Masturbacja może wspomagać intymne relacje czy szkodzi i uzależnia? Jaka jest prawda o przyjemności, której sami możemy sobie dostarczyć,
wyjaśnia seksuolożka Patrycja Wonatowska.
- Masturbacja w związku wciąż budzi zdziwienie i bywa niesłusznie traktowana jako zagrożenie dla relacji – zauważa seksuolożka Patrycja Wonatowska.
- Tym, co naprawdę może zagrozić związkowi, jak dodaje ekspertka, jest tzw. seks dla utrzymania związku. Zamiast niego, gdy nie ma się ochoty na seks z penetracją, warto wybrać właśnie (wzajemną) masturbację.
- Jak mówi seksuolożka: „Masturbacja, jak wiemy, to najłatwiejsza droga do poznania tego, co nas podnieca i prowadzi do orgazmu”.
- Ekspertka zwraca również uwagę na masturbację z gadżetami i na kursy masturbacji, które mogą się okazać szczególnie przydatne kobietom.
Artykuł pochodzi z magazynu „Zwierciadło” 05/2025, ukazał się w ramach cyklu „Porozmawiajmy o seksie z SEXED”.
Beata Pawłowicz: Od czasów „Sztuki kochania” Michaliny Wisłockiej mówimy o tym, że masturbacja to droga do poznania siebie. Czy jednak jest tylko dla tych, którzy nie mają z kim dzielić zmysłowej radości?
Patrycja Wonatowska: Nie powiem wiele nowego na temat masturbacji, ale moim zdaniem warto wspomnieć o głośnym ostatnio „seksie dla utrzymania związku”, czyli maintenance sex. Masturbacja może być rozwiązaniem problemu, jaki się w nim kryje. Dyskusja na temat „seksu dla utrzymania związku” wzięła się ostatnio z tego, że pewna influencerka ginekolożka powiedziała, że nawet, gdy się jej nie chce seksu z penetracją, to się do niego przymusza, bo dba w ten sposób o zachowanie seksualnej bliskości z mężem. Jej mąż ma przecież swoje potrzeby seksualne, a dziś dajemy każdej istocie prawo do ekspresji jej seksualnej tożsamości.
Rozumiem, ale co z prawem do decydowania o swoim ciele i powiedzenia „nie”? Czy „seks dla utrzymania związku” nie jest tym samym, czym był „obowiązek małżeński”, a co już przed dekadami nazwaliśmy gwałtem małżeńskim?
Tak, dlatego jako seksuolożka chciałabym powiedzieć, że przymuszania się do seksu nie możemy uważać za sposób na zachowanie intymności i bliskości między dwojgiem ludzi. Seks, którego nie chcemy, jest groźniejszy dla miłości niż odmowa stosunku. Ciało odczytuje go jako opresję!
To jednak nie znaczy, że osoba, która chce seksu, musi się go wyrzec do czasu, aż partnerka czy partner także zapragnie stosunku. Rozwiązaniem dla sytuacji, w której jedno z partnerów czuje podniecenie, a drugie nie, może być masturbacja. Tylko że masturbacja w związku to nadal trudny temat.
Z jakiego powodu?
Z powodu przekonania, że skoro już jesteśmy w związku, a więc dostępna jest druga osoba, to powinno się seks uprawiać zawsze razem i zawsze z penetracją. Ludzie nadal wierzą w to, że tylko stosunek z penetracją to dowód na to, że zależy nam na sobie i że jesteśmy ze sobą blisko. Z tego powodu zawsze, kiedy proponuję parom odwiedzającym mój gabinet, aby w takiej sytuacji korzystały z masturbacji, pojawia się wiele obaw. Zwłaszcza gdy mówię o tym, że przecież można masturbować się wzajemnie albo samodzielnie, ale w obecności drugiej bliskiej osoby, budzi się wiele negatywnych i silnych skojarzeń. Podobnie jak wtedy, gdy wspominam o masturbacji z użyciem gadżetów.
Może te obawy są uzasadnione? Czy masturbacja nie zgasi namiętności, pożądania między dwojgiem ludzi?
Moim zdaniem można się masturbować, czyli mieć seks, i być blisko z drugą osobą. Masturbacja może nawet podtrzymywać namiętność między dwojgiem ludzi, rozwijać odczuwanie zmysłowe, podpowiadać, jak się kochać w parze, żeby było więcej przyjemności, a także pomagać w nabieraniu ochoty na aktywność seksualną z drugim człowiekiem, bo budzi podniecenie.
Masturbacja indywidualna i wzajemna w relacji niesie naprawdę duży potencjał. Nie ma więc potrzeby, aby któreś z partnerów miało się przymuszać do seksu. Nie trzeba też bać się, że jeśli partner zacznie samodzielnie się zaspokajać, to już nie będzie partnerki potrzebować.
Ale czy masturbacja, która daje szybkie zaspokojenie i ulgę, nie spowoduje utraty zainteresowania seksem z drugim człowiekiem?
Jeśli tak się zdarzy, to istnieje duże prawdopodobieństwo, że takiej osobie w ogóle trudno być w relacji, co może prowadzić do zachowań kompulsywnych, a więc uzależnienia od masturbacji. Sama masturbacja nie oddali dwojga ludzi od siebie! Aby tak się stało, musi między nimi być jakaś przeszkoda, trudność relacyjna. Któreś z partnerów – albo nawet oboje – ma problem z budowaniem bliskości.
Oczywiście masturbacja, zwłaszcza przy pornografii, jest dużo łatwiejszą drogą do zaspokojenia niż kontakt fizyczny z drugim człowiekiem, kiedy potrzebna jest gra wstępna, trzeba więcej starań.
Czyli nawet w udanym namiętnym związku można się masturbować?
Tak, ale przeszkadza w tym kolejny mit, że masturbacja oznacza, że jestem niewystarczająca lub niewystarczający. To właśnie ten mit uzależnia realizację naszej seksualności od drugiego człowieka. A więc też staje się źródłem przemocy wobec innych i wobec samej siebie, której rodzajem jest „seks dla utrzymania relacji”. Znaczenie ma też przekonanie, że jeśli kobieta zbytnio odkryje zmysłowość i wrażliwość seksualną swojego ciała, jego stref intymnych, czyli to, jaką może jej ono dawać rozkosz, to wtedy zacznie pragnąć jej jeszcze więcej i więcej, a to zagrażające dla mężczyzny.
Wyobraźmy sobie taką scenkę. Mężczyzna mówi do partnerki: „Kochanie, chcę seksu! Przeczytałem na Instagramie, że masz się zgodzić dla dobra naszego związku”. Wtedy ona odpowiada: „A ja czytałam w »Zwierciadle«, że możesz zrobić to sam”. Co dalej?
W gabinecie czasem naprawdę odbywają się takie rozmowy! A ja wtedy podpowiadam, że gdy partner chce seksu, a partnerka mówi: „nie”, to też nie znaczy, że wychodzi z pokoju i zostawia go samego z jego pragnieniem.
„Nie” dla stosunku nie musi oznaczać „nie” dla bliskości. Partnerka może wtedy ofiarować partnerowi bliskość fizyczną bez seksu, czyli na przykład przytulić się do niego, pogłaskać po twarzy czy ramionach. Dotykać go czule, ale nie stymulować jego genitaliów. Nie odmawia więc mu siebie, jako kogoś, kto go kocha, ale też nie zmusza się do przekroczenia swojego „nie” wobec stosunku seksualnego.
Może patrzeć jak on to sam robi?
A czemu nie? Oczywiście, że tak. Podobnie jak wtedy, kiedy to kobieta chce seksu, a mężczyzna nie, sytuacja może być analogiczna. Wówczas to on patrzy, jak ona to robi. Dzięki temu dowiaduje się, jak ją pieścić i pobudzać najskuteczniej, kiedy będą kochać się razem. Na dobrą sprawę sami o sobie wiemy to najlepiej, ale pod warunkiem, że nie mamy trudności i zahamowań w samostymulacji, czyli masturbacji.
Bo masturbacja, jak wiemy, to najłatwiejsza droga do poznania tego, co nas podnieca i prowadzi do orgazmu.
I teraz bardzo ważna rzecz: jeśli nie wiemy, co nam daje rozkosz, nasz seks jest nijaki. A wtedy o wiele łatwiej nam powiedzieć „nie”, kiedy seksu chce druga osoba, niż szukać drogi do orgazmicznej satysfakcji w zbliżeniu z drugim człowiekiem. Kiedy pacjentki mówią: „Chciałabym, żeby on mnie inaczej dotykał”, pytam: „Jak chciałabyś, żeby to robił?”. A wtedy często słyszę: „Nie wiem, ale on powinien wiedzieć!”.
Warto odkryć to samej podczas masturbacji?
Właśnie, ale nie jest łatwo skorzystać z tej drogi, bo są środowiska, w których nadal to nie wypada i źle o nas świadczy. Nie mamy więc wszystkie łatwego dostępu do własnej seksualności. Dodałabym też do tej scenki to, aby każda z tych osób zastanowiła się, po co w ogóle jej seks? Co sprawia, że ma na niego ochotę? Czasem masturbacja pomaga dać upust napięciu seksualnemu, ale czasem bez niej nie doświadczymy radości seksu we dwoje.
Kiedy patrzy się na kogoś, kto się masturbuje, człowiek może się podniecić i poczuć ochotę na seks?
Oczywiście, że tak, o ile nie przeszkodzi w tym skrępowanie, zawstydzenie. Może też być tak, że ten, kto nie ma ochoty na seks, chce dać partnerowi rozkosz i masturbuje go, uczestnicząc w doświadczaniu przez niego satysfakcji seksualnej, nie przekraczając granic swojego ciała. Albo ten, kto nie ma ochoty na seks, nie ma jej tylko na stosunek, ale na inne pieszczoty i stymulacje jest otwarty. A wtedy mogą oboje masturbować siebie, patrzeć na to drugie. To bardzo podniecające. Mogą także masturbować się wzajemnie. Warto pamiętać o tym, że brak ochoty na stosunek nie oznacza, że nie chcemy inaczej, czyli na przykład nie chcemy też wzajemnej masturbacji, która obojgu da orgazm bez stosunku.
A jak pokonać zawstydzenie?
Można sobie spróbować z nim poradzić w prosty sposób, choćby budując nastrój: włączając zmysłową muzykę czy nagranie z szumem lasu lub morza. Warto zadbać o zapach, czyli ustawić w pokoju kominek aromatyczny. Przygasić światło. Postarać się, żeby nikt nam w tym czasie nie przeszkadzał.
Używać gadżetów? Czy mogą sprawić, że dotyk drugiej osoby nie będzie już dla nas podniecający?
To, o czym mówisz, to „uwarunkowanie na bodziec”. I jeśli stymulacja gadżetem będzie częsta i jednolita, może do tego dojść. Tak się stało ze sławetnym prysznicem, którym kobiety często doprowadzały się do orgazmu, dlatego potem trudno było im osiągnąć orgazm podczas stosunku. Budziło to frustrację, która wynikała też z tego, że celem zbliżenia i celem stymulacji prysznicem był dla nich tylko orgazm. A przecież w seksie z drugim człowiekiem poszukujemy czegoś więcej – także bliskości i intymności.
Warto wiedzieć, że żaden człowiek nie da nam tego, co da nam zabawka, ale też zabawka nie da nam tego, co człowiek. Gadżety służą do tego, aby siebie poznawać, pobudzać. Z zabawkami jednak nie jesteśmy w relacji, nie czujemy ich miłości. Właściwe używamy ich po to, żeby wiedzieć, jak kochać się z człowiekiem.
A nie zamiast?
W byciu blisko z drugim człowiekiem dostajemy to, czego zabawka nie da. Co to takiego? Nie ma jednej właściwej odpowiedzi. Warto zastanowić się, co w seksie z drugą osobą sprawia mi przyjemność: może to, że on czy ona mówi do mnie w określony sposób, może podnieca mnie czy koi jej lub jego zapach? A może to, czego pragnę, to ciepło drugiego ciała? Albo odczucie bezpieczeństwa, jakie daje sama już tylko obecność?
Masturbacja gadżetem i seks z człowiekiem to inne rzeczy?
Tak samo jak inne są odczucia płynące ze stymulacji dłonią i ze stymulacji gadżetem. Co więcej, tak samo inne jak odczucia płynące ze stymulacji gadżetem, który wibruje, a takim, który ma funkcje ssania.
I właśnie cały ten wachlarz rozmaitych doznań, których można doświadczyć dzięki tym różnym sposobom stymulacji, sprawia, że to, co odczuwamy, jest niezwykle bogate i zróżnicowane. A to dopiero daje możliwość poznania bogactwa, jakie przed nami roztacza nasze ciało i seksualność wszystkich możliwych jego odcieni i półcieni.
Mówi się, że masturbacja jest zdrowa, bo kiedy nie ma się partnera i nie uprawia się seksu, zapobiega powstawaniu żylaków.
Masturbacja albo żylaki? To nie podnieca! Podobnie jak masturbacja albo rak prostaty!
A na poważnie: masturbacja jest w porządku. Przekonanie, że masturbują się tylko osoby, które są samotne i nieszczęśliwe, to nieprawda. Porzućmy wreszcie ten mit, że tylko single się masturbują. Robią to wszyscy!
Także ci będący w związkach. Dla singli to szczególnie ważne, by odrzucić wszelkie mity, bo chociaż nie są w związku, nadal są istotami seksualnymi i mają prawo do orgazmu. Masturbacja przypomina, że jesteśmy istotami seksualnymi, a także, że można mieć seks, nie mając partnera.
Można się od masturbacji uzależnić?
Jedyne, na co trzeba uważać, to żeby nie masturbować się zawsze przy porno i to tego samego rodzaju. Powtarzalność sytuacji może uwarunkować na określone bodźce. Dlatego masturbacja tak, ale w różnych sytuacjach i na rozmaite sposoby. Może z użyciem fantazji? Może w dziwnych miejscach?
Popularne w necie są szkolenia dotyczące masturbacji. Czy sami sobie nie możemy poradzić?
Potrzebujemy wskazówek, bo nie wszyscy mają dość fantazji, czy zaufania do siebie samych, żeby ogóle otworzyć się na takie doświadczenie. Ponieważ u mężczyzn wszystko jest na zewnątrz, widoczne, im coach do masturbacji jest mniej potrzebny. Penisa widać, łatwo też go dotknąć. Kobieca seksualność nadal nie jest tak odkryta. Wychodzi co prawda z podziemi, ale nadal nie jest do końca jawna. Jest sama w sobie bardziej niedostępna, mniej intuicyjna. Dlatego kobiecie mogą być potrzebni instruktorzy i kursy, jak się masturbować. Też dlatego, że masturbacja naprawdę pozwala kobietom poznawać ich seksualność. A więc warto sprawdzić, co mnie podnieca, jakie bodźce na mnie działają. A dzięki temu seks z drugim człowiekiem będzie łatwiejszy.
Dla kogo jest kurs masturbacji?
Dla tego, kto potrzebuje nie tyle technicznych wskazówek, co oswojenia z samym tematem. W raporcie o zdrowiu Polek i Polaków możemy przeczytać, że tyle samo 18- czy 25-latków uprawia seks, co osób 60 plus. Młodzi mają więc mniej seksu niż ich rodzice. Może dlatego, że nie wiedzą, ile może im dać. Nie wiedzą, że w masturbacji najważniejsza jest przyjemność, czyli ukojenie, relaks i uspokojenie.
Patrycja Wonatowska – psycholożka i seksuolożka, psychoterapeutka w nurcie terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, edukatorka seksualna. Współtwórczyni Instytutu Pozytywnej Seksualności i podcastu „Seksozoficznie”Kursy