1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Jak spełniać marzenia? Metoda: Radykalna Manifestacja Marzeń

Jak spełniać marzenia? Metoda: Radykalna Manifestacja Marzeń

Autorem Radykalnej Manifestacji Marzeń jest Colin C. Tipping, znany głównie za sprawą metody Radykalnego Wybaczania. (Fot. iStock)
Autorem Radykalnej Manifestacji Marzeń jest Colin C. Tipping, znany głównie za sprawą metody Radykalnego Wybaczania. (Fot. iStock)
Zobacz galerię 3 Zdjęcia
Chcesz czegoś bardzo. Przywołujesz, wizualizujesz – bo wierzysz w prawo przyciągania. I nic… Może w twojej podświadomości tkwi jakiś sabotujący program? Spróbuj Radykalnej Manifestacji Marzeń.

Autorem metody jest Colin C. Tipping, znany głównie za sprawą metody Radykalnego Wybaczania. Wybaczenie to ważny krok, żeby oczyścić się z trudnych emocji: złości, żalu, poczucia krzywdy, winy, wstydu. Uwalniając się od świadomości bycia ofiarą, otwieramy się na nowe doświadczenia, na przyjmowanie „darów losu”.

Więc załóżmy, że wybaczyłaś, a dawne urazy nie blokują już twojej manifestacji. Twoje świadome intencje są jasne – wiesz, czego chcesz. Przeszłość została odkreślona grubą kreską, wszystko gotowe na stworzenie wymarzonej przyszłości. A mimo to twoja twórcza moc wydaje się mało skuteczna... Frustrujące, prawda?

Rzecz w tym, że jest jeszcze podświadomość, wypełniona różnymi informacjami na temat otaczającego świata i nas samych. Jeśli tkwią w niej takie przekonania jak: „nie zasługuję”, „nie jestem w tym dobra”, „nie starczy dla innych”, to sprawy znacznie się skomplikują. Co zrobić? Możesz zacząć nurkować w głąb, odkrywać kolejne sabotujące przekonania i zamieniać je na bardziej wspierające. Ale możesz też ominąć podświadomość i pójść dalej! Wcześniej jednak poznaj teorię dwóch światów. Sprawdź, w który bardziej wierzysz...

Na jakim świecie żyjesz?

Zdaniem Colina Tippinga żyjemy obecnie pomiędzy dwoma modelami świata. Przejmujemy stopniowo niektóre idee nowego modelu, ale stary wciąż mocno się trzyma... Więc odczuwamy euforię, nadzieję, zaczynamy wszystko od nowa, po czym coś ściąga nas w dół. O co chodzi z tymi modelami?

Colin Tipping twierdzi, że większość ludzi próbuje wykorzystać prawo przyciągania do zdobycia tego, czego im brakuje, a to jest właśnie myślenie przynależne staremu modelowi. Opiera się on na świadomości niedostatku. Zdaniem autora Radykalnej Manifestacji Marzeń poczucie braku tworzone jest celowo – żeby podnieść wartość różnych rzeczy. Tak działa system gospodarczy. Dlatego tak trudno nam przyjąć inną perspektywę, uwierzyć w nieograniczoną obfitość wszechświata, o której zapewniają nauczyciele duchowi (przejście do nowego modelu zwykli oni nazywać „przebudzeniem”).

Stary model każe walczyć, nowy zachęca, by ufać. Stary oparty jest na podziałach, dualizmach, na obwinianiu, lęku, konfliktach. Nowy – na jedności, miłości, na przekonaniu, że wszechświat działa w sposób doskonały. Że nie ma czego wybaczać, bo świat zewnętrzny jest jedynie projekcją naszego świata wewnętrznego. Że wszystko dzieje się po coś – wciąż zmierzamy do podniesienia jakości życia, do uzdrowienia. I choć fizyka kwantowa dostarcza dowodów na poparcie nowego modelu, stosujemy go w dość ograniczonym zakresie – w około 10 proc. sytuacji, jak uważa Tipping. Ale nie ma powodu przeskakiwać do niego na siłę czy wyrzucać sobie, że zostajemy z tyłu. Paradoksalnie, możliwe jest funkcjonowanie w obu modelach i korzystanie – w zależności od okoliczności – z tego, co proponują. Jeśli więc czujesz zew walki i wiesz, że to jedyny sposób, żeby dopiąć swego – walcz! A potem medytuj, proś i dziękuj. Jedno nie wyklucza drugiego. Ważna jest świadomość, jakiego wyboru dokonujesz w danym momencie.

To dzieje się teraz

A wracając do marzeń i przekonań blokujących ich realizację... – Jeśli chcesz wiedzieć, jakie są te ostatnie, co tkwi w twojej podświadomości, po prostu przyjrzyj się uważniej swojemu życiu, temu, co ci się przydarza – podpowiada Tipping. Za najbardziej szkodliwe (i absurdalne) uważa przekonania dotyczące niezasługiwania.
Wszechświat jest całkowicie neutralny, nie ocenia, nie przesądza, czy jesteśmy czegoś warci.
To jedno z podstawowych założeń Radykalnej Manifestacji Marzeń: przestajesz zajmować się osądami, kolekcjonować urazy i zasługi. Rezygnujesz z usprawiedliwiania się i krytykowania innych. I wciąż dbasz o podnoszenie poziomu wibracji: o to, by odczuwać akceptację, miłość, radość, spokój...

Nowy model rzeczywistości ma w dużej mierze charakter metafizyczny i zakłada istnienie inteligencji duchowej. I to jest właśnie sposób na poradzenie sobie z zapisanymi w podświadomości programami. Świadomy umysł z najszlachetniejszymi intencjami zwykle okazuje się za słaby. To dlatego często skarżymy się, że afirmacje nie działają... Podświadomość odrzuca zapewnienia w rodzaju „kocham siebie”, „jestem bogata” i realizuje stary program. W starciu dwóch umysłów – świadomego i podświadomego – musimy liczyć się z tym, że wygra ten drugi. Chyba że włączymy do procesu manifestacji inne jakości – serce, ducha...

Jak to wygląda w praktyce?

  • Przede wszystkim uświadom sobie potrzebę. Czego chcesz i dlaczego to dla ciebie takie ważne? Co ma z tego wyniknąć? Na ile to pragnienie jest prawdziwe, czy nie jest tylko chwilową zachcianką?
  • Kiedy już wybrałaś to, co chcesz zamanifestować, nadaj swojemu pragnieniu formę. Po prostu nazwij rzecz po imieniu – niezależnie od tego, czy ma to być rower, ogródek, nowa praca czy partner. Napisz na kartce, zadbaj o niezbędne szczegóły. Nie pisz: „chcę”, tylko np.: „mam”. Używaj czasu teraźniejszego – jakby manifestacja już nastąpiła – a jednocześnie wyznacz limit czasowy. Może gramatyka na tym ucierpi, ale zdanie „cieszę się ze znalezienia idealnej dla mnie pracy do końca roku” da się chyba zaakceptować...
  • A teraz wypowiedz swoje pragnienie na głos. Tak, to ważne – w ten sposób nadajesz mu moc. Może też zechcesz przeczytać te słowa komuś życzliwemu – to dobry sposób na podniesienie energii życzenia. Dobrze, jeśli temu „odpalaniu rakiety” towarzyszą emocje. Zaufaj im, to dobry nośnik...
  • I jeszcze obraz, czyli wizualizacja. Wprowadź do niej elementy, które już są w twoim życiu – niech twoja wizja mówi: „to dzieje się teraz”. Poczuj radość, wdzięczność, zachwyt...
  • A teraz krok, który przez wielu jest pomijany – przejście na poziom wiary, nowego modelu, duchowej inteligencji. Co robisz? Dziękujesz za wsparcie podświadomości i przekazujesz sprawę odpowiednio „wyżej”. Ufasz, odpuszczasz kontrolowanie procesu. Oczywiście, pozostajesz współodpowiedzialna za tworzenie twojego życia, ale bez wymuszania, oczekiwania. Nie przywiązujesz się do rezultatu.

Ruch i otwartość

Najważniejsze więc to wyruszyć w podróż, a deklarując światu potrzebę zmiany, właśnie w tę podróż wyruszyłaś. Tipping przywołuje na tę okoliczność termin „precesja”, ukuty przez amerykańskiego konstruktora i filozofa Buckminstera Fullera. Chodzi o to, że – kiedy do poruszającego się obiektu przyłożymy siłę – powstaną inne ruchy, być może również niespodziewane. Wyruszamy więc z punktu A do B, a po drodze przydarza nam się C. I być może to właśnie C, którego wcześniej nie braliśmy pod uwagę, o którego istnieniu być może nie wiedzieliśmy, jest prawdziwym celem naszej podróży... Żeby go jednak odkryć, trzeba być w ruchu. Trzeba czegoś chcieć!

W Manifestowaniu Marzeń Tipping zaleca taktykę małych kroków. Na początku możesz nie wierzyć, że to działa – po prostu udajesz. Tak długo, aż stanie się prawdą. Może zechcesz codziennie rano postawić sobie za cel zamanifestowanie czegoś – niekoniecznie zaraz wielkiego marzenia, ale czegoś, co sprawi ci przyjemność. Niektórzy potrafią „wyczarowywać” sobie w ten sposób miejsca parkingowe, inni – ludzką życzliwość. Oczywiście, liczy się też realistyczne podejście – jeśli jeździsz do pracy metrem, raczej mało prawdopodobne jest, że spotkasz po drodze wiewiórkę...

Uważaj, żebyś sama nie zaczęła sabotować swoich manifestacji, np. zniecierpliwieniem i sprawdzaniem, tworzeniem czarnych scenariuszy, rozmową z nieodpowiednimi (sceptycznie nastawionymi) ludźmi czy tłumaczeniem własnych sukcesów jako zwykłego zbiegu okoliczności. Najważniejsze, żeby utrzymać wysokie wibracje. Otwartość i pogodę ducha. Nikt nie twierdzi, że jest to łatwe. Ale na pewno jesteś jedną z tych osób, które przekonały się już, że to możliwe.

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE
  • Polecane
  • Popularne
  • Najnowsze
  1. Psychologia

Idealny partner - czy istnieje naprawdę?

Większość badaczy ludzkich zachowań skłania się jednak ku twierdzeniu, że kobiety poszukują partnerów, którzy byliby przede wszystkim silni, odpowiedzialni i zaradni, by mogli zapewnić środki niezbędne do życia dla nich i ich potomstwa. (Fot. iStock)
Większość badaczy ludzkich zachowań skłania się jednak ku twierdzeniu, że kobiety poszukują partnerów, którzy byliby przede wszystkim silni, odpowiedzialni i zaradni, by mogli zapewnić środki niezbędne do życia dla nich i ich potomstwa. (Fot. iStock)
Brunet, 183 cm wzrostu, oczy brązowe. Mogą też być niebieskie. Rozumie twoje troski i humory, kocha i potrafi pięknie o tym mówić. Jest inteligentny i czuły, tryska dowcipem. Ale czy istnieje naprawdę?

Kogo pragną kobiety? Jest wiele teorii. Jedna mówi, że swojego przeciwieństwa, inna – że podobieństwa. Jeszcze inna, że kobiety instynktownie wybierają na partnerów mężczyzn podobnych do ich ojców. Socjologowie wspominają o zgubnym wpływie mass mediów na nierealistyczne wyobrażenia na temat tego, jak powinien wyglądać i zachowywać się idealny partner czy kochanek, a ewolucjoniści twierdzą, że zarówno człowiek pierwotny, jak i żyjący współcześnie, kieruje się – niekoniecznie uświadomionym – pragnieniem przekazania swoich genów.

Większość badaczy ludzkich zachowań skłania się jednak ku twierdzeniu, że kobiety poszukują partnerów, którzy byliby przede wszystkim silni, odpowiedzialni i zaradni, by mogli zapewnić środki niezbędne do życia dla nich i ich potomstwa. Psycholog David M. Buss pociesza wprawdzie, że zarówno kobiety, jak i mężczyźni oczekują od partnera zafascynowania, postawy miłości, zrównoważenia emocjonalnego, dojrzałości i niezawodności – czyli wszystkich tych cech, które pozwalają zbudować trwały i szczęśliwy związek. Badacz par i autor książki pt. „Jak zaczyna się miłość? Pierwsze trzy minuty” – Michael Lukas Moeller nie ma jednak wątpliwości: kobiety najczęściej wybierają mężczyzn o dobrej sytuacji materialnej i pozycji społecznej. Przy czym nie kierują się bynajmniej zawartością ich portfela, ale takim zestawem cech osobowości, które wskazywałyby na większą zaradność życiową, czyli: inteligencja, pewność siebie, dojrzałość, przedsiębiorczość. I dodaje, że ten trend utrzymuje się nawet pomimo coraz większej emancypacji – kobiety, które same są niezależne i przebojowe, potrzebują mężczyzn, którzy dotrzymają im kroku.

– Można odnieść wrażenie, że na przestrzeni lat czy nawet wieków niewiele się zmieniło w kwestii oczekiwań, jakie mamy wobec idealnych partnerów. Kobiety nadal chcą przede wszystkim, by mężczyzna, z którym się zwiążą, zapewniał byt i bezpieczeństwo – komentuje psycholog Adriana Klos. – Kiedy jednak bliżej przyjrzymy się ostatnim badaniom, dostrzeżemy niewielkie przesunięcie, wynikające zapewne ze zmiany ich statusu społecznego. W porównaniu ze swoimi prababkami współczesne kobiety są bardziej przebojowe i zorganizowane, nie zależy im już tak bardzo na tym, by mężczyzna miał dużo pieniędzy i władzę, bo same mogą sobie to zapewnić. Teraz bardziej chodzi im o to, by mężczyzna był partnerem, rozumiejącym je i współodczuwającym, na dodatek z poczuciem humoru, żeby się z nim nie nudziły.

Czuły, ale nie łagodny

Oto, jaki obraz wyłania się z coraz częściej przeprowadzanych badań. Czuły, inteligentny, odpowiedzialny, troskliwy, uczciwy, szczery, dojrzały – to zestaw cech idealnego mężczyzny, jakie podały użytkowniczki jednego z portali randkowych. Najmniej pociągający wydał im się partner, który jest: praktyczny, logiczny, łagodny, oszczędny, rzetelny, dokładny, systematyczny i zręczny.

Inteligencja, poczucie humoru oraz atrakcyjny wygląd to cechy, które z kolei uznali za najistotniejsze. Szukamy partnerów sympatycznych, troskliwych i kochających. Istotna jest również wierność, wyrozumiałość, szczerość i czułość. Czuły (znowu!), namiętny, rozumiejący potrzeby kobiet – oto Pan Idealny według Polek, które wzięły udział w badaniu na zlecenie Mattel Poland, producenta plastikowego ucieleśnienia dziewczęcych marzeń – Kena. Pytane kobiety marzą głównie o partnerze do rozmowy. Dobrze, gdyby był też wysokim (183 cm) brunetem o niebieskich lub brązowych oczach.

Idealny mężczyzna powinien być – i tu nie ma zaskoczenia – odpowiedzialny, inteligentny i mieć poczucie humoru. Umieć pocieszyć, ale i rozśmieszyć, no i jak najczęściej mówić „kocham”. Wszystko brzmi cudownie, tylko czy jedna osoba jest w stanie pomieścić w sobie tyle cech? – Im bliższy człowiek, tym większe oczekiwania, że spełni nasze potrzeby i większe ryzyko, że tak się nie stanie. Nikt nas nie zadowoli w pełni, nawet rodzona matka – przestrzega psycholog Adriana Klos.

Podążanie za ideałami jest szczytne, ale co, jeśli okaże się, że są nierealne? Czy to nie stanie się przyczyną odrzucenia kogoś „wystarczająco dobrego”, bo nie jest „dokładnie taki, jak marzyłam”? Z drugiej strony, czy warto iść na kompromisy i wiązać się z kimś, kto nie do końca odpowiada oczekiwaniom, ale się stara? Psycholog radzi, by zacząć od tego, by inaczej konstruować listę priorytetów.

– Zamiast wypisywać cechy, jakie powinien mieć mój wymarzony czy moja wymarzona, lepiej zastanowić się nad tym, na czym mi naprawdę zależy w życiu. Jak sobie wyobrażam swoją przyszłość, jakie wartości cenię. Czy chcę mieć dzieci, czy wolę mieszkać w mieście czy na wsi, czy chcę wziąć ślub czy żyć „na kocią łapę”, na co chcę odkładać pieniądze… – i szukać kogoś, kto ma zbieżne zapatrywania. Oczywiście drobne odstępstwa w mniej ważnych kwestiach są dopuszczalne, gorzej, gdy partner czy partnerka odstaje w tych najważniejszych – temperamentalnych czy światopoglądowych – mówi Adriana Klos. Bo ideał to ktoś, kto po prostu pasuje do naszej bajki.

Kwestia wiary?

Coś na pocieszenie. Naukowcy z University of Sheffield przeprowadzili ciekawe badanie. Wspólnie z badaczami z University of Montpellier we Francji zapytali grupę ok. 116 heteroseksualnych par, jak powinien wyglądać idealny partner, a następnie za pomocą specjalnego programu komputerowego porównali zmodyfikowane zdjęcia „ideałów” z portretami ich rzeczywistych „drugich połówek”. Okazało się, że wszyscy partnerzy życiowi są innego wzrostu, wagi i masy ciała, niż chcieliby badani. Mężczyźni woleliby, aby ich partnerka była szczuplejsza, niż jest w rzeczywistości, kobiety z kolei ucieszyłyby się, gdyby ich partner miał bardziej potężny wygląd. Czego to dowodzi? Że marzymy o męskich mężczyznach i kobiecych kobietach, ale wybieramy… no właśnie, osoby mniej lub bardziej zbliżone do tego ideału. Tylko czy im bliżej gwiazd, tym będziemy bardziej szczęśliwi?

Tak – jeśli wierzymy, że trafiliśmy na ideał. To już wynik innych badań, opublikowanych na łamach „Psychological Science”. 193 pary co 3 miesiące przez 3 lata wypełniały ankietę, w której opisywały charakter partnera, oceniając jego pozytywne i negatywne cechy.

Na koniec opisywały, w jakim stopniu ich ideał powinien się nimi odznaczać. Wyniki były jednoznaczne: osoby, które nie idealizowały swojej „połówki” na początku związku, po trzech latach trwania badań były mniej zadowolone ze swojego małżeństwa. Ci, którzy byli przekonani, że ich ukochany czy ukochana ma w sobie wszystkie cechy, jakich pragnęli (nawet jeśli nie do końca było to zgodne z prawdą) wprost przeciwnie – radośnie utwierdzali się, że trafili w dziesiątkę.

Jaki z tego wniosek? Jeśli w liście do Mikołaja chcesz poprosić o Pana Idealnego, skup się na tym, co chciałabyś z nim robić, jakie wieść życie, jakie wartości powinien wyznawać. Dorzuć do tego jakiś szczegół, który cię najbardziej kręci, czyli błyszczące oczy, zgrabną sylwetkę, niski głos lub silne ręce. Zaklej kopertę, wyślij list, a potem – jak już rozpakujesz prezent – uwierz z miejsca, że to właśnie Ten!

  1. Psychologia

Wybaczanie to proces. Co zrobić, by nie trwać w żalu?

Wybaczenie przynosi wolność. Nieraz jednak towarzyszy nam przekonanie, że nie wszystko można przebaczyć, bo rany są zbyt głębokie. Czy tak jest naprawdę? (fot. iStock)
Wybaczenie przynosi wolność. Nieraz jednak towarzyszy nam przekonanie, że nie wszystko można przebaczyć, bo rany są zbyt głębokie. Czy tak jest naprawdę? (fot. iStock)
Dookoła przebaczania narosło wiele nieporozumień a także mitów związanych z niewłaściwym podejściem do tematu. Dr David Stoop, amerykański psycholog, psychoterapeuta i doradca rodzinny wyjaśnia je w zrozumiały dla każdego sposób. Na początek warto sobie uświadomić, że przebaczenie dla nikogo nie jest proste.

Z jakimi przekonaniami na temat przebaczania warto się rozstać?

Nieporozumienie nr 1 - Nie można wybaczyć, zanim winowajca nie okaże skruchy. Nieporozumienie nr 2 - Kiedy wybaczasz - musisz zapomnieć. Nieporozumienie nr 3 - Zawsze musisz pojednać się z człowiekiem, któremu przebaczyłeś.

Co właściwie sprawia, że pewne rzeczy są niewybaczalne?

Gdy człowiek dokonuje rozrachunku ze swoją przeszłością i zmaga się ze swymi zranieniami, jako niewybaczalne określa zazwyczaj te czyny, które są dalekie od normalności i łamią podstawowe zasady moralne - występują przeciwko najsilniej ugruntowanym przekonaniom i są zadane nam przez kogoś, kogo obdarzaliśmy zaufaniem i miłością. Osoba, która dopuściła się takiego czynu, nawet jeśli już nie żyje, znajdzie się na naszej czarnej liście z powodu tego, co zrobiła lub zaniedbała. Morderstwo, molestowanie seksualne, zdrada małżeńska, aborcja, gwałt, rozwód, znęcanie się fizyczne, porzucenie - to przykłady, które wyraźnie łamią zasady społeczne.

Przebaczenie a konflikt wartości

Przebaczenie zawsze dotyczy moralnego wymiaru życia. Odnosi się do naszej świadomości dobra i zła, uczciwości i sprawiedliwości. Wiąże się także z uprzytomnieniem sobie, czym jest miłość, współczucie i litość. Gdy ktoś rani nas swym czynem, który pojmujemy jako niewybaczalny, przynajmniej kilka z tych wartości zostało sponiewieranych. Doświadczamy wtedy wewnętrznego konfliktu. Gdy kochana osoba nas zdradza, domagamy się satysfakcji. Doznajemy także wewnętrznego rozdarcia, ponieważ inna część naszego bytu uczuciowo wiąże się z tą osobą, współczuje jej znalezienia się w takiej sytuacji i pragnie dla niej litości. Nieuchronnie rodzi się w nas złość wywołana napięciem między tymi dwoma sposobami rozumowania, nieustająco rywalizującymi o przewagę. Jeśli skłaniamy się ku przebaczeniu, czujemy że musimy zaprzeczyć naszej wizji sprawiedliwości i uczciwości. Jednakże nie przebaczając, zaprzeczamy naszemu zrozumieniu miłości i współczucia. Nie ma łatwego wyjścia z tej niewygodnej sytuacji. Gdy ktoś nas rani i znieważa, nie chodzi tylko o złamanie jakichś norm, ale czujemy, że coś niezwykle ważnego uległo unicestwieniu - nasze poczucie niewinności. Nasze serce rozdziera pytanie - jak coś takiego mogło się wydarzyć? Wtedy naturalne pragnienie sprawiedliwości kieruje się w stronę rewanżu, który może nas tylko zostawić z nawracającym poczuciem pustki.

Rewanż nigdy nie przyniesie satysfakcji, gdyż nigdy nie może zastąpić tego, co zostało utracone. Stare chińskie przysłowie mówi: „Ten, kto szuka odwetu, powinien wykopać dwa groby.”

10 prawd o przebaczeniu

  1. Gdy wybaczasz, nie musisz zapomnieć.
  2. Dobrze jest poczuć gniew, kiedy wybaczasz.
  3. Powinieneś przestać żywić negatywne uczucia wobec osoby, której wybaczasz.
  4. Nie musisz starać się przebaczać natychmiast i zupełnie.
  5. Przebaczenie nie dokonuje się samo. Ból sam nie zniknie. Musi być poprzedzone wyborem, który prowadzi nas poprzez ten proces. Czas nie uleczy rany, tylko ją na trochę znieczuli.
  6. Kiedy przebaczasz, trzeba się przyznać do uczucia nienawiści do osoby, która nas zraniła. Wtedy można to uczucie uwolnić z siebie. Jeśli mu zaprzeczasz, tkwi w tobie.
  7. Przebaczając, nie pobłażamy szkodliwym czynom i złu. Głębia naszego smutku i gniewu bezpośrednio odnoszą się do rozmiaru niesprawiedliwości, z jaką przyszło nam się zmierzyć. Tylko rozpoznając nasz ból, smutek i gniew, jesteśmy gotowi posunąć się naprzód na drodze przebaczenia. Wybaczenie w żadnym wypadku nie zwalnia z odpowiedzialności sprawcy. Jedynie umożliwia nam umorzenie długu, jaki jest nam ten ktoś winien. My sami stajemy się przez to uwolnieni od oczekiwań wynagradzania nam strat, które ponieśliśmy.
  8. Przebaczenie jest zarazem decyzją i procesem. Wymaga czasu.
  9. Warto wybaczyć, nawet jeżeli druga osoba nie jest skruszona. Jeśli twoje wybaczenie zależy od woli skruchy drugiej osoby, jesteś zamknięty w pozycji ofiary, a druga osoba trzyma kontrolę nad tą sytuacją.
  10. W procesie przebaczania warto otworzyć się na perspektywę duchową.

Pułapki braku przebaczenia - droga do stania się zgorzkniałym

Trwanie w żalu, gniewie, poczuciu winy, które powodują przewlekły stres - wiąże się z niemożnością wybaczenia sobie lub innym. Można tu wymienić kilka objawów
  1. Emocjonalne zamknięcie
  2. Depresja
  3. Obwinianie się i zaprzeczanie
  4. Oskarżanie i usprawiedliwianie
  5. Obsesja na punkcie zdarzenia
  6. Zawstydzenie
  7. Poszukiwanie rewanżu
  8. Izolacja i wycofanie

Co dzieje się z naszym ciałem, kiedy nie wybaczamy?

Żyjemy wówczas w ciągłym stresie, prowadzącym zdecydowanie do wypalenia, zarówno fizycznego, jak i emocjonalnego. Kiedykolwiek odczuwamy przedłużający się stres lub napięcie i zmagamy się z długotrwałym gniewem, podwyższony poziom hormonów ma wpływ na serce, układ nerwowy i odpornościowy organizmu, co w konsekwencji czyni nas bardziej podatnymi na nowotwory. Objawami tego we wczesnej fazie są bóle głowy, skurcze mięśni, problemy ze snem, trawieniem, wrzody oraz oczywiście depresja. Według raportu Duke University Mediacal School z 1995 roku, zabójcą numer jeden w USA nie był rak, choroby serca, AIDS ani żadna ze zwykle cytowanych przyczyn śmierci. Zamiast koncentrować się na chorobach, naukowcy badali postawy i emocje, a jako zabójcę numer jeden określili skłonność do nieprzebaczania.

Prawdopodobnie największą korzyścią płynącą z przebaczenia, jest okazja do odnowienia związków międzyludzkich. Przebaczenie jest podstawowym warunkiem do osiągnięcia sukcesu i zadowolenia. Lekarze, terapeuci i uczeni widzą w przebaczeniu skuteczne narzędzie terapii, które przynosi bardzo pozytywne efekty.

Na podstawie książki „Wybaczyć niewybaczalne”, David Stroop, Wydawnictwo WAM, Kraków 2002.

  1. Psychologia

Ucieczka z krainy dzieciństwa - jak wyjść z rodzinnych traum?

Zdaniem psychologów, dojrzałość polega na rozliczeniu się z przeszłością. (fot. iStock)
Zdaniem psychologów, dojrzałość polega na rozliczeniu się z przeszłością. (fot. iStock)
Nawet najlepsi rodzice mają jakieś wady. Nadopiekuńczy lub zbyt surowi – autorzy naszych lęków, klęsk i rozterek. Nie obwiniaj ich za to, kim jesteś. Rozstań się z dziecięcym pokoikiem w sobie.

Proszą, by zdjąć z nich rodzinną klątwę, która nie pozwala im być sobą, cieszyć się pracą, rodziną, osiągać sukcesy. ,,Mój ojciec pił i teraz jestem w związku z alkoholikiem”, ,,Matka uważała, że miejscem kobiety jest dom. Nie potrafię znaleźć się w pracy”... – zwierzają się pacjenci pukający do gabinetów terapeutycznych. Większość z nich czuje, że nie żyje własnym życiem. Kierowani cierpieniem, szukają winnego: nadopiekuńcza matka, zbyt surowy ojciec, przedwczesna śmierć, rozwód itp. Co czwarta osoba jest DDA (dorosłe dziecko alkoholika), co druga wychowała się w toksycznej rodzinie… Epidemia, moda? Potrzeba wyjaśnienia, kto odpowiada za moje klęski?

Pytanie: W jakim stopniu dzieciństwo rzeczywiście determinuje dorosłe życie człowieka? I kiedy trzeba powiedzieć sobie: ,,Dość. Nie jestem już dzieckiem. To moje życie, biorę za nie pełną odpowiedzialność”?

Rodzinne klątwy

Jesteśmy jak drzewo, siłę czerpiemy z korzeni. Nasze korzenie to rodzinne dziedzictwo. Dzięki rodzinie stajemy się tym, kim jesteśmy. Poznajemy wartości, pomysły na to, czego chcemy od innych ludzi, a przede wszystkim weryfikujemy prawdę na swój temat. Potrzebujemy bezwarunkowej miłości i akceptacji rodziców. Ci chcą dla nas jak najlepiej, ale bywa, że stawiają swoje warunki: ,,Będę kochać dziecko grzeczne, posłuszne, pracowite…”.

I wtedy dla zdobycia rodzicielskiej miłości trzeba zaprzeczyć sobie, wyprzeć się własnych uczuć, pragnień, potrzeb. Rodzi się tzw. uwarunkowane poczucie wartości, bo tożsamość uzależniona jest od wymagań stawianych w  domu rodzinnym. Po latach wyruszasz w dorosłe życie z plecakiem pełnym wyniesionych z domu przekonań na temat świata, a przede wszystkim na temat samego siebie. Czeka cię konfrontacja tego „posagu” z  rzeczywistością. Dziewczyna traktowana w domu jak ,,głupia gąska”, nawet po kilku fakultetach nie uwierzy, że zasługuje na uznanie. ,,Klątwa” rzucona w złości przez ojca: ,,Żaden mężczyzna cię nie zechce!”, blokuje w  kobiecie wiarę, że zasługuje na miłość. Potrzeba wielu lat, żeby zweryfikować mocno ugruntowane przekonania. Nie jest to łatwy proces, ponieważ większość rodzinnych skryptów jest ukrytych w podświadomości, są jak niewidzialne kajdany, które wstrzymują kolejny krok na drodze indywidualnego rozwoju.

Zdaniem psychologów, dojrzałość polega właśnie na rozliczeniu się z przeszłością, symbolicznym rozprawieniu się z dziecięcym pokoikiem, który nosimy w duszy. Trzeba zabrać z niego tylko to, co naprawdę nasze, a odrzucić wszystko, co nie jest prawdziwą tożsamością. Potem zamknąć drzwi do przeszłości, na zawsze.

 

Syndrom porzucenia

Zawsze zaczyna się i kończy tak samo. Anka najpierw przeżywa wielkie zauroczenie, później wielkie rozczarowanie. Żaden jej związek nie przetrwał roku.

– Nigdy nie czułam się tak naprawdę kochana. Moi partnerzy mnie porzucają – dla pracy, pasji albo innej kobiety. Czasami to ja odchodzę, bo nie czuję się chciana, pożądana, podziwiana. Czy prawdziwa miłość rzeczywiście istnieje? Taka, w której mężczyzna i kobieta stają się jednym?

Anka jako dwutygodniowe niemowlę została oddana na wychowanie do dziadków. Czasami myśli, że to właśnie dlatego nie potrafi ofiarować ani przyjmować miłości.

Jak widzą jej problem terapeuci?

Wojciech Pierga (psychoterapeuta w nurcie POP – Psychologii Zorientowanej na Proces): Oddanie niemowlęcia na wychowanie do dziadków może być działaniem, przed którym małe dziecko nie jest w stanie się obronić, a odczuwa je jako nadużycie – to zawsze odbiera siłę i wewnętrzną moc. Może stać się skryptem powtarzanym w dorosłym życiu: ,,Nie zasługuję na miłość”. Ale lęk Anki przed odrzuceniem niekoniecznie musi wynikać z tej konkretnej sytuacji w dzieciństwie.

W terapii nie skupiam się tylko na przyczynach, uwzględniam też znaczenie, jakie pacjent nadaje minionym wydarzeniom. Tu zapytałbym, co dla Anki oznacza fakt, że czuje się niewystarczająco kochana. Ważne są jej indywidualne odczucia, a nie fakty. Jeśli pacjentka chce pracować nad problemem lęku przed odrzuceniem, w terapii odtwarza się sytuacje z przeszłości, po to, by ponownie je przeżyć, skonfrontować się z nimi i znaleźć rozwiązanie.

Elżbieta Sanigórska (psycholożka, psychoterapeutka pracująca w nurcie ericksonowskim): Celem mojej pracy jest sprawdzenie, w jakim momencie życia znajduje się pacjent, w którą stronę chce iść i co może mu w tym pomóc. Dlatego ważne jest, jaki kontakt ma Anka ze sobą – to podstawowa relacja w życiu człowieka i na niej buduje się relacje ze światem. Pacjentka, jak każdy z nas, nosi w sobie radosne i bolesne wydarzenia z dzieciństwa, co znajduje odzwierciedlenie we wspomnieniach, pomysłach na życie, słowach, a także jest zapisane w ciele. Dlatego ja poprosiłabym Ankę, by zrobiła „rzeźbę z ciała”, czyli zastygła w postawie, która najlepiej oddaje obraz jej obecnego życia. Jest ono walką, aktem bezradności, radością? Pomogłabym jej odkryć, co wzięła z rodzinnego systemu, co z tego jest naprawdę jej, a co powinna zostawić.

Teresa Raczkowska (psycholożka, psychoterapeutka prowadząca terapię humanistyczno-egzystencjalną): Nasze obecne życie budują różne doświadczenia, nie tylko te z dzieciństwa. Być może dziadkowie Anny cudownie zastępowali rodziców w roli wychowawców i doszukiwanie się w tym powodu niepowodzeń nie ma sensu. Jeśli pacjentka uparcie twierdzi, że jej los jest zdeterminowany dzieciństwem, zwróciłabym uwagę, na czym opiera to założenie. Jednak  przede wszystkim skupiłabym się na ,,tu i teraz”, na jej aktualnych relacjach z mężczyznami. Razem szukałybyśmy odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie czuje się kochana, co to dla niej znaczy i jakie ma oczekiwania w związku.

Miejsce kobiety

Elżbieta jest kobietą sukcesu. Bardzo lubi swoją pracę. Niedawno awansowała na kierownika działu, ale…

– Czuję się niedoceniana. Każdy mężczyzna na moim stanowisku na pewno wynegocjowałby znacznie wyższą pensję, a ja? No cóż, moi szefowie doskonale wiedzą, że zależy mi na tej pracy i nie muszą motywować mnie pieniędzmi.

Matka Elżbiety często powtarzała, że rolą kobiety jest zajmowanie się dziećmi i domem. Jeśli praca jest dla niej ważniejsza, to jaka z niej żona i matka? Ela jest pewna, że właśnie dlatego nie potrafi w pracy upominać się o to, co jej się słusznie należy.

Na co, w jej przypadku, zwracają uwagę terapeuci?

Wojciech Pierga: Podczas procesu wychowywania nasiąkamy pewnymi systemami przekonań, które tworzą tzw. pierwotną tożsamość, czyli wizję siebie. „Uważam, że jestem…” – np. uległa, nadopiekuńcza, naiwna... Większość takich poglądów wynosimy z domu. Ale istnieją w nas także procesy wtórne, które upominają się o zaistnienie w życiu, także poprzez to wszystko, co nam się przytrafia, a z czym się nie identyfikujemy. Być może ważnym krokiem w rozwoju Elżbiety byłoby teraz nauczenie się przebojowości czy umiejętności realnej wyceny swojej pracy i nad tym warto pracować. Dlatego próbowałbym odtworzyć na sesji sytuację, w której pacjentka nie potrafi upomnieć się o podwyżkę, i zwrócić uwagę, jakie informacje (werbalne i pozawerbalne) się pojawią: co będzie mówiło jej ciało, jakie wybuchną emocje itd. To one wskażą dalszy kierunek pracy. Może się okazać, że niska ocena własnej wartości Elżbiety wynika z przekonań wyniesionych z dzieciństwa, ale ta historia ma też związek z szerszym polem społecznym – z wyższą rangą mężczyzny na rynku pracy. Elżbieta być może potrzebuje to sobie uświadomić i uzyskać wsparcie, żeby to zmienić.

Elżbieta Sanigórska: Każdy z nas czuje się w obowiązku żyć zgodnie z rodzinnym przekazem. Być może przekonania matki na temat kobiet odnoszących sukces nie pozwalają córce w pełni cieszyć się osiągnięciami zawodowymi. Dlatego zaproponowałabym Elżbiecie, by porozmawiała – w wyobraźni – z innymi ważnymi dla niej kobietami (babcią, ciotką?) na temat roli kobiety w jej rodzinie. Może np. iść na cmentarz do babci i zapytać, co sądzi o jej kierowniczym stanowisku, kim naprawdę powinna być kobieta należąca do ich rodziny. Kiedy Elżbieta poczuje, że jej praca, zajmowane stanowisko są w zgodzie z rodzinnym przekazem, że ona jako kobieta „jest w porządku” – będzie w stanie przełożyć swój wysiłek na pieniądze.

Teresa Raczkowska: Zapytałabym Elżbietę, co musiałoby się wydarzyć w jej życiu, by poczuła się naprawdę doceniona? Być może jej głód sięga korzeniami dzieciństwa i to od matki, a nie od szefa potrzebowała potwierdzenia swojej ważności? Warto byłoby nazwać swoje niezaspokojone w dzieciństwie deficyty. Jeśli ambicje zawodowe Elżbiety są przede wszystkim jej buntem przeciwko matce, nie poczuje w pełni swojej siły sprawczej, dopóki będzie uwikłana w tę relację. Najważniejsza jest praca ze świadomością Elżbiety nad weryfikacją jej przekonań na temat roli kobiety.

Życie bez słabości

Iwona była późnym dzieckiem. Odkąd pamięta, rodzice powtarzali jej, że musi się jak najszybciej usamodzielnić, bo ich wkrótce może zabraknąć. Jako nastolatka opiekowała się najpierw umierającym ojcem, a potem chorą matką. Dziś jest niezależna, zaradna, ale bardzo często choruje.

– Kiedy infekcja unieruchamia mnie w łóżku, a zdarza się to przynajmniej raz w miesiącu, jestem w rozsypce, wszystko wali mi się na głowę – mówi.

Iwona, nawet w chorobie, nie lubi cudzej troski, nie pozwala nikomu sobie pomóc, zaopiekować się nią, chociażby zrobić zakupy.

Co powinna przepracować zdaniem terapeutów?

Wojciech Pierga: Wszystko to, co wypieramy, odrzucamy jako nieswoje, może pojawić się w postaci np. bólu gardła, kataru czy gorączki. W pracy z Iwoną szukałbym prawdziwego znaczenia symptomów jej choroby, czyli zwrócił uwagę na to, kiedy się pojawiają, jak na nią wpływa to, że tak często się przeziębia? Być może choroba jest jedynym momentem, kiedy Iwona choć trochę sobie „odpuszcza”, przez chwilę kontaktuje się ze „słabszą” częścią siebie? To, że nie pozwala się sobą zaopiekować, może wynikać z systemu przekonań wyniesionych z domu rodzinnego. Trzeba odkryć, co dla niej oznacza bycie słabą, dlaczego zawsze musi być samodzielna?

Elżbieta Sanigórska: Choroby dają nam okazję i szansę doświadczenia tego, że częścią życia jest również słabość. Bycie w prawdziwej relacji z samym sobą to odkrywanie wszystkiego, na co do tej pory się nie godziliśmy, czemu w sobie zaprzeczaliśmy. W Iwonie rozwinęło się jedynie to, co silne, dzielne, niezależne, zaradne, czyli zgodne z rodzinnym przekazem. Choroba to sygnał, że czegoś jej w życiu brakuje. Może pozwolenia sobie na słabość albo zaufania do świata i obalenia mitu, że tylko sama może się sobą zaopiekować.

Teresa Raczkowska: Iwona wypełnia rodzinny przekaz, który można by sformułować następująco: ,,Musisz sama sobie radzić”. Starsi rodzice w ten sposób przekazali jej kiedyś swój lęk o byt córki, a ona nadal trzyma się tego przesłania jako głównej zasady życiowej. Warto sprawdzić, jaką cenę płaci za ciągłe bycie silną i niezależną? Może stale żyje w stresie, napięciu, bo stara się osiągnąć coś ponad prawdziwe możliwości własnego organizmu? Jej ciało woła w chorobie: ,,Zajmij się mną!”. Iwona powinna go posłuchać, pójść za różnymi jego impulsami, zrozumieć, co naprawdę chce jej przekazać.

Jeśli ktoś w przeszłości odwrócił naszą uwagę od własnych potrzeb, pragnień, prawdziwej tożsamości, to dziś nie jesteśmy w stanie doświadczyć siebie w pełni albo zniekształcamy swój obraz, minimalizując własne potrzeby i ignorując sygnały płynące z ciała.

Zawsze inni liczą się od nas bardziej. I właśnie zmiana tego przekonania jest najważniejsza w pracy z Iwoną. Zaproponowałabym wyjść od pytania: „Co mogłoby się stać, gdyby pozwoliła sobie na otwarcie na siebie i pomoc innych?”. W chorobie każdy potrzebuje troski i opieki, nie musimy być samowystarczalni w stu procentach.

  1. Psychologia

Jak osiągnąć cel? Zmierz się z nawykami!

Wykształcenie sprawdzonych nawyków jest znacznie skuteczniejszą drogą do celu, niż ciągłe wystawianie swojej siły woli na próby. (Ilustracja Getty Images)
Wykształcenie sprawdzonych nawyków jest znacznie skuteczniejszą drogą do celu, niż ciągłe wystawianie swojej siły woli na próby. (Ilustracja Getty Images)
Chcesz realizować marzenia i osiągać zamierzone cele? Uwierz w moc wewnętrznej dyscypliny. Jeśli pozbędziesz się stereotypowych skojarzeń, zmodyfikujesz stare nawyki i wprowadzisz kilka nowych – słowo „niemożliwe” zniknie z twojego słownika.

Marzenie i dyscyplina wydają się od siebie bardzo odległe. No bo co mają ze sobą wspólnego bujanie w obłokach i wojskowy rygor? Nic, dopóki nie postanowisz, że przestajesz marzyć, a zaczynasz spełniać marzenia. Wtedy szybko dostrzeżesz, że jedno bez drugiego nie jest możliwe.

– Dyscyplina często źle nam się kojarzy: z więzieniem, ograniczeniem, nudną powtarzalnością, a przecież dziś chcemy ciągłych zmian i rozrywek – mówi dr Rafał Albiński, psycholog poznawczy z USWPS specjalizujący się m.in. w zagadnieniach związanych z zarządzaniem czasem i zwlekaniem. – Ale to właśnie ona pozwala realizować długoterminowe cele. Podnosi poczucie własnej wartości i sprawstwa. Dzięki niej czujemy, że mamy kontrolę nad własnym życiem. A co za tym idzie, jesteśmy szczęśliwsi.

Walka o marzenie

W 2013 roku po czwartej nieudanej próbie 64-letnia Amerykanka Diana Nyad ponownie stanęła na przystani w Hawanie, szykując się do pokonania wpław 177 kilometrów dzielących Kubę od Florydy. Chociaż współpracujący z nią lekarze i trenerzy twierdzili, że nie może jej się udać, Diana zdecydowała się jeszcze raz zawalczyć o realizację swojego marzenia. Diana 38 godzin po starcie dostrzegła światło na Key West. Wiedziała więc, że przed nią jeszcze 15 godzin w wodzie. „Dla większości pływaków byłoby to dużo, ale nie macie pojęcia, ile 15-godzinnych treningów mam za sobą” – mówiła Nyad na konferencji TED zatytułowanej „Nigdy, przenigdy się nie poddawaj”.

Słuchając jej, trudno nie uwierzyć, jak bardzo marzenia oraz dyscyplina łączą się w całość. Diana opowiada o śpiewaniu w myślach 1000 razy „Imagine” Johna Lennona – co, jak już wielokrotnie sprawdziła, trwa 9 godzin i 45 minut; o halucynacjach – na środku oceanu widziała Tadż Mahal; o masce, która poza tym, że chroniła przed meduzami, raniła wnętrze jej ust, i o wielogodzinnych ćwiczeniach.

Podążanie za marzeniami wcale nie oznacza robienia tego, na co się ma w danej chwili ochotę. Gdybyśmy nie poznali tej historii z jej wszystkimi bolesnymi szczegółami, pewnie mówilibyśmy, że „64-latka miała odwagę”, „wiedziała, czego chce i potrafiła przekonać do tego innych”. Jesteśmy świetni w znajdowaniu przyczyn sukcesu wszędzie, tylko nie w żelaznej dyscyplinie. A gdy nie chce nam się iść na trening czy na stole pojawia się kusząca babeczka, niwecząca naszą kilkutygodniową dietę, potrafimy wytoczyć naprawdę ciężkie działo w stylu: „Jeśli się do tego zmuszam, znaczy, że to nie jest w zgodzie ze mną”.

– Nikt nie kwestionuje tego, że warto żyć w zgodzie ze sobą, tylko zależy, jak to rozumiemy – tłumaczy dr Rafał Albiński. – Czy chodzi o pozwolenie: „Możesz stać tam, gdzie jesteś i nic nie robić, bo tak jest przyjemniej i łatwiej” czy o zachętę: „Osiągaj swoje cele”. Spełniając marzenia, też przecież się realizujemy. Jednak bez kiwnięcia palcem czy poświęcenia czegoś, to się nie uda. Odwiecznym ludzkim pragnieniem jest dochodzenie do wszystkiego bez wysiłku, dlatego szukamy wymówek, by nie podejmować działania. „Życie w zgodzie ze sobą” może być jedną z nich.

