1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Wywiady
  4. >
  5. „Dobrze jest poczuć czasem ciarki żenady. Cenię sobie te momenty, bo to podstawa, żeby się z siebie śmiać”. Piotr Polak o sukcesie „The Office PL” i roli, która nauczyła go odwagi

„Dobrze jest poczuć czasem ciarki żenady. Cenię sobie te momenty, bo to podstawa, żeby się z siebie śmiać”. Piotr Polak o sukcesie „The Office PL” i roli, która nauczyła go odwagi

Piotr Polak: „Mój bohater to jeden wielki cringe. Jak coś palnie, to się nie wycofuje, tylko brnie dalej. Czasem zazdroszczę mu braku refleksji”. (Fot. Rafał Chojnacki)
Piotr Polak: „Mój bohater to jeden wielki cringe. Jak coś palnie, to się nie wycofuje, tylko brnie dalej. Czasem zazdroszczę mu braku refleksji”. (Fot. Rafał Chojnacki)
Gdy w 2021 roku ogłoszono, że powstanie polska wersja kultowego „Biura”, w sieci zawrzało od sceptycznych komentarzy. Twórcy zdołali jednak przekonać do siebie widzów, bo za nami już piąty sezon serialu. Tuż po jego finale wcielający się w jedną z głównych ról Piotr Polak przyznaje, że wbrew pozorom praca na planie serialu nie jest tylko zabawą. Aktor opowiedział nam również o tym, jak z góralskiego domu, pełnego zachwytu nad pięknem świata, trafił do świata teatru i filmu oraz dlaczego Michał Holc to jego alter ego w wersji ekstremalnej, i jak dzięki tej roli nauczył się uwierzyć w siebie. Z humorem, szczerością i nieskrępowaną energią zdradził też kulisy serialu oraz opowiedział o reżyserskim debiucie i fascynacji światem, w którym codzienność często bywa bardziej komiczna niż fikcja.

Jesteśmy już po finale piątego sezonu „The Office PL”. Nie męczy cię opowiadanie o tym serialu?

Lubię o tym mówić, bo to bardzo wdzięczny i przyjemny temat! Tutaj nie ma co ściemniać. To super doświadczenie i wspaniała zabawa i wszyscy strasznie się cieszymy jak widzimy się co sezon. Mamy radość jakbyśmy byli grupą najlepszych przyjaciół, chociaż harujemy jak woły, bo to tak naprawdę ciężka praca, ale frajda przez te 30 dni zdjęciowych jest ogromna. Lubię o tym mówić, żeby uświadomić ludziom, że na planie może być naprawdę fajnie.

Mówisz, że to ciężka praca, ale z perspektywy widza zupełnie nie wygląda to na harówkę...

Tak, to prawda. Żerań jest super. Kręcimy w starym FSO i mamy święty spokój, bo tam nic innego w zasadzie nie ma. Tylko przedszkole dla psów, nauka jazdy i my. Kameralne warunki, z kontenerami w tle, więc nie czujesz, że jesteś w Warszawie. Natomiast tempo pracy jest mordercze. Ja jeszcze mam bardzo dużo tekstu, bo Michał sporo gada.

Zawsze uczymy się tekstu z wyprzedzeniem dwóch odcinków, ale im dalej w las, tym ten dystans się zmniejsza. Bywa tak, że kończymy scenę i od razu zaczynamy następną. Rekord to było 20 scen w ciągu dnia. To są najtrudniejsze momenty, bo czasem chodzi o monologi na dwie czy trzy strony. Do tego zawsze z nami jest scenarzysta, który pilnuje każdego słowa, więc trzeba się przygotować. Nie ma miejsca na improwizację, to znaczy jest bardzo malutkie, ale rzadko. Raczej trzymamy się tekstu.

Poranki też są ciężkie, bo Maciek Bochniak [reżyser – przyp. red.] wymyślił, że Michał farbuje włosy, więc trzeba przyjść wcześniej i popsikać się odsiwiaczem, ale mimo wszystko nie było dnia, żebyśmy wyszli stamtąd w złych stosunkach.

Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+) Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+)

Czytaj także: Najlepsze seriale komediowe na Netflixie i HBO Max

Wróćmy do początków. Jesteś człowiekiem z gór. Czy to właśnie stąd się wziął twój temperament i ekspresyjność?

Kiedyś myślałem, że tak, bo rzeczywiście górale mówią trochę głośniej, żeby słyszeć się przez hale, ale ja nie mówię aż tak głośno. Głośno mówi mój tata. Jak odbieram od niego telefon, musze trzymać słuchawkę z dala od ucha, bo tak krzyczy. Moja siostra Jaśmina ma to samo, więc możliwe, że to rodzinne. A poza tym, nie wiem, może to temperament... Chyba tak, to jest ta odpowiedź.

Twoi rodzice nie są artystami. Skąd się zatem wzięło u ciebie to zamiłowanie do sztuki? Bo widać, że świat filmu, teatru, telewizji, muzyki czy fotografii, którą pokazujesz na Instagramie, jest ci bardzo bliski.

Zastanawiałem się nawet nad tym. Kiedyś się śmiałem przez to lenistwo. Myślałem, że aktorstwo to będzie najłatwiejszy zawód, ale wcale nie jest. Natomiast mieliśmy w domu kaflarnię, którą prowadził mój tata. Robiliśmy tam kafle i piece, i to była totalna sztuka. Pracowali tam sami ludzie z gór. Był taki Andrzej, który rzeźbił formy. Tata i mama mieli w sobie duży zachwyt. Mówili: „O, jaki piękny kafel wyszedł”. Jak wychodziły już kolory i one się ze sobą zlewały, to byliśmy szczęśliwi, że są one takie nierówne i krzywe, i piec będzie jeszcze piękniejszy.

Pochodzę więc z domu, w którym docenianie ładnych rzeczy było normalne. Mama i tata zachwycali się, gdy przy ładnej pogodzie z naszego balkonu widać było Tatry i mówili: „Ale dzisiaj pięknie!”, albo fascynowali się tym, że gdzieś jedziemy. „O, jaki ładny zameczek, skręćmy”. Mama mówiła: „Cofnijmy tę scenę z filmu, jest pięknie zrobiona” i tak dalej. Taki zachwyt nad wszystkim i docenianie detali powoduje, że nagle doceniasz dużo więcej, tak mi się wydaje, a w szczególności sztukę. Lubisz życie, lubisz świat. To uczy też odnajdywania piękna w prostych, nieoczywistych rzeczach, nawet bardzo małych.

Czytaj także: Gdzie jechać w góry latem? Oto 5 cudownych miejsc dla miłośników przyrody, wędrówek i ciszy

Co ostatecznie sprawiło, że zostałeś aktorem? Słyszałam, że zainspirowały cię nagrania zza kulis filmu „E.T.”. W szkole natomiast mówiono będziesz aktorem, bo ciągle wydurniasz się przy tablicy.

Wydurniałem się bez przerwy. Miałem nawet przezwisko Forest, bo cały czas biegałem po korytarzach. Pamiętam, jak pierwszy raz zobaczyłem „Przyjaciół” i Chandlera, dla którego żarty były pewnego rodzaju autoobroną. Możliwe, że ja też w ten sposób uciekałem od pewnych niebezpiecznych czy niekomfortowych sytuacji... Ale możliwe też, że mam to po rodzicach. Tata też był takim jajcarzem, lubił się popisywać. Ja na przykład nie lubiłem się popisywać, ale i tak nieświadomie to robiłem. Lubię sobie tak poszaleć, być taki trochę crazy, ale to zawsze tak wychodziło i działo się samo.

Piotr Polak (Fot. materiały prasowe Canal+) Piotr Polak (Fot. materiały prasowe Canal+)

Widziałeś siebie jako aktora komediowego? Pamiętam pierwszy film, który zobaczyłam z twoim udziałem, „Człowiek z magicznym pudełkiem”. To była rola daleka od komedii i nie sądziłam wtedy, że drzemie w tobie taki komediowy potencjał.

Ja w ogóle nic nie planowałem, gdy dostałem się do szkoły teatralnej, bo nic o niej nie wiedziałem. Wcześniej widziałem bardzo mało teatru i dopiero zacząłem się orientować, na czym to polega. Nie wiedziałem, że są różne teatry, że mogę jeden woleć od innego. Wszystkiego się uczyłem na żywo. I nie, na pewno nie myślałem o komediach. Moim podstawówkowym marzeniem było zostanie Hanem Solo. To było bardzo naiwne, dziecinne marzenie, ale z drugiej strony wiedziałem, że właśnie ten świat może mi pozwolić te dziecinne marzenia spełniać i czekałem aż to się stanie. Teraz te rzeczy się dzieją, więc bardzo się z tego cieszę.

Zaczynałem przede wszystkim od teatru i to w ogóle nie komediowego, od 6-godzinnego spektaklu Krystiana Lupy „Faktory 2”, który był o świecie Andy’ego Warhola. Próby trwały ponad rok. To było szaleństwo, ale nie było stricte komedią. Tak naprawdę „The Office PL” jest moją pierwszą komedią-komedią. Co więcej, byłem ostatnią osobą, która uwierzyła w to, że to mi się uda i dostanę tę rolę. No i jak dostałem, dostałem też takie poklepanie po plecach, że jednak coś potrafię.

Mamy już piąty sezon, więc serial absolutnie przyjął się na naszym polskim gruncie. Mówisz, że na początku nie wierzyłeś, że tytuł ten może odnieść u nas sukces. Co sprawiło, że zmieniłeś zdanie? To poklepanie po plecach?

Chyba tak, to znaczy ja chyba bardzo tego potrzebuję, takiego poklepania po plecach. Jestem osobą, która dopiero ostatnio przestała się tak strasznie krytykować. Nigdy nie mówiłem: „Ale wykonałem super robotę”, prędzej, że jestem beznadziejnym aktorem. Jak wybrali nas do „The Office PL” miałem takie myśli: „chyba tego nie uciągnę”. Często zastanawiam się, czy ja mam osobowość... Pewnie powinienem iść z tym na terapię, ale z drugiej strony dzięki całej ekipie „The Office PL” zrozumiałem, że nie ma się czego bać i trzeba pracować, wierzyć w siebie i tyle.

Piotr Polak: „Przez lata myślałem, że jestem beznadziejnym aktorem. Dopiero ostatnio przestałem się tak strasznie krytykować”. (Fot. Rafał Chojnacki) Piotr Polak: „Przez lata myślałem, że jestem beznadziejnym aktorem. Dopiero ostatnio przestałem się tak strasznie krytykować”. (Fot. Rafał Chojnacki)

Czytaj także: Za każdym żartem Chandlera i łzami Rachel kryje się prawda o nas samych. Zdziwisz się, co naprawdę oznacza zachowanie bohaterów tego serialu

Wiem, że dobrze znałeś wcześniej amerykańskie i brytyjskie „The Office”. Michael Scott i David Brent to postacie kultowe. Wzorowałeś się na nich?

Absolutnie nie.

W jaki sposób w takim razie budowałeś tę postać?

Brytyjskie „Biuro” rzeczywiście widziałem wiele razy. Amerykańskie jeszcze więcej, bo cały czas puszczam je sobie do sprzątania na DVD. Ciągle zbieram DVD, bo czekam aż wysiądzie Internet i będę miał wypożyczalnię.

Obie wersje znam na pamięć i uwielbiam tę energię. Natomiast jak dowiedziałem się, że mam tę rolę, przestałem je oglądać, bo wiedziałem, że jeżeli nasz scenariusz nie jest kopią, to tym bardziej muszę znaleźć „swojego szefa”. Zastanawiałem się jak to rozegrać. Zdałem sobie sprawę, że Ricky Gervais śmieje się sam z siebie, Steve Carell też w „The Office” jest w pewnym sensie sobą, więc ja też szukałem w tej roli siebie i pielęgnowałem te cechy, które mam. Pomogły mi też dyskusje z reżyserem. Na początku grałem o wiele za dużo. Skakałem po ścianach, robiłem fikołki na biurku...

Metaforycznie czy dosłownie?

Dosłownie! Robiłem za dużo, bo tak sobie wyobrażałem tę postać, ale nie zdawałem sobie sprawy, że im mniej tym lepiej. Łukasz Sychowicz, główny scenarzysta, zawsze robił tak zwany gest Rossa z „Przyjaciół”, żebym trochę spasował. Potem kazali mi założyć ciężarki na kostki i to rzeczywiście podziałało, bo bardziej stanąłem na ziemi. Wiedziałem, że tutaj można bardzo dużo. Lubię przypominać sobie te momenty, gdzie palnąłem jakiś cringe. Każdy na to uważa, ale to jest bardzo potrzebne, poczuć takie ciarki żenady.

Ale to boli...

To boli strasznie i czasami przypomina się po latach, że na przykład powiedziałem kiedyś coś głupiego przy dużej ilości osób i na pewno pomyśleli wtedy, że jestem idiotą. Ja strasznie cenię te momenty. One są bardzo ważne, bo to super podstawa, żeby się z siebie śmiać. Bardzo to w sobie pielęgnuję, w tym tworząc ten serial, żeby właśnie polubić te momenty.

Holc jest jednym wielkim chodzącym cringe’em. To jest ta jego umiejętność – on jak coś palnie, to się nie wycofuje, tylko brnie w to dalej. To jest coś, czego czasem mu zazdroszczę. Chciałbym przez 24 godziny być takim Holcem.

Politycy są świetną podstawą do szukania tych holcowych cech. Nieważne z której partii, chociaż niektórzy są bardziej inspirujący od innych. Czasem muszą mówić o rzeczach, o których nie mają pojęcia, i to widać. Albo na przykład wiedzą, że nie mogą czegoś powiedzieć, bo nie wypada, więc zaczynają mydlić oczy, obchodzić temat dookoła i to jest bardzo holcowe. Oni są cały czas na piedestale i muszą dużo szyć. Często oszukują, ale są super inspiracją.

Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+) Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+)

Miałeś jeszcze jakieś inspiracje?

W tej roli bardzo sprawdza się też taki rodzaj nieprzygotowania, nie mówię tekstowego, ale takiego pójścia na żywioł. To trochę tak, że nie wiem co się stanie i co będzie w tej scenie. To stanie na krawędzi daje też taką wewnętrzną energię, trochę nerwowości i małej paniki. Takie trzymanie tego nieprzygotowania w sobie daje motor do działania. Oczywiście potem opuszczam plan kompletnie wykończony, ale warto.

Czytaj także: „Wyluzuj, nie traktuj siebie zbyt poważnie, naucz się z siebie śmiać” – radzi Katarzyna Miller

Mówisz o obciążnikach na butach... Stosujecie jeszcze na planie jakieś podobne techniki?

Mamy różne metody. Andrzej Kukuła, drugi scenarzysta, zawsze się śmieje, że zgodzę się na wszystko, co on powie. Czasem sam nawet mówię: „daj mi jakieś utrudnienie”. Fajnie jest się zmęczyć. Powiem Ci jedną rzecz, o której jeszcze chyba nigdy nie mówiłem. Jest w ekipie osoba, która lubi pikantne dania, więc zawsze nosi ze sobą ostre sosy na obiad. Pomyśleliśmy więc, że przed ujęciem wezmę łyżeczkę takiego sosu i zrobię wszystko, żeby nie było widać, że umieram.

Robimy sobie takie wyzwania, bo się dobrze znamy i lubimy. Maciek Bochniak czasem komuś czegoś nie mówi, albo robi tak, żeby ktoś coś powiedział albo zrobił i sprawdza nasze reakcje, więc wszyscy jesteśmy gotowi na błąd, ale to daje ogromną przyjemność, motywację do działania i do tego, żeby wstać rano.

Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+) Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+)

Zanim przyjąłeś rolę miałeś chwile zawahania? Tzn. „nie przyjmę tego, boję się”.

Bardziej czekałem na moment, że ktoś powie, że mnie nie przyjmie, ale jakoś nikt tego nie powiedział. Naprawdę się zdziwiłem. Pomyślałem: „To na serio? To ja? Aha, no dobra. Nikt inny nie został, ok...”. Wtedy już się nie bałem.

Oczywiście, byłem przerażony tym, że Polska robi swoją wersję. Pamiętam, jak pojawiły się pierwsze komentarze po bardzo niedobrym zwiastunie pierwszego sezonu, który był zrobiony, mam wrażenie, przez kogoś, kto nigdy nie widział „The Office”. Jak to zobaczyłem, myślałem, że nas zniszczą. Zajrzałem do komentarzy, ale potem przestałem je czytać. Z drugiej strony wierzyłem, że jak już się to ukaże, nie będzie tak źle. Okazało, że nawet jest dobrze. Natomiast wtedy się nie bałem, bo lubię takie sytuacje, lubię się rzucać w takie głębokie wody. Oczywiście to nie ja o nich decyduję, to mnie wybierają, ale to fajne i dzięki temu mam już spore doświadczenie. Jestem głosem Hana Solo, gram w „The Office PL”. To ryzyko, ale po to to robię.

Piotr Polak (Fot. materiały prasowe Canal+) Piotr Polak (Fot. materiały prasowe Canal+)

Czy humor „The Office PL” jest bliski twojemu? To jest to, co śmieszy cię na co dzień?

Bardzo mnie to śmieszy. Abstrakcyjne poczucie humoru, żarty bez sensu i bez puenty. Uwielbiam cringe i to, co powoduje, że wszyscy myślą, że nie jesteś do końca normalny. To są życiowe sytuacje. Jak ktoś coś palnie, to ja to kocham.

To ciekawe, bo mówisz o sytuacjach, których najczęściej unikamy. Boimy się ich, nie chcemy do nich doprowadzić.

To jest właśnie śmieszne, że się tego boimy. W „The Office PL” poruszamy tematy tabu, czasem jest poważnie, czasem po bandzie, ale nigdy się nie śmiejemy z danego tematu, tylko z ludzi, którzy boją się na konkretny temat mówić. To oni są śmieszni, próbując być nowocześni i progresywni, a tylko pogorszają sytuację, bo nie wiedzą jak na ten temat się wypowiadać. Jest właśnie taki strach, absolutnie, i ja też go akceptuję.

Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+) Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+)

Czytaj także: Lekkość i śmiech drogą do pełniejszego życia. Co nam daje poczucie humoru?

Co jest największą siłą twojej postaci?

Siłą i przekleństwem jednocześnie. To brak refleksji, któremu czasami Michałowi zazdroszczę, bo są momenty, kiedy wolałbym wrócić do domu po jakiejś dziwnej albo napiętej sytuacji i już o tym nie myśleć. Wyłączyć myślenie i nie rozkminiać, że mógłbym zachować się inaczej. Myślę, że to wspaniałe uczucie i jego największa siła. To, że on niczym się nie przejmuje i nawet nie wie, że miałby się przejmować.

W aktorstwie chyba łatwo jest przekroczyć pewną granicę i stać się aktorem jednej roli. Trzeba w pewnym momencie powiedzieć „stop”. Nie boisz się, że przegapisz ten moment i w świadomości widzów na zawsze zostaniesz Michałem Holcem?

Nie myślę o tym. Ktoś mnie kiedyś o to zapytał i nawet chwilę się nad tym zatrzymałem, ale ten zawód jest tak nieprzewidywalny, że nigdy nie wiesz co się stanie. Na pewno nie jest to postać, którą zabieram ze sobą do domu. W ogóle nie przynoszę do domu żadnej postaci, żeby nie zwariować.

Da się? Jak to robisz?

Da się, tylko że trzeba to sobie wytrenować. Może dostanę kiedyś propozycję bardzo ambitnego filmu, i wtedy to się stanie? Nie mam pojęcia, nic nie planuję, i nie chce mi się tracić czasu na takie przemyślenia i lęki. Tym bardziej, że w teatrze gram zupełnie inne rzeczy. W trakcie pierwszego sezonu „The Office PL” była „Warszawianka”, w której pokazałem się z innej strony. Niebawem wychodzi serial „Piekło kobiet”, w którym gram niedużo, ale też zupełnie co innego.

Myślę, że póki co mogę pokazać, że Piotr Polak potrafi coś innego. I nie przejmuję się. Cieszę się, że nasz serial naprawdę przyjął się w Polsce i podoba się ludziom. Na razie żyję tym. A co będzie się działo później? Nie mam ochoty się tym przejmować.

Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+) Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+)

A czy przytrafiają ci się jakieś ciekawe interakcje z fanami?

Tak, i to zawsze są bardzo pozytywne i miłe spotkania. Z sezonu na sezon jest ich coraz więcej. Widać, że coraz więcej ludzi to widziało. Ludzie podchodzą, czasami do mnie piszą i proszą, żeby komuś wysłać życzenia. Ja to z chęcią robię, bo to bardzo przyjemne. Często przepraszają, że się odzywają. Pytają „Czy można?”, ale ja lubię ludzi.

Raz zdarzyła się ciekawa sytuacja. Poszliśmy z dziewczyną i naszymi dzieciakami coś zjeść. Ktoś podszedł, powiedział, że świetna rola, i odszedł. Potem okazało się, że zapłacił nasz rachunek, ale gdy wybiegłem, już go nie było. Byłem w szoku. Wzruszyło mnie to strasznie. To było bardzo ładne. Bardzo chciałbym jeszcze raz spotkać tego człowieka, przytulić go i podziękować.

Raz ktoś też powiedział, że ma podobnego szefa do Michała, co mnie trochę zaskoczyło.

Ja z kolei trafiłam ostatnio na komentarz: „Michał Holc, please be my boss”. Okazuje się więc, że ten typ bezrefleksyjnego przełożonego może być też pożądany.

Na pewno byłoby ciekawie i mniej roboty, bo on naprawdę zmusza ludzi do robienia nie tego, co mają robić...

Jest nawet taka scena w piątym sezonie. Adam ukrywa się przed Michałem, bo chce w końcu w spokoju popracować... Takich świetnych momentów w ostatniej serii jest zresztą o wiele więcej. No właśnie, czy myślisz, że „The Office PL” ma szansę stać się kultowym serialem, po którego za 20 lat będą sięgać kolejne pokolenia?

Wydaje mi się, że tak... Widzę, jak bardzo wszyscy związani z serialem w niego wierzą, co jest ważne. Pokonaliśmy brytyjski oryginał, który miał tylko dwa sezony. Teraz doganiamy amerykański, który ma 9 sezonów. Myślę, że totalnie jest taka możliwość, bo trafiliśmy w dobry czas i dobre poczucie humoru. Fajny czas się zrobił dla komedii, o czym świadczy też popularność „1670”.

Czytaj także: Drugi sezon serialu „1670” – ciąg dalszy czy zupełnie coś innego?

Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+) Kadr z serialu „The Office PL” (Fot. materiały prasowe Canal+)

Porozmawiajmy jeszcze o twoim reżyserskim debiucie, spektaklu teatralnym „Pieśń piekarzy polskich”. Co to za przystanek w twojej karierze? Jak to się w ogóle wydarzyło?

To się wydarzyło, jak wszystko w moim życiu, przypadkiem. Od jakiegoś czasu miałem w głowie kilka pomysłów odnośnie tego, co bym zrobił. Nigdy nie myślałem o reżyserii, miałem wrażenie, że to trudne. Oczywiście to nieprawda i zależy od wielu czynników.

Po prostu zaczęliśmy robić projekt, który w trakcie produkcji trochę nam się rozjechał. Nagle Paweł mówi: „Piotrek, dałbyś radę go dokończyć?”. Pracowaliśmy już nad tym trochę i szkoda było to tak zostawić. Problem w tym, że zostało nam dosłownie sześć prób, a nie mieliśmy nic. Uratowały nas trzy tygodnie przerwy, bo byliśmy w rozjazdach. Wziąłem więc tekst, poskreślałem, zamieniłem sceny dialogowe w monologi... Chciałem, żeby to było krótkie. I rzeczywiście spektakl ma 42 minuty.

To komedia?

To nie jest komedia, ale jest tam trochę śmiesznych rzeczy. Zamieniłem to w pewien rodzaj udawanego mikrokoncertu. Mieliśmy super ekipę, która ogarnęła wszystko w sześć dni. Rozpisaliśmy to na pieśni i wyszło. Jakbym zaczynał od początku pewnie zrobiłbym coś innego, ale ta presja czasu okazała się zbawienna. Strasznie to fajne, jak się myśli że coś jest niemożliwe i... a potem się udaje, i to jeszcze z taką frajdą – nie w stresie, że „przeżyliśmy”, tylko „ej, chcemy jeszcze raz”.

Ty chyba robisz dużo rzeczy, które się wydają niemożliwe, a później się nagle okazuje, że to działa.

Może masz rację, ale nie zastanawiam się nad tym.

Widzę, że wiara w siebie wciąż trochę u ciebie kuleje, ale Michał chyba trochę cię jej nauczył...

Tak, ale też nie. Chronię się przed tym, żeby być pełnym wiary w siebie.

Czy to skromność?

Nie, bardziej boję się uczucia pewności siebie. Nie lubię pewnych siebie ludzi.

Ale z drugiej strony wyglądasz na pewnego siebie! Chociaż może to właśnie bardziej ta ekspresyjność i ekstrawertyzm, które mogą być mylnie kojarzone z pewnością siebie. Czasem to idzie ze sobą w parze, a czasem nie.

Może tak się prezentuję, może to dobrze wychodzi na castingach, ale trochę nie chciałbym taki być, bo wątpliwość jest fajna. Wtedy zadajesz sobie dużo pytań. Wątpienie w siebie daje energię, żeby szukać dalej. Może zrobię tak, a może inaczej. To fajna siła do robienia rzeczy. Ale też nie należy się wszystkim tak strasznie przejmować i biczować...

Piotr Polak: „Myślałem, że tego nie udźwignę, ale dzięki temu serialowi zrozumiałem, że trzeba w siebie wierzyć”. (Fot. Rafał Chojnacki) Piotr Polak: „Myślałem, że tego nie udźwignę, ale dzięki temu serialowi zrozumiałem, że trzeba w siebie wierzyć”. (Fot. Rafał Chojnacki)

Gdzie będzie można cię oglądać w 2026 roku? Będzie „Piekło kobiet” na HBO. Mówisz, że to mała rola...

Ale mocna. Jestem jedną z tych osób, która realizuje to „Piekło kobiet”.

Czytaj także: To będzie najmocniejszy polski serial HBO. „Piekło kobiet” zabierze nas do świata, w którym kobiety płaciły za wolność najwyższą cenę

Jest jeszcze „Pieśń piekarzy” i inne spektakle w Nowym Teatrze.

W Nowym Teatrze jestem na etacie i wszystkie projekty robię tam. „Pieśń piekarzy” gramy w lutym. Teraz mam przerwę. W lutym pojawi się też cudowny spektakl „Człowiek jaki jest, każdy widzi”, bajka w reżyserii Kasi Minkowskiej, którą polecam obejrzeć na żywo. Ja gram tam Yeti, tatę Yetinki i właściciela hotelu dla zwierząt, które uciekły przed ludźmi. Bartek Bielenia gra psa, Janek Sobolewski gra świnkę morską. To przewspaniała bajka dla dzieci, ale dorośli też się świetnie bawią i chichrają. Gramy w wielkich futrach, chodzimy po sztucznym śniegu i daje nam to mnóstwo frajdy. Totalnie polecam. Gram też u Krzyśka Walikowskiego, w ogóle jestem w Nowym i bardzo to lubię.

Piotr Polak, rocznik 1980, aktor teatralny i filmowy, absolwent Wydziału Aktorskiego PWST im. Ludwika Solskiego w Krakowie. Od 2011 r. związany z Teatrem Nowym w Warszawie. Debiutował w 2004 r. w Teatrze im. Wojciecha Bogusławskiego w Kaliszu. W 2016 r. zagrał główną rolę w głośnym „Człowieku z magicznym pudełkiem” Bodo Koxa. Wystąpił też w pierwszej polskiej produkcji Netflixa „1983” (2018) Agnieszki Holland oraz serialu „Erynie” (2022) Borysa Lankosza. Jest też aktorem dubbingowym – jego głosem mówił m.in. Han Solo z najnowszych „Gwiezdnych wojen”. Popularność przyniosła mu natomiast rola Michała Holca w polskiej wersji kultowego serialu „The Office” dla Canal+.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE