- W parach, które mają zadatki na toksyczne tych dwoje jest dla siebie całym światem - mówi psycholog, Paweł Droździak.
Zazdrość o karierę partnera, rezygnacja z własnych ambicji, życie „pod cudzy sukces” – to nie scenariusz melodramatu, tylko codzienność wielu związków. W 4. odcinku podcastu „Porozmawiajmy o miłości z Pawłem Droździakiem” Agnieszka Radomska rozkłada na czynniki pierwsze napięcia, które pojawiają się tam, gdzie miłość splata się z ambicją. I zadają niewygodne pytanie: czy naprawdę umiemy być razem, gdy jedno z nas zaczyna świecić jaśniej?
W teorii wszystko brzmi prosto: „sukces partnera powinien motywować” – mówi Paweł Droździak. W praktyce jednak sukces drugiej osoby często działa jak lustro. Pokazuje nasze niespełnione ambicje, odkładane marzenia, decyzje, których nie podjęliśmy.
To właśnie wtedy w relacji pojawia się cichy sabotaż. Niby kibicujemy, ale gdzieś pod spodem rośnie napięcie. Bo jeśli on lub ona idzie do przodu, to co to mówi o mnie?
Droździak nie zostawia złudzeń: „obie osoby coś zyskują i coś tracą”. Związek nie jest systemem o zerowej sumie, ale wymaga ciągłych negocjacji. Jedno rozwija karierę – drugie częściej przejmuje logistykę życia. Jedno ryzykuje – drugie stabilizuje. Problem zaczyna się wtedy, gdy ten układ przestaje być świadomy.
Najbardziej dramatyczne zdanie w związkach rzadko pada na początku, zwykle pojawia się po latach: „Wszystko ci poświęciłam, a ty mnie zostawiłeś z niczym”. To zdanie jest jak rachunek, który ktoś wystawia po latach inwestowania w cudze życie, najczęściej są to kobiety. Ponad połowa z nas jest wypalona zarządzaniem codziennością i rozważa skrócenie czasu pracy (badania Instytutu Gallupa, 2022). To nie tylko statystyka – to sygnał, że wiele kobiet funkcjonuje w trybie ciągłego „dawania”.
Droździak ostrzega: „można całego siebie dać, ale wcale nie dostać zwrotu”. Bo miłość to nie lokata kapitału. Nie działa według zasad: im więcej włożysz, tym więcej odzyskasz.
W wielu związkach budujemy swoją wartość na tym, że jesteśmy potrzebni. Ogarniający, wspierający, niezastąpieni. Tyle że „niezbędność” często rodzi zależność, a nie bliskość. - Czym innym jest bycie niezbędną, a czymś innym jest bycie pragnioną. My to czasem mylimy” - mówi ekspert.
Z czasem pojawia się niebezpieczne przesunięcie: zamiast być wybieranym – stajemy się funkcją. A funkcje się wykorzystuje, nie kocha.
Co jeśli w parze pojawia się zazdrość o sukcesy partnera? To pytanie, które rzadko pada głośno, bo zazdrość nie pasuje do obrazu „dojrzałej relacji”. A jednak istnieje. I bywa niszcząca.
Droździak mówi wprost: „w parach, które mają zadatki na toksyczne, to tych dwoje jest dla siebie całym światem”. Brzmi romantycznie? Tylko pozornie. Bo kiedy cały sens życia zamykamy w jednej osobie, każdy jej sukces lub porażka urasta do rangi osobistego dramatu. W takich układach łatwo o komunikaty typu: „beze mnie jesteś nikim”. To już nie miłość – to walka o władzę.
Czy da się uniknąć tych napięć? Paweł Droździak sugeruje, że potrzebujemy czegoś więcej niż dobrej woli: „muszą mieć ego z żelaza”.
Nie chodzi o egoizm, ale o stabilne poczucie własnej wartości. Takie, które nie rozpada się, gdy partner odnosi sukces i o codzienną, małą pracę: „każdego dnia nie zrobię jakiejś małej rzeczy”. To zdanie można czytać przewrotnie – jako przypomnienie, że relacja nie utrzyma się sama. Że zaniedbania kumulują się szybciej niż wysiłek.
Na koniec Droździak rzuca zdanie, które może brzmieć bezlitośnie: „warto robić casting na partnera”. Nie chodzi o selekcję jak w reality show, ale o świadomość wyboru. O zadanie sobie pytań: czy ta osoba uniesie mój rozwój? Czy ja uniosę jej sukces? Czy potrafimy być razem bez rezygnowania z siebie?
Bo miłość w wersji dojrzałej to nie fuzja dwóch istnień, a raczej trudna sztuka bycia obok – bez zazdrości, bez rozliczeń, bez utraty własnego kierunku.