Autopromocja
1200300
1200300
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Muzyka
  4. >
  5. Nowy album Harry’ego Stylesa? Bałem się rozczarowania. Zupełnie niepotrzebnie – to majstersztyk!

Nowy album Harry’ego Stylesa? Bałem się rozczarowania. Zupełnie niepotrzebnie – to majstersztyk!

Nowy album Harry'ego Stylesa to odważny krok w stronę nowoczesnej elektroniki, który nie odbiera jego muzyce wrażliwości i emocjonalnej szczerości. (Fot. Stella Blackmon / mat. prasowe Sony Music Poland)
Nowy album Harry'ego Stylesa to odważny krok w stronę nowoczesnej elektroniki, który nie odbiera jego muzyce wrażliwości i emocjonalnej szczerości. (Fot. Stella Blackmon / mat. prasowe Sony Music Poland)
Są takie momenty w karierze artysty, gdy każdy kolejny krok budzi jednocześnie ekscytację i niepokój. Właśnie tak było z czwartym studyjnym albumem Harry’ego Stylesa – „Kiss All the Time. Disco, Occasionally”. Gdy tylko pojawiły się pierwsze plotki, że płyta powstaje pod silnym wpływem berlińskiej sceny techno i muzyki elektronicznej, wielu fanów – w tym ja – poczuło lekki niepokój. Czy to oznacza koniec wrażliwego, melodyjnego Stylesa, którego pokochaliśmy? Nowy album szybko pokazuje, że te obawy były przesadzone.

„Kiss All the Time. Disco, Occasionally” to dowód na to, że artystyczna ewolucja nie musi oznaczać utraty tożsamości. Harry Styles wchodzi tu w nowoczesne, elektroniczne brzmienia, ale jednocześnie pozostaje sobą, a więc twórcą, który potrafi pisać piosenki o emocjach, wątpliwościach i zwyczajnym ludzkich sprawach.

Po zakończeniu monumentalnej trasy Love On Tour w lipcu 2023 roku artysta postanowił zrobić coś, co dla globalnych supergwiazd wcale nie jest oczywiste – zatrzymać się. Wziął dłuższy urlop od pracy, podczas którego pozwolił sobie na życie w rytmie znacznie spokojniejszym niż dotychczas. Dużą rolę odegrał w tym Rzym. Styles wspominał, że to właśnie tam po raz pierwszy od dawna naprawdę usiadł w kawiarni i napił się kawy bez pośpiechu. Miasto nauczyło go zwalniać i czerpać przyjemność z prostych momentów. W tym czasie wydarzyło się też coś bardzo osobistego. Jego siostra została mamą. Styles został wujkiem i – jak sam przyznał – możliwość obserwowania dorastania siostrzenicy była dla niego jednym z najważniejszych doświadczeń ostatnich lat.

okładka albumu Harry'ego Stylesa – „Kiss All the Time. Disco, Occasionally” (Fot. mat. prasowe Sony Music Poland) okładka albumu Harry'ego Stylesa – „Kiss All the Time. Disco, Occasionally” (Fot. mat. prasowe Sony Music Poland)

„Kiss All the Time. Disco, Occasionally”: recenzja nowego albumu Harry'ego Stylesa

Tą przerwę wyraźnie słychać w nowej muzyce. Nowy album Stylesa to dzieło artysty, który po latach intensywnego pędu zaczął zadawać sobie ważne pytania: kim jest, dokąd zmierza i czy naprawdę chce być w miejscu, w którym się znalazł.

„Kiss All the Time. Disco, Occasionally” powstawało w Berlinie i Londynie. Styles ponownie współpracował z producentem i songwriterem Kid Harpoonem oraz Tylerem Johnsonem, czyli duetem odpowiedzialnym za sukces jego poprzednich płyt. To właśnie oni pomagają mu zrównoważyć klubową elektronikę i organiczne instrumentarium. Na płycie pojawiają się chóralne harmonie londyńskiego House Gospel Choir, subtelne partie orkiestry oraz wspomagające wokale Ellie Rowsell z rockowego zespołu Wolf Alice. Dzięki temu album brzmi świeżo i współcześnie, ale nie jest zimny ani bezosobowy.

Płytę otwiera ponadpięciominutowy singiel „Aperture”, który wprowadza słuchacza w bardziej klubową, eksperymentalną estetykę. To sygnał, że Styles nie zamierza odtwarzać własnych schematów.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Chwilę później dostajemy utwór „American Girls”, czyli klasyczny przykład piosenki z kategorii „wesoła melodia, smutny tekst”. Choć na pierwszy rzut oka brzmi jak całkiem lekki kawałek, w rzeczywistości jest refleksją nad samotnością i obserwowaniem przyjaciół zakładających rodziny, gdy samemu pozostaje się singlem. W tle pobrzmiewa cicha obserwacja świata, w którym inni podejmują ryzyko miłości, podczas gdy podmiot liryczny próbuje przekonać siebie, że „bawi się najlepiej”. To jeden z wielu momentów, gdy Styles pokazuje się jako zwykły człowiek, nie jako idol.

Z kolei „Ready, Steady, Go!” przynosi jedną z najbardziej zaskakujących produkcyjnie chwil na płycie. W drugiej części refrenu pojawiają się przesterowane wokale i niespodziewany włoski zwrot. Odbieram to jako subtelny ukłon w stronę kraju, w którym Styles spędził część swojej przerwy od sceny.

Na albumie nie brakuje momentów szczerości, które chwilami aż zaskakują. Piosenka „Are You Listening Yet?” zaczyna się dramatycznym wyznaniem: „Bóg wie, że twoje życie jest na krawędzi, a twój terapeuta jest najedzony”. To gorzka, podszyta ironią refleksja nad własną kondycją psychiczną i nad tym, jak czasem nawet terapia może zamienić się w rutynę.

Z kolei „Taste Back” to lekko uszczypliwy komentarz do sytuacji, gdy były partner nagle znów się odzywa. Refren z pytaniem „odzyskał_ś gust czy po prostu potrzebujesz miłości?” brzmi jak elegancko podany sarkazm. W tej bardziej refleksyjnej części albumu pojawia się również „The Waiting Game”. Utwór brzmi nieco jak gorzki komentarz do współczesnej kultury emocjonalnej ekshibicji. Styles śpiewa: „Możesz romantyzować swoje niedoskonałości, ignorować własną sprawczość, napisać balladę pełną szczegółów, jednocześnie ślizgając się tylko po powierzchni”. To moment, w którym artysta zdaje się przyglądać nie tylko innym, ale i samemu sobie.

Jednym z najmocniejszych momentów jest „Season 2 Weight Loss”. Energetyczny numer o przemianie i wątpliwościach, czy świat zaakceptuje nową wersję artysty. Styles w przejmujący sposób śpiewa tu o trudności odróżnienia własnych myśli od tych narzuconych przez oczekiwania innych.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Choć album momentami flirtuje z klubową elektroniką, prawdziwe serce płyty bije w balladach. „Coming Up Roses” początkowo miało być piosenką świąteczną. Pomysł jednak szybko skręcił w zupełnie inną stronę, a efekt to jedna z najbardziej eleganckich kompozycji w dorobku Stylesa z piękną, rozbudowaną sekcją orkiestrową i tekstem o miłości, w której nadzieja miesza się z niepewnością: „Powiedz mi o swoich lękach… Jeśli będziemy trzymać się kursu, możemy to zrobić dobrze”.

Na drugim biegunie znajduje się „Pop”, czyli energetyczny, niemal przewrotny numer, który bawi się podwójnym znaczeniem słowa „pop”: jako gatunku muzycznego i jako eksplozji emocji. W refrenie Styles przyznaje z rozbrajającą szczerością: „Chciałem się powstrzymać, ale wiem, że zrobię to znów”. To także mały „easter egg” dla fanów. W tekście pojawia się nazwa nadchodzącej trasy koncertowej Together Together.

Taneczną energię zamyka „Dance No More”, który pod błyszczącą produkcją skrywa bardziej przewrotny komentarz o życiu w rytmie oczekiwań innych. W wersach o „dbaniu o zadowolenie klienta” słyszymy nawiązanie do utworu duetu Simon & Garfunkel „Keep the Customer Satisfied” z 1970 roku. To kolejny dowód na to, że Styles chętnie splata współczesny pop z muzycznymi odniesieniami do przeszłości.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Jeszcze bardziej osobisty jest „Paint By Numbers”, gdzie artysta mówi o byciu obserwowanym i próbie zachowania zwyczajności w świecie, który oczekuje od niego niemal mistycznego statusu. To moment, w którym bohater masowej wyobraźni pozwala zobaczyć w sobie zwykłego człowieka – kogoś, kto wciąż uczy się życia poza sceną. To właśnie w takich momentach widać największą siłę Stylesa. Potrafi on bowiem pisać piosenki, które są jednocześnie intymne i uniwersalne.

Album kończy „Carla’s Song”, ponowne subtelne nawiązanie do Simona & Garfunkela. W rozmowie z Zanem Lowem dla Apple Music Styles opowiadał, że inspiracją była chwila, gdy puścił komuś utwór „Bridge Over Troubled Water” i obserwował, jak ktoś odkrywa tę muzykę po raz pierwszy. To piękna metafora tego, czym w ogóle jest tworzenie muzyki, czyli dzieleniem się emocją, która dla jednych jest dobrze znana, a dla innych dopiero staje się odkryciem.

Proszę akceptuj pliki cookie marketingowe, aby wyświetlić tę zawartość YouTube.

Największą siłą „Kiss All the Time. Disco, Occasionally” jest to, że Styles nie próbuje powtarzać własnych sukcesów. Nie ma tu już tak wyraźnego rock’n’rollowego stylu z debiutanckiej płyty. Część fanów pewnie będzie za nim tęsknić. W zamian dostajemy artystę, który dokładnie wie, czego chce. Gwiazdor eksperymentuje, zmienia brzmienie, a jednocześnie nie rezygnuje z emocjonalnej szczerości. Chyba właśnie dlatego ta płyta działa tak dobrze.

Choć Harry Styles jest dziś jedną z największych gwiazd muzyki na świecie, na tym albumie brzmi przede wszystkim jak człowiek. A to w świecie perfekcyjnie wyprodukowanego popu wciąż jest największą rzadkością.

5/5

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE