1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Książki
  4. >
  5. Książki ze światowego kanonu, które mogły ujść twojej uwadze. Te 5 tytułów warto nadrobić

Książki ze światowego kanonu, które mogły ujść twojej uwadze. Te 5 tytułów warto nadrobić

(Fot. lisegagne/Getty Images)
(Fot. lisegagne/Getty Images)
Można znać nazwiska, kojarzyć tytuły, a jednak wciąż odkładać je „na kiedyś”. Bo zawsze znajdzie się coś pilniejszego: bardziej oczywisty klasyk, głośna nowość, książka, o której akurat wszyscy mówią. I tak nawet te powieści, które od lat należą do światowego kanonu, potrafią czekać na swoją kolej zaskakująco długo. Wybrałam pięć takich tytułów – ważnych, docenionych, a jednocześnie często omijanych przy pierwszych czytelniczych wyborach. Jeśli gdzieś ci umknęły, to dobry moment, żeby je nadrobić.

„Martwe dusze”, Nikołaj Gogol

Punktem wyjścia jest pomysł, który brzmi niemal jak żart: Paweł Cziczikow podróżuje po rosyjskiej prowincji i skupuje tytułowe „martwe dusze”, czyli zmarłych chłopów, którzy wciąż figurują w urzędowych rejestrach. Dzięki temu może sztucznie zawyżyć swój majątek. Ten dość osobliwy proceder staje się pretekstem do spotkań z całą galerią barwnych właścicieli ziemskich – od groteskowych po niepokojąco prawdziwych.

Gogol wykorzystuje tę historię, by rozebrać na części rosyjską rzeczywistość XIX wieku: biurokrację, społeczne pozory i moralną pustkę. „Martwe dusze” często określa się jako powieść-satyrę, ale równie ważne jest to, jak autor operuje groteską – balansując między humorem a czymś zdecydowanie bardziej gorzkim. To książka, która potrafi rozbawić, a chwilę później zostawia z poczuciem, że śmiech był trochę nie na miejscu. Co ciekawe, Gogol planował „Martwe dusze” jako trylogię na wzór „Boskiej komedii” Dantego – pierwsza miała być „piekłem” rosyjskiego społeczeństwa. Drugiej jednak nigdy nie ukończył, trzeciej w ogóle nie napisał.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Czytaj także: Od tych książek zacznij znajomość wielkiej literatury, żeby się nie zniechęcić. 5 tytułów na start

„Pani Dalloway”, Virginia Woolf

Akcja tej powieści zamyka się w jednym dniu z życia Clarissy Dalloway, która przygotowuje przyjęcie w swoim londyńskim domu. Niewiele? Tylko pozornie. W trakcie zwykłych czynności – spaceru po mieście, wyjścia po kwiaty, rozmów – odsłania się cała sieć wspomnień, relacji i niewypowiedzianych emocji.

Najważniejsze jest tu jednak to, jak Virginia Woolf opowiada tę historię. „Pani Dalloway” to jeden z najsłynniejszych przykładów strumienia świadomości w literaturze – narracja płynnie przechodzi między myślami bohaterów, często bez wyraźnych granic. Dzięki temu czytelnik nie tyle śledzi fabułę, ile zanurza się w przeżycia postaci. W ten sposób zwykły dzień staje się pretekstem do opowiedzenia o całym życiu i pokazania, jak bardzo przeszłość potrafi współistnieć z teraźniejszością.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

„Szkarłatna litera”, Nathaniel Hawthorne

XVII-wieczny Boston. Hester Prynne zostaje publicznie napiętnowana za cudzołóstwo i zmuszona do noszenia na piersi czerwonej litery „A” [od angielskiego słowa „adultery”, czyli cudzołóstwo – przyp. red.]. Kobieta, żyjąca na marginesie purytańskiej społeczności, przez kolejne lata poświęca się opiece nad córką oraz potrzebującymi, a jednocześnie próbuje uchronić od zguby kochanka, którego tożsamości zaczyna domyślać się Roger Chillingworth, jej mąż.

Hawthorne buduje wokół tego prostego punktu wyjścia wielowarstwową opowieść o winie, karze i hipokryzji. Kluczowy jest tu symbol – tytułowa litera zmienia znaczenie w zależności od tego, kto na nią patrzy i w jakim momencie historii. To jedna z pierwszych wielkich powieści amerykańskich, która tak wyraźnie pokazuje napięcie między jednostką a społeczeństwem. Dziś czyta się ją nie tylko jako historię o moralności, ale też o tym, jak łatwo społeczny osąd zastępuje zrozumienie.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

„Kubuś fatalista i jego pan”, Denis Diderot

Na poziomie fabuły to dość prosta historia: Kubuś i jego pan podróżują i prowadzą rozmowy na różne tematy. Problem w tym, że historia co chwilę się urywa, rozgałęzia i wraca do punktu wyjścia, a narrator bez skrępowania komentuje własną opowieść, wchodząc w dialog z czytelnikiem.

Diderot bawił się formą na długo przed tym, zanim stało się to modne. Przerywa opowieść w kluczowych momentach, wtrąca dygresje, podważa wiarygodność narracji. Efekt? Powiastka filozoficzna, która momentami przypomina rozmowę z kimś, kto ciągle gubi wątek, ale robi to z pełną świadomością. Przy okazji przewija się tu pytanie o wolną wolę i fatalizm – czy naprawdę decydujemy o swoim losie, czy tylko odgrywamy to, co już zostało z góry zapisane? To zaskakująco aktualna książka, jak na to, że powstała w XVIII wieku i jestem przekonana, że podczas lektury nieraz się uśmiechniesz.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Czytaj także: 5 książek z wyższej półki, które zna każdy, ale niewielu naprawdę czytało. Dzięki nim zabłyśniesz w towarzystwie

„Rzeźnia numer pięć”, Kurt Vonnegut

Billy Pilgrim funkcjonuje poza zwykłym porządkiem czasu – raz jest amerykańskim żołnierzem w czasie II wojny światowej, raz optometrystą w powojennej Ameryce, a innym razem… trafia na obcą planetę. Brzmi jak science fiction, ale osią powieści pozostaje doświadczenie wojny, a konkretnie bombardowanie Drezna, którego Vonnegut sam był świadkiem.

Nielinearna konstrukcja nie jest tu tylko formalnym eksperymentem. Rozbita chronologia dobrze oddaje chaos doświadczenia wojny i rozpad poczucia ciągłości. Charakterystyczne powracające zdanie „i tak to bywa” staje się z kolei gorzkim komentarzem do nieuchronności śmierci. „Rzeźnia numer pięć” uchodzi za jedną z najważniejszych antywojennych powieści XX wieku – właśnie dlatego, że unika patosu i zamiast tego pokazuje absurd i bezradność wobec przemocy.

(Fot. materiały prasowe) (Fot. materiały prasowe)

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE