1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Psychologia
  4. >
  5. Pije, robi awantury, kupił motor i jeździ jak szalony? To może być męska depresja – nawet jeśli nie przyznał, że mu smutno

Pije, robi awantury, kupił motor i jeździ jak szalony? To może być męska depresja – nawet jeśli nie przyznał, że mu smutno

(Fot. burakkarademir via Getty Images)
(Fot. burakkarademir via Getty Images)
„Mężczyzna rzadko powie: »Jest mi smutno«, »Jest mi źle«. Częściej zostanie odebrany jako ktoś trudny, wybuchowy albo wypalony zawodowo” – mówi psychoterapeutka Mira Gosc Gosc. Po pomoc przychodzą do niej mężczyźni, którzy na co dzień noszą różne maski, a w środku powoli się rozpadają. Rozmawiam z nią o tym, jak bardzo nasze wyobrażenia o depresji rozmijają się z rzeczywistością. Pytam też, co możemy zrobić, gdy bliski nam mężczyzna zmaga się z tą trudną do zrozumienia chorobą.

Spis treści:

  1. Czy depresja u mężczyzn przebiega inaczej niż u kobiet?
  2. Jak żyć z osobą w depresji i nie stracić siebie?
  3. Jak wspierać mężczyznę w depresji?
  4. „Nie mam dla kogo żyć” – depresja i samotność

  • Depresja u mężczyzn nie zawsze objawia się smutkiem. Często przybiera formę drażliwości, wybuchów złości, uzależnień czy ryzykownych zachowań.
  • Wielu mężczyzn chorujących na depresję latami funkcjonuje „normalnie”, a nawet osiąga imponujące sukcesy.
  • Mężczyźni od dziecka są uczeni tłumienia emocji, przez co w dorosłości mają ogromny problem z ich rozpoznawaniem i nazywaniem. Zamiast o nich rozmawiać, wybierają różne formy ucieczki.

Czy depresja u mężczyzn przebiega inaczej niż u kobiet?

Patrycja Fijałkowska: Czy istnieje podział na depresję męską i żeńską?

Mira Gosc Gosc: Kiedy przychodzi do mnie pacjent, płeć nie ma znaczenia – to wciąż ta sama choroba. Natomiast prawdą jest, że u mężczyzn i kobiet może wyglądać inaczej. Różnią się objawy, sposoby radzenia sobie, a także to, jak i czy w ogóle szukamy pomocy.

U mężczyzn depresja częściej objawia się złością, drażliwością, wybuchami agresji. To może być ucieczka w używki (najczęściej alkohol) albo pracoholizm. Pojawia się wycofanie emocjonalne, zamykanie się w sobie, trudność w komunikowaniu tego, co się dzieje.

Często dochodzą do tego problemy ze snem czy ryzykowne zachowania: szybka jazda samochodem, impulsywne decyzje, konflikty. Taki mężczyzna rzadko powie: „Jest mi smutno”, „Jest mi źle”. Częściej zostanie odebrany jako ktoś trudny, wybuchowy albo wypalony zawodowo.

U kobiet częściej pojawia się poczucie winy, bezwartościowości, lęk, ataki paniki, spadek energii. Ale też większa gotowość do mówienia o emocjach.

Kobiety dużo częściej zgłaszają się po pomoc. Mężczyźni częściej próbują radzić sobie sami. I to wynika z presji społecznej.

Czy to dlatego u mężczyzn częściej pojawia się tzw. wysokofunkcjonująca depresja, która dla osób z otoczenia w ogóle nie wygląda jak depresja?

Zdecydowanie. To są często mężczyźni, którzy latami funkcjonują na wysokich stanowiskach, osiągają świetne wyniki, zarządzają zespołami. Z zewnątrz wszystko wygląda idealnie, a w rzeczywistości uciekają od tego, co dzieje się w ich głowie.

Dlaczego tak jest?

Odpowiedzi jest wiele. Są czynniki biologiczne, genetyczne, poznawcze, ale ogromną rolę odgrywa też kultura. Kobiety mają większe przyzwolenie na mówienie o emocjach i większe wsparcie społeczne. Mężczyźni od dziecka słyszą: „Nie okazuj słabości”, „Radź sobie”, „Prawdziwy facet nie płacze”, „Co ty, baba jesteś?”. Wychowuje się ich w przekonaniu: jeśli jest ci źle – nie mów o tym.

Czyli problemem nie jest to, że mężczyźni nie mogą liczyć na empatię ze strony bliskich, ale raczej to, że bliscy nie wiedzą, co się z nimi dzieje?

Tak, bo jeśli ktoś nie komunikuje, że cierpi, a wręcz mówi, że wszystko jest w porządku – to skąd otoczenie ma wiedzieć? Bliscy zauważą, że ktoś jest drażliwy, wybuchowy, ale pomyślą: „Pewnie ma problemy w pracy” lub „To kryzys wieku średniego”.

Pojawiają się też interpretacje typu: „On szuka siebie, dlatego kupił motor i jeździ jak szalony”. Ryzykowne zachowania bywają ponadto tłumaczone stresem.

To, co opisujesz, odbiega od tego, jak zwykle wyobrażamy sobie depresję. Czy można powiedzieć, że w mediach depresja ma kobiecą twarz, bo częściej pokazuje się ją przez pryzmat zachowań częściej występujących u kobiet?

Takie odnoszę wrażenie. Chociaż muszę powiedzieć, że bardzo się cieszę, że jako społeczeństwo coraz bardziej otwieramy się na temat zdrowia psychicznego. Jest mniej stygmatyzacji, więcej rozmów, także w mediach. Znane osoby mówią o swoich doświadczeniach.

Ale mimo tej większej świadomości nadal pokutuje przekonanie, że to kobiety częściej mają depresję. To nieprawda. Im po prostu „przystoi” mówić o emocjach i są do tego zachęcane od dziecka, podczas gdy mężczyzn uczy się raczej ich tłumienia.

Od mężczyzn oczekuje się, że będą silni, że zapewnią bezpieczeństwo, że rozwiążą problemy. Że będą „skałą”.

Biologia i społeczne oczekiwania też robią swoje. Kobiety są częściej związane z opieką nad dziećmi i dbaniem o domowe ognisko. Doświadczają ciąży, porodu, połogu, które niosą ze sobą ogromne obciążenie dla ciała i psychiki.

Tak, i przez to kobiety są postrzegane jako bardziej emocjonalne. A mężczyzna ma wdrukowane, że ma sobie radzić i być odpowiedzialny. Ma zapewnić byt rodzinie. Rzadziej słyszy, że jest ważny po prostu dlatego, że jest.

Badania pokazują, że wielu mężczyzn czuje się kochanych „za coś” – za pracę, zarobki, funkcję. I kiedy to znika, pojawia się poczucie bycia zbędnym.

Utrata pracy, choroba, rozwód czy emerytura mogą prowadzić do spadku poczucia sensu, wycofania, ucieczki w używki, drażliwości. I właśnie wtedy mogą pojawić się objawy depresji.

Jak żyć z osobą w depresji i nie stracić siebie?

Niestety objawy depresji u mężczyzny, o których mówiłaś, mogą być bardzo trudne do zniesienia dla bliskich. Gdzie jest granica? Z jednej strony to choroba, ale z drugiej ktoś może niszczyć rodzinę, zaciągać ogromne długi czy wywoływać awantury. Co wtedy?

To jest jedno z najtrudniejszych pytań. I bardzo często słyszę je od partnerek: „Ile mam jeszcze wytrzymać?”

Powiem wprost – postawienie granicy, a nawet odejście, może być moralnie w porządku. Czasem jest wręcz konieczne. I bywa punktem zwrotnym także dla osoby chorej.

Depresja to choroba, ale nie jest usprawiedliwieniem wszystkiego. Nie daje prawa do niszczenia drugiej osoby.

Można współczuć, ale jednocześnie trzeba chronić siebie. Granica to nie jest „Nie obchodzisz mnie”. Granica to: „Nie mogę dalej funkcjonować w ten sposób”.

To może oznaczać: „Chcę ci pomóc, ale nie kosztem własnego zdrowia. Potrzebuję zmiany, dystansu, innych warunków”.

Czyli nie jesteśmy też odpowiedzialni za to, czy ktoś zdecyduje się na leczenie?

Nie jesteśmy odpowiedzialni za czyjeś zdrowie psychiczne. To jedno z najtrudniejszych do przyjęcia, ale bardzo ważnych zdań. Możesz wspierać, możesz zachęcać, możesz być obok, ale nie możesz nikogo wyleczyć siłą.

Tak samo jak w przypadku uzależnień – nie zmusisz kogoś do leczenia. Nie możesz żyć za drugą osobę ani kontrolować jej decyzji. To, czy ktoś zdecyduje się na terapię czy leczenie, nie zależy od ciebie.

Bardzo często słyszę od partnerek: „To jest dobry człowiek, nie mogę go zostawić, przecież jest chory”. Albo: „Jeśli odejdę, on zrobi sobie coś złego, to będzie moja wina”. Takie sytuacje wywołują ogromne poczucie winy.

Ale to nie jest prawdziwa wina – to emocja, nie wyrok. Możesz kochać i współczuć, ale bez poświęcania własnego życia.

Jak wspierać mężczyznę w depresji?

Co możemy zrobić w przypadku drugiego typu mężczyzny – nie tego, u którego depresja objawia się złością czy ryzykownymi zachowaniami, ale tego, który się wycofuje? Tego, który zamyka się w sobie i całe dni spędza na graniu czy oglądaniu seriali. Jak do niego dotrzeć? Co mówić?

Najważniejsze jest bycie obok. Pokazywanie, że jesteś i że chcesz pomóc – ale bez nacisku.

Nie przesłuchujesz, nie mówisz: „Musisz coś zrobić” – tylko: „Widzę, że jest ci trudno”, „Rozumiem, że możesz być wyczerpany”, „Jak mogę ci pomóc?”, „Jestem obok”.

To komunikaty, które dają poczucie bezpieczeństwa. Pokazują obecność, ale nie narzucają niczego. I bardzo ważne – nie rozwiązujesz problemów za tę osobę.

To jest bardzo trudne – po prostu być i niczego nie naprawiać.

My bardzo chcemy „naprawić” drugą osobę od razu. A to tak nie działa. Każdy ma swój moment.

Po raz kolejny podobnie jak w przypadku uzależnień – jeśli ktoś idzie na leczenie pod presją, to bardzo często po wyjściu wraca do starych schematów, bo to od początku nie była jego decyzja.

W depresji jest podobnie. Nic na siłę. Ta osoba musi dojrzeć do tego, żeby zawalczyć o siebie. I wtedy kluczowe jest, żeby wiedziała, że nie jest sama, żeby ktoś powiedział: „Jestem przy tobie”.

Czasem więcej daje dziesięciominutowy spacer bez rozmowy niż naciskanie na terapię.

„Nie mam dla kogo żyć” – depresja i samotność

A jeśli ktoś jest zupełnie sam? Nie ma partnera czy przyjaciół. Czy taka osoba ma szansę wyjść z depresji?

Samotność to jedno z najtrudniejszych doświadczeń w depresji. Nawet wśród ludzi można czuć się samotnie, a gdy naprawdę nie ma nikogo obok, to uczucie tylko się pogłębia. Pojawia się myśl: „Nie mam dla kogo żyć”. I to jest bardzo niebezpieczny moment. Ale nawet wtedy pomoc istnieje. Ta osoba nie jest całkowicie sama, musi tylko zrobić pierwszy krok.

Depresja zniekształca myślenie. Pojawia się przekonanie: „Nikogo nie mam”, „Jestem ciężarem”, „Nikogo nie obchodzę”. Do tego dochodzi wstyd i wycofanie. Umysł zaczyna wierzyć w najczarniejsze scenariusze.

Pierwszy krok może być bardzo mały. Na przykład anonimowa rozmowa, telefon zaufania, centrum wsparcia. To często przełamanie bariery i początek wychodzenia z kryzysu.

Potem jest pomoc profesjonalna: psychiatra, terapia, czasem farmakoterapia. Leki nie działają od razu – potrzeba kilku tygodni, żeby pojawił się efekt. Ich celem jest stabilizacja, żeby można było dalej pracować.

Są też inne formy wsparcia – grupy, fora, terapia online. Można być anonimowym, nie trzeba nawet włączać kamery.

Człowiek jest istotą społeczną i potrzebuje drugiego człowieka. To nie musi być ktoś obecny fizycznie. Czasem rozmowa online naprawdę robi ogromną różnicę.

Bardzo ważne są grupy wsparcia. Tam są osoby, które przechodzą przez to samo. Depresję bardzo trudno wytłumaczyć komuś, kto jej nie doświadczył. Osoby chore często słyszą: „Inni mają gorzej”. To zdanie bardzo rani, bo sprawia, że czują się niezrozumiane i odrzucone.

Najczęściej nie wynika to ze złej woli. Osoby zdrowe po prostu nie są w stanie w pełni zrozumieć tego doświadczenia. Często powtarzam pacjentom: to tak, jakbyśmy siedzieli przy jednym stole i jedli ten sam posiłek, ale widzieli go z innej perspektywy. Widzimy to samo, ale inaczej. Dlatego tak ważne jest, żeby osoby w depresji miały kontakt z innymi, którzy naprawdę rozumieją, co czują.

(Fot. Mira Gosc Gosc) (Fot. Mira Gosc Gosc)

Mira Gosc Gosc, psychoterapeutka w nurcie integracyjnym, magister psychologii, certyfikowana terapeutka TSR, akredytowana coachka oraz studentka studiów podyplomowych z zakresu seksuologii klinicznej na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.

Ukończyła studia podyplomowe „Ekspert w mindfulness, psychologii pozytywnej i zarządzaniu emocjami” w Instituto Europeo de Psicología Positiva (IEPP) w Madrycie w 2024 roku. Od 2023 współpracuje z Poznańskim Stowarzyszeniem Abstynentów.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE