1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. „Zasada pięciu randek” robi furorę wśród singielek, ale czy zawsze warto jej ufać?

„Zasada pięciu randek” robi furorę wśród singielek, ale czy zawsze warto jej ufać?

(fot. Entertainment Pictures via ZUMA Press)
(fot. Entertainment Pictures via ZUMA Press)
Krążąca po internetowych forach zasada pięciu randek mówi jedno: zanim wskoczycie do łóżka, dajcie sobie czas, żeby się poznać. Ale czy to naprawdę działa? I czy da się w ogóle ustalić uniwersalny moment „gotowości”?

Czy warto czekać do piątej randki?

Zasada pięciu randek brzmi jak coś, co mogłoby powstać w redakcji magazynu z lat 2000 – albo w dialogu z komedii romantycznej. Mimo to nie znika z TikToka, podcastów ani forów randkowych. W wersji klasycznej mówi: poczekaj z seksem do piątego spotkania. W innych: do piątej randki masz czas, żeby zdecydować, czy kontynuować znajomość, czy iść w swoją stronę. Brzmi logicznie – ale czy rzeczywiście da się tak matematycznie zaplanować rozwój relacji?

Co naprawdę oznacza „zasada pięciu randek”?

Choć nazwa sugeruje jakiś sztywny limit, five-date rule to raczej umowny sygnał: zwolnij i przyjrzyj się, z kim się spotykasz. Seks potrafi skutecznie zmącić ocenę sytuacji – a emocje i hormony bywają kiepskimi doradcami. Dopamina, oksytocyna, fajerwerki – wszystko to może przysłonić sygnały ostrzegawcze albo zamienić przeciętność w „motyle w brzuchu”. A potem, kiedy czar pryska, zostajesz z kimś, z kim wcale nie chcesz iść na śniadanie. W praktyce wygląda to tak:

  • Pierwsza randka to casting. Można dać się zauroczyć, ale równie dobrze można nie poznać drugiej osoby wcale.

  • Druga potwierdza pierwsze wrażenie, choć często wciąż gracie swoje lepsze wersje.

  • Trzecia to moment, gdy zaczynają się rysować powtarzalne schematy – te dobre i te niepokojące.

  • Czwarta i piąta to już często początek odsłaniania „prawdziwego ja”, gdzie łatwiej odróżnić chemię od kompatybilności.

Zasada pięciu spotkań to więc próba pogodzenia dwóch rzeczy: potrzeby intymności z rozsądnym podejściem do poznawania drugiego człowieka. Taki kompromis między sercem, rozumem, a… genitaliami.

Dlaczego nie warto traktować jej dosłownie?

Pięć randek to tylko liczba – a nie każdy dzień, każda rozmowa czy każde spotkanie mają tę samą wartość. Inaczej poznasz kogoś podczas wspólnego spaceru i kawy, a inaczej – w kinie, gdzie przez dwie godziny siedzicie obok siebie w ciszy. Niektórzy otwierają się szybko, inni potrzebują czasu. Z kolei ty możesz mieć intuicję emocjonalną Sherlocka Holmesa albo emocjonalną ślepotę jak ropucha trzcinowa (która, swoją drogą, słynie z braku selektywności w doborze partnerów). Poza tym: zasada nie uwzględnia relacji przedrandkowej – co, jeśli znacie się z pracy, z kręgu znajomych, z wakacji?

Zanim więc przypieczętujesz decyzję, zadaj sobie pytania:

  • Czy wiem, czego ta osoba chce od życia i związków?

  • Czy moje wartości i potrzeby są z nią kompatybilne?

  • Czy to, co widzę, to rzeczywiście prawdziwa wersja tej osoby?

Bo ostatecznie nie chodzi o piątkę, dziesiątkę czy setkę randek. Chodzi o to, czy czujesz się bezpiecznie, swobodnie i wiesz, co robisz. Ani przyspieszanie, ani przeciąganie sytuacji „bo tak mówi internet”, nie przyniesie ci niczego dobrego.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE