Co nas uszczęśliwia? Zwykle nad odpowiedzią musimy się zastanowić, a jeszcze dłuższą chwilę zajmuje nam poczucie, że ten stan właśnie przeżywamy. Co innego... koty. One wiedzą, że sedno w tym, by cieszyć się każdym dniem – zauważa autor książki „Vita felix” Giuliano Martinetti. Czego możemy się od nich w tej kwestii nauczyć?
Fragment książki „Vita felix”, Giuliano Martinetti, tłum. Joanna Wajs, Wydawnictwo Znak Koncept. Tytuł i śródtytuły pochodzą od redakcji.
Hippolyte Taine, XIX-wieczny pisarz i myśliciel, miał powiedzieć: „Poznałem wiele kotów i wielu filozofów: te pierwsze po wielekroć przewyższają rozumem tych drugich”. Cóż, zważywszy na to, ilu z nas dzieli życie z kotem, a ilu zdecydowało się trzymać w domu filozofa, trudno odmówić Taine’owi racji. Kocia mądrość jest starsza i bardziej namacalna. Żadne tam królestwo idei czy platońska jaskinia cieni branych za rzeczywistość: koty dokładnie wiedzą, co mają pod nosem. A także – nie traktujmy tego osobiście! – za plecami. Nie dają się zwieść pozorom. Z daleka zwietrzą wydumaną metaforę i nie potrzebują wyszukanych środków stylistycznych ani górnolotnych przemów, by uczynić nasze życie lepszym.
Koty przez całe stulecia były natchnieniem dla malarzy, muzyków, poetów. Ale wzbudzały też zgrozę u największych wodzów – jak Aleksander Macedoński czy Napoleon Bonaparte, obaj cierpiący na ailurofobię. Lęk, który psycholodzy nazywają irracjonalnym, bo nigdy nie widzieli naprawdę rozzłoszczonego kota.
Cóż, warto pamiętać, że choć ekosystemem kotów często jest dzisiaj nasz salon, wciąż są to małe tygrysy – maszyny do polowania, które nauczyły się mruczeć, lecz nadal robią użytek z zębów i pazurów, nawet jeśli ich ofiarą pada wyłącznie kanapa.
Co do filozofów, wydają się bardziej bezbronni – iluż myślicieli było bezsilnych wobec tyranów, którzy nimi poniewierali albo wręcz uciszali ich na zawsze. Bądźmy szczerzy: w pojedynku koty kontra filozofowie ci drudzy nie mają żadnych szans.
Jeśli odłożymy na bok poczucie wyższości, którego homo sapiens nabawił się z biegiem dziejów, możemy wiele zyskać, podpatrując koty – te, które żyją obok nas, a także te, które zasiedlają nasze opowieści. Bo przecież – jak wykazał eksperyment myślowy Schrödingera – w przypadku kotów granica między istnieniem a nieistnieniem jest płynna.
Mnie moi mistrzowie na czterech łapach codziennie przypominają, jak w gruncie rzeczy łatwo być szczęśliwym. Czynią to swoimi przenikliwymi oczami. Czujnymi uszami. Głosem tak wymownym, że nie potrzebuje słów. Wibrysami zsynchronizowanymi ze światem. Miękkim, puchatym, ale kapryśnym brzuchem (i zastawiającym pułapki: kto drapie po brzuszku, często sam kończy podrapany). Zwinnymi, cichymi łapkami. Sterem ogona, który zawsze obiera kurs na wolność i niezależność. Kocich lekcji szczęścia jest tyle, że nie starczy na nie całego życia. I może właśnie dlatego koty otrzymały siedem żywotów: wiedzą, że mają mnóstwo do przekazania nam, ludziom – pożałowania godnym bezwłosym stworzeniom, zawsze goniącym za nie wiadomo czym.
Koty przypominają nam – po swojemu – prawdy, o których zbyt często zapominamy. Przede wszystkim że miseczka musi być zawsze czysta i świeżo napełniona, bo z resztek poprzedniego posiłku cieszą się tylko bezrozumne bydlęta. A także – by cieszyć się każdym dniem. Rzecz niby prosta, a jednak wielka tajemnica.
Przynajmniej dla nas, ludzi, którym – o czym wiedzą koty – wciąż umyka najważniejsze. Gdyby je o to zapytać, zapewne odpowiedziałyby, że w tym cała rzecz: my, ludzie, musimy dopiero znaleźć chwilę, by zrozumieć, że mamy szczęście. Albo że jesteśmy szczęśliwi.
Z ciekawości
Co dla ludzi jest szczęściem? Dobre pytanie. Zadajemy je sobie od zawsze. A przynajmniej od czasu, gdy zaczęliśmy zostawiać ślady naszych wątpliwości na piśmie. Trudno zgadnąć, co wcześniej nurtowało naszych przodków, choć przypuszczam, że duża część ich trosk dotyczyła tego, co do garnka włożyć i jak nie zostać przy tym pożartym przez jakieś duże zwierzę. Albo jak nie nadepnąć na jadowitego węża. Albo jak nie wpaść do wąwozu. No, wiecie, o co mi chodzi.
Pytanie o szczęście zadawały sobie wszystkie cywilizacje, lecz wyobrażenie o tym, czym ono właściwie jest i skąd je wziąć, zmieniało się z biegiem czasu. A nasi przyjaciele koty byli milczącymi – i, to pewne, zdezorientowanymi – świadkami pokrętnych dróg, jakimi dochodziliśmy do celu. Podczas gdy psy tysiące lat temu postanowiły z nami zostać, gdyż chciały za nami podążać, koty wolały iść u naszego boku – jak równy z równym, co sugeruje Shuson Kato w swoim haiku. Pragnęły pokazać nam drogę. Niestety, nie zawsze im się udawało – i trudno obarczać je winą. Szybko odkryły, że z nas uparte zwierzęta, a czasem także nieco tępawe. Ale nigdy nie straciły co do nas nadziei i są z nami na dobre i na złe. Zapewne po części dlatego, że wciąż budzimy ich zaciekawienie.
Jak słusznie pytał Michel de Montaigne: „Kiedy igram z moją kotką, któż wie, czy ona bardziej nie bawi się mną, niż ja nią?”.
Po śladach
Koty są filozofami codzienności, znawcami tych wielkich małych rzeczy, z których składa się nasze życie. Życie, które było, jest i zawsze będzie przerwą między dwiema drzemkami.
Koty nie zadają sobie egzystencjalnych pytań ani nie wdają się w dialektyczne spory, by dowieść swoich racji. Wrodzony instynkt wiedzie je ku szczęściu, a jeśli już muszą o coś się pokłócić, niech to będzie – zdają się mówić – chociaż mysz!
Nie mają może długich bród, które skłonni jesteśmy przypisywać wielkim myślicielom, lecz w ich wąsach skrywa się pradawna mądrość. Moglibyśmy z niej czerpać, bo chętnie się nią dzielą, my jednak często widzimy w kotach jedynie „zwierzęta towarzyszące”. Co – idę o zakład – one same uważają za dość obraźliwe.
Na nasze szczęście są ludzie, którzy, jak Leonardo da Vinci, dostrzegają w kocie żywe arcydzieło. Albo, jak Victor Hugo, korektę dzieła stworzenia. Zapewne to właśnie obecność oświeconych umysłów wśród rodzaju ludzkiego sprawia, że koty nie straciły jeszcze co do nas nadziei. Pomagają nam zrozumieć świat, póki ktoś widzi w nich swoich mistrzów, jak to robił Bukowski.
Ich lekcje są oczywiście subtelniejsze od tych, do których przywykliśmy. Pamiętajmy, że to stworzenia starożytne i tajemnicze. Z uporem odmawiają nauki ludzkiej mowy, nie zamierzają ułatwiać nam życia. Ale tak chyba jest lepiej. Nie wiem, czy chcielibyśmy usłyszeć, co o nas myślą, co mają nam do powiedzenia; nawet bez słów koty są wystarczająco wymowne. Zresztą część ich uroku polega na tym, że nie mówią – są nieprzeniknione i nieuchwytne, choć z pozoru na wyciągnięcie ręki. Możemy za nimi jedynie podążać, nic więcej.
„Kto ma koty, popada w kotoholizm, a skuteczny odwyk nie istnieje”. Cóż, ja nie wyobrażam sobie bez nich życia. Ani bez ich lekcji – prostych, lecz otwierających oczy.
- Jedz, kiedy czujesz głód, odejdź od miski, gdy się nasycisz. Poluj, gdy zajdzie potrzeba, rozkoszuj się jadłem, które przynosi ci człowiek… chyba że znowu nie trafił z puszkami. Śpij, ile tylko możesz, i baw się przez resztę czasu. Ciesz się życiem! Nie ma nic chwalebnego w rozdzieraniu szat pazurami ani w chodzeniu z kwaśną mordką.
- Otaczaj się tym, co kochasz: miej pod łapą kartonowe pudełko, spory zapas smaczków, dobranych towarzyszy. Nieważne, czy to koty, ludzie, psy, czy inne stworzenia, jeśli potrafią się zachować: szanują cię i nie są namolni.
- Żyj tu i teraz, korzystaj z czasu, który został ci dany. Doceniaj drobne radości i stawiaj czoło przeciwnościom losu, wiedząc, że jedne i drugie przeminą, a ty nie możesz zrobić nic więcej, jak tylko chwytać chwilę. A więc carpe diem! (Nie szkodzi, że koty nie znają łaciny, z tej maksymy wezmą sobie k a r p i e – ryby nie są w sumie najgorsze, zawsze można skubnąć).
- Nie zapominaj, kogo i co masz wokół siebie. Ani kim jesteś. Nie daj się zwieść pozorom: własnym lękom, uprzedzeniom i cudzym osądom. Przejmuj się, kiedy ma to sens. A kiedy nie ma – przestań natychmiast i idź na spacer. Może będziesz mieć szczęście i napatoczy się mysz.
- Pozostań sobą i zachowaj wolność. Nie pozwól się schwytać łapskom człowieka, który chce cię wepchnąć do transporterka, nie zgnuśniej wśród wygód domowego życia, niech nikt ci nie mówi, jak masz kochać i kogo podrapać. Idź za tym, czego t y pragniesz, i nie poddawaj się, póki tego nie zdobędziesz. Albo dopóki w próbie zdobycia nie zrzucisz wszystkich bibelotów z regału na książki.
- Co do reszty… w razie wątpliwości prześpij się z tym, na pewno nie zaszkodzi. Jeżeli w świecie zajdą ważne zmiany – bądź spokojny, na pewno otworzą ci się oczy. Dosłownie i w przenośni. W końcu życie to coś, co się zdarza pomiędzy drzemkami.
1. Ćwicz się w cierpliwości, pielęgnuj w sobie spokój. W razie wątpliwości utnij sobie drzemkę.
2. Czasem trzeba zostawić sprawy ich biegowi. I nie ma w tym nic złego. Nie możesz wszystkiego kontrolować. Nie jesteś kotem.
3. Jeśli nie starcza ci czasu na zabawę, gdzieś popełniasz błąd. Korzystanie z życia wydłuża życie. Ucz się od tych, które żyją siedem razy.
4. Dochowuj wierności własnej naturze. Karton z napisem „powinno się” jest za ciasny nawet dla kota.
5. Akceptuj cudze upodobania i sposoby na życie. Kwadrat wytyczony na podłodze taśmą klejącą nie wydaje ci się się kuszący? Ktoś inny będzie zachwycony.
6. Nie wszystko zasługuje na twoją uwagę. Jeśli cały czas biegniesz, w końcu zabraknie ci tchu, gdy zobaczysz soczystą jaszczurkę.
7. Chodzenie własnymi drogami to coś, w czym koty są najlepsze. Twojego szczęścia nikt za ciebie nie przeżyje.
8. Emocje są dobre, ale nie wtedy, kiedy padasz ich ofiarą. W byciu ofiarą nie ma nic dobrego: zapytaj mysz.
9. Spróbuj od czasu do czasu zamiauczeć trochę wyraźniej. Mówienie wprost oszczędzi ci komplikacji.
10. Wiedz, czego możesz oczekiwać od innych, a unikniesz jałowych dyskusji. Jeśli chcesz, żeby ktoś przyniósł ci piłeczkę, zawołaj psa.
Giuliano Martinetti, nauczyciel włoskiego w liceum w Genui, pasjonat podróżowania i literatury japońskiej. Do jego ulubionych rozrywek należy czytanie książek w domu w towarzystwie własnych kotów.