Warto uwierzyć w moc dyscypliny, zaakceptować fakt, że bez niej nie da się osiągnąć ważnych celów. Jeśli trudno ci to przełknąć, pomyśl, że utrzymywanie dyscypliny nie musi być takie trudne. Trzeba tylko znaleźć jej sprzymierzeńców, czyli odpowiednie nawyki. Wykształcenie sprawdzonych nawyków jest znacznie skuteczniejszą drogą do celu, niż ciągłe wystawianie swojej siły woli na próby i bezustanne zadawanie sobie pytań: „Czy będzie dla mnie lepiej, jak to zrobię czy jak tego nie zrobię?”. Naukowcy odkryli, że siła woli nie jest niewyczerpana. Porównali ją do mięśnia, który może się zmęczyć, więc należy go trenować z rozsądkiem.

Zabawa z nawykami

Płyną dwie młode rybki i spotykają starszą rybę, która podąża w odwrotnym kierunku i pyta: „Cześć, chłopaki, jaka woda?”. Rybki płyną dalej. Po chwili jedna mówi do drugiej: „Co to, do diabła, jest woda?”. Charles Duhigg przytacza ten żart w książce „Siła nawyku”, by pokazać, że często nawet nie zdajemy sobie sprawy z istnienia nawyków. Wypełniają nasze życie, bo mózg bezwzględnie dąży do przekształcenia w nie każdą rutynową czynność. Dzięki temu nie musimy za każdym razem zastanawiać się, jak zrobić kanapkę, prowadzić samochód czy wziąć prysznic, i możemy skoncentrować się na ważniejszych sprawach.

Załóżmy więc, że twoim marzeniem jest schudnięcie. Jeśli od rana do wieczora walczysz ze sobą: rezygnujesz z obfitego śniadania, zmuszasz się do ćwiczeń na siłowni czy powrotu pieszo z pracy, prawdopodobnie wkrótce porzucisz swój plan. Lepiej wypracować jeden silny nawyk, np. biegania po powrocie z pracy. Na początku będzie trudno, ale jeśli wytrwasz w dyscyplinie, po miesiącu niemal automatycznie przebierzesz się w dres, nie wystawiając na próbę swojej silnej woli – warto ją zachować na wypadek niespodzianki, np. koleżanki, która wpadnie z pączkami.

Łatwo powiedzieć, ale jak dotrwać do końca tego pierwszego miesiąca? Każdy z nas chętnie poznałby tajemną formułę. „Problem polega jednak na tym, że nie istnieje jedna formuła zmiany nawyków. Istnieją ich tysiące” – pisze Charles Duhigg. Żeby znaleźć tę dla siebie, trzeba poznać dwa fakty o nawykach.

Po pierwsze, cykl utrwalania nawyku zawsze jest taki sam: wskazówka – działanie – nagroda. Po drugie, możesz tworzyć nowe nawyki, ale nie zlikwidujesz starych. Jesteś w stanie jedynie zamieniać je na inne, lepsze dla ciebie, pozostawiając starą wskazówkę i starą nagrodę. W tym celu musisz zidentyfikować wskazówkę, czyli odkryć, dlaczego mózg wysyła sygnał „zjedz coś słodkiego”. Dobrą metodą jest zapisywanie, kiedy sięgasz po słodycze, w jakich okolicznościach, w czyim towarzystwie, co czujesz i co się wydarzyło kilka minut wcześniej. Szybko wyłoni się schemat, np. że zawsze jesz cukierka lub kawałek czekolady po zebraniu z szefem. Wtedy czas się dowiedzieć, co ci to daje, czyli jaka jest nagroda. Duhigg radzi szukać jej, eksperymentując: po pojawieniu się wskazówki, spróbuj zrobić coś innego niż zwykle, np. po zebraniu zjedz jabłko. Jeśli po 15 minutach nadal masz ochotę na słodycze, szukaj dalej. Po wyjściu z zebrania, zanim wróciłaś do obowiązków, pożartowałaś z kolegą i poczułaś się zrelaksowana, a kwadrans później nie chciałaś już jeść czekolady? Bingo! Właśnie odkryłaś swoją nagrodę. Chodziło o obniżenie poziomu stresu. Teraz w miejsce starego nawyku wstawisz nowy, czyli np. po zebraniu z szefem chwilę pożartujesz z kolegami. Tworzenie zupełnie nowego nawyku jest łatwiejsze, bo świadomie sama określasz wskazówkę i nagrodę. Im bardziej precyzyjnie, tym lepiej, np. kiedy zadzwoni budzik, od razu wstanę z łóżka, wyjdę z domu i pół godziny pobiegam, a po powrocie będę mieć pół godziny na czytanie gazety.

Wprowadzając w życie nowe nawyki, krok po kroku zbliżysz się do upragnionego celu. Po drodze z pewnością zdarzą ci się porażki: lekkomyślnie wydasz pieniądze, opuścisz trening, zjesz górę ciastek, ale jak powiedziała Diana Nyad: „Nikt nie przeszedł przez życie bez złamanego serca i niepokoju, ale jeśli ufasz i masz wiarę, że możesz upaść i się podnieść, wierzysz w wytrwałość – wspaniałą ludzką cechę, to znajdziesz drogę”.

Instrukcja obsługi nawyków

Wprowadzając nowy nawyk, nie działaj pochopnie. Zastanów się „Czy to jest to, o co mi chodzi?”, „Czy do tego dążę?”, „Czy to jest dla mnie dobre?”, „Czy to jest dla mnie wykonalne?”. Zadawanie sobie tych pytań dopiero, kiedy pojawi się pokusa, by wybrać bezczynność zamiast działania, rzadko przynosi wartościową odpowiedź.

Szukaj tzw. nawyków kluczowych, czyli takich, które niczym kula śnieżna pociągną za sobą lawinę zmian. Jeśli np. chcesz poprawić swoją kondycję, nawykiem kluczowym może być wstawanie godzinę wcześniej niż zwykle. Dzięki temu znajdzie się czas na ćwiczenia i przygotowanie zdrowego posiłku do pracy. To z kolei pomoże ci zerwać ze śmieciowym jedzeniem.

Jeśli kusi cię, żeby sobie odpuścić i np. zrobić przerwę w ćwiczeniach, zadaj sobie pytanie: „Czy rzeczywiście potrzebuję dnia odpoczynku od treningu, żeby zregenerować organizm, czy tylko mam ochotę na ten odpoczynek?”. – Jest też teoria, która mówi, że w takich chwilach trzeba wybierać to, czego najbardziej nam się nie chce – tłumaczy dr Rafał Albiński.

  1. Psychologia

Żyj na własnych zasadach

Warto uświadomić sobie,że większość z tego, co wywołuje nasze obawy, nie ma znaczenia. (Fot. Getty Images)
Warto uświadomić sobie,że większość z tego, co wywołuje nasze obawy, nie ma znaczenia. (Fot. Getty Images)
Według nauczyciela Johna C. Parkina problem większości z nas polega na tym, że martwimy się mnóstwem rzeczy, na które nie mamy wpływu. Pora wszystkim lękom i fałszywym przekonaniom powiedzieć dwa dosadne, ale jakże uwalniające słowa: „pieprzę to!”

John C. Parkin 20 lat życia poświęcił na tropienie kolejnych ścieżek rozwoju. Pewnego dnia doznał oświecenia – uświadomił sobie, że mówienie „pieprzę to” przynosi taki sam efekt jak wschodnie praktyki duchowe. Tyle że bez wieloletniego siedzenia w pozycji kwiatu lotosu i bezustannych prób uciszenia umysłu. „To metoda idealna dla naszych czasów” – pomyślał Parkin i wziął się do roboty. Pierwsza książka „Filozofia f**k it”, będąca opisem jego nowo odkrytej drogi rozwoju, została przetłumaczona na 22 języki i stała się międzynarodowym bestsellerem. Ostatecznie Parkin rzucił dobrze płatną pracę w Londynie i kupił uroczą górską posiadłość we Włoszech, do której przeniósł się wraz z żoną i bliźniętami. Odtąd żyją tam i prowadzą obozy rozwojowe pod wiele mówiącym szyldem „Pieprz to”.

Przerwać opowieść

Filozofia Parkina w skrócie oznacza robienie tego, na co ma się ochotę. Czyli życie na własnych zasadach, w pełnej wolności. Bez strachu i obaw. Zanim jednak dotrzemy do tego jakże zachęcającego punktu, należy sobie uświadomić, że tkwimy w więzieniu. Czym ono jest? Tak zwanym sensem życia, którego szukamy bezowocnie, skazując się na przytłaczającą szarą egzystencję. Przebłysk bezgranicznej bezcelowości życia, który zdarza się nam miewać, zazwyczaj wywołuje panikę. Tak naprawdę nic nie ma sensu, tymczasem my szukamy go we wszystkim. Martwimy się rzeczami, które z nawet nieznacznie dalszej perspektywy w ogóle nie mają znaczenia. Parkin twierdzi, że jesteśmy w tym, niestety, żałośni.

Główny problem polega na tym, że mamy swoją historię, czyli wszystkie te rzeczy, które nam się przytrafiły. Ktoś nas skrzywdził, uratował, wzruszył, zainspirował. Może przeszliśmy przez depresję albo mieliśmy ojca, który wyjeżdżał bez pożegnania i permanentnie zdradzał matkę. Zajmujemy się tym, kim byliśmy, jesteśmy i kim chcielibyśmy się stać. Zadręczamy się myślami na ten temat. Życie jawi się nam jako miejsce pełne magii albo jako jeden wielki padół rozpaczy. To są nasze opowieści, w które usiłujemy zamknąć przepływ życia. Ono zdążyło przemieścić się już znacznie dalej, a my nadal tkwimy w więzieniu tkanej pracowicie przez nas opowieści. Jesteśmy jak pisarz uwięziony we własnej książce. Dlatego Parkin gorąco namawia, żeby pieprzyć swoją historię. Ona zawsze będzie nasza, ale my nie jesteśmy nią.

Historia to ego, karma, iluzja, nazwij ją, jak chcesz. Nie jest jednak prawdą, więc pieprz ją. Podobnie jak parę najbardziej przeszkadzających w życiu emocji i nawyków.

Na pohybel lękom

Wschodni mistrzowie mówią, że strach jest bezużyteczny, a oni wiedzą, co mówią. U podstaw każdej ludzkiej obawy leży lęk przed śmiercią i stratą. Cóż to za cholerny ból – konkluduje Parkin. I przekonuje: staw czoła swoim lękom. Czego się boisz? Jutrzejszego zebrania w pracy, tego, że przytyjesz, uderzenia meteorytu czy może tego, że ktoś powie ci coś przykrego? Kiedy przyjrzysz się swoim lękom, odkryjesz, że u podstawy każdego z nich tkwi utrata czegoś. Ale każdy z nas musi stawić czoła kwestii utraty wszystkiego. Wszystko musi odejść, bo nic do nas nie należy. Dlatego powiedz: „pieprzę strach”, by wreszcie spojrzeć mu w ślepia. Gdy spotkanie z nim okaże się straszne, nie wycofuj się. Dla pocieszenia powtarzaj: „To też minie”.

Po cóż ta powaga?

Podchodzimy do życia odpowiedzialnie i uważamy, że tak właśnie zachowują się dorośli. Śmiertelna powaga bierze się z tego, że nam zależy, uważa Parkin. Zależy nam na stabilizacji finansowej, więc poważnie podchodzimy do pracy. Na fajnych wakacjach też nam zależy, więc praca staje się jeszcze bardziej poważna. Zależy nam na zdrowiu, wyglądzie i tym sweterku w odcieniu pudrowego różu. A jak ciężko i poważnie się robi, kiedy zależy nam na reputacji, budowaniu CV, na byciu wyluzowaną, ale spójną wewnętrznie matką i empatyczną przyjaciółką. Problem w tym, że zależy nam na zbyt wielu rzeczach. Na dodatek żyjemy w przekonaniu, że nie jesteśmy wystarczająco dobrzy. Wątpimy, rezygnujemy, ale potem znowu podkręcamy śrubę. Jesteśmy na zmianę apatyczni i surowi dla siebie oraz innych. Tkwimy w przeklętym cyklu.

Co robić? Parkin podpowiada – powiedzieć „pieprzę to” temu oprogramowaniu, na które składają się oszczerstwa Wewnętrznego Krytyka. Tak jak jest, jest wystarczająco dobrze. Nie musimy się starać, nie musimy się zmieniać. Wystarczy, że jesteśmy!

W niewoli celu

Mamy cele. Kiedy jesteśmy zorganizowani i zdeterminowani, to je nawet spisujemy i przydzielamy im terminy do realizacji. No bo przecież chcemy zdać te egzaminy, zmienić wystrój salonu, cieszyć się życiem, doświadczyć swojej kobiecości w relacji oraz seksu tantrycznego, wyzdrowieć, rzucić fajki, awansować. Cierpimy dla sztuki, nie zważamy na ciosy, brniemy w to dalej. Po to, aby zrealizować cele. Czy nie stają się one jednak naszym więzieniem?

Warto wiedzieć, że życie ma w zwyczaju mieć gdzieś nasze plany. Najpewniejsza jest nieprzewidywalność. Cele mogą być pożyteczne, jeśli poprawiają nam humor. Jeśli jednak trzymamy się ich zbyt mocno, ograniczają. Dlatego odpuść to, co ściskasz zbyt kurczowo. Pieprz to!

Nazywaj rzeczy po imieniu

Świadomość, pełna świadomość wymaga sporego wysiłku. A skutkuje życiem na własny rachunek. Łatwiej jest spełniać rodzinne oczekiwania i podporządkowywać się społecznym normom. Prościej jest zbagatelizować pragnienia duszy i włączyć telewizor. Wygodniej jest milczeć, niż głosić swoją prawdę. Bo lepszy jest diabeł, którego znasz. Ale czy go lubisz? Większość z nas wybiera nieświadomość – uważa Parkin. Lepiej nie wiedzieć, nie czuć, nie myśleć po swojemu. Tak jest jakoś przyjemniej.

Świadomość polega na nazywaniu rzeczy po imieniu, na spoglądaniu tam, gdzie jest trudno. Na początku mogą boleć oczy od oślepiającego światła świadomości, powiedz wtedy: „Pieprzę to, stawię czoła faktom”. Nie napinaj się jednak. Miej odwagę sięgać po to, czego pragniesz, ale z drugiej strony, odpuszczaj, gdy tego jest zbyt wiele. Postaraj się też podważyć swoje założenia dotyczące tego, kim jesteś i jak działa wszechświat. Przyjmij, że wszystko, co cię otacza, łącznie z tobą, jest energią. Tak twierdzą fizycy, różni guru i mistrzowie qigong. Powiedz betonowej rzeczywistości: „pieprzę cię”, a otworzą się przed tobą wrota magii. Nie wierz w nic stałego, nie ufaj swoim myślom ani temu obrazowi, który masz przed oczami.

To nie ma znaczenia

No dobrze, powiesz, ale jak przełożyć to na swoje życie? Zacząć mówić wszystkiemu: „pieprzę to”? Czemu nie?! Ale tak naprawdę chodzi o to, by pokazać środkowy palec rzeczom, które cię męczą, stresują, pozbawiają radości życia.

Od czego zacząć? Stań przed lustrem i spójrz na siebie. Przypuszczalnie zobaczysz tam kogoś, kto za dużo pracuje, za dużo się martwi, za dużo myśli, za dużo kalkuluje. Może jest to ktoś zestresowany, zmęczony, niezrealizowany.

Teraz uświadom sobie, że większość z tego, co wywołuje twoje obawy, nie ma kompletnie znaczenia. Możesz odrzucić przyczynę twojego bólu, robić mniej, bardziej się zrelaksować i podążyć z nurtem rzeki, jaką jest życie, zamiast starać się nad wszystkim panować. Przestać podchodzić do tej podróży tak bardzo poważnie. Zwolnić.