K-pop, K-beauty, K-food, K-drama… Jeszcze niespełna 60 lat temu ciągnący się w ogonie rankingów zamożności kraj dziś jest globalnym eksporterem kultury we wszystkich jej postaciach. O źródłach obecnego sukcesu Korei Południowej rozmawiamy z prof. Marcinem Jacobym z Uniwersytetu SWPS.
- Prof. Marcin Jacoby, autor książki „Korea Południowa. Republika żywiołów” wyjaśnia, jak to się stało, że tytułowa Korea, jako pierwsze państwo azjatyckie, weszła do kulturowego mainstreamu na całym świecie.
- Jak zaznacza ekspert: „Koreańska fala (hallyu) wciąż się rozwija, wchodzi w kolejne obszary. To już nie tylko seriale i K-pop, lecz także film, przemysł K-beauty, moda, kulinaria, nauka języka i koreański lifestyle”.
- Sinolog podkreśla, że kluczem do kulturowego sukcesu Korei Południowej jest panująca w tym kraju twórcza energia, połączenie tradycji z nowoczesnością oraz wsparcie państwa dla rozwoju (pop)kultury.
- K-popowe zespoły, jak BTS, podbiły serca przede wszystkim młodych kobiet z Zachodu brakiem wulgarności, nowym modelem męskości.
- Czy moda na Koreę Południową nie przeminie? Jak dodaje prof. Marcin Jacoby: „Myślę więc, że gdy już opadnie ta wysoka fala, to Korea Południowa będzie jednym z państw, które kojarzą się z kilkoma pozytywnymi rzeczami i są postrzegane na świecie przez ich pryzmat”.
Wywiad pochodzi z magazynu „Sens” 02/2026.
Monika Stachura: W swojej książce o Korei przyznał pan, że nie doszacował znaczenia, jakie K-pop i, szerzej patrząc, kultura koreańska będą miały na całym świecie. Coś, co na początku mogło wydawać się sezonową modą, zrodziło trwałe trendy.
Marcin Jacoby: Koreańska fala (hallyu) wciąż się rozwija, wchodzi w kolejne obszary. To już nie tylko seriale i K-pop, lecz także film, przemysł K-beauty, moda, kulinaria, nauka języka i koreański lifestyle. Te elementy wzajemnie się wspierają, co dodatkowo wzmacnia całe zjawisko. Dochodzą do tego e-sport, webtoony i wiele innych rzeczy. Dzięki takiej różnorodności każdy może znaleźć coś dla siebie, a koreańska fala jako całość pozostaje stabilna.
To oczywiście nie wzięło się znikąd.
Nie, to efekt ciężkiej pracy wielu osób pełnych twórczej energii. W Korei Południowej panuje atmosfera ciągłego poszukiwania pomysłów. Zarówno wśród przedsiębiorców, którzy stale myślą o nowych produktach, jak i wśród twórców, którzy szukają świeżych koncepcji programów, seriali czy opowieści.
Koreańczycy chyba sami początkowo nie wierzyli, że są tak kreatywni, tymczasem to dążenie do innowacji sprawia, że koreańska fala nieustannie się odradza.
Jeszcze kilkanaście czy 20 lat temu koreańskie kino pojawiało się głównie na festiwalach, szerzej było znane na przykład miłośnikom filmów gore. Dziś sytuacja wygląda inaczej – oczywiście kino artystyczne, autorskie nadal się rozwija, jednak obok tych ambitnych produkcji największe sukcesy odnoszą dramy, na globalnych serwisach streamingowych co miesiąc jest kilka premier.
Przy czym ciekawe jest to, że Koreańczycy mają wyjątkową zdolność łączenia elementów wysokich i popularnych. Widać to w kinie – nawet filmy arthouse’owe często zawierają wątki komediowe czy slapstickowe, w narracjach mieszają się konwencje horroru, thrillera, dramatu, komedii romantycznej i innych gatunków. Do tego dochodzą rozbudowane wątki fabularne, na przykład historie bohaterów żyjących równolegle współcześnie i 300 lat wcześniej, co pozwala przy okazji odkrywać koreańską historię. Ta umiejętność łączenia różnych stylów jest obecna również w muzyce; jeśli przyjrzymy się K-popowi, to tak naprawdę jest to połączenie wielu wpływów i stylów muzycznych.
To się dzieje z korzyścią dla kultury koreańskiej?
Zdecydowanie tak. Uważam, że to jest złoty okres dla Korei Południowej. Kultura popularna i cała koreańska fala znacząco zwiększają zainteresowanie tym krajem. Dzięki temu przemysły kreatywne w Korei dysponują dużymi środkami finansowymi, mogą tworzyć ciekawe i jakościowe treści.
Tradycyjna kultura może przetrwać jedynie wtedy, gdy znajduje dla siebie nowy kontekst, a Koreańczycy są w tym bardzo skuteczni. Podziwiam to, że na przykład swobodnie włączają tradycyjne instrumenty do zespołów jazzowych czy elementy strojów z epoki Joseon do mody współczesnej. To nie jest powierzchowne, tandetne, lecz świadome czerpanie z przeszłości do tworzenia czegoś nowego. Wielu młodych ludzi interesuje się tradycją ludową. Uczą się gry na dawnych instrumentach, śpiewu, znają tradycyjne stroje. Nie widzą w tradycji nic wstydliwego czy nieistotnego – przeciwnie, są z niej dumni. W tym leży wielka siła kultury koreańskiej.
Dlaczego Zachód jest tak zafascynowany popularną kulturą koreańską?
Niełatwo na to pytanie odpowiedzieć. Zachód zainteresował się kulturą koreańską dopiero na końcu – po tym, jak hallyu ogarnęło najpierw Japonię, potem Chiny, Azję Południowo-Wschodnią, Bliski Wschód, Afrykę, Amerykę Łacińską, a dopiero później, przez Stany Zjednoczone, dotarło do Europy. Jesteśmy więc na końcu długiego procesu, który trwał wiele lat.
Rozpoczęły go głównie młode kobiety, czasem nastolatki, które w koreańskich produkcjach i muzyce zobaczyły coś świeżego i innego. To było nowe, łamało stereotypy kultury zachodniej przede wszystkim dotyczące relacji romantycznych i męskości.
Zachodni bohater to najczęściej mężczyzna w typie Supermana, umięśniony, duży, intensywny. Tymczasem koreański obiekt westchnień jest delikatny, zadbany, ma idealną cerę, umalowane brwi, a jednocześnie jest męski w zupełnie inny sposób. Ratuje kobietę, ale się wstydzi, jest nieśmiały, nie pocałuje jej, bo nie wypada, i to ona musi zrobić pierwszy krok. To zupełnie inny model męskości.
Podobnie widać różnicę w zachowaniu gwiazd K-popu w porównaniu do muzyków zachodnich. Gwiazdy koreańskie są skromne, otwarte na kontakt z fanami, cierpliwe, uprzejme, prowadzą uporządkowane życie, nie mają – albo udają, że nie mają – partnerów.
Oczywiście część tego jest wykreowana przez agencje, jednak gwiazdy muszą zachowywać zdrowy tryb życia, dbają o formę, unikają nałogów. To odwrócenie wizerunku rockmana, który przeklina, przychodzi pijany do studia albo niechętnie udziela wywiadu.
Ta zupełnie inna estetyka i sposób bycia są obecne również w kontekście seksualności. Nasza, czyli ukształtowana na wzorcach angloamerykańskich, seksualność jest dosłowna, wręcz wulgarna. Tymczasem Koreańczycy są konserwatywni, dziewczyny noszą krótkie spódniczki, jednak nie ma w tym prowokacji. W czasie rozmów z fanami czy dziennikarzami piosenkarki, aktorki przepraszają za jakieś swoje niedociągnięcia i obiecują, że będą się bardziej starać na przyszłość. Może młode pokolenie na Zachodzie miało dość wulgarnych muzyków, którzy obnażają się na scenie, czy wokalistek, które trzęsą pośladkami przed kamerą. Korea dała coś innego i to zaskoczyło.
Skandynawia wypromowała się między innymi na kryminałach. Hallyu też ma dużo szerszy kontekst niż sama rozrywka. Na przykład wkład w PKB Korei Południowej związany z działalnością najsłynniejszej chyba grupy muzycznej BTS jest porównywalny z tym, ile wnoszą korporacje. Zastanawiam się, na ile koreańska fala jest wspierana przez państwo.
Chyba dopiero w ostatnich latach zaczynamy rozumieć, że przemysł kreatywny jest ważną częścią gospodarki. Trudno to policzyć, ale jeżeli spojrzymy na hallyu w perspektywie ekonomicznej, to są gigantyczne przychody z licencji, ze streamingu, z całego otoczenia zespołów K-popowych. To nie tylko koncerty, albumy, lecz także spotkania fanów, linie gadżetów. A to dopiero napędza kolejne gałęzie gospodarki, bo zainteresowanie kulturą koreańską przenosi się na turystykę, a turystyka przenosi się również na przemysł restauracyjny w Korei. I tak dalej, i tak dalej, i tak dalej... I nagle się okazuje, że hallyu jest istotnym czynnikiem rosnącej zamożności kraju. To jest, moim zdaniem, nie do przecenienia.
Można by dyskutować, na ile rządy koreańskie rzeczywiście pomagały twórcom, zespołom, agencjom, a na ile korzystały z ich sukcesu, jednak można powiedzieć, że bez wahania instytucjonalnie wspierały kulturę popularną. Od lat 90. XX wieku, kiedy to wszystko miało swój początek, zaczęły powstawać różne organizacje i programy publiczne, były organizowane zagraniczne showcase’owe koncerty popularnych grup czy wokalistów. To coś, co w Europie raczej jest traktowane podejrzliwie. Wyobraźmy sobie, że nasz rząd wydaje miliony złotych na koncert siedmiu komercyjnych polskich zespołów na jednym stadionie w Brazylii. Czulibyśmy się niekomfortowo, powiedzielibyśmy: „Ale jak to, pieniądze podatnika na coś takiego?”, a dla Korei Południowej to jest normalne.
Oczywiście to przede wszystkim sukces artystów, twórców, agencji, bo to oni wykreowali muzykę, teksty, jednak wygląda na to, że kolejni politycy na wysokich szczeblach dobrze rozumieli, jak bardzo cenna dla kraju jest kultura popularna, i szybko działali.
W Polsce pojawia się wiele tłumaczeń współczesnej literatury koreańskiej wspieranych przez coś w rodzaju tamtejszego Instytutu Książki. Oczywiście to nie jest skala porównywalna z K-pop, jednak pokazuje zaangażowanie instytucjonalne, o którym pan mówi.
Tak, podobnie jak nasz Instytut Książki, który wspiera tłumaczenie polskiej literatury za granicą, Koreańczycy mają swoje bardzo dobre programy. Przy okazji warto wspomnieć o noblistce z literatury z 2024 roku Han Kang, co pokazuje, że uznana i rozpoznawalna jest nie tylko kultura popularna, lecz także wielka literatura, opera, muzyka klasyczna – za przykład może posłużyć choćby Cho Seong-jin, zwycięzca konkursu chopinowskiego z 2015 roku. Dlatego myślę, że to jest złoty okres dla Korei Południowej.
Zastanawiam się, co będzie dalej z hallyu, bo w pewnym momencie była moda na Japonię, ale nigdy nie osiągnęła takiej skali jak na Koreę. Być może to także kwestia postępu technologicznego, bo dziś wszystkie newsy rozchodzą się szerzej i szybciej.
Moda na Japonię miała trochę inny charakter, bo rozwijała się w Europie już w XIX wieku i można powiedzieć, że pewien procent populacji niezmiennie interesuje się tym krajem, jednak to jest nisza. Są osoby, które kochają mangę, lubią J-pop, śledzą modę, ale poza kuchnią japońską, która jest w głównym nurcie – to jest pewna egzotyka. Natomiast Koreańczykom udało się dotrzeć do głównego nurtu odbiorców kultury w pewnym sektorze wiekowym, na przykład dla nastolatków K-pop to jest coś zupełnie naturalnego.
Korea Południowa to pierwsze państwo azjatyckie, które trafiło do kulturowego mainstreamu globalnego. I już zbudowało sobie bardzo silną pozycję.
Mam na myśli choćby seriale na Netflixie czy grupę BTS, która jest popularniejsza od Beatlesów i jakichkolwiek amerykańskich gwiazd współczesnych. Być może Taylor Swift jest w stanie z nimi konkurować, ale musielibyśmy dokładnie określić, co porównujemy. Może więc tak rozumiana moda na Koreę będzie trwała, nawet jeśli to zafascynowanie, które dziś obserwujemy, się zmniejszy.
I jest jeszcze