Autopromocja
WOS 7 - pc
WOS 7 - pc
  1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Nie znosisz „korpobełkotu”? Naukowcy mają dla ciebie dobrą i złą wiadomość

Nie znosisz „korpobełkotu”? Naukowcy mają dla ciebie dobrą i złą wiadomość

(Fot. Luis Alvarez/ GettyImages)
(Fot. Luis Alvarez/ GettyImages)
Gdyby porównać dwóch pracowników – jednego uznającego posty na LinkedInie, prezentacje zarządu i firmowy biuletyn niemal za literaturę piękną, oraz drugiego reagującego na korporacyjną mowę pobłażliwym półuśmiechem – który z nich będzie osiągał w pracy lepsze efekty? I kto będzie czerpał z tego większą satysfakcję? Nowe badanie rzuca na to pytanie nieco światła.

Nad korelacją między podejściem do „korpobełkotu” a poziomem przygotowaniem do wykonywania zawodowych obowiązków pochylili się badacze z Uniwersytetu Cornella. Nie chodziło im przy tym o powszechne wplatanie w pogawędki przy ekspresie do kawy skrótowców i anglicyzmów, takich jak ASAP, feedback, KPI czy call. Ponieważ badanie przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych i Kanadzie, większość tych określeń to dla tamtejszych pracowników po prostu język codzienny. Badacze skupili się raczej na specyficznym stylu komunikacji, w którym nawet jednoprocentowy wzrost przychodów urasta do rangi spektakularnego sukcesu, wykonane na odczepnego szkolenie BHP staje się niepowtarzalną okazją do poszerzenia kluczowych kompetencji, a niekorzystne zmiany w strukturze zespołu przedstawiane są jako strategiczna reorganizacja.

Czym jest korporacyjny bełkot?

Korporacyjny bełkot definiują oni jako „rodzaj informacji wątpliwej pod względem semantycznym, logicznym lub epistemicznym, która sprawia mylne wrażenie czegoś imponującego, ważnego, pouczającego lub w inny sposób angażującego”. Innymi słowy, jest to szczególny sposób użycia firmowego żargonu, który ma przedstawić rzeczywistość w różowych barwach – czy to przed pracownikami, czy akcjonariuszami i inwestorami – nawet kiedy nad centralą zbierają się burzowe chmury.

Jak zauważa jeden z autorów badania, psycholog Shane Littrell, korporacyjny język ma swoje zalety i może usprawniać funkcjonowanie zespołu. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy zamiast precyzyjnej komunikacji zaczynają dominować puste i mylące określenia, wykorzystywane do wprowadzania innych w błąd. Osoby, które bezrefleksyjnie przyjmują tego typu komunikaty i nie potrafią odróżnić twardych danych od ubranych w ładne słowa ogólników, mogą mieć w pracy niemałe trudności. Choć entuzjastyczne reagowanie na płomienne przemówienia i motywacyjne newslettery – poprzez oklaski czy uprzejme potakiwanie – zjedna nam sympatię przełożonych, wyniki eksperymentu pokazują, że wiąże się to także z gorszymi rezultatami.

Korpomowa a podejmowanie decyzji i zadowolenie z pracy

Jak wyciągnięto takie wnioski? Na potrzeby badania opisanego na łamach czasopisma „Personality and Individual Differences” Littrell opracował „generator korporacyjnego bełkotu”. Z jego pomocą stworzył skomplikowane zdania typowe dla niektórych działów HR czy menedżerów – takie, w których za długimi, efektownymi sformułowaniami kryje się niewiele konkretnej treści. Następnie zestawił je z autentycznymi wypowiedziami liderów firm z listy Fortune 500 i poprosił 1000 pracowników biurowych o ocenę ich pod kątem „biznesowej trafności”. Ci sami uczestnicy wzięli też udział w teście polegającym na wyborze najlepszych decyzji w różnych scenariuszach zawodowych.

Okazało się, że osoby, które dostrzegały wartość w sztucznie napompowanym i zagmatwanym „korpobełkocie”, uzyskiwały niższe wyniki w zakresie myślenia analitycznego, refleksji i inteligencji płynnej. – Ludzie najbardziej podatni na korporacyjne bzdury konsekwentnie wybierali najgorsze rozwiązania przedstawionych im problemów – zauważa Littrell. Podkreśla przy tym, że wyniki nie były powiązane ani z branżą i dziedziną, w której pracowali uczestnicy, ani z ich poziomem wykształcenia. Na wyświechtane slogany nabierali się zarówno pracownicy księgowości, jak i marketingu czy finansów – osoby z tytułem licencjata i doktora.

– Każdy może się na to naciąć. W zależności od sytuacji ulegamy takim komunikatom, gdy są odpowiednio opakowane i trafiają w nasze uprzedzenia – tłumaczy badacz. Jednocześnie zaznacza, że podatność na korporacyjny bełkot ma też swoje jaśniejsze strony. Osoby, które bez większego zastanowienia przyjmowały takie przekazy, częściej postrzegały swoich przełożonych jako charyzmatycznych i wizjonerskich. Dzięki temu silniej utożsamiały się z misją firmy i deklarowały większą satysfakcję z pracy. A więc nawet jeśli źle odczytają dane z arkuszy kalkulacyjnych i narażą firmę na straty, to... przynajmniej będą przychodzić do biura z uśmiechem na ustach.

Artykuł opracowany na podstawie: Michael Sainato, „Workers who fall for ‘corporate bullshit’ may be worse at their jobs, study finds”, theguardian.com [dostęp: 25.03.2026]

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE