Wielu dorosłych nosi w sobie ranę dziecka niedorastającego do oczekiwań swoich rodziców. Jeśli w przeszłości na okrągło słyszałaś teksty takie jak: „mogłaś bardziej się postarać”, „szkoda, że nie dostałaś szóstki” albo „Kasia zrobiła to lepiej” – bardzo możliwe, że wciąż tkwi w tobie nieukojony żal do bliskich za to, że nie pokochali cię taką, jaką jesteś. Jak ból dziecka, któremu stawiano wieczne wymagania, może objawiać się w dorosłości?
Psychologowie podkreślają, że dla prawidłowego rozwoju emocjonalnego dziecka niezwykle ważna jest akceptacja ze strony rodziców i kochanie go takim, jakim jest. Nie chodzi oczywiście o ślepe akceptowanie zachowań agresywnych czy destrukcyjnych, lecz wyrozumiałość w stosunku do słabości i niepowodzeń doświadczanych przez małego człowieka. Opiekunowie powinni dopingować dziecko do osiągania lepszych wyników – ale bez wywierania na nim nadmiernej presji i doceniając wysiłki, które włożyło w dążeniach do celu, niezależnie od tego, czy udało mu się go osiągnąć. Spokojna, mądra akceptacja normalizuje w oczach dziecka ewentualne porażki i buduje w nim odporność psychiczną na przyszłe niepowodzenia. Te są przecież naturalną częścią życia – zrozumienie tej prostej prawdy jest często miarą sukcesu dorosłego człowieka, który po doznaniu zawodu, potrafi się podnieść i zacząć od nowa.
Tymczasem dziecko, które dorasta w atmosferze ciągłych wymagań i komunikatów „to za mało”, internalizuje przekonanie, że miłość i akceptacja są warunkowe. Zamiast bezpiecznego doświadczenia bycia widzianym i przyjętym takim, jakie jest, uczy się, że jego wartość zależy od wyników, ocen i porównań. Taka relacja z opiekunami podkopuje fundamenty poczucia własnej wartości – dziecko zaczyna postrzegać siebie nie jako „wystarczające”, ale jako projekt do nieustannej poprawy. Stąd bardzo źle znosi niepowodzenia, a każdy popełniany błąd traktuje jako potwierdzenie dla swojej słabości i bezwartościowości.
W dłuższej perspektywie komunikat „jesteś niewystarczająca” może prowadzić do rozwinięcia się chronicznego napięcia emocjonalnego, lęku przed odrzuceniem i trudności w rozpoznawaniu własnych potrzeb. Wiele dzieci i nastolatków noszący ten emocjonalny bagaż wchodzi z nim w dorosłość – nie będąc świadomymi, że przyczyną ich problemów emocjonalnych jest rana dziecka, które nigdy nie zostało zaakceptowane takim, jakim jest.
Do czego w życiu dorosłym może prowadzić brak akceptacji, docenienia i stawianie dziecku nadmiernych wymagań? Oto możliwe konsekwencje.
W dorosłości jedną z częstych konsekwencji takiego dzieciństwa jest perfekcjonizm, który z zewnątrz bywa mylony z ambicją. Osoba, która kiedyś musiała „zasłużyć” na uznanie, często nie potrafi pozwolić sobie na błędy ani odpoczynek, a poprzeczka, którą sobie stawia, nieustannie się podnosi. Nawet sukces nie przynosi ulgi, bo szybko pojawia się myśl, że „to wciąż za mało” albo że następnym razem nie uda się już sprostać oczekiwaniom.
Innym skutkiem może być głęboko zakorzenione poczucie winy i wstydu, pojawiające się nawet w sytuacjach obiektywnie neutralnych. Dorosły, który jako dziecko był ciągle oceniany, często przejmuje wobec siebie surową, krytyczną postawę rodzica. Innymi słowy: patrzy na siebie tak, jak kiedyś patrzyli na niego opiekunowie, i osądza sam siebie ich oczami. Każda porażka – a czasem nawet zwykła potrzeba odpoczynku – uruchamia wewnętrzny głos oskarżenia: „powinnaś była się bardziej postarać”, „inni radzą sobie lepiej”. To uruchamia wewnętrzny mechanizm porównań i powoduje nawracające poczucie bycia kimś nie dość dobrym.
Niezaspokojona potrzeba akceptacji w dzieciństwie może mieć też przełożenie na twoje relacje romantyczne. Osoby wychowane w cieniu wygórowanych oczekiwań mogą mieć unikający styl przywiązania i odczuwać strach przed budowaniem bliskiej więzi emocjonalnej. Boją się bowiem, że kiedy pokażą swoje słabości, zostaną ocenione lub odrzucone.
Zdarza się też, że osoba nieakceptowana w dzieciństwie wchodzi w związki, w których powiela schemat znany z przeszłości. Na partnera wybiera osobę równie dominującą, wymagającą i krytyczną jak rodzice, starając się zasłużyć na jej miłość. W tym celu nadmiernie się do niej dostosowuje przyjmując postawę people pleasera.
Kolejną konsekwencją bywa chroniczne niezadowolenie z siebie i swojego życia. Nawet jeśli obiektywnie „wszystko się zgadza”, wewnętrznie pozostaje uczucie braku, niedosytu i ciągłego napięcia. Dorosły, który w dzieciństwie nie miał poczucia wystarczalności, często nie potrafi cieszyć się z tego, co osiągnął, bo nauczył się skupiać przede wszystkim na brakach, niedociągnięciach i tym, co jeszcze wymaga poprawy.
U wielu osób z doświadczeniem warunkowej miłości pojawia się także trudność w rozpoznawaniu własnych potrzeb i granic. Dziecko, które było nagradzane głównie za spełnianie cudzych oczekiwań, w dorosłości może nie wiedzieć, czego naprawdę chce, bo przez lata ważniejsze było to, czego chcą inni. Skutkiem bywa nadodpowiedzialność, problem z mówieniem „nie” oraz tendencja do stawiania cudzych potrzeb ponad własnymi – często kosztem zdrowia psychicznego.
Wreszcie, doświadczenie ciągłej niewystarczalności może prowadzić do wykształcenia się pewnych tendencji narcystycznych u osoby dorosłej. Mechanizm jest tu następujący: gdy dziecko nie ma poczucia bycia ważnym i widzianym, a zamiast tego oceniane jest przez pryzmat swoich osiągnięć, w jego psychice może powstać głęboka luka w poczuciu własnej wartości. W dorosłości bywa ona maskowana właśnie poprzez zachowania narcystyczne: nadmierne podkreślanie sukcesów, potrzebę podziwu, wrażliwość na krytykę czy trudność w przyjmowaniu porażek. Nie są one wtedy wyrazem zdrowej pewności siebie, lecz mechanizmem obronnym chroniącym przed bolesnym uczuciem: „jestem niewystarczająca”.
W takim sensie narcyzm można rozumieć jako próbę regulowania kruchego „ja”. Osoba, która w dzieciństwie słyszała głównie, co robi źle lub za słabo, może w dorosłości desperacko potrzebować potwierdzeń swojej wartości z zewnątrz, bo nie ma dostępu do wewnętrznego poczucia wartości. Każde zakwestionowanie, krytyka czy brak uznania uruchamia wtedy silny lęk i wstyd, dlatego reakcją bywa wywyższanie się, dewaluowanie innych albo nadmierna obrona własnego wizerunku.
Powyższe konsekwencje nie muszą występować razem i u każdego mogą być zróżnicowane. Na skutek poczucia niewystarczalności w dzieciństwie jedna osoba może wykształcić unikowy styl przywiązania i przejawiać zachowania narcystyczne, a inna może przywiązywać się do partnera w sposób lękowy i być people pleaserem, który skupia się przede wszystkim na spełnianiu potrzeb innych. Wiele zależy od osobistych cech danego człowieka, jego temperamentu i tego, czy w toku rozwoju natknął się na osobę, która choć w części dała mu poczucie emocjonalnego bezpieczeństwa i akceptacji. Czasami tylko jeden rodzic przejawia postawę surowego „sędziego”, a jego wpływ na nasze wychowanie niweluje empatia i zrozumienie ze strony drugiego opiekuna. Wówczas powyższe cechy mogą objawiać się w niższym natężeniu.
Jeśli poczucie bycia niewystarczającą i gorszą od innych wpływa na twój życiowy komfort, nie wahaj się zwrócić o pomoc do wykwalifikowanego terapeuty. To ciężar emocjonalny, który niezwykle trudno dźwiga się samemu. Terapia pozwoli ci przepracować ukryte schematy myślenia, które ukształtowały cię jeszcze w okresie dzieciństwa, i przynajmniej częściowo uwolnić się od nich – zastępując je zdrową, świadomą autorefleksją niezależną od rodzicielskiej ewaluacji.