Netflix wypuszcza tyle filmów rocznie, że ciężko nie traktować kolejnych propozycji serwisu z pewną rezerwą. Tym razem jednak warto odrzucić uprzedzenia, bo „Współlokatorki” – nowa komedia, która zasiliła bibliotekę platformy w miniony piątek i już wpadła do top 10 – to zaskakująco udana i przyjemna produkcja o dwóch studentkach, których przyjaźń, wystawiona na próbę wspólnego mieszkania, stopniowo przeradza się w coraz bardziej zaostrzający się konflikt. Za co więc pokochali ją widzowie?
Wątek przyjaźni przeradzającej się w zaciekłą wrogość nie należy do najbardziej odkrywczych motywów w kinie – gigantami gatunku są chociażby „Wredne dziewczyny” i „Pitch Perfect”. Podejmujące ten temat netflixowe „Współlokatorki” – nowość platformy, która zadebiutowała w miniony piątek i błyskawicznie znalazła się w top 10 najchętniej oglądanych filmów – to jednak produkcja zaskakująco udana: zabawna i sympatyczna, która z czasem może nawet zyskać miano „kultowej”.
Czytaj także: 7 zachowań, po których rozpoznasz fałszywą przyjaciółkę. To sygnały, by lepiej trzymać się na dystans
Historia rozpoczyna się niewinnie: dwie studentki trafiają do jednego pokoju w akademiku, mając zupełnie różne oczekiwania i temperamenty. Początkowa uprzejmość szybko ustępuje jednak miejsca drobnym zgrzytom, które z czasem zaczynają eskalować. Co ciekawe, w roli głównej występuje Sadie Sandler – córka aktora Adama Sandlera, która zdobywa coraz większe uznanie w świecie kina (wystąpiła już m.in. w filmach „Farciarz Gilmore 2” i „Jay Kelly”). W obsadzie filmu jest jednak o wiele więcej tzw. nepo babies – zagrały tu również m.in. córki Martina Scorsesego, Eddiego Murphy’ego, Chrisa Rocka czy Laury Dern. Nie jest to oczywiście film bez wad, ale po seansie okazuje się znacznie lepszy, niż wskazywały na to jego zapowiedzi. To po prostu lekka komedia o otwieraniu się na nowe znajomości, toksycznych relacjach i rozróżnianiu przyjaciół fałszywych od prawdziwych, doskonale wpisująca się w klimat kina inicjacyjnego.
(Fot. materiały prasowe)
Główną bohaterką tej opowieści jest zagubiona i nieco naiwna Devon (Sadie Sandler), która nigdy nie znalazła swojego miejsca wśród rówieśników i zawsze marzyła o prawdziwej przyjaciółce. Teraz 19-latka rozpoczyna studia i aby przetrwać ten niełatwy czas, prosi najbardziej archetypową „cool dziewczynę” – popularną i pewną siebie Celeste (Chloe East), aby została jej współlokatorką w akademiku. Dziewczyny szybko znajdują wspólny język i rodzi się między nimi przyjaźń, jednak z czasem różnice charakterów i problemy Devon z wyznaczaniem własnych granic powodują narastające napięcie, a ich relacja stopniowo przeradza się w serię konfliktów i pasywno-agresywną rywalizację.
Czytaj także: Słodki uśmiech na pokaz i brudne zagrywki za plecami. Te filmy i seriale o wrednej przyjaciółce ujawniają największe red flagi w przyjaźni
Dla niektórych zabrzmi to pewnie jak bluźnierstwo, ale „Współlokatorki” są trochę jak współczesne „Wredne dziewczyny”. Akcja filmu rozgrywa się co prawda w środowisku studenckim, a normy społeczne wpisują w dzisiejsze realia, ale podobnie jak w klasyku z 2004 r., humor opiera się tu przede wszystkim na hierarchii społecznej i poruszaniu się po trudnym świecie przyjaźni, a w obsadzie podziwiać możemy ikony współczesnej komedii, w tym m.in. Nicka Krolla i Natashę Lyonne.
(Fot. materiały prasowe)
Historia ta skupia się bowiem na relacji dwóch skrajnie różnych studentek, które zaprzyjaźniają się ze sobą u progu wejścia w nowy rozdział życia. Devon to bohaterka, której nietrudno kibicować, chociaż jej brak pewności siebie i naiwność często działają na jej niekorzyść i powodują, że sama podcina sobie skrzydła, np. zamiast podjąć niewygodny, lecz potrzebny dialog, dziewczyna często wybiera złośliwości i obraźliwe uwagi. Celeste jest natomiast bardziej uparta i bezpośrednia. Oczywiście, potrafi być też życzliwa, ale jej komplementy często przesiąknięte są kwaśną fałszywością. To po prostu dziewczyna, która uśmiecha się do ciebie, ale jednocześnie w każdej chwili może wbić ci nóż w plecy.
Czytaj także: Co mówi zazdrosna przyjaciółka? Tych 5 zdań powinno zapalić ci czerwoną lampkę
Początki ich relacji są oczywiście obiecujące, jednak gdy w grę wchodzi pewien osobnik płci przeciwnej, przyjaciółki szybko stają się dla siebie śmiertelnymi wrogami. Wtedy okazuje się też, że wiele problemów w ich przyjaźni wynika z kompleksów i niezdolności do stawiania granic, co dodatkowo potęguje konflikt. I właśnie ta psychologiczna analiza przyjaźni czyni „Współlokatorki” wiarygodnym kinem inicjacyjnym.
(Fot. materiały prasowe)
Niestety, trudno jednak nie zauważyć podczas seansu kilku rażących wad. Pierwsza pojawia się, kiedy Celeste w akcie zemsty robi coś naprawdę okropnego, jednak godny potępienia czyn zostaje zbagatelizowany na rzecz eskalującej kłótni o chłopaka. Drugim jest zupełnie zbędny i bezsensowny zabieg polegający na włączeniu do narracji kolejnej pary kłócących się studentów, co sprawia, że filmowi trudniej jest zachować tempo akcji. Poza tym, to właśnie w tych scenach pojawiają się najgorsze żarty filmu, które nie tylko niebezpiecznie ocierają się o slapstick, ale też po prostu nie są śmieszne.
Czytaj także: 5 zdań, które często powtarzają nam toksyczni „przyjaciele”. Jeśli ciągle je słyszysz – uciekaj
Nowa produkcja Netflixa ma też kilka problemów strukturalnych, jednak mimo to „Współlokatorki” wciąż warte są obejrzenia. „Przyjemny seans”; „Końcowy plot twist na plus” – piszą w sieci zachwyceni widzowie. I trudno się z nimi nie zgodzić, bo komedia ta jest naprawdę zabawna, a Devon świetnie zagrana przez Sadie Sandler to sympatyczna i wiarygodna bohaterka, z którą łatwo się utożsamić. I właśnie dzięki temu „Współlokatorki” wyróżniają się na tle innych komedii platformy i zdecydowanie warto dać im szansę.