Dzięki nowemu dyrektorowi kreatywnemu Matthieu Blazy'emu legendarny francuski dom mody wraca do gry i podobnie jak za czasów Coco Chanel
i Karla Lagerfelda staje się marką, która wyznacza nowe kierunki.
Artykuł pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 04/2026
Podczas tygodnia mody wiosna-lato 2026 roku mieliśmy okazję zobaczyć coś absolutnie niespotykanego. Debiutanckie kolekcje zaprezentowało aż 15 projektantów, w tym nowi dyrektorzy kreatywni w domach mody, które wyznaczają kierunki dla całej branży: Demna Gvasalia dla Gucci, Pierpaolo Piccioli dla Balenciagi, Louise Trotter dla Bottegi Venety oraz Jonathan Anderson dla Diora.
Jednak żadna z premierowych kolekcji tych marek nie została przyjęta tak entuzjastycznie przez opinię publiczną, jak pierwsza kolekcja Matthieu Blazy’ego dla Chanel. „Powiew świeżości”, „Przywrócił Chanel do życia” „Nowa energia w domu mody”, „Nie Chanel twojej babci”, „Pewny siebie, współczesny język projektowy” – pisała zachwycona prasa po zakończeniu pokazu.
Matthieu Blazy został zatrudniony na stanowisku dyrektora kreatywnego Chanel pod koniec 2024 roku, aby przywrócić marce jej blask i dawno utraconą nowoczesność. Po śmierci Karla Lagerfelda w 2018 roku stery w Chanel przejęła Virginie Viard, jego wieloletnia prawa ręka. Jej bardzo silne przywiązanie do wizji kobiety Chanel wykreowanej przez Lagerfelda sprawiło jednak, że przez kolejne sezony oglądaliśmy wciąż to samo: coraz mniej ekscytujące tweedowe „mundurki” dla wytwornych dam rodem z Upper East Side.
Bogata historia i dziedzictwo Chanel mogłoby przytłoczyć, jednak Matthieu Blazy’ego napędziły do działania. Projektant rozkodował DNA Chanel i połączył na nowo wszystkie znane elementy marki.
Chanel wiosna 2026 (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Chanel wiosna 2026 (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Na wybiegu zobaczyliśmy gładkie tweedowe zestawy ze skróconymi żakietami i spódnicami o obniżonej talii i z głębokim rozcięciem, czarno-białe stylizacje, nawiązujące do opakowań perfum tej marki, i męskie koszule, uszyte we współpracy z Charvet – założonym w 1838 roku na paryskim Place Vendôme pierwszym na świecie sklepie z koszulami, słynącym z produkcji luksusowej odzieży męskiej, w którym niegdyś robiła zakupy sama Chanel. Lekkości sylwetkom dodawał makijaż make-up no make-up i swobodnie potargane włosy modelek.
Pokazana zaledwie dwa miesiące później kolekcja Métiers d’Art potwierdziła nowy kierunek estetyczny francuskiego domu mody i tym samym przypieczętowała sukces Blazy’ego. Métiers d’Art to przedstawiana raz w roku kolekcja demi couture, mająca uczcić kunszt i rzemiosło małych francuskich atelier (maisons d’art), które od lat współtworzą najbardziej kunsztowne elementy ubrań i dodatków – od haftów, piór i kwiatów po kapelusze, biżuterię i obuwie.
Tak szlachetne rzemiosło nie potrzebuje splendoru ociekających złotem wnętrz przy Piątej Alei, by wybrzmieć w pełni. Blazy to wie, więc organizuje pokaz na nieczynnej już nowojorskiej stacji metra na rogu Bowery i Kenmare Street.
Pracując przed laty dla Calvina Kleina w Nowym Jorku, Blazy czerpał prawdziwą przyjemność z podróżowania metrem, przede wszystkim dlatego, że nie ma w nim hierarchii.
Chanel wiosna 2026 (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Chanel wiosna 2026 (fot. Spotlight/Launchmetrics)
Modelki prezentujące kolekcję Métiers d’Art były bohaterkami codzienności, postaciami w ciągłym ruchu, każda z własną historią i charakterystycznym stylem. Galerzystka z Brooklynu w tweedowym garniturze i cekinowej koszulce z napisem „Kocham Nowy Jork” mijała redaktorkę mody w dżinsach i haftowanej kryształkami sukience narzuconej na T-shirt, mieszkającą na górnym Manhattanie wytworną młodą damę w czarnym kostiumie i studentkę Uniwersytetu Nowojorskiego w dżinsach i zapinanym na suwak dzianinowym golfie.
„Chciałem stworzyć ten radosny chaos, który widzimy każdego ranka, gdy idziemy do pracy i nie wiemy, co nas czeka za rogiem”, powiedział po pokazie Blazy.