Mało kto, głaszcząc swojego psa albo wędrując z nim po łące, myśli o tym, że w ten sposób dba o swoje zdrowie i wydłuża życie. Przecież funkcjonujemy z nimi głównie dlatego, że po prostu je kochamy, a nie po to, by coś zyskać. Okazuje się jednak, że wspaniałych „skutków ubocznych” posiadania psa jest mnóstwo, a najnowsze badania pokazują i taki, że ta międzygatunkowa relacja spowalnia proces starzenia się ‒ uwaga! ‒ przede wszystkim u kobiet
Biorąc pod uwagę ilość adopciaków, jakie przewinęły się przez mój dom tymczasowy, który prowadziłam przez niemal dziesięć lat, w świetle najnowszych badań naukowych powinnam chyba... pozostać wiecznie młoda. Przyznaję, że bardzo mi odpowiada ta perspektywa! Dowody na to, że kontakt z psami może spowalniać proces starzenia się kobiet, zgromadzili naukowcy z Florida Atlantic University. Przeprowadzili oni badanie z udziałem 28 weteranek amerykańskiej armii z zespołem stresu pourazowego oraz psów asystujących. Kobiety nie korzystały jednak ze wsparcia psów asystujących, a same zgłosiły się jako ochotniczki do ich szkolenia dla innych potrzebujących weteranów. Naukowcy chcieli sprawdzić, czy ta celowa aktywność o charakterze misyjnym może zmniejszyć stres biologiczny i psychologiczny, a także czy wcześniejsze doświadczenie bojowe uczestniczek miało na to wpływ.
Osoby biorące udział w eksperymencie podzielono na dwie grupy: część z nich szkoliła psy asystujące osobiście, druga grupa zaś jedynie oglądała filmy instruktażowe dotyczące tresury psów. Aby zmierzyć stres biologiczny uczestniczek, naukowcy na podstawie próbek śliny analizowali długość telomerów. To powtarzalne sekwencje DNA zlokalizowane na końcach chromosomów, które chronią je przed uszkodzeniem i utratą informacji genetycznej podczas podziałów ‒ ich skracanie w wyniku podziałów komórkowych jest biologicznym licznikiem starzenia, prowadzącego ostatecznie do śmierci komórki. Mierzono także zmienność rytmu serca oraz wskaźnik równowagi układu nerwowego. Poziom stresu psychologicznego oceniano za pomocą zweryfikowanych kwestionariuszy mierzących objawy PTSD w różnych momentach badania.
Czytaj także: To nie życie jest stresujące – stres jest w twojej głowie. Jak przestawić swoje myślenie, żeby mniej się denerwować?
Wyniki okazały się niespodzianką dla autorów eksperymentu. O ile poprawę objawów psychologicznych, w tym znaczną redukcję objawów PTSD, lęku i odczuwanego stresu w ciągu ośmiu tygodni badania zaobserwowano u wszystkich uczestniczek, niezależnie od tego, czy uczestniczyły one w szkoleniu osobiście, czy też jedynie oglądały filmy, o tyle wyraźne wydłużenie telomerów, a więc spowolnienie biologicznego starzenia się komórek organizmu, wykryto jedynie u weteranek szkolących psy. Badanie sugeruje również, że umiejętności nabyte podczas szkolenia psów asystujących – takie jak pozytywne wzmacnianie i interpretacja zachowań zwierząt – mogły wzmocnić więzi uczestniczek z ich własnymi zwierzętami domowymi, a to oznacza dodatkowe wsparcie emocjonalne. Trudno wprawdzie wyobrazić sobie sytuację, w której wszystkie masowo ruszamy szkolić psy, by się odmłodzić... Nie jest to jednak konieczne. Naukowcy twierdzą, że nawet godzina w tygodniu spędzona w towarzystwie psa, choćby w charakterze wolontariusza wyprowadzającego zwierzaka na spacer, może zadziałać odmładzająco. Wizyta w schronisku zamiast kolejnego kremu liftingującego ‒ czy to nie brzmi kusząco?
Intuicyjnie czujemy, że pies w domu to samo dobro, nawet jeśli sami go nie mamy! Badanie przeprowadzone na ponad 3000 Australijczyków wykazało, że 89% respondentów uważa, że posiadanie psa uczyniłoby ich szczęśliwszymi, 74% spodziewało się zmniejszenia stresu, a 89% żywiło przekonanie, pies znacznie zwiększy ilość ruchu w ich życiu. I są to bardzo trafne podejrzenia, które potwierdzają posiadacze zwierzaków domowych. Ankiety przeprowadzane wśród nich od lat pokazują, że doskonale widzą oni, jakie korzyści przynosi to dla ich zdrowia i samopoczucia, choć przecież trudno podejrzewać, by wszyscy tropili wyniki najnowszych badań to sprawdzających. Psiarze (i kociarze też) po prostu wiedzą, że czas spędzany z pupilem im służy i kropka. We wrześniu 2025 roku w ramach Narodowego Badania Zdrowego Starzenia Uniwersytetu Michigan taką ankietę przeprowadzono wśród dorosłych osób w wieku 50 lat i starszych. Ponad połowa właścicieli zwierząt domowych w wieku 50 lat i starszych stwierdziła, że posiadanie zwierzaka zdecydowanie przynosi korzyści w ich codziennym życiu, a przede wszystkim: daje im poczucie celu (83%), pomaga im cieszyć się życiem (71%), łączy ich z innymi ludźmi (70%), sprawia, że czują się kochani (64%) i redukuje stres (63%). Ankietowani deklarowali także, że domowe zwierzę (w szczególności pies) pomaga im być aktywnymi fizycznie (44%), trzymać się zdrowej rutyny (44%), a także radzić sobie z przykrymi objawami fizycznymi lub emocjonalnymi (35%).
Być może za sprawą wszystkich tych korzyści właściciele psów są mniej narażeni na śmierć z powodu chorób serca niż osoby psów nieposiadające. Tę zależność potwierdza największe w historii badanie dotyczące posiadania psa i zdrowia człowieka, opublikowane w 2017 roku przez Scientific Reports. W 12-letnim badaniu wzięło udział ponad 3,4 miliona dorosłych Szwedów w wieku od 40 do 80 lat. Korzystając z danych z krajowych źródeł medycznych i rejestrów właścicieli psów, naukowcy odkryli, że właściciele psów mieli niższe ryzyko śmierci z powodu chorób serca.
Korzyści te były szczególnie widoczne u osób mieszkających samotnie. Samotni właściciele psów mieli o 11% niższe ryzyko zawału serca i o 33% niższe ryzyko śmierci w trakcie badania w porównaniu z osobami samotnymi, które nie posiadały psów. Z czego konkretnie to wynika? Autorzy badania twierdzą, że psy mogą łagodzić stres, poczucie samotności i łagodzić objawy depresji, ale także inspirować ludzi do większej aktywności fizycznej i nawiązywania oraz utrzymywania kontaktów społecznych – a wszystko to zdecydowanie sprzyja zdrowiu serca.
Czytaj także: Pies, kot i żubr – jak bliskość zwierząt wpływa na człowieka
Te odkrycia można też tłumaczyć inaczej, zaczynając trochę od końca. Oto okazuje się, że te same cechy i zasoby, które sprawiają, że ktoś decyduje się na psa, same w sobie sprzyjają zdrowiu i długowieczności. To na przykład otwartość na doświadczenie i zamiłowanie do bycia w ruchu, zauważają autorzy badania.
Tym, czego najbardziej obawiamy się, myśląc o starzeniu się, wcale nie są zmarszczki, a starzenie się mózgu. Okazuje się, że i w tym obszarze posiadanie psa przynosi korzyści. Mózgi psiarzy starzeją się wolniej, a dowiedli tego naukowcy, analizując dane z 18 lat zebrane od 16 582 osób w wieku 50 lat i starszych (średni wiek 63 lata, 54% kobiet). Ocenili związek między posiadaniem zwierząt domowych a pogorszeniem funkcji poznawczych, a także ewentualne różnice między osobami posiadającymi psy, koty, ptaki i ryby. Nieco poniżej 40% uczestników badania posiadało zwierzęta domowe. Naukowcy odkryli, że osoby posiadające psy wykazywały wolniejszy spadek pamięci (zarówno krótko-, jak i długotrwałej) w porównaniu z uczestnikami, którzy nie posiadali zwierząt domowych, zaś właściciele kotów doświadczyli wolniejszego spadku płynności werbalnej (zdolności do łatwego i szybkiego wypowiadania się).
Naukowcy postawili hipotezę, że posiadanie zwierzęcia domowego może bezpośrednio korzystnie wpływać na funkcje poznawcze, zwiększając plastyczność mózgu. I mają logiczne uzasadnienie: aby opiekować się zwierzęciem, trzeba pamiętać o jego karmieniu, wyprowadzaniu na spacer i pielęgnacji. Trzeba też angażować się w myślenie krytyczne, planować przyszłość i ćwiczyć samoregulację, bo ‒ o czym wie każdy posiadacz psa ‒ bycie jego właścicielem nierzadko wymaga cierpliwości i panowania nad własnymi emocjami. Aby socjalizować się ‒ i z ludźmi, i ze zwierzętami domowymi, potrzebujemy trenować rozumienie perspektywy innych, znaną jako teoria umysłu. Badania wykazały, że angażowanie się w teorię umysłu aktywuje nakładające się obszary mózgu związane z pamięcią, czyli sieć trybu domyślnego (DMN), zaangażowaną także w proces regulacji emocji. Interpretowanie zachowań psów zdaniem naukowców aktywuje DMN w nawet większym stopniu niż interpretowanie zachowań ludzi! Poza tym posiadanie psa, na przykład spacer z nim wśród ludzi i innych zwierząt, wymaga umiejętności przetwarzania bodźców i informacji (tak, tak, ten znienawidzony Maksio na horyzoncie, którego trzeba w porę zauważyć i zejść mu z drogi), a także dobrej orientacji i koncentracji uwagi, a to dla naszego mózgu jest niczym wizyta na siłowni dla mięśni.
Czytaj także: Mózg czasem słabnie tak jak mięśnie. Skąd się bierze zmęczenie poznawcze i jak sobie z nim radzić?
To, że psiarze uwielbiają rozprawiać o swoich pupilach, też ma swoje korzyści. Opowiadanie historii o zabawnych, wzruszających albo niepokojących wydarzeniach z psiego życia wymaga zapamiętania pierwotnego zdarzenia i przetworzenia go w narrację, a to znów ćwiczenie pamięci. Wychodzi na to, że ‒ trochę chcąc nie chcąc ‒ mając zwierzę i dbając o jego dobrostan, dbamy także o sprawność swojego mózgu, bo go ćwiczymy. Ponieważ psy są w większym stopniu zależne od człowieka niż inne zwierzęta domowe, choćby koty, korzyści są większe właśnie w przypadku psiarzy. A największe ‒ co również potwierdzają badania ‒ w przypadku właścicieli kilku psów. To argument nie do zbicia na korzyść poszerzenia domowego stada!
Wykorzystane źródła: https://ihpi.umich.edu/national-poll-healthy-aging/national-findings/how-pets-contribute-healthy-aging-benefits-challenges; https://www.fau.edu/newsdesk/articles/female-veterans-service-dogs.php; https://www.health.harvard.edu/heart-health/dog-owners-less-heart-disease-and-longer-life; https://www.frontiersin.org/journals/aging-neuroscience/articles/10.3389/fnagi.2022.953889/full