- Jak para kłóci się o naczynia, to wcale nie kłóci się o naczynia - mówi psycholog, Paweł Droździak. Sprzeczki w związku to tylko wierzchołek góry lodowej – pod spodem pulsują lęki, potrzeby i historie, które często zaczęły się na długo przed poznaniem partnera. W trzecim odcinku podcastu „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem” Agnieszki Radomskiej rozmawiamy tym, dlaczego się kłócimy, czy istnieje „dobra kłótnia” i co tak naprawdę chcemy sobie powiedzieć, gdy podnosimy głos.
Nie kłócimy się o naczynia. Ani o wiadomości bez odpowiedzi. Ani o to, kto wyniesie śmieci. Konflikty, które wydają się błahe, są tylko pretekstem. Prawdziwe napięcie dotyczy czegoś znacznie głębszego: poczucia bycia nieważnym, opuszczonym, niedocenionym.
W relacjach romantycznych uruchamiają się nasze najwcześniejsze doświadczenia – często nieuświadomione. Dlatego nawet najbardziej „racjonalna” rozmowa może nagle zamienić się w emocjonalną burzę. Bo nie chodzi o to, co się wydarzyło. Chodzi o to, co to wydarzenie w nas uruchomiło.
„Niektórzy ludzie kłócą się tylko po to, żeby coś poczuć. Czy jeśli nie czuję nic intensywnego, to czy ja w ogóle coś czuję. Czasem to przykrywa niepokój: czy ja w ogóle żyję, czy jestem ważny” – zauważa Droździak.
W świecie, w którym często funkcjonujemy na autopilocie, konflikt bywa jedynym momentem intensywnego kontaktu – ze sobą i z drugą osobą. Kłótnia staje się wtedy paradoksalnym dowodem na to, że relacja jeszcze żyje. Nawet jeśli jest bolesna, daje poczucie bycia zauważonym. Bycia w relacji.
W teorii wiemy, jak się komunikować. Znamy zasady, czytaliśmy poradniki, słuchaliśmy podcastów. A jednak w praktyce często „odpala się” coś zupełnie innego. „Nasza część refleksyjna w mózgu działa wolniej niż instynktowa” – tłumaczy ekspert. „Nasze odruchy uruchamiają się w milisekundach i chodzi o to, żeby dowiedzieć się, co je wyzwala”.
To dlatego możemy – jak mówi Droździak – „kogoś absolutnie rozjechać, mówiąc jak książka”. Używać poprawnych komunikatów, a jednocześnie ranić. Bo za słowami stoi napięcie, które nie zostało nazwane.
Nowym polem konfliktu stają się dziś media społecznościowe. „Bardzo często osoby, które dogadują się na żywo, kłócą się ze sobą w mediach społecznościowych” – zauważa Droździak. Dlaczego? Bo ekran daje pozorne poczucie kontroli i dystansu. Łatwiej napisać coś ostrego, trudniej zobaczyć reakcję drugiej osoby. A jednocześnie publiczność – nawet jeśli wyobrażona – podbija emocje, których wielu potrzebuje. Kłótnia przestaje być intymna. Staje się performansem.
„Jeśli mam głęboką obawę, że wszystkie moje relacje są niestabilne i się kończą, to nieistotne, jakich słów użyjemy. Ważne jest to, co jest głębiej w nas” - mówi ekspert podając klucz do zrozumienia wielu związkowych napięć. Bo jeśli w tle działa lęk przed porzuceniem, każda sytuacja może zostać zinterpretowana jako zagrożenie – nawet neutralna.
Wtedy partner nie jest już partnerem. Staje się kimś, kto ma nas „uratować” – albo potwierdzić najgorsze obawy.
Często w relacjach oczekujemy, że partner wypełni braki, których doświadczyliśmy kiedyś. Że naprawi to, co było trudne, bolesne, niesprawiedliwe. Problem w tym, że żadna relacja tego nie udźwignie. „Ja chcę kogoś, kto wypłaci mi odszkodowanie za moje dzieciństwo” - mówi psycholog i podaje od razu skutek takiego podejścia.
Dobra kłótnia to nie taka, w której nie ma emocji. To taka, w której emocje prowadzą do zrozumienia, a nie do zniszczenia. W której zamiast „wygranej” pojawia się ciekawość: co się właśnie wydarzyło między nami? To kłótnia, po której wiemy o sobie więcej. Bo miłość to nie tylko bliskość. To także napięcie. I to, co z nim zrobimy, decyduje o tym, czy relacja przetrwa. Kłótnie nie są więc błędem systemu, tylko jego częścią. Pytanie nie brzmi: jak ich uniknąć, tylko zrozumieć.