Hybrydy przeżywają wizerunkowy kryzys – widzi to niemal każda z nas. Kobiety zaczynają masowo rezygnować z robienia paznokci w salonach manicure’u. Zamiast tego wracają do klasycznych lakierów i malują sobie paznokcie w domu. Skąd ten nagły zwrot? Czy może chodzić o szkodliwość lamp UV albo lakierów hybrydowych? Nie do końca. Wszystko zaczęło się od jednej niepozornej obserwacji.
Obserwacja ta jest niezwykle prosta, choć dotarła do nas bardzo późno. Otóż bogate kobiety z tak zwanych sfer „old money” nie robią sobie paznokci. Podobnie jak te, które uznaje się za ikony stylu. A ponieważ w social mediach zapanował absolutny szał na styl old money i quiet luxury, coraz więcej kobiet zaczęło utożsamiać manicure hybrydowy z „tanim” gustem. Czy takie twierdzenie jest uzasadnione?
Trudno oprzeć się wrażeniu, że coś jest na rzeczy. Weźmy przykład: czy księżna Kate nosi hybrydy? Nie – idąc za wzorem królowej Elżbiety, Catherine albo ma zupełnie naturalne paznokcie, albo maluje je klasycznym, półtransparentnym lakierem Essie w kolorze Ballet Slippers. Bardzo delikatnym i niemal niewidocznym. A może królowa Hiszpanii Letycja jest fanką kolorowych paznokci we wzorki? Również nie – na oficjalnych wydarzeniach praktycznie nigdy nie ma widocznego manicure’u. Nosi zadbane, schludnie przycięte paznokcie, na których nie ma ani odrobiny lakieru.
Ta sama obserwacja dotyczy kobiet, które uchodzą za ikony stylu i „drogiego” gustu. Serialowa Carrie Bradshaw bardzo rzadko miała zrobiony manicure. Carolyn Bessette Kennedy, muza Calvina Kleina i ikona lat 90., której zdjęcia zalały w ostatnich tygodniach internet, również praktycznie nigdy nie zapuszczała paznokci ani ich nie malowała. Podobną tendencję widać u modelek. Czy ktokolwiek przyłapał w hybrydach Anję Rubik, Małgosię Belę, Alexę Chung, Kaię Gerber albo rozchwytywaną ostatnio Lulu Tenney? Większość topowych modelek współpracujących z najbardziej prestiżowymi markami stroni od manicure’u hybrydowego.
Ważnym powodem rezygnacji z hybryd jest więc zjawisko wzorowania się na zamożnych i stylowych kobietach z elit, które nie robią tego typu manicure’u. I istotnie, w pewnych kręgach noszenie długich paznokci w wyrazistych kolorach jest uznawane za zbyt ostentacyjne i mało eleganckie. Dlaczego może tak być? Bo pokazuje, że starasz się „zbyt mocno” – że chcesz na siłę udoskonalić w sobie coś, co nie wymaga specjalnych zabiegów. Przez niektórych może być też odczytywane jako sygnał, że bardzo skupiasz się na swoim wyglądzie i poświęcasz na niego mnóstwo czasu, który można lepiej spożytkować. Takie myślenie dobrze oddaje ducha starych, arystokratycznych reguł, które wyznawali kiedyś najzamożniejsi – według nich nadmierne skupianie się na wyglądzie jest w złym guście. Człowiek z elit ma bowiem dużo ważniejsze zadania do wykonania, a swoje czas i energię powinien poświęcać na bardziej pożyteczne zajęcia. To może tłumaczyć, dlaczego manicure hybrydowy jest całkowicie odrzucany przez kobiety z kręgów arystokratycznych.
Ale jest jeszcze jeden ważny powód, który mógł mocno przyczynić się do spadku popularności manicure’u hybrydowego.
W sieci viralem stał się fragment amerykańskiego podcastu „Hot Smart Rich”, w którym ekspertka od finansów i multimilionerka Vivian Tu podzieliła się zaskakującą refleksją. Choć dzięki swojej firmie w zeszłym roku zarobiła siedem milionów dolarów, to przyznała, że nie chodzi na manicure hybrydowy, bo dla niej to marnotrawstwo pieniędzy. Podobną refleksją podzieliła się wcześniej inna wpływowa i bogata influencerka, Valeria Lipovetsky.
– Valeria Lipovetsky nakręciła to niesamowicie zabawne, ale i odważne wideo, na którym wyznała: przestałam chodzić na paznokcie. Powiedziała, że co dwa tygodnie musiała spędzać 90 minut w salonie, za każdym razem płaciła za to 100 dolarów i zaczęła mieć tego dość – stwierdziła w podcaście Vivian Tu. – Są takie rzeczy w życiu, które robisz tylko dlatego, że wydaje ci się, że tak powinnaś. I właśnie one powodują niekontrolowany wyciek pieniędzy, choć nie odnosisz z nich żadnych korzyści i nie przynoszą ci radości. Musisz z chirurgiczną precyzją się ich pozbyć.
Milionerka dodała, że są rzeczy, za które płaci i z których nigdy nie zrezygnuje – w jej przypadku to doczepiane rzęsy albo manicure przed ważnym wydarzeniem, np. występem w telewizji. Ale nie wróci już do manicure’u hybrydowego z salonu, bo kosztuje ją zbyt wiele czasu i pieniędzy.
Wypowiedź Vivian Tu dobrze wpisuje się w trend, który także zyskuje na popularności w ostatnich miesiącach: frugal chic. W tłumaczeniu na polski termin ten oznacza kobietę mądrze gospodarującą swoimi finansami. Jeśli ktoś jest frugal chic, to znaczy, że ma sposób myślenia osoby zamożnej – czyli takiej, która nie traci pieniędzy na impulsywne, bezsensowne wydatki, a zamiast tego skupia się na zakupie jakościowych rzeczy (w tym ubrań), inwestycjach oraz finansowym zabezpieczeniu się.
Czy rezygnacja z hybrydy raz na dwa tygodnie uczyni cię bogatą? Pewnie nie, ale mimo wszystko warto rozważyć taki kierunek myślenia. Ceny podobnych usług potrafią być naprawdę wysokie i w skali miesiąca pochłaniać nawet 300–400 złotych. To spora część domowego budżetu. Każda z nas sama musi jednak rozważyć, czy to cena, którą jest gotowa zapłacić za codzienny widok ładnie zrobionych paznokci. Jeśli naprawdę sprawiają ci przyjemność, może wcale nie musisz z nich rezygnować? Ostatecznie wszystko jest kwestią twoich priorytetów i upodobań. Zawsze też możesz pójść na kompromis i samodzielnie wykonywać manicure w domu za pomocą klasycznych, nieutwardzanych lakierów – ten trend ostatnio wraca do łask.