„To wszystko.” – pozornie zwykłe zdanie w ustach Mirandy Priestly, zwieńczone kropką nienawiści, stało się wyznacznikiem najgorszego, co można usłyszeć w miejscu pracy. Jej wykład o kolorze modrym z jednej strony bawił, ale idę o zakład, że niektórym pracownikom branży modowej wciąż śni się po nocach. Oczy lustrujące od stóp do głów, usta sznurujące się w grymasie niezadowolenia – w 2006 roku Meryl Streep wykreowała jedną z najstraszniejszych szefowych w historii kina. Ale nie jest to jedyna diabelska rola w jej repertuarze.
Gdyby zrobić listę kobiecych postaci, które budziły w widzach negatywne uczucia, nazwisko Meryl Streep pojawiałoby się na niej zaskakująco często. Wybitna aktorka często wybierała kontrowersyjne, wymagające odwagi role, by później mierzyć się z ich konsekwencjami. Nie poszło to jednak na marne. 21 nominacji do Oscara i 3 zdobyte statuetki – już same te liczby mówią o wartości pracy Streep, ale miała ona także duże znaczenie kulturowe. Wątpliwe moralnie bohaterki, które stworzyła przyczyniły się do zniesienia wielu stereotypów związanych z płcią i wzmocniły wpływ kobiet na historię opowiadaną na ekranie. Oto najbardziej diabelskie z nich!
W topce najbardziej znienawidzonych kobiet kina znalazłaby się z pewnością Joanna Kramer ze „Sprawy Kramerów” w reżyserii Roberta Bentona. Kobieta niespełniona, która z dnia na dzień postanawia porzucić swojego męża (w tej roli równie wspaniały Dustin Hoffman) i kilkuletniego synka, by pójść za głosem serca. Przerażony ojciec musi niespodziewanie odnaleźć się w roli opiekuna i połączyć obowiązki ojca z pracą. Gdy jego codzienność zaczyna się stabilizować, do miasta wraca Joanna, która chce zabrać syna ze sobą. Byłe małżeństwo rozpoczyna zaciętą walkę. Tytułowy spór sądowy dotyczy praw do opieki nad małym Billy'm (Justin Henry).
Pod koniec lat 70. wybór bohaterki Meryl Streep był pogwałceniem patriarchalnych praw, ale już wtedy przyniósł Meryl Streep Oscara. Dziś zadajemy sobie pytanie, jak bardzo Joanna musiała być nieszczęśliwa, by odciąć się od rodziny i zostawić ukochanego syna. I jak nieczuły na jej potrzeby musiał być mąż, żeby nie zauważyć, co się święci.
Meryl Streep w filmie „Sprawa Kramerów” (Fot. materiały prasowe)
Niewiele jest osób, które „Wybór Zofii” w reżyserii Alana J. Pakuli, są w stanie zobaczyć więcej niż jeden raz. Choć jest to film znakomity. Wszystko za sprawą Meryl Streep w roli wyrodnej matki, która robi swojemu dziecku najgorszą możliwą rzecz – skazuje je na śmierć.
Aktorka wciela się w polską imigrantkę Zofię Zawistowską (Meryl mówi nawet kilka zdań łamaną polszczyzną), która przebywała w obozie w Auschwitz. Po tym jak udaje jej się przedostać z Polski do Stanów Zjednoczonych, wdaje się w związek z chorobliwie zazdrosnym schizofrenikiem Nathanem Landauem (Kevin Kline). Jej prawdziwą tożsamość ujawnia pisarz i sąsiad Stingo (Peter MacNicol). A wraz z nią straszną tajemnicę: po przybyciu do Auschwitz Zofia została zmuszona do podjęcia decyzji, które z jej dwójki dzieci zostanie wysłane do komory gazowej.
Za rolę matki stojącej przed niemożliwym wyborem Meryl Streep dostała Oscara.
Meryl Streep w filmie „Wybór Zofii” (Fot. materiały prasowe)
Posągowa, nieugięta uroda Meryl Streep sprawdziła się również w nomen omen „Diablicy” w reżyserii Susan Seidelman. Amerykańska aktorka zagrała spełnienie najgorszych koszmarów oraz wyjątkowo wdzięczny obiekt nienawiści: kochankę „kradnącą” męża. Narcystyczna, ubrana w różowe satyny, poczytna pisarka została stworzona tak, by wzbudzać niechęć od pierwszej minuty na ekranie. Widzowie stoją murem za gospodynią domową, porzuconą matką, walczącą z nadwagą Ruth (Roseanne Barr), która planuje zemstę na kochankach.
Film, który spokojnie mógłby opowiadać o nienawiści między kobietami, okazuje się tak naprawdę historią o kobiecej sile i wsparciu. Ostatecznie bohaterki diagnozują prawdziwy powód swoich nieszczęść: niewiernego mężczyznę. I to on dostaje od życia to, na co zasłużył.
Meryl Streep w filmie „Diablica” (Fot. materiały prasowe)
Jeśli u Susan Seidelman Meryl zagrała diablicę z natury, w filmie „Ze śmiercią jej do twarzy” jej postać potrzebuje już prawdziwych egzorcyzmów. Czarna komedia w reżyserii Roberta Zemeckisa opowiada o skrajnie egocentrycznej aktorce Madeline Ashton (Meryl Streep), która słynie ze sztuki uwodzenia. Z powiedzeniem odbija partnerów dawnej szkolnej koleżanki, nieśmiałej pisarki Helen Sharp (Goldie Hawn). Ostateczną zdradą ze strony Madeline jest poślubienie jej byłego narzeczonego, cenionego chirurga plastycznego Ernesta Menville’a (Bruce Willis). Po kilku latach w małżeństwie aktorki i chirurga pojawia się kryzys. Drżąca o zainteresowanie męża i swoją przemijającą młodość Madeline wypija eliksir młodości, który daje jej urodę i nieśmiertelność. W tym samym czasie Helen realizuje plan zemsty: pragnie namówić Ernesta do zamordowania żony.
Przewrotna komedia Zemeckisa także zaczyna się od zdrady i kobiecej nienawiści. W pogoni za wiecznym pięknem zdesperowane bohaterki robią rzeczy potworne i uwłaczające. Ich rywalizacja jednak także kończy się progresywnie: czułą i nieśmiertelną przyjaźnią.
Meryl Streep w filmie „Ze śmiercią jej do twarzy” (Fot. materiały prasowe)
Jedni powiedzą, że Francesca Johnson z „Co się wydarzyło w Madison County” wreszcie zrobiła coś dla siebie, inni, bardziej konserwatywni, stwierdzą, że zrobiła coś niewybaczalnego. Jaki by nie był werdykt, rola Meryl Streep po raz kolejny rzuciła wyzwanie widowni. Film na podstawie powieści Robert James Waller, w reżyserii Clinta Eastwooda, śledzi losy Franceski, pochodzącej z Włoch amerykańskiej gospodyni domowej. Gdy jej mąż i dwójka dzieci wyjeżdżają, by wziąć udział w stanowym jarmarku, kobieta niespodziewanie nawiązuje znajomość z Robertem Kincaidem, fotoreporterem National Geographic (sam Clint Eastwood), który przyjeżdża do hrabstwa, by sfotografować historyczne mosty. Ich romans trwa tylko cztery dni, ale jest tak namiętny, że kobieta poważnie rozważa ucieczkę. Ostatecznie jednak wybiera lojalność. Postanawia zostać w nieszczęśliwym związku, zachowując w pamięci wspomnienie niesamowitego romansu.
To historia o tym, że miłosna przygoda, choć ciężka do usprawiedliwienia, może mieć pozytywny wpływ na kochanków. Czyli nie taki diabeł straszny, jak go malują.
Meryl Streep w filmie „
Co się wydarzyło w Madison County” (Fot. materiały prasowe)