Przeglądając sieć, pierwsze, co rzuca się w oczy, to kolosalna różnica między komentarzami kobiet i mężczyzn (oczywiście nie występuje ona zawsze, ale bardzo często). Kobiety zazwyczaj piszą: „Tak, i…”, zgadzając się z punktem widzenia autora posta, rozwijając go i odwołując do własnych doświadczeń lub badań. Mężczyźni piszą natomiast: „OK, ale…”, czyli początkowo się zgadzają z postem (lub nie), ale potem zawsze wyrażają sprzeciw i poprawiają. Muszą po prostu wskazać na coś, co można było wyrazić lepiej, i wytłumaczyć, dlaczego autor się myli. Jak się okazało, to zjawisko udowodnione naukowe, które ma swoją nazwę.
Deborah Tannen, autorka bestsellerów „New York Timesa” i profesor lingwistyki na Uniwersytecie Georgetown, całą swoją karierę bada wzorce socjolingwistyczne mężczyzn i kobiet. Nawyki te zaczynają się już w dzieciństwie i są różnie uwarunkowane w zależności od płci. Zazwyczaj dziewczęta są nagradzane za wtapianie się w tłum; chłopcy – za wyróżnianie się. Nasz język odzwierciedla tę dynamikę, aż po zaimki, których używamy (kobiety często używają formy „my”, a mężczyźni formy „ja”).
„Nasza kultura wyklucza i krytykuje dziewczynę, która zwraca na siebie uwagę i »myśli, że jest kimś«, a tę, która mówi innym, co mają robić, nazywa »apodyktyczną«. W ten sposób dziewczyny uczą się rozmawiać tak, aby równoważyć swoje potrzeby z potrzebami innych – i ratować twarz w najszerszym tego słowa znaczeniu. Chłopcy mają zupełnie inaczej. Zazwyczaj funkcjonują w większych grupach, gdzie nie wszyscy są traktowani równo. Od chłopców o wysokim statusie oczekuje się, że będą go podkreślać, a nie sobie umniejszać, i zazwyczaj jeden lub kilku chłopców będzie postrzeganych jako lider” – pisze Tannen w artykule „Siła rozmowy: kto zostaje wysłuchany i dlaczego”.
Czytaj także: On o faktach, ona o uczuciach. Jak komunikują się kobiety, a jak mężczyźni? Mówi Wojciech Eichelberger
W rezultacie komunikacja dla kobiet jest egalitarna: potrzebna do budowania więzi, rozwiązywania konfliktów, wspierania się nawzajem, komplementowania i przepraszania. Mężczyźni natomiast uczą się postrzegać komunikację jako hierarchię. Podkreślają swoją dominację, rzucając sobie nawzajem wyzwania i walcząc o miejsce „lidera”. Innymi słowy: kobiety używają języka do współpracy, a mężczyźni do rywalizacji.
I tu przechodzimy do sedna sprawy. Jednym z najbardziej uporczywych nawyków rywalizacji mężczyzn, według Tannen, jest właśnie rytualna opozycja, czyli słowna potyczka, w której odgrywamy rolę adwokata diabła, próbując „wyłapać luki i znaleźć słabe punkty” w argumentacji drugiej osoby. Podobno służy to testowaniu idei i ustalaniu hierarchii między mężczyznami, dlatego, owszem, może ci się to przydać przy kopaniu piłki z kumplami lub na konferencji start-upu technologicznego, ale wiesz co?
Chociaż Tannen po raz pierwszy użyła tego określenia w latach 90., od tego czasu wiele się zmieniło. Teraz rytualny sprzeciw skierowany do kobiet nosi nazwę „mansplaining”, a ponieważ wielu mężczyzn podświadomie postrzega kobiety jako niższe od siebie w hierarchii, zauważamy go coraz częściej. Kiedy mężczyźni rozmawiają z kobietami, sprzeciw staje się bowiem ich domyślnym ustawieniem, np. w środowisku pracy mężczyźni przerywają kobietom o 33% częściej niż mężczyźni poza nim. Zamiast próbować zrozumieć nasz ogólny przekaz, wsłuchują się w każde słowo, gotowi wychwycić każdą niespójność lub błąd semantyczny.
Z kolei w środowiskach internetowych rytualna opozycja często przeradza się w agresję. „Wiele kobiet tego nie lubi. W takiej atmosferze naprawdę ciężko rozmawiać” – pisze Tannen w książce „Talking from 9 to 5”. Trudno więc nie porównać mężczyzny stosującego rytualną opozycję do rozkapryszonego dziecka. Mówisz mu, że jest 6:00, pora założyć buty i wychodzić do szkoły, a ono odpowiada: „Nie jest 6:00. Jest 5:57”, chociaż dobrze wie, o co ci chodzi i że to nie dokładność godziny co do minuty jest sednem sprawy.
Czytaj także: Nie chodzi o to, by zawsze mieć rację. Czasem dobrze jest pobłądzić
„Kiedy byłam singielką, poznałam wielu takich mężczyzn. Gdy tylko zaczynali przerywać, kontrować i czepiać się, kończyłam randkę, bo nie da się zbudować głębokiej, czułej więzi z kimś, kto ciągle chce powiedzieć: »Mam cię!«. Kobiety używają języka do współpracy, więc dla nas komunikacja to spoiwo związku, a konfliktowy partner jest jak kwas, który niszczy to spoiwo z każdą rozmową”
– pisze na łamach portalu yourtango.com dziennikarka Maria Cassano.
Praca z takim facetem to jedno. Przynajmniej możesz cieszyć się wieczorami i weekendami, nie słysząc słów: „No cóż, tak naprawdę…”. Randka czy związek z osobą, która stosuje rytualna opozycję, to jednak zupełnie inna sprawa.
Czytaj także: Mowa ciała zakochanego mężczyzny: 5 niewerbalnych gestów, które świadczą o jego uczuciach i przywiązaniu
Po dekadach badań ekspert od związków dr John Gottman odkrył jednak coś, co nazwał „magicznym współczynnikiem”. W jednym z eksperymentów naukowiec poprosił pary o poświęcenie 15 min. na próbę rozwiązania konfliktu. Nagrał ich taktykę komunikacyjną i na tej podstawie precyzyjnie przewidział, które pary pozostały razem, a które się rozstały. Zauważył też, że udane pary miały jedną wspólną cechę: więcej pozytywnych interakcji niż negatywnych (na każdą negatywną, przypadało pięć lub więcej pozytywnych).
Do negatywnych zalicza się przede wszystkim przerywanie, lekceważenie i nadmierną krytykę partnera, a do pozytywnych m.in. przepraszanie za zranienie partnera bez żadnych „jeśli”, „i” i „ale”; zainteresowanie tym, co ma do powiedzenia; okazywanie uczuć fizycznie lub słownie; świadome docenianie partnera; akceptowanie jego perspektywy oraz znajdowanie okazji do porozumienia, a nie do sprzeciwu.
Rytualna opozycja jest zatem niezwykle toksyczna dla relacji, bo tworzy barierę dla szczerej i pełnej wrażliwości komunikacji, a kiedy ciągle kwestionujesz uczucia, doświadczenia i perspektywę partnera, każda interakcja wydaje się negatywna. Zdrowy związek po prostu nie może rozkwitnąć w takich warunkach. Może pora więc przestać udawać, że masz rację i spróbować zrozumieć swoją partnerkę? W przeciwnym razie możesz przewodzić konferencjom technologicznym, a mimo to wieczory spędzać w samotności.
Źródło: „The Biggest Mistake Men Make With Women Happens Mid-Conversation (And Most Don’t Realize How Bad It Sounds)”, yourtango.com [dostęp: 22.04.2026]