Osoby po czterdziestce mają dziś większe trudności ze znalezieniem pracy niż młodsi kandydaci, ponieważ pracodawcy utożsamiają wiek z bystrością, elastycznością i wydajnością. A jednak według najnowszych badań nasz szczyt możliwości psychicznych przypada między 55. a 60. rokiem życia. Co to oznacza – pytamy współautora badań prof. Marcina Zajenkowskiego z Uniwersytetu Warszawskiego.
- Prof. Marcin Zajenkowski zauważa, że w czasach kultu młodości, to osoby po dwudziestym lub trzydziestym roku życia mają większe szanse na rynku pracy. Uznaje się, że wraz z wejściem w wiek dojrzały nasz rozwój się kończy.
- „Tymczasem prawda jest znacznie bardziej złożona, bo wszystko zależy od tego, o jakich zdolnościach mówimy” – dodaje ekspert.
- Badacz rozróżnia inteligencję płynną, właściwą młodości i inteligencję skrystalizowaną, która kształtuje się później.
- Inteligencja płynna to m.in. zdolność szybkiego przetwarzania informacji i łączenia faktów, a inteligencja skrystalizowana to wiedza, doświadczenie, umiejętność syntezy informacji.
- Czym na plus wyróżniają się kandydaci do pracy po czterdziestce i jak wydłużyć nasz szczyt możliwości psychicznych? O tym również mówi prof. Marcin Zajenkowski.
Artykuł pochodzi z magazynu „Sens” 03/2026.
Izabela Nowakowska-Teofilak: Dawniej to osoby starsze uznawano za najmądrzejsze, bo miały największe życiowe doświadczenie. Współcześnie jednak świat zmienia się tak szybko, że coraz częściej zaczynamy sobie zdawać pytanie: kiedy zacznę wypadać z obiegu? Wiadomo, w jakim okresie życia nasze zdolności poznawcze są najlepiej rozwinięte, a kiedy już powoli zaczynają nas zawodzić?
Prof. Marcin Zajenkowski: Wydaje mi się, że tak jak dawniej ceniono starość, tak współcześnie przesadnie gloryfikujemy młodość, przyjmując, że to właśnie ona jest kluczowa i cały nasz rozwój kończy się wraz z nią. Tymczasem prawda jest znacznie bardziej złożona, bo wszystko zależy od tego, o jakich zdolnościach mówimy. Jeśli na przykład spojrzymy na tak zwaną inteligencję płynną, czyli zdolność szybkiego przetwarzania informacji, łączenia faktów, logicznego wnioskowania w nowych sytuacjach, to rzeczywiście jej szczyt przypada stosunkowo wcześnie, mniej więcej między 20. a 30. rokiem życia. Ale inteligencja płynna absolutnie nas nie definiuje.
Sukces życiowy – nie tylko zawodowy, ale też relacyjny – wymaga równowagi wielu cech, które mają różną dynamikę, i szczyt wielu z nich przypada w późniejszym okresie życia człowieka. Problem w tym, że przez lata nikt nie połączył tych wszystkich elementów w jeden wspólny obraz.
A zatem słynny iloraz inteligencji, który tak chętnie wyliczamy sobie w testach IQ, jest tylko fragmentem układanki, a nie gwarantem życiowego sukcesu?
Dokładnie tak. Tego typu testy mierzą przede wszystkim zdolności poznawcze, takie jak: logiczne myślenie, rozwiązywanie problemów, rozumowanie, zdolności werbalne i wzrokowo-przestrzenne. Nic nie mówią o kreatywności czy inteligencji emocjonalnej. A wiadomo, że sama szybkość myślenia bez innych kompetencji często prowadzi wręcz do różnych życiowych problemów i niepowodzeń.
Na przykład osoby, które mają wysoką inteligencję płynną i jest to ich jedyna, dominująca cecha, często mają trudności społeczne. Ograniczając się do takiej dominanty, możemy osiągnąć sukces w jakiejś wąskiej dziedzinie, ale żeby odnieść szerszy sukces życiowy, wszystkie cechy i zdolności psychiczne powinny być zbalansowane.
Mam koleżanki, które zaczęły studia po czterdziestce i każda z nich przyznaje, że miała obawy, czy da radę. Jednak niemal wszystkie są prymuskami, a przecież uczą się razem z dwudziestoparolatkami. Jakim cechom mogą zawdzięczać tę przewagę?
Bez wątpienia inteligencji skrystalizowanej, czyli wiedzy, doświadczeniu, umiejętności syntezy informacji, które gromadzimy przez całe życie. Ta forma inteligencji rozwija się znacznie dłużej i osiąga maksimum właśnie w późniejszym wieku. Ale, jak już wspomniałem, człowiek nie składa się wyłącznie z szeroko rozumianej inteligencji. Istnieje cały wachlarz innych cech psychicznych, które są równie istotne dla naszego funkcjonowania w świecie, na przykład: osobowość, empatia, inteligencja emocjonalna, zdolność podejmowania decyzji, odporność na błędy poznawcze, rozumienie norm społecznych i moralnych.
Podczas badań, które prowadziłem z prof. Gillesem Gignacem z Uniwersytetu Australii Zachodniej, zebraliśmy dane z dużych, wcześniejszych badań i wzięliśmy pod uwagę aż 16 różnych wskaźników. Dotychczas w badaniach naukowych każdy z nich analizowano osobno, ale przecież natura ludzka jest złożona, dlatego postanowiliśmy spojrzeć na nią całościowo.
Zamiast wyróżniać którąś z cech, wszystkie elementy połączyliśmy w jeden wspólny czynnik, który nazwaliśmy roboczo dojrzałością psychiczną. I okazało się, że osiągamy ją znacznie później, niż się powszechnie wydaje, czyli właśnie po czterdziestce, z pikiem między 55. a 60. rokiem życia.
Można powiedzieć, że to czas, w którym zbieramy owoce całej życiowej edukacji: od uniwersytetów przez pracę zawodową, doświadczenia życiowe po wiedzę o ludziach. A zatem pani koleżanki mogą kompensować sobie na przykład słabszą inteligencję płynną, czyli mniejszą szybkość przetwarzania informacji, lepszą strategią uczenia się, umiejętnością selekcji i syntezy wiedzy, większym doświadczeniem oraz dojrzałością psychiczną, a także wyższą odpornością na stres i błędy poznawcze. Podczas gdy ich dwudziestoparoletni koledzy i koleżanki ze studiów nie mają jeszcze dostępu do takich zasobów.
Czy wyniki, które uzyskaliście, dotyczą zarówno kobiet, jak i mężczyzn?
Tak, podczas badań nie zaobserwowaliśmy różnic determinowanych płcią. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni między 40. a 65. rokiem życia rozwijają najwyższe kompetencje do pełnienia ról decyzyjnych i odpowiedzialnych społecznie. Kiedy podzieliłem się efektami naszych badań w mediach społecznościowych, wiele osób pisało w komentarzach, że to bardzo optymistyczne i dające nadzieję, bo te wyniki świadczą o tym, że wszystko jeszcze przed nimi.
Z kolei pięćdziesięcio- czy sześćdziesięciolatkowie, którzy czują się wykluczani z rynku pracy, mogą przeformułować myślenie o sobie, wzmocnić poczucie własnej wartości, bo, jak widać, wiek niczego im nie odbiera; wręcz przeciwnie, sprawia, że mają do zaoferowania znacznie więcej niż młodsi pracownicy.
Biegła obsługa nowych technologii to nie wszystko. W większości zawodów, które wykonujemy, kluczowe są kompetencje społeczne, niezbędne w pracy zespołowej, negocjacjach, przy wystąpieniach publicznych, a także w budowaniu sieci kontaktów. To właśnie one umożliwiają efektywną komunikację, budowanie relacji, rozwiązywanie konfliktów, współpracę i adaptację w różnych sytuacjach zawodowych. Aby się tego wszystkiego nauczyć, potrzeba jednak czasu, dlatego umiejętności te w pełni rozwijamy w drugiej połowie życia.
Niestety, autorki książki „Peseloza” piszą o tym, że kobiety po czterdziestce stają się praktycznie niewidoczne na rynku pracy. Zwalniane z powodu restrukturyzacji firm, często mają trudności z ponownym zatrudnieniem na podobnym stanowisku, ponieważ pracodawcy utożsamiają wiek z efektywnością. Czy to nie ironia losu?
Te błędne przekonania pracodawców biorą się głównie z przeceniania inteligencji płynnej. Faktycznie, jak się spojrzy na sukcesy ludzi, to w pewnych dziedzinach najłatwiej je osiągnąć między 20. a 30. rokiem życia. Warto jednak zwrócić uwagę na to, jakie to są dziedziny. Należy do nich choćby matematyka. A zatem młody człowiek bez wątpienia szybciej policzy wynik w tabelce, ale za to dojrzały pracownik dokładniej go przeanalizuje, wyciągnie z niego bardziej pogłębione wnioski i opracuje lepszą strategię działania na przyszłość.
W podejmowaniu odpowiedzialnych decyzji kluczowa jest dojrzałość psychiczna, która rozwija się znacznie później. Podobnie jak umiejętność zarządzania ludźmi czy współpracy. Czy chciałaby pani mieć dwudziestoletniego szefa, lidera, przełożonego? Raczej nie, bo teoria, elokwencja, dynamiczność, elastyczność i umiejętność sprawnego obsługiwania nowych technologii to nie wszystko.
Pewne zdolności człowieka od tysięcy lat się nie zmieniają. Należą do nich na przykład szeroko pojęte relacje międzyludzkie, z którymi ludzie dojrzali radzą sobie lepiej przez samo doświadczenie. Te zdolności społeczne, umiejętność rozumienia innych, czyli tak zwana mądrość życiową, mogą przekazywać młodszym pracownikom między innymi poprzez mądre zarządzanie zespołem. Zatem po czterdziestce człowiek być może nie będzie mieć spektakularnych osiągnięć matematyczno-logicznych, ale za to może się lepiej wykazać na poziomie społecznym. Żeby dobrze rozumieć złożone sytuacje społeczne, konflikty, relacje międzyludzkie, trzeba po prostu trochę pożyć. A w obecnych czasach samotności i trudności relacyjnych są to umiejętności na wagę złota. Myślę więc, że kluczową zasługą naszego badania jest podważenie bezrefleksyjnego kultu młodości, która oczywiście ma wiele do zaoferowania, ale też ma swoje ograniczenia.
A czy są takie zdolności, które się nie starzeją, nie słabną z wiekiem?
Niestety nie. Analizując wszystkie badania, widzimy wyraźną trajektorię, czyli wzrost wszystkich kompetencji do około 65. roku życia, a potem następuje stopniowy spadek. Po 70.–80. roku życia pogorszenie funkcjonowania poznawczego i przyswajania nowych informacji zaczyna być już wyraźne. Dlatego obejmowanie funkcji lidera zbyt późno też może nie być dobre. Tymczasem wielu czołowych polityków należy właśnie do tej grupy wiekowej, w której obserwuje się obniżenie kluczowych dla zarządzania kompetencji.
Czy późna edukacja lub aktywny styl życia mogą wydłużyć nasz szczyt możliwości psychicznych?
Zdecydowanie tak. Istnieje koncepcja psychologiczna, nazywana typowym zaangażowaniem poznawczym, mówiąca, że ludzie poniekąd z natury różnią się tym, na ile lubią wysiłek intelektualny, taki jak: czytanie, uczenie się, słuchanie ambitnych podcastów, kontakt ze sztuką. Wiemy z badań, że ci, którzy chętniej podejmują takie aktywności, dłużej utrzymują sprawność poznawczą i intelektualną. Regularne i nieustające ćwiczenie mózgu utrzymuje go w dobrej kondycji. A zatem późna edukacja bez wątpienia jest wskazana, przy czym niekoniecznie trzeba ją rozumieć jako edukację systemową, uniwersytecką. Ćwiczeniem dla mózgu jest też zdobywanie nowych umiejętności – nauka szydełkowania, jazdy na nartach czy gry na instrumencie, czyli angażowanie się w różne przedsięwzięcia niekoniecznie nastawione na wymierny efekt, taki jak zarobek, awans zawodowy czy społeczny. Często zapominamy o tym, że rozwija nas również to, co robimy dla czystej przyjemności.
Krótko mówiąc, warto mieć jakieś pasje, zainteresowania, próbować różnych rzeczy, doświadczać, nie bać się tego, że na coś jest już za późno, i nieustannie pielęgnować w sobie ciekawość świata.
Marcin Zajenkowski – prof. nauk społecznych, kierownik Pracowni Osobowości, Inteligencji i Procesów Poznawczych na Wydziale Psychologii Uniwersytetu Warszawskiego. Laureat IgNobla 2025 za badania nad narcyzmem, redaktor prestiżowych czasopism „Personality and Individual Differences” i „Journal of Personality”