Harry Styles przeszedł drogę, która wydaje się wręcz niemożliwa. Jeden casting pozwolił mu wyrwać się z angielskiej prowincji i wkroczyć do wielkiego świata. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie – od boysbandu, przez solowe hity i nagrody Grammy, po role filmowe i modowe eksperymenty. Dziś brytyjski artysta uchodzi za nowego Króla Popu. Oto wszystko, co warto wiedzieć o jego fenomenie.
Muszę się przyznać – nigdy nie byłem wielkim miłośnikiem boysbandów. Owszem, kilka utworów One Direction, zwłaszcza tych z późniejszego okresu działalności grupy, potrafiło wpaść mi w ucho, ale to magnetyzm i charyzma samego Harry’ego Stylesa interesowały mnie znacznie bardziej niż całe to zamieszanie wokół 1D, które w drugiej dekadzie XXI wieku rozgrzewało nastoletnie serca na całym świecie. Co więcej, z dziennikarskiego obowiązku zdarzyło mi się nawet wybrać do kina na dokument próbujący uchwycić fenomen tego zjawiska. Ale prawdziwym fanem One Direction nigdy nie zostałem. Fanem Stylesa – już tak.
Jego solowe dokonania zachwyciły mnie od pierwszego singla, monumentalnego „Sign of the Times”. Wtedy wiedziałem już, że chcę go zobaczyć na żywo. Zakup biletów na pierwsze, dość kameralne, tournée jesienią 2017 roku okazał się niemożliwy – wyprzedały się błyskawicznie. Udało się dopiero za drugim razem, wiosną 2018 roku, gdy nikt już nie próbował udawać, że Harry samodzielnie nie będzie w stanie zapełnić znacznie większych obiektów. W Oslo Spektrum, na koncercie dla ponad dziewięciu tysięcy osób, Harry kupił mnie już w połowie pierwszego utworu. Trzy tygodnie później bawiłem się na jego kolejnym występie w Glasgow, uskuteczniając swoje ulubione hobby, czyli turystykę koncertową. Później widziałem go jeszcze dwa razy – w Berlinie w lipcu 2022 roku i rok później w Warszawie. Koncert na PGE Narodowym pozostaje najgłośniejszym wydarzeniem, w jakim uczestniczyłem w życiu – piski, krzyki i śpiew wydobywające się podczas każdej jednej piosenki z kilkudziesięciu tysięcy gardeł stworzyły atmosferę trudną do opisania. To był moment z gatunku tych, gdy mówisz: „Tam trzeba było być, żeby to zrozumieć”.
Od kilku miesięcy branżowi insiderzy, fani i dziennikarze muzyczni coraz wyraźniej szepczą o nadchodzącym powrocie nowego Króla Popu z jego czwartym solowym albumem i kolejną światową trasą koncertową. W końcu Styles miał okazję zatęsknić za sceną. Po zakończeniu spektakularnego, trwającego niemal dwa lata tournée Love On Tour, wokalista całkowicie zniknął z radaru, ciesząc się zwykłym – na ile to możliwe przy takim poziomie sławy – życiem. W oczekiwaniu na pierwsze ogłoszenia o starcie nowej muzycznej ery Harry’ego Stylesa przyjrzyjmy się jego niezwykłej drodze do zostania jednym z najważniejszych i najbardziej wpływowych artystów XXI wieku.
Harry Edward Styles urodził się 1 lutego 1994 roku w Redditch w hrabstwie Worcestershire w środkowo-zachodniej Anglii. Dzieciństwo spędził w Holmes Chapel w Cheshire, gdzie wychowywał się z siostrą Gemmą, głównie pod opieką matki, Anne Twist. Rodzice rozwiedli się, gdy miał zaledwie siedem lat. Jako nastolatek został wokalistą zespołu White Eskimo. Szło im całkiem nieźle, ale ich największym osiągnięciem pozostało wygranie szkolnego konkursu talentów. Mimo że dziś Styles jest jednym z najlepiej zarabiających artystów na świecie, doskonale wie, czym jest zwyczajne, przeciętne życie. Przez ponad dwa lata, po lekcjach i w weekendy, dorabiał w lokalnej piekarni.
W 2010 roku, za namową matki, wziął udział w przesłuchaniach do brytyjskiego „The X Factor”. Zaśpiewał „Isn’t She Lovely” Stevie Wondera. Odpadł w kolejnych etapach, ale Simon Cowell i Nicole Scherzinger mieli inny pomysł: połączyli go z czterema innymi chłopakami – Louisem Tomlinsonem, Niallem Horanem, Zaynem Malikiem i Liamem Paynem. Tak narodziło się One Direction.
Grupa ostatecznie zajęła w programie trzecie miejsce, lecz szybko podpisała kontrakt z wytwórnią Cowella, Syco. Już pierwszy singiel, „What Makes You Beautiful”, uczynił z One Direction światową sensację. Styles, najmłodszy w zespole, błyskawicznie stał się ulubieńcem fanów. Wyróżniał się nie tylko wokalem, ale też osobowością sceniczną i – co tu dużo ukrywać – nieprzeciętną urodą. Media zwracały uwagę na jego „kręcone włosy, szeroki uśmiech i słodko-psotny urok”.
W kolejnych latach wspólnie wydali pięć albumów, każdy odnoszący ogromny sukces. Sprzedali dziesiątki milionów płyt, a ich tournée przyciągały setki tysięcy fanów. Występ na ceremonii zamknięcia igrzysk olimpijskich w Londynie w 2012 roku był tylko symbolicznym potwierdzeniem statusu supergwiazd.
W 2016 roku zespół One Direction zawiesił działalność. Styles podpisał kontrakt z Columbia Records i założył własną wytwórnię Erskine Records. Jego solowy debiut, singiel „Sign of the Times”, wdarł się na szczyt brytyjskiej listy przebojów i udowodnił, że artysta potrafi wyjść poza schemat popowego idola. Jego pierwszy album, zatytułowany po prostu „Harry Styles”, brzmiał jak świadome odcięcie się od boysbandowej przeszłości. W twórczości Stylesa, będącej połączeniem klasycznego rocka, soft rocku i popu, słychać wyraźne inspiracje Beatlesami, Fleetwood Mac, Rolling Stones, Pink Floyd czy Shanią Twain.
Harry Styles na gali rozdania nagród Grammy 2023 (Fot. Christopher Polk/Variety via Getty Images / Zwierciadlo.pl)
Kolejny album, „Fine Line” z 2019 roku, był przełomowy. To na nim znalazł się przebój „Watermelon Sugar”, który przyniósł mu pierwszą nagrodę Grammy – za „Najlepsze popowe wykonanie solowe”. Rodacy nagrodzili go także prestiżową BRIT Award w kategorii „Singiel roku”. Druga płyta Stylesa sprzedała się w milionach egzemplarzy. Krążek umocnił jego pozycję jako artysty, który nie tylko odciął się od przeszłości, ale też zbudował własną markę.
Trzeci album, „Harry’s House” z 2022 roku, otworzył nowy rozdział. Krążek zdobył trzy nagrody Grammy, w tym za „Album roku”, a singiel „As It Was” stał się jego największym hitem. Ultraprzebojowy kawałek przez dziesięć tygodni utrzymywał się na pierwszym miejscu amerykańskiej listy „Billboard Hot 100”, bijąc historyczne rekordy w streamingu. Media opisywały występy promujące płytę jako wydarzenia niemal rytualne. „Publiczność wypełniła arenę piórami, brokatem i łzami. Zawsze tak jest, gdy Styles pojawia się w mieście” – pisał „Rolling Stone”. Podczas pierwszego show z premierowym materiałem Styles osiągnął na scenie poziom energii, który sam go przeraził. Po koncercie w nowojorskiej UBS Arena potrzebował kilku minut w samotności, by ochłonąć. – Nie spodziewałem się już niczego nowego po One Direction – mówił w „Rolling Stone”. – A wtedy zrozumiałem, że energia „As It Was” była czymś, czego nigdy wcześniej nie przeżyłem – wyznał.
Trasa Love On Tour stała się jedną z największych w historii: 173 koncerty, 5 milionów sprzedanych biletów, 617 milionów dolarów przychodu. „Billboard” porównywał atmosferę jego koncertów do szczytów Beatlemanii, a fani doceniali ich inkluzywny, bezpieczny charakter w myśl rozsławionego przez niego hasła „Treat People With Kindness” (z ang. traktuj ludzi z życzliwością). „Stworzenie takiej przestrzeni, gdzie ludzie mogą być sobą, to największe osiągnięcie Stylesa” – pisał londyński dziennik „Evening Standard”.
Harry nie ograniczył się wyłącznie do muzyki. W 2017 roku zadebiutował na ekranie w „Dunkierce” Christophera Nolana, a później wystąpił w thrillerze psychologicznym „Nie martw się, kochanie” oraz w melodramacie „Mój policjant”. Ten ostatni film opowiada o zakazanej miłości dwóch mężczyzn w latach 50., kiedy homoseksualizm w Wielkiej Brytanii był nie tylko społecznie nieakceptowany, ale także karany przez prawo. Scenariusz tak go poruszył, że postanowił osobiście skontaktować się z reżyserem Michaelem Grandagem. Na spotkanie przyszedł perfekcyjnie przygotowany, z tekstem opanowanym słowo w słowo. – To nie jest tak, że to „gejowska historia o facetach będących gejami”. Dla mnie to opowieść o miłości i o straconym czasie – podkreślał Styles.
Harry Styles w filmie „Nie martw się, kochanie” (Fot. materiały prasowe Warner Bros. Entertainment Inc.)
Do tego doszedł kontrakt z Marvel Studios. W „Eternals” Styles wcielił się w Erosa, brata Thanosa. Reżyserka Chloé Zhao przyznała, że nie wyobrażała sobie nikogo innego w tej roli. Choć była to tylko krótka scena po napisach, wiele wskazuje na to, że to jeszcze nie koniec przygody Stylesa w komiksowym uniwersum.
W 2020 roku Styles przeszedł do historii jako pierwszy mężczyzna na okładce amerykańskiego „Vogue'a”. Zdjęcie, na którym ma na sobie niebieską suknię Gucci, wywołało globalną dyskusję o modzie i płci. „Jego entuzjazm dla falban i ekstrawagancji nie jest powierzchowny. Zmienia znaczenie bycia mężczyzną” – pisała „Grazia”. Styl młodego Brytyjczyka, często interpretowany jako manifest płynności płci i wolności ekspresji, stał się nawet przedmiotem akademickich analiz. „Męskość w jego wydaniu to tylko punkt odniesienia do wielu sposobów, w jakie można ją kwestionować i redefiniować” – zauważyły badaczki z University of Technology Sydney. Głośnym echem odbiła się też informacja o kursie „Harry Styles and the Cult of Celebrity” na Texas State University, poświęconym badaniu jego fenomenu.
Harry Styles na Met Gali w 2019 r. (Fot. Theo Wargo/WireImage/Getty Images)
Jego modowe wybory, od perłowych naszyjników po ekstrawaganckie garnitury Gucci, stały się zjawiskiem kulturowym, realnie wpływającym na współczesne trendy. W 2020 roku platforma „Lyst” uznała go za „najbardziej wpływowego mężczyznę w modzie”, a jego stylizacje przekładały się na zauważalne wzrosty wyszukiwań, np. kombinezonów po premierze teledysku do „As It Was”. Styles potrafi zresztą umiejętnie to wykorzystywać, nie tylko jako ambasador Gucci. Od 2021 roku rozwija własną lifestyle’ową markę Pleasing, w której ofercie znajdują się m.in. lakiery do paznokci, kosmetyki do pielęgnacji, ubrania, a nawet... linia produktów erotycznych.
Od samego początku kariery Harry Styles był w centrum zainteresowania mediów, które z nie mniejszym zapałem niż jego muzyką zajmowały się jego życiem uczuciowym. W czasach One Direction łączono go m.in. ze starszą od niego o 14 lat prezenterką telewizyjną Caroline Flack (co podkreślano w mediach, ponieważ piosenkarz miał wtedy zaledwie 17 lat), a także z Kendall Jenner czy Taylor Swift. Ten ostatni związek stał się zresztą jednym z najbardziej komentowanych romansów dekady. Fani do dziś analizują „Style” i „Out of the Woods” Swift oraz „Two Ghosts” Stylesa jako zakamuflowane komentarze do ich relacji. Sam Harry podsumował tę historię dyplomatycznie. – Na szczęście oboje napisaliśmy piosenki, które naprawdę dobrze oddały nasze emocje. Nie mam niczego złego do powiedzenia – wyznał w jednym z wywiadów.
Harry Styles i Taylor Swift w Nowym Jorku w grudniu 2012 r. (Fot. David Krieger/Bauer-Griffin/GC Images/Getty Images)
Po rozstaniu z Swift prasa rozpisywała się o kolejnych jego partnerkach modelkach (m.in. Camille Rowe, Tess Ward, Georgia Fowler), a także o związku z aktorką i reżyserką Olivią Wilde. Ta relacja, rozpoczęta w 2020 roku na planie filmu „Nie martw się, kochanie”, trwała dwa lata i była nieustannie obecna na czołówkach tabloidów. Po rozstaniu media zgodnie pisały, że Styles świadomie „wycofał się z życia publicznego”, skupiając się na trasie Love On Tour i pracy nad nowym materiałem.
Jednocześnie jego życie uczuciowe zawsze wiązało się z dyskusją o seksualności. Styles wielokrotnie podkreślał, że nie zamierza definiować się poprzez etykiety. – Myślę, że każdy, włącznie ze mną, ma swoją własną drogę w odkrywaniu swojej seksualności i oswajaniu się z nią – mówił. Podczas koncertów regularnie wspierał osoby LGBTQ+, machając tęczowymi flagami. W 2021 roku na festiwalu w Kolorado wprost zadedykował piosenkę fanowi, który zrobił przed rodzicami coming out. Tego typu sytuacje powtarzały się później na jego koncertach wielokrotnie.
Ta postawa, choć szeroko chwalona, stała się też źródłem kontrowersji. Część komentatorów i internautów zaczęła oskarżać Stylesa o queerbaiting, czyli świadome granie estetyką i symbolami społeczności LGBTQ+ w celach wizerunkowych, bez jednoznacznego potwierdzenia własnej tożsamości. Burzące płciowe stereotypy kreacje Stylesa wywoływały globalną dyskusję. Jedni widzieli w nim pioniera płynności płci w mainstreamie, inni celebrytę korzystającego z queerowej estetyki, ale unikającego jasnych deklaracji.
Sam Styles odpiera te zarzuty ze spokojem. – Czasami ludzie mówią: „Byłeś publicznie tylko z kobietami”. A ja odpowiadam: „Nie wydaje mi się, żebym kiedykolwiek był publicznie z kimkolwiek”. Jeśli ktoś zrobi ci zdjęcie z kimś, nie oznacza to, że decydujesz się na publiczny związek czy coś w tym rodzaju – oznajmił. Dodał też, że nie ma zamiaru wpływać na medialną narrację dotyczącą swojego życia uczuciowego i seksualności. – Zawsze będzie istniała jakaś wersja tej historii. Myślę, że po prostu zdecydowałem, że nie będę tracił czasu na próby jej korygowania czy kierowania w inny sposób – tłumaczył już kilka lat temu.
W 2024 i 2025 roku tabloidy zaczęły pisać o nowym romansie Stylesa z Zoë Kravitz. Oboje byli widziani razem w Nowym Jorku i Los Angeles, a paparazzi uchwycili ich w kilku sytuacjach sugerujących zażyłość. Ani Styles, ani Kravitz nie potwierdzili tych informacji, lecz medialny szum narósł błyskawicznie. On sam wydaje się jednak traktować to z dystansem. – Nigdy nie opowiadałem publicznie o swoim życiu prywatnym i zauważyłem, że wyszło mi to na dobre – stwierdził.
Choć Harry Styles jest dziś jedną z największych gwiazd świata, w życiu prywatnym wciąż szuka równowagi. Dlatego zaczął regularnie uczęszczać na terapię. – Ćwiczę codziennie, dbam o ciało, więc dlaczego nie miałbym robić tego samego dla umysłu? – wyjaśnił. Z czasem stało się to jego stałą rutyną. Swojego psychoterapeutę odwiedza raz w tygodniu. – Wiele emocji jest dla nas obcych, dopóki nie zaczniemy ich analizować. Lubię naprawdę w nie wejść i spojrzeć im w twarz. Nie w stylu: „Nie chcę tak się czuć”, lecz raczej: „Co sprawia, że czuję się w ten sposób?” – opowiadał w szczerej rozmowie z dziennikarką Brittany Spanos.
Harry Styles w Londynie w kwietniu 2025 r. (Fot. Neil Mockford/GC Image/Getty Images)
Styles nie ukrywa, że mimo momentami przytłaczającego zainteresowania swoją osobą wciąż pragnie zachować swoją „nagą, niemowlęcą” wersję siebie z dala od oczu publiczności. Po wyprzedanych koncertach na Wembley jego rytuałem stał się prysznic. – To naprawdę nienaturalne. Stać przed tyloma ludźmi i przeżywać coś takiego. Po każdym koncercie biorę prysznic. Zmywam z siebie te krzyki i wracam do bycia po prostu nagim człowiekiem. Po prostu jak nagie dziecko, w najbardziej wrażliwej, ludzkiej formie – przyznał.
Brytyjski „Rolling Stone” już w 2022 roku nazwał go „nowym Królem Popu”. To odważny tytuł, ale patrząc na skalę jego sukcesów – trudno się sprzeczać. Jak zauważył „The Guardian”, Styles przeszedł „jedną z najtrudniejszych muzycznych transformacji – od boysbandu do solisty – z większym wdziękiem niż Justin Timberlake czy Robbie Williams”. Niektórzy porównują go do Elvisa Presleya, Davida Bowiego czy Freddiego Mercury’ego. W gronie tych, którzy chwalili jego muzykę, znalazły się takie legendy jak Joni Mitchell, Paul McCartney i Stevie Nicks. Ta ostatnia nazwała go nawet swoim „muzycznym synem”.
Według twórców audycji „Fifi, Fev, and Nick” z australijskiego radia 101.9 The Fox Styles ukończył już czwarty album. Podobno napisał go na… maszynie do pisania. Ed Sheeran zdradził, że słyszał fragmenty i ocenił je jako „wysokiej jakości”. Pojawiają się plotki o współpracy z HAIM czy Fred Again, a fani spodziewają się premiery najpóźniej na przełomie 2025/2026 roku. Kolejna światowa trasa koncertowa wydaje się tylko kwestią czasu.
Droga Harry’ego Stylesa jest jedną z najbardziej fascynujących historii we współczesnym show-biznesie. Jeśli dziś mamy mówić o nowym Królu Popu, trudno wyobrazić sobie kogoś, kto bardziej zasługuje na to miano.
Źródła: britannica.com; biography.com; filmweb.pl; graziadaily.co.uk; lyst.com; people.com; rollingstone.com; standard.co.uk; theguardian.com