi się oświadczyć.

Szymon: Chciałem, tylko się przestraszyłem. Jak ona zareaguje, jeśli jej powiem po trzech dniach, że ją kocham?! Ale byłem tego w stu procentach pewien. Dziś mówi się na to „sycylijski piorun” lub „miłość od pierwszego wejrzenia”. Magda była w moich oczach idealnym combo, jakbym czekał na nią całe życie.

I teraz nie wiem, czy jesteś bardziej romantykiem, czy realistą?

Szymon: Piszę właśnie o tym felieton do „Zwierciadła” [znaczące spojrzenie]. O tym, że moja „okładka” nie zapowiada wnętrza. Ja mam wygląd zdecydowanie romantyka, takiego trzpiota. To może mylić, bo ludzie spodziewają się po mnie czegoś innego, prędzej, że nie ogarniam – wiesz: „fajny facet, ale nie na życie”.

Tymczasem ja ni z tego, ni z owego jestem w stanie wyciągnąć wiertarkę i coś nią wywiercić. Oglądamy teraz z Magdą świetny serial „Mroki Tulsy” i ciągle o tym rozmawiamy. Ethan Hawke gra w nim dokładnie takiego bohatera…

Magda: Muszę coś dodać. Ja się z tobą, Szymon, zgadzam, tylko to jest przemiana bohatera. To, jaki byłeś wtedy, kiedy się spotkaliśmy, a to, jaki jesteś dziś jako prawie 60-letni facet – dzieli przepaść.

Szymon: Bo ja wtedy grałem na innych tonach. Tak samo ty, Magda. Byłaś przepiękną dziewczyną, blondynką z niebieskimi oczami i dużym biustem, ale – tak jak piszę w felietonie – na śniadanie potrafiłaś tylko usmażyć parówki z żółtym serem. A teraz w kuchni pokonujesz samego Jamiego Oliviera.

Chcesz powiedzieć, że oboje jesteście bardzo grubymi, ciekawymi książkami, które mają bardzo mylące okładki…

Szymon: Chcę powiedzieć, że za wszystkim, co widzisz, kryje się zupełnie inna historia. I że myśmy wtedy zakochali się właśnie w tych swoich okładkach.

Magda: Uwielbiam myśleć o nas w kontekście naszych przemian. Bo wszystko, co przeżyliśmy – ale też nasze dzieci, które mnie osobiście najbardziej wychowały – wpłynęło na zmianę naszej percepcji. I to jest wspaniałe! Ja siebie teraz o wiele bardziej lubię. Uważam, że jestem po prostu fajniejsza. Kiedyś byłam upiorem…

To znaczy?

Magda: Z pewną znajomą ukułam takie określenie na mnie, wzięte ze znanej piosenki: „uciekała i płakała”. Byłam właśnie taką blondynką. Jak Szymon mówi, Psycho Killer…

Mieszałaś chłopakom w głowach?

Magda: Najbardziej to mieszałam sobie. Dziwię się, że ktoś w ogóle chciał coś ze mną zadzierzgnąć… I nie przemawia przeze mnie wcale fałszywa skromność. Tak niepoukładanej, tak szalonej, tak destrukcyjnej dziewczyny nigdy nie spotkałaś…

Szymon: Oboje byliśmy z rozbitych rodzin, pogubieni. Magda trochę drapała, bo to był jej sposób na zmaganie się z rzeczywistością.

Magda: Do tego dochodził mój wiek, który tylko podbijał pewne sytuacje. Tak że przepraszam wszystkich, którzy mieli wtedy ze mną do czynienia…

Szymon: Proszę bardzo, możesz mnie nawet pocałować w dłoń... Wiesz, to jest niesamowite, Magda przez te wszystkie lata nigdy nie pocałowała mnie w dłoń.

Magda: Szymon, wszystko przed nami…

Szymon: Ale to prawda, że po latach zeszło z Magdy powietrze. Początki nas jako związku były trudne.

Wielokrotnie myślałem: kurde, nie przetrwamy, nie ma rady. Jak człowiek jest młody, zakochany i nabuzowany, to mu się wydaje, że kogoś zmieni. Czemu on nie jest taki jak ja? Kochamy kogoś gorąco, a jednocześnie gorąco chcemy go zmienić na swoje podobieństwo. A przecież jesteśmy dla siebie kompletnie obcymi ludźmi – nagraliśmy z Magdą o tym nawet odcinek podcastu „Proszę ja ciebie” – przypadkowo poznanymi w szkole, z innych rodzin, z innym DNA.

I moim zdaniem istotą udanego związku jest pozostać właśnie tym innym, ciągle siebie zaskakiwać, nie być takim oczywistym.

Na przykład, proszę bardzo, co ja ostatnio odkryłem – że moja żona, która cały czas mi mówi, że robię bałagan, nie sprząta po śniadaniu. I zdarzyło się to kilka razy! Dziś leżał na przykład rozgrzebany serek. A to jest najczęstszy temat naszych awantur, że ja czegoś nie schowałem czy nie domknąłem. Ale wiesz, co jeszcze zauważyłem? Że my już przestaliśmy kruszyć o coś kopie.

Więc jak widzę taki serek, to zamiast biec do Magdy i machać jej tym serkiem przed nosem, myślę sobie: „Po co mam to ciągnąć, skoro fakt jest taki, że jesteśmy razem, kochamy się. Co z tego, że odniosę w tej dyskusji zwycięstwo?”.

Na samym początku człowiek bardzo chce wygrać mecz. Zaczynamy dzień i już jest jeden do zera, bo ja jej zaraz udowodnię, bo ja jej pokażę… My już od jakiegoś czasu gramy na remis. Czasem uważam to wręcz za urocze. „Szymon, zostawiłeś tu troszkę przyprawy!” – woła Magda, więc muszę brać szczoteczkę, żeby dostać się do tej wyrwy, w którą to „troszkę” wpadło. „Szymon, nie zamknąłeś szafy w garderobie” – powiedziała dzisiaj moja żona, ale zaraz potem dodała: „Wiem, jaki popełniłam błąd. Zrobiłam szafę z przesuwanymi drzwiami – ona nigdy nie będzie zamknięta. Gdyby te drzwi były otwierane, ty byś zauważył”.

Magda: Bo taka jest prawda.

Szymon: Zbyt często związki grzęzną właśnie w takich detalach codzienności. Albo w rozgrywce: 1:1, 1:2, 2:2…

Magda: Dlatego bardzo mi się podoba ta perspektywa myślenia: jak było, a jak jest. Rzeczywiście trzeba powiedzieć, że jesteśmy jedną z niewielu par wśród naszych przyjaciół, która od początku jest razem. Jednocześnie od początku słyszymy pytania: „Ale jak to możliwe?”. Albo: „Jak to zrobić?”. Albo: „Czy to w ogóle jest fajne: z jednym facetem parędziesiąt lat?”. Oczywiście można różnie na to patrzeć, ale mnie się akurat trafił taki wyjątkowy egzemplarz. Szymon jest tak nieoczywisty, że nudy przy nim nie ma, jak już sam zdążył zauważyć. A ja wbrew pozorom lubię, jak się dzieje, lubię zmiany. I paradoksalnie ja te zmiany mam właśnie z jednym człowiekiem.

Ostatnio była u nas jakaś gorąca rozmowa przy stole i podczas niej cały czas tylko patrzyłam się na Szymona. Nie chciało mi się tego wszystkiego po raz setny mówić, bo i po co? Na co Zosia, nasza córka, podsumowała: „No tak, i to jest właśnie brak komunikacji”. Ona mówi to perspektywy młodej, 30-letniej kobiety, nie rozumiejąc, że ten wzrok to jest akurat wystarczająca komunikacja w danym momencie.

Szymon: Ja tu jednak zgodziłbym się z Zosią… Kobiety są bardzo enigmatyczne, a Magda to już w ogóle. Ona uważa, że wiem, co znaczy jej konkretny wzrok, ale ja wiem to tylko czasami. Ale uwielbiam tę jej tajemnicę. Do dziś pamiętam, jak podczas jakiegoś przyjęcia podeszła do mnie i powiedziała: „Nic o mnie nie wiesz”, kreśląc mi palcem taką serpentynę przed nosem. Oczywiście od razu włączyła mi się myślówa – że Magda prowadzi drugie życie, że to kobieta szpieg, czyli według nowej nomenklatury – szpieżka… Ale ja się też dla mojej żony zmieniam. Proszę bardzo, byłem u dentysty, ciężkie wyrwanie, jestem cały spuchnięty, czyli już ma innego faceta. Wprawdzie innego tylko z jednej strony…

Szymon i Magda Majewscy (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Szymon i Magda Majewscy (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

À propos innych facetów, skąd ta twoja obsesja na ich punkcie? Mówiłeś w jednym z waszych cudownych podcastów z Asią Kołaczkowską, że nie mógłbyś znieść, gdyby po twojej śmierci Magda była z kimś innym.

Szymon: Nawet ostatnio mieliśmy o to awanturę. Byliśmy na imprezie i Magdzie spodobał się tam pewien prawnik…

Magda: Ale w ogóle nie tak było. Rozmawialiśmy czysto hipotetycznie…

Oj, hipotetycznie to najgorzej…

Magda: Rozmawialiśmy o tym, jak długo po śmierci Szymona będę mogła zacząć nowe życie – zupełnie nie wiem, czemu założyliśmy, że to ja mam żyć dłużej, a nie Szymon…

Szymon: Konkretnie to chodziło o seks.

Magda: I ja wtedy, prowokując go, powiedziałam, że po roku to już chyba można, na co Szymon odparł, że skąd, dopiero po pięciu.

Szymon: Powiedziałem: po roku to byłaby dla mnie jeszcze zdrada.

Magda: Ale później się poprawiłeś, że właściwie to nigdy. Takie prowadzimy rozmowy przy porannej kawie…

Podoba ci się, Magdo, że on ma takiego fioła na tym punkcie?

Szymon: To nigdy nie poszło u mnie w jakąś patologię, chorobliwą zadrość czy tego typu rzeczy. My w ten sposób utrzymujemy właściwą temperaturę naszego związku. Ale mamy też inną grę, lubimy oglądać coś razem i dyskutować na temat danego bohatera. Na przykład tego Ethana Hawke’a, od którego w serialu chce odejść żona. Leżymy nocą w łóżku i zaczynam: „No ale o co ci chodzi? Co jest z nim nie tak?”, na co Magda: „No jak ona – czyli ta jego żona – może z nim być, jak on się ciągle pakuje w kłopoty? Zobacz, oko podbite, ząb wybity…”, wtedy ja się zapieklam, broniąc trochę jego, a trochę siebie.

To taka nasza psychologiczna gra, ja się staję wtedy jakimś bohaterem, a Magda staje w roli jego oskarżyciela.

W co jeszcze lubicie się bawić?

Magda: A różnie. Na przykład na wakacjach rozmawiamy o książkach – zabieramy ich naprawdę dużo, a potem się nimi wymieniamy. Ostatnio Szymon zakochał się w Charlesie Bukowskim i pochłonął praktycznie wszystkie jego książki, więc stwierdziłam, że też się chcę do tego odnieść i spróbuję. Ale mi się nie udało. Doceniam kunszt pisarski, łatwość i lekkość jego dialogu, ale ta perspektywa szowinisty, wprawdzie wrażliwego, ale jednak – była dla mnie nie do zniesienia. I cały wyjazd upłynął nam pod hasłem „Bukowski a jego stosunek do kobiet”.

Szymon: A ja go lubię za to, że kocha swoich bohaterów, są u niego bardzo ludzcy. Ta moja fascynacja jest tym dziwniejsza, że przyszła strasznie późno. Kumpel mi ostatnio powiedział: „Bukowski? Myśmy to czytali z wypiekami na twarzy, jak mieliśmy po 25 lat”. A ja na to: „Moja mama mi wtedy nie pozwalała” [śmiech].

Magda: Może bunt 40-latka czy też kryzys wieku średniego jeszcze przed nami? Ale mamy jeszcze inną zabawę, a mianowicie jak sobie gdzieś idziemy, w Polsce czy za granicą, lubimy obserwować ludzi i wymyślać historie na ich temat. Piszemy im całe scenariusze.

Szymon: Wchodzi jakaś para i ja mówię: „Patrz, pewnie pracują w tym samym biurze i mają romans”.

Magda: Na co ja mówię: „Na pewno nie, moim zdaniem tam była zdrada i teraz próbują się pogodzić”. Piszemy też scenariusze na temat różnych zdarzeń z naszego życia. Albo budujemy jakieś historie na kanwie tego, co się komuś obok nas przytrafiło, tak tylko odrobinę związane z rzeczywistością. Ale najulubieńszym tematem mojego męża jest moja babska paczka…

Mam takie grono przyjaciółek, wszystkie są mniej więcej w moim wieku, każda z innej parafii, ale każda troszkę szalona, więc uwielbiamy razem przebywać. Wspólnie też wyjeżdżamy – te wyjazdy są wspaniałe, bo kompletnie nieocenione – mamy swoje regularne, cotygodniowe spotkania, mamy swoje wspólne sprawy. I po każdym takim spotkaniu czy wyjeździe

Szymon mówi: „Opowiadaj, co tam się działo. A co ona na to powiedziała?”…

Słuchaj także: „Najtrwalsze związki to te, które wyrosły z przyjaźni”. Jak przestać traktować relacje jako wszystko albo nic? | „Szkoła zaufania”, odc. 2 Rozmowa z dr Agnieszką Kozak

Szymon: A już najbardziej lubię sobie usiąść i patrzeć na to, co się między nimi dzieje, na żywo. Zawsze byłem babskim królem, żywioł żeński był dla mnie zupełnie naturalny – ojciec od nas odszedł dość wcześnie, więc mama i jej koleżanki to był mój chleb powszedni. Potem dopiero nadgoniłem męskie przyjaźnie, było jakieś harcerstwo. Teraz z chłopakami mamy taką fajną grupę, którą mój przyjaciel Tadeusz nazwał „BOKS, PIWO, BIEGANIE”.

Ale zaraz, był jeszcze twój dziadek…

Magda: Dziadek mówił do mnie: pani Magdalenko. Był dżentelmenem, jakich mało, miał błysk w oku nawet w wieku 80 lat.

Szymon: O dziadku mógłbym rzeczywiście długo mówić, był bardzo ważną postacią w moim życiu, ale dla mnie jednak, dorastającego chłopaka, środowisko kobiet było po prostu bardziej bezpieczne. Od razu odpadałem przy jakiejkolwiek męskiej rywalizacji, kompletnie jej nie czułem, nie rozumiałem.

Magda: Na imprezach kobiety często przenoszą się do kuchni, podczas gdy faceci zostają w salonie – szklaneczka w dłoni, cygaro. A gdzie jest mój mąż? Oczywiście w kuchni z dziewczynami.

Szymon: Bo ja nie lubię tych maczystowskich rytuałów, puszenia się indorów. Zawsze mnie to śmieszyło, czasem biorę w tym udział, wiadomo, ale zawsze wtedy zapowiadam: „A teraz pójdę poudawać samca alfa”.

Nie byłeś tym ojcem, który poklepuje innych ojców po plecach podczas meczu ich synów i mówi trenerowi, kogo ma teraz wystawić?

Magda: Razem z Szymonem, jako rodzice, byliśmy oczywiście na wielu takich sportowych imprezach, ale nasze dzieci są zupełnie

nierywalizacyjne. Jak Zosia była w klubie sportowym i zjeżdżała na nartach, to była zachwycona, kiedy przyjeżdżała ostatnia. Bo się po drodze zatrzymała i coś chciała obejrzeć.

Szymon: I my też byliśmy zachwyceni, że tak pięknie zjeżdżała, podczas gdy obok nas rozgrywała się awantura o pierwsze i drugie miejsce. Jakiś tata mówił do smyka tubalnym głosem: „Musisz dać z siebie wszystko!”. Mnie taki świat zawsze przerażał, mimo że w sporcie ogólnie dawałem radę. Chcieli mnie nawet w piłce nożnej i w koszu ciągnąć do Legii, ale znów mama się nie zgodziła. Szybko odkryłem, że potrafię górować nad chłopakami w różnych sportach, tylko nigdy mnie to nie kręciło. Jak gram w tenisa i ktoś chce grać na punkty, to mówię: „Jak chcesz, to sobie licz, nawet sobie wygraj, ja największą przyjemność mam z tego, że sobie pykam paletką i że świeci słońce”.

Magda: Tylko pytanie, czy to jest dobre, czy złe. Może ta rywalizacja czasem się w życiu przydaje?

Właśnie, może w ten sposób jakoś upośledziliście wasze dzieci?

Magda: A, jakoś na pewno… Ja nasze dzieci uwielbiam, bardzo dużo się od nich nauczyłam. Słuchania, tolerancji, otwartości, tego, że można myśleć inaczej, ale kocha się bezwarunkowo.

Szymon: Komunikacji…

Magda: Zosia i Antek to są wolnomyśliciele, nigdy nie idą za tłumem, zawsze zadają pytania, analizują, zastanawiają się, są krytyczni. A przede wszystkim, z czego się bardzo cieszę, bo nam na tym zależało – mają mocne kręgosłupy moralne. No fajne mamy dzieci.

Jeżdżą jeszcze z wami na wakacje?

Magda: Antek nie bardzo, choć może to się zmieni, natomiast Zosia chętnie. To są już dorośli ludzie, wszystko wygląda inaczej.

Szymon i Magda Majewscy (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Szymon i Magda Majewscy (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

Dopadł was syndrom opuszczonego gniazda?

Magda: Właśnie nie. My mamy dość bliski kontakt, dzieci do nas często przyjeżdżają, nadal mają u nas swoje pokoje, choć teraz to bardziej ich graciarnie. Ja w ich wieku byłam tego pozbawiona, dlatego ważne było dla mnie, żeby czuły, że zawsze będą miały przy nas swoją bazę. I one chętnie z tego korzystają. Nasz dom stał się takim centrum, gdzie dzieją się rzeczy.

No właśnie, słyszałam, że w Wigilię było u was 20 osób.

Szymon: A zdarzało się i więcej.

Słuchaj także: „Cały pakiet się liczy. Nie tylko: ty i ja”. O związkach długodystansowych | „Porozmawiajmy o miłości z Ewą Woydyłło”

Prowadzicie dom otwarty, towarzyski?

Magda: Nie do końca towarzyski, bo jednak mocno chronimy swoją prywatność.

Szymon: Na pewno jesteśmy bardzo rodzinni, mamy też stałe, wierne grono znajomych.

Magda: Myślę, że dla Szymona, który jest na co dzień mocno otoczony ludźmi, ważne jest, by miał swój azyl. Dla mnie zresztą też. Śmiejemy się, że nasz dom jest teraz domem spokojnej starości albo domem wypoczynkowym. Jest otwarty dla przyjaznych dusz.

Skoro dzieci już dorosłe, nie chodzą wam po głowie takie pomysły, by na przykład wyjechać na miesiąc, nie wiem, do Nowej Zelandii?

Szymon: Coś takiego właśnie nam przeszło przez myśl i pewnie kiedyś to zrobimy.

Magda: Na przykład u mnie nastąpiły takie zmiany, że przestałam gotować. To znaczy robię to wtedy, kiedy mi się chce. Przy małych dzieciach rytm domowy był jednak bardziej ustabilizowany, a od jakiegoś czasu wpadamy do domu, rzucając: „Jest coś do jedzenia?”. „Nie ma”. „Aha, OK, coś wymyślimy”. Lubuję się ostatnio w takich sytuacjach.

Może stąd wzięło się to niesprzątanie po śniadaniu?

Magda: A wiesz, że tak? I nawet sobie pomyślałam, że czasem fajne jest to niesprzątnięcie. Tylko wiesz, jaka jest różnica? Że po Szymonie sprzątam ja, a po sobie też ja.

Szymon: Nieprawda! Wiele razy sprzątałem po tobie. I zaraz się zacznie wyliczanie, ile razy wystawiłem śmieci…

Magda: Nie jest na pewno tak, że nagle poczuliśmy się wyzwoleni z okowów i będziemy teraz szaleć. Natomiast zaczęłam czerpać przyjemność z sytuacji, w których już nie trzeba, ale można.

Czytaj także: Czy masz szansę stworzyć długotrwały związek? To zależy od poczucia własnej wartości

À propos waszych gier, ułożyłam sobie teraz w głowie taki scenariusz, że jak zaczynaliście być razem, to nikt nie dawał wam szansy, a teraz nikt sobie nie wyobraża, żebyście nie byli razem.

Szymon: Nawet ja dawałem nam niewielkie szanse.

Magda: Naprawdę? Pierwsze słyszę.

Szymon: Ale Magda, mnie się cały czas wydawało, że zaraz przyjdzie jakiś facet, lepszy ode mnie, fajniejszy, i mi ciebie zabierze…

Magda: O Boże, znowu ta obsesja!

Szymon: …że się na przykład zakochasz.

Magda: Z dwójką małych dzieci na ręku?! To chyba ostatnie, na co miałabym ochotę. Zobacz, jaka to jest ta męska perspektywa…

A kto z was częściej słyszy pytanie: jak ty z nim, z nią wytrzymujesz?

Szymon: A to chyba Magda. Jak zaczynałem robić swój pierwszy program w telewizji, wiele osób było przekonanych, że jestem tak nakręcony, bo coś biorę. Inni uważali, że jak show-biznes, to na pewno mam kochanki. Albo że jak celebryta, to na bank parkuję na miejscu dla inwalidów. Podczas gdy ja prędzej przejadę pół globu, żeby tego nie zrobić.

Magda: Rzeczywiście, to ja częściej słyszę: „Jak ty z nim wytrzymujesz?”, ale to wynika głównie z Szymona ADHD. Jest głośny, cały czas chodzi, mówi, przemieszcza się. Ja jestem introwertyczką. Im Szymon szybciej, tym ja wolniej – na tym polega nasz układ.

Szymon: Ale to się też zmieniło. Zauważyłem, że już trochę mniej podbiegam, daję też się innym wypowiedzieć, czego wcześniej nie umiałem. Wydawało mi się, że to ja powinienem ciągle gadać. To było silniejsze ode mnie.

Czyli też zrobiłeś się fajniejszy?

Szymon: Trochę tak… Jest jeszcze jedna rzecz. Moje życie ostatnio trochę się zmieniło, po półtora roku zacząłem znów grać stand-up „Kto panu to zrobił?”. Nagle zostałem marynarzem! Wybywam na dwa-trzy dni, czyli na takie stosunkowo krótkie rejsy, a jak wracam, to pytam: „I jak, Madzia?”. A ona cała zachwycona: „Boże, jak fajnie, nikogo nie było”. Już jak zamykam za sobą drzwi, to oczami wyobraźni widzę ją na kanapie, w szlafroczku, z książką w ręku albo jej ulubionym wnętrzarskim programem w telewizji.

Czytaj także: Całe życie razem? Co sprawia, że miłość w długoletnim związku nie blaknie?

I jak ci z tym jest? Z myślą, że Magda czasem potrzebuje od ciebie odpocząć?

Szymon: A fajnie mi jest. Wiem, że ciężko ze mną wytrzymać, zwłaszcza jak mam fazę. Nie wiem, czy wiesz, czy szanowne Czytelniczki też wiedzą, jak powstają moje felietony do „Zwierciadła”. Otóż ja co 10 minut muszę wstać, potem wracam, potem muszę włączyć muzykę, potem znowu siadam, potem włączam jakiś program…

Magda: Przepraszam, ale przypomniała mi się jeszcze jedna nasza zabawa. Pamiętam, jak jeździliśmy nad morze z dziećmi, kiedy były małe. Przy okazji: Szymon był jedynym tatą, który z nami zostawał, a nie wyrzucał dzieci z samochodu, mówiąc: „Kochani, muszę lecieć” i pędząc do swojego kawalerskiego życia w Warszawie.

Szymon: Oni prowadzili firmy, Madziu.

Magda: Z pewnością prowadzili firmy. W każdym razie jadąc nad to morze, na wiele godzin podróży, wymyślaliśmy zabawę w „Co by było, gdyby…”. Jak to szło, Szymon? Że wstajesz rano w Warszawie, jedziesz na Wybrzeże, w nocy wypływasz kutrem na połów ryb, po czym wracasz i idziesz do radia.

Szymon: Bliźnięta mają taką potrzebę. My musimy co chwila wymyślać sobie nasze alter ego. Jakby to opisać… Załóżmy, że jestem na urlopie w Grecji, widzę jakiegoś pana, który wyciąga sobie łódkę i wypływa w morze. I nagle mam ogromną ochotę się z nim zamienić.

A co wtedy z Magdą?

Szymon: Magda byłaby ze mną.

Magda: Czekałabym w naszym greckim domu z zupą… rybną.

Szymon i Magda Majewscy (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters) Szymon i Magda Majewscy (Fot. Bartek Wieczorek/Visual Crafters)

Szymon: Prawda jest taka, że wykonując każdy inny zawód, najpewniej bym eksplodował. Gdybym miał codziennie jechać do biura o ósmej i wracać o 18, wystrzeliłbym w kosmos. Natomiast powyobrażać sobie inne życie – to już co innego. I nagle sobie myślę: a właściwie dlaczego mielibyśmy nie wyjechać do tej Nowej Zelandii? Potem oczywiście to wszystko sypie się na szczegółach. Bo to 20 godzin lotu, jak odwiedzałyby nas tam dzieci?

Z Aśką Kołaczkowską nagraliśmy kiedyś taki odcinek naszych „Mówisiów”, w którym opowiadam, że jak jestem w Lizbonie, siedzę w kawiarni i piję kawę, to zaraz sobie wymyślam moją nową tożsamość. Na przykład jestem Portugalczykiem, ale mój dziadek był z Wenezueli. Napisałem kilka książek i jestem teraz na emeryturze. Albo jestem mistrzem gry na harmonijce. Ja chyba lubię utopić się w innych scenariuszach i tożsamościach, bo mam świadomość, że w Polsce jestem totalnie określony.

Z kolei ty, Magdo, długo grałaś rolę takiej „żony porucznika Columbo”, czyli nikt cię nie znał, ale wszyscy mieli wrażenie – dzięki Szymonowi – że cię znają.

Szymon: Nie mówiąc już o tym, że jak pracowałem w TVN-ie, to obowiązywało hasło: „Nie gadajcie z nim, zadzwońcie do Magdy”.

Magda: Dla mnie takie bycie w cieniu było normalne. Nigdy nie miałam potrzeby zaistnienia medialnego. Osobę publiczną miałam w domu. Choć dla mnie Szymon nie jest żadną gwiazdą. I nigdy nie był. Był i jest moim mężem, Szymonem.

Szymon: Chyba nigdy nie miałem też takiego charakteru… A z tym: „Nie gadajcie z Szymonem…” to też nie do końca prawda. Magda nigdy nie mówiła mi, czy tę, czy tamtą propozycję mam przyjąć. Ale mogę z tego do woli drzeć łacha. Parę żartów na ten temat sprzedałem i trochę na tym zarobiłem.

Magda: Może należy tu dodać, że ponieważ nigdy nie byłam osobą medialną, bardzo mocno przeżyłam fakt, kiedy Szymon przyszedł do mnie i zapytał, czy to dla mnie OK, jak będzie pisał w „Zwierciadle” o mnie. Na początku nie chciałam się na to zgodzić. Co to ludzi obchodzi? Przecież to jest nasze, prywatne.

To były moje pierwsze myśli. Później zrozumiałam, że jednak niektóre rzeczy są uniwersalne, a okraszone jeszcze poczuciem humoru Szymona, mogą być ciekawe. To była pierwsza bariera.

Drugą, jeszcze większą barierą był moment, w którym napisał „One Mąż Show”, czyli spektakl o mnie. Ktoś będzie patrzył na plan, który zrobiłam dla Szymona na zakupy?! Musiałam to w sobie jakoś pomieścić i przeżyć. I chyba otworzyłam się na to, żeby się otwierać.

To może jeszcze powiedzmy, że to ty jesteś w tym domu specjalistką od sztuk pięknych. Projektujesz wnętrza, ubrania, biżuterię. Nawet to, że Szymon jest taki piękny, też jest twoją zasługą, bo te wszystkie świetne ubrania ty mu wyszukujesz. Jesteś estetką?

Magda: No jestem. Jestem Panną, jestem estetką, ale też po prostu to lubię.

Szymon: Niestety estetka, czyli niestetka.

Ale zaraz, wy z tego całą rodziną korzystacie, czyż nie?

Magda: Tymczasem jestem za to bardzo krytykowana.

Szymon: Na przykład w garderobie stoi jakieś krzesełko, do którego ja się już zdążyłem przyzwyczaić, aż tu nagle znika i pojawia się pufek.

Magda: Krzesełko było po prostu tymczasowe.

Szymon: Dla mnie nie było.

Magda: Tak, to są te wyzwania, przed którymi stawiam Szymona od trzydziestu paru lat.

Szymon: Ostatnio przyjechały do nas jakieś donice, wyglądają jak małe wulkany z Lanzarote. Pytam się: „Magda, co to jest?”.

Magda: Ale to było takie tam, czysto dekoracyjne. Nic na stałe.

Czyli nie jesteś szaloną dekoratorką? Jak Szymon wraca do domu, to nie musi się cofać przed drzwi, by sprawdzić, czy to na pewno ten adres?

Magda: Ależ skąd! Ponieważ wiem, że Szymon się tym nie interesuje, że tego nie lubi, to biorę czasem na siebie takie ekstremalne zadania, jak kupowanie donic metr na metr albo metr na 20 centymetrów. Tylko jakoś je trzeba wnieść, a potem przemieścić.

Szymon: W rezultacie mi pęka kręgosłup.

Magda: Raz tak się zdarzyło, to znaczy mocno się nadwerężył. Przyznaję, to był mój błąd. Mamy taki wielki kwiat, który rozrósł się niemiłosiernie, a że było lato, upały, a on jest bardzo tropikalny, wyobraziłam sobie, że będzie mu lepiej, jak przeniesiemy go na zewnątrz. Poprosiłam Szymona, żeby mi w tym pomógł. Nie będę cytowała, co mówił w trakcie. Po czym okazało się, że jest tak straszny wiatr, ale tak straszny, że ta roślina tego nie przeżyje. I trzeba było ją wnieść z powrotem. Znów nie wspomnę, co Szymon wtedy mówił.

Szymon: Myślę, że nawet Pudzian miałby potem przez dwa tygodnie problem z plecami. To na serio ważyło ze 300 kilo.

Magda: Czasami mają miejsce w naszym domu nieudane rewolucje. Ale tak, lubię coś upiększać, lubię przebywać wśród ładnych przedmiotów, lubię o nich rozmawiać. A jak gdzieś wyjeżdżamy, to robię zdjęcia nie krajobrazów, ale podłóg, ścian, tynków...

Ja tak robię, gdy oglądam filmy. Tu pan panią dźga na podłodze, a ja patrzę, jakie mają listwy przypodłogowe.

Szymon: Tak samo było, jak oglądaliśmy „Mroki Tulsy”. Nagle Magda podchodzi do ekranu i czemuś się przygląda. Zastanawiam się, o co chodzi, czy może źle widzi…

Magda: Po prostu tapeta była ładna. Uwielbiam wypatrywać w scenach tapety i kolczyki. No i co w tym złego? To tylko ubogaca nasze życie.

Szymon: Ale też ostatnio złapałem fazę, jak powiedziałaś, że trzeba pomalować na czarno jeszcze inne donice. Tak się w to wkręciłem, że codziennie jeździłem do marketu budowlanego. Od razu wymyśliłem sobie, że prowadzę firmę wnętrzarską...

Magda: Ale dodajmy, malowanie malowaniem, ale umycie wałka czy pędzla po malowaniu – to już dla ciebie za dużo.

Skoro lubicie zabawę w „Co by było, gdyby…” – co by było, gdyby Magda nie weszła wtedy jednak do tej klasy? Gdyby usiadła w innej ławce? Gdybyś ty nie uciekał przed wojskiem, a ona przed chłopakami? Co by było, gdybyście się wtedy nie spotkali?

Magda: Nigdy się nad tym nie zastanawiałam. To ciekawe, nawet bardzo ciekawe pytanie. Czasami się zastanawiałam, jak to możliwe, że my tak w siebie wpadliśmy. I myślę, że chyba znam odpowiedź. Oprócz chemii czy metafizyki, było w tym też wiele czynników zupełnie trywialnych: ten sam wiek, to samo środowisko, te same zainteresowania, te same przeczytane książki, ta sama muzyka. Przecież ja, siedząc wtedy w tej ławce, przewijałam kasetę na długopis. Szymon zapytał, co to jest za zespół. Odpowiedziałam, że Siouxie and the Banshees. Wyraz uznania w jego oczach pamiętam do dziś. To jednak nas bardzo łączyło. Myślę, że osoby, które pochodzą z zupełnie innych światów, mają jednak trudniej. A może ciekawiej? Nie wiem… Co by było, gdybyśmy się nie spotkali?… Zostawmy to pytanie na następny wywiad. Napiszemy ci nawet cały scenariusz. Albo felieton.

Szymon: W każdym razie ja sobie tego nie wyobrażam.

Ani ja! I z tego, co mówiła Szymonowi Kasia Nosowska, ona też nie.

Szymon: Tak mi Kasia kiedyś powiedziała, że nie możemy się rozstać, bo wtedy ona straci wiarę w miłość.

Stałość, wierność – to zawsze były dla was ważne wartości czy tak po prostu wyszło?

Szymon: Na pewno nie było takiego odgórnego założenia. Jak się pojawia myśl, że teraz to już zawsze albo że teraz to my już nigdy – dla mnie zaczyna się dramat.

Magda: Tak, zgadzam się, ale też obie wartości znajdują się wysoko w moim osobistym kodeksie. Nie powiem, nieraz słyszałam pytania czy też sugestie: „A gdybyś kiedyś, czysto hipotetycznie, znalazła się w takiej sytuacji, że… to co byś wtedy zrobiła? Co by się tam stało?”. A ja myślę, że nigdy nie zrobiłabym tego Szymonowi. Bo wtedy bym też zanegowała siebie. No chyba żebym się zakochała…

Szymon: Co przecież jest niemożliwe…

Magda: A skoro jest niemożliwe… to ja dziękuję, ale nie. I to jest dla mnie wartość. Czasem kusi, jak jest trochę gorzej czy słabiej, by powiedzieć sobie: gdzie indziej będzie lepiej. I nie mówię tu o ekstremalnych sytuacjach, w których jest jakaś przemoc czy nieszczęście. A może czasem wystarczy bardziej się postarać, mniej oceniać, cofnąć się o jeden krok? Tak sobie myślę w takich właśnie trudnych momentach. I wtedy się okazuje, że jednak jest OK. Zawsze powtarzałam moim dzieciom: na koniec dnia trzeba spojrzeć w to lustro, na siebie. A ponieważ powtarzałam to dzieciom, sama też się tego nauczyłam. To ja tyle… Nie wiem, co na to mój mąż…

Szymon: A jakie było pytanie?

Magda: Proszę, i tak wygląda moje życie.

Szymon Majewski w Radiu Zet w niedzielę o 10.00 komentuje świat w programie „Przebojowa lista wydarzeń tygodnia”, w Och-Teatrze gra monologi „MaminSzymek” i „One Mąż Show”. Od roku jeździ po Polsce ze stand-upem „Kto panu to zrobił?”. Autor podcastu „Proszę ja ciebie” i, rzecz jasna, dumny felietonista „Zwierciadła”.

Magda Majewska projektantka wnętrz, obecnie zajmuje się projektowaniem kimon oraz biżuterii w ramach szerszego projektu SLOW DAY. Mają dwójkę dzieci: Antoniego i Zosię.

W ramach współpracy z marką LEGO® w sesji ulokowano klocki z kolekcji LEGO® Botanicals – bukiet tulipanów (11501), bukiet róż (10328).

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE