1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Książki
  4. >
  5. „Życie jest za krótkie na złe książki”. Jak sprawić, by czytanie przestało być obowiązkiem? Poznaj zasadę Nancy Pearl

„Życie jest za krótkie na złe książki”. Jak sprawić, by czytanie przestało być obowiązkiem? Poznaj zasadę Nancy Pearl

(Fot. Olga Rolenko/Getty Images)
(Fot. Olga Rolenko/Getty Images)
Czasem już pierwsze zdanie decyduje – otwierasz książkę i po kilku słowach wiesz, że przepadłaś. Ale bywa też inaczej – kilkanaście stron zamienia się w kilkadziesiąt, a ty czytasz już nie z ciekawości, tylko z poczucia obowiązku, wmawiając sobie, że „może jeszcze się rozkręci”. No bo jak tak odłożyć lekturę w połowie? Ot, po prostu. Poznaj zasadę 50 stron Nancy Pearl.

Dobrze to znam, bo przez lata miałam właśnie takie podejście – skoro już zaczęłam książkę, to powinnam ją skończyć. Ale brutalna prawda jest taka, że nawet jeśli codziennie będziesz pochłaniała jedną pozycję, nie dasz rady przeczytać wszystkich, które zostały opublikowane (i których cały czas przybywa…). Po co więc zmuszać się do tego, by za wszelką cenę skończyć książkę, która nie daje ci przyjemności, tylko jest drogą przez mękę? I właśnie tu wkracza zasada 50 stron.

Czytaj także: Kupujesz książki, które potem piętrzą się na „stosie hańby”? To zjawisko ma swoją nazwę

Na czym polega zasada 50 stron Nancy Pearl?

Nancy Pearl to amerykańska bibliotekarka, autorka książek i krytyczka literacka, która przez dekady pomagała ludziom znajdować tytuły skrojone pod ich gust. Z tej praktyki wyciągnęła prosty wniosek: jeśli po 50 stronach książka cię nie wciąga – odłóż ją. Bez wyrzutów sumienia i poczucia winy, za to ze świadomością, że to nie jest lektura dla ciebie – przynajmniej nie teraz.

Zresztą Pearl poszła o krok dalej: – Zasada 50 sprawdzała się znakomicie, aż sama przekroczyłam pięćdziesiątkę. Gdy zmierzałam ku sześćdziesiątce – i dalej – nie mogłam już dłużej ignorować pewnej oczywistości: czas, który pozostał mi na czytanie, kurczył się, a świat książek, które chciałam przeczytać, był – jeśli w ogóle – coraz rozleglejszy. W pewnym błysku geniuszu – i pozwolę sobie tak to nazwać – uświadomiłam sobie, że moja zasada 50 jest niepełna. Potrzebowała uzupełnienia. I oto ono: jeśli masz 51 lat lub więcej, odejmij swój wiek od 100, a wynik – który z każdym rokiem jest oczywiście coraz mniejszy – to liczba stron, które powinnaś przeczytać, zanim będziesz mogła odłożyć książkę bez wyrzutów sumienia. Jak mówi przysłowie: »Wiek ma swoje przywileje«. A ostatecznym przywilejem wieku jest oczywiście to, że gdy skończysz 100 lat, zasada 50 oficjalnie upoważnia cię do oceniania książki po okładce – tłumaczyła w rozmowie z The Globe & Mail.

A choć ta zasada w gruncie rzeczy wcale nie jest turboodkrywcza – trzeba przyznać, że ma w sobie coś wyzwalającego. W dobie kultu produktywności i „dowożenia” za wszelką cenę rzadko pozwalamy sobie na to, by coś odpuścić. Nawet jeśli jest to coś tak z pozoru prostego jak czytanie nudnej książki.

I nie chodzi tu wcale o to, żeby czytać tylko to, co „łatwe, lekkie i przyjemne”. Niektóre książki angażują intelektualnie, więc wymagają odpowiedniego skupienia i czasu, by się w nie „wgryźć”. Sęk w tym, by nie mylić literackiego wyzwania z brakiem odczuwania przyjemności. Kiedy masz poczucie, że książka jest trudna, ale mimo to jej lektura daje ci satysfakcję – to dobry znak. Problem zaczyna się wtedy, kiedy co kilka stron myślisz: „Proszę, niech to się już skończy”.

PS Nie muszę chyba dodawać, że ta zasada dotyczy raczej czytania dla przyjemności, a nie z obowiązku – na studia, do pracy itp.

Czytaj także: Jak wrócić do nawyku czytania książek? 7 sposobów od bibliotekarzy i psychologów, które naprawdę działają

Szkoda życia na czytanie złych książek

Umówmy się: każda książka ma jakąś wartość – ale nie każda musi mieć wartość dla ciebie. Często trzymamy się tytułów, których wcale nie mamy ochoty dalej czytać, z bardzo konkretnych powodów. Bo wszyscy je polecają, bo zdobyły nagrody, bo nie wypada ich nie znać, bo wydaliśmy na nie pieniądze. Albo dlatego, że od najmłodszych lat uczono nas, że niedokończenie książki świadczy o lenistwie czy braku dyscypliny.

Psychologowie nazywają to efektem utopionych kosztów. To mechanizm, który sprawia, że trwamy przy czymś nie dlatego, że nadal nam to służy, ale dlatego, że już zainwestowaliśmy czas, pieniądze albo uwagę. Kupiona książka, kilkadziesiąt przeczytanych stron, entuzjastyczna rekomendacja koleżanki – to wszystko sprawia, że trudniej nam powiedzieć „nie, dziękuję”. Mózg interpretuje rezygnację jako stratę, choć w rzeczywistości to właśnie kontynuowanie jest stratą – tym razem czasu, którego nie odzyskamy.

Co więcej, jeśli zmuszasz się do czytania pozycji, które nie sprawiają ci przyjemności, stopniowo zabijasz w sobie radość z czytania w ogóle. Jeśli mózg zaczyna kojarzyć sięganie po książki z przykrym obowiązkiem, to prędzej czy później wcale nie będziesz po nie sięgać. 50 stron to zaś uczciwa szansa – wystarczająco dużo, żeby poczuć rytm narracji, poznać bohaterów czy wejść w klimat książki. Jeśli po tym czasie nadal czujesz obojętność albo aktywną niechęć, pozwól sobie wybrać inną lekturę.

Paradoksalnie to odkładanie książek może sprawić, że zaczniemy czytać więcej – i z większą radością. Kiedy bowiem przestajemy traktować każdą lekturę jak zobowiązanie, łatwiej wraca ciekawość – zamiast tkwić przez trzy tygodnie w historii, która nas nuży, możemy znaleźć taką, dla której warto zarwać noc. No i kto wie, może w przyszłości raz jeszcze postanowisz dać szansę książce, którą dziś odłożyłaś na półkę. A jeśli nie – to też jest w porządku.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE