Uroczy komediodramat o kobiecie w średnim wieku, która przeprowadza się do malowniczej Francji, aby na nowo pokochać siebie i odzyskać radość z życia, podbija właśnie Netflixa. Widzowie, którzy widzieli już tę produkcję, są zgodni: ta utrzymana w klimacie „Jedz, módl się, kochaj” nowość platformy poprawia nastrój lepiej niż kieliszek dobrego wina w paryskim bistro.
W tej historii, jak w lustrze, przejrzy się z pewnością wiele dojrzałych kobiet. Nowy hit Netflixa to bowiem urocza opowieść o 49-letniej Szwedce (Eva Melander), której dzieci już dorosły i wyprowadziły się z domu, a mąż całkowicie poświęcił się zdrowemu stylowi życia – kąpielom w lodowatej wodzie i kolarstwu wyczynowemu. Agneta czuje się więc coraz bardziej niewidzialna. Co gorsza, właśnie straciła pracę, co tylko potęguję poczucie zagubienia i odłączenia od rzeczywistości. Jedyne, co przynosi jej radość, to francuski styl życia – jedzenie sera i picie wina. Niestety, jej mąż nie pozwala na „niezdrowe” jedzenie w domu, więc Agenta musi je ukrywać i jeść w tajemnicy. Z tego też powodu małżonkowie śpią osobno. Tym lepiej dla niej, bo to daje jej choć trochę przestrzeni dla siebie. Właśnie wtedy Agneta ucieka w swoje małe przyjemności – tak zresztą żyła przez całe dekady, podczas gdy mąż prowadził zupełnie inne, aktywne życie ze swoją trenerką.
Czytaj także: Filmy jak witaminy – 8 produkcji, po których od razu poczujesz się lepiej
(Fot. materiały prasowe)
Pod wpływem impulsu kobieta wysyła więc zgłoszenie o pracę jako au pair i wyjeżdża do malowniczej Prowansji na południu Francji. Na miejscu okazuje się jednak, że ma opiekować się starszym, ekscentrycznym mężczyzną mieszkającym w starym klasztorze. Wszyscy w wiosce są jednak dla niej przemili, w tym sąsiadka Bonibelle i Fabien, szef kuchni w pobliskiej restauracji, a Agneta szybko odkrywa, że w nowym miejscu czuje się zaskakująco dobrze, zaczyna budować nowe relacje i odzyskiwać radość życia.
(Fot. materiały prasowe)
Zrealizowana na podstawie światowego bestsellera „Je m’appelle Agneta” zbiera wyjątkowo dobre reakcje widzów, którzy podkreślają jego lekkość, emocjonalną siłę i pozytywny, niemalże uskrzydlający przekaz. W recenzjach zachwycają się oni także stroną realizacyjną produkcji oraz udaną główną kreacją aktorską, a sam film bywa określany jako „perełka” i tytuł, od której trudno się oderwać. Chwalony jest też jego humor oraz optymistyczny ton, który otula niczym ciepły koc w chłodny dzień.
Czytaj także: Czujesz się zagubiony w życiu? Te wciągające filmy dadzą ci nadzieję, siłę i ugruntowanie
(Fot. materiały prasowe)
Sporo widzów zwraca też uwagę na uniwersalny, bliski szczególnie dojrzałym kobietom wydźwięk opowieści o odzyskiwaniu siebie i pokonywaniu kompleksów. Ciężko się z tymi opiniami nie zgodzić, bo „Je m’appelle Agneta” to naprawdę inspirująca historia wyzwolenia i samoakceptacji (gwarantujemy, że zakończenie zmusi was do refleksji, a finałowy monolog doprowadzi do łez). „Je m’appelle Agneta” jest w zasadzie okrojoną wersją „Jedz, módl się, kochaj” – pogodnym komediodramatem o dojrzałej kobiecie, która ucieka od nudnej rzeczywistości, aby na nowo odnaleźć siebie w idyllicznym miejscu. Melander, choć niesamowicie ujmującą, nie jest co prawda Julią Roberts, ale o to właśnie chodzi, bo „Je m’appelle Agneta” zdecydowanie nie ma być efektowną baśnią.
(Fot. materiały prasowe)
Sam seans przypomina bowiem, że zaczynanie od nowa jest trudne, ale nie niemożliwe, a bycie sobą to coś absolutnie cudownego. I chociaż historia momentami popada w karykaturalny melodramatyzm, to naprawdę urocze i rozgrzewające serce kino, które bawi, wzrusza i zostawia z poczuciem dobrze spędzonego czasu. Jeśli kochacie francuski klimat i podnoszące na duchu historie, ten film zdecydowanie jest dla was.
Czytaj także: 12 filmów „na wyciszenie”, które otulają jak ciepły koc. Idealne na wieczór, gdy masz wszystkiego dość
„Je m’appelle Agneta” obejrzeć można na Netflixie.