Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Filmy
  4. >
  5. Projekt dżentelmen. „Dobry chłopiec” Jana Komasy bada granice między wychowywaniem, a tresurą [Recenzja]

Projekt dżentelmen. „Dobry chłopiec” Jana Komasy bada granice między wychowywaniem, a tresurą [Recenzja]

Kadr z filmu „Dobry chłopiec” (Fot. materiały prasowe KINO ŚWIAT)
Kadr z filmu „Dobry chłopiec” (Fot. materiały prasowe KINO ŚWIAT)
Na ile można sobie pozwolić w imię rodzicielskiej miłości? Czym różni się troska od kontroli? W którym momencie edukacja zmienia się w tresurę? Te trudne pytania wychowawcze, w brutalnym stylu rodem z produkcji Yorgosa Lanthimosa, eksploruje Jan Komasa w swoim nowym filmie z międzynarodową obsadą.

Tommy (Anson Boon) jest przeciwieństwem dobrego chłopca. Imprezuje, bierze narkotyki, znęca się nad słabszymi, źle traktuje dziewczyny. Jago poczynania można obejrzeć w sieci. Dumny ze swoich hulaszczych dokonań nastolatek publikuje je w mediach społecznościowych. Pytanie „gdzie są jego rodzice?” samo się narzuca. Wkrótce po Tommy'ego faktycznie się ktoś zgłasza. Chłopak budzi się w cudzej piwnicy, przypięty na łańcuchu do sufitu i zaczyna swoje nowe, pieskie życie. Chris (Stephen Graham), jego żona Kathryn (Andrea Riseborough) i ich syn Jonathan (Kit Rakusen) wspólnymi siłami, niczym w brutalnej wersji programu „Projekt Lady”, próbują naprostować zepsutego chłopaka. Uciekając się przy tym do drastycznych, ale ich zdaniem niezbędnych rozwiązań.

Kadr z filmu „Dobry chłopiec” (Fot. materiały prasowe KINO ŚWIAT) Kadr z filmu „Dobry chłopiec” (Fot. materiały prasowe KINO ŚWIAT)

Jan Komasa stosuje na swoim bohaterze te same metody, których kiedyś użył Stanley Kubrick w „Mechanicznej pomarańczy”. Nowy, ulepszony Tommy, który nie przeklina i zawsze mówi dzień dobry, ma powstać w wyniku odpowiedniego warunkowania. Chłopak gnije z nudów w ciemnej piwnicy, słuchając (przynajmniej w teorii) uspokajających dźwięków przyrody z magnetofonu. Ciekawym punktem jego dnia ma być seans, podczas którego jest zmuszony skonfrontować się ze swoimi zbrodniami na ekranie telewizora. Narzędziem wychowawczym, oprócz wydłużanego w miarę rosnącego zaufania łańcucha, staje się paralizator i drewniana pałka. Użycie siły nie jest dla rodzica niczym przyjemnym, ale razy są przecież zadawane z miłości.

„Nie jesteśmy psychopatami” – mówi z sympatycznym uśmiechem Stephen Graham, aktor nagrodzony Złotym Globem za rolę w serialu „Dojrzewanie”, który tutaj znakomicie wciela się rolę ojca. Faktycznie, Chris i jego bliscy, są zwyczajni, a nawet dobroduszni. Łatwo można zapomnieć, że trzymają chłopca na łańcuchu. Komasa zwraca uwagę na to, że przemoc nie zawsze widoczna jest na pierwszy rzut oka. Wpisuje się w rodzinną tkankę tak naturalnie, że powszechnie mylona jest z uczuciem. Strach staje się dla potomstwa nieodłącznym elementem domowego ogniska. Wiele osób z mojego pokolenia było wychowywanych twardą ręką. Na własnej skórze przekonało się, że agresja może być wyrazem troski.

U Komasy granica jest zatarta, dopóki przemoc dotyczy tylko chuligana. Ciche okrucieństwo rodziców krystalizuje się, gdy błąd popełnia idealny pod każdym względem, chodzący wokół rodziców na paluszkach, mały Jonathan. Karą za jednego grzesznego papierosa ma być wypalenie całej paczki na raz – metoda bardzo popularna wśród rodziców moich znajomych. Chłopak krztusi się i dusi, podczas gdy strapieni rodzice pilnują, by na ich oczach życiowa lekcja została odrobiona. Wtedy właśnie ich sadyzm objawia się w pełnej miłosnej krasie.

Kadr z filmu „Dobry chłopiec” (Fot. materiały prasowe KINO ŚWIAT) Kadr z filmu „Dobry chłopiec” (Fot. materiały prasowe KINO ŚWIAT)

Pomimo sięgnięcia po szokujące treści i metody, mam wrażenie, że polski reżyser działa zbyt zachowawczo. Para resocjalizująca młodego kryminalistę mogłaby być bardziej nieprzenikniona, cierpieć na większe rozdwojenie rodzicielskiej jaźni. Tymczasem Chris i Kathryn (Riseborough również daje świetny popis aktorski) tak często przyjmują swoją lepszą twarz, że zbyt łatwo wybaczamy im zawartość piwnicy. Do „Kła” Yorgosa Lanthimosa „Dobremu chłopcu” brakuje bezwzględności. Systemowego rygoru, który budziłby w widzu wewnętrzny sprzeciw. Rzecz w tym, by z potworami nie empatyzować.

Do wychowania Komasa wraz ze swoimi scenarzystami Bartkiem Bartosikiem i Naqqashą Khalidem podszedł bez potrzebnego zniuansowania, zero-jedynkowo. Jakby pomiędzy bezstresowym wychowaniem, a klapsami skórzanym pasem nie było żadnej innej metody. Najbardziej zmartwiła mnie puenta filmu, sugerująca zbawienną moc dyscypliny. Wewnętrzną potrzebę poddania się cudzym zasadom, uzależnienie od decyzyjności silniejszych jednostek. Lubię myśleć, że od psów odróżnia nas jednak zdolność do samodzielnego myślenia. I nie zawsze postępujemy, jak nas wytresują.

Plakat filmu „Dobry chłopiec” (Fot. materiały prasowe KINO ŚWIAT) Plakat filmu „Dobry chłopiec” (Fot. materiały prasowe KINO ŚWIAT)

Martwi mnie także traktowanie polskich artystów, skoro nawet u rodzimego reżysera, w międzynarodowej produkcji, mogą liczyć jedynie na rolę sprzątaczki. Skoro jednak wątek Moniki Frajczyk, która w „Dobrym chłopcu” wciela się w gosposię Rinę, zajął tyle czasu ekranowego, liczyłabym, że będzie czymś więcej niż pretekstową dygresją. Niestety na tej postaci dość spójny scenariusz rozchodzi się w szwach.

Doceniam jednak próbę (po „Rocznicy” już drugą) zagranicznej ekspansji Komasy, ambitną chęć wyjścia z polskiego historyczno-kryminalnego filmowego grajdołka. Kto ma to zrobić, jeśli nie twórca oscarowego „Bożego ciała”. W „Dobrym chłopcu” obecne są zresztą powidoki filmu o fałszywym księdzu. Chris i Kathryn też próbują ukryć własne błędy za chęcią naprawy cudzych wad. Prawda jednak jest taka, że jabłko pada niedaleko od jabłoni. Z przemocowych rodziców nie wyrośnie nic dobrego.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Film „Dobry chłopiec” można zobaczyć w kinach od 6 marca.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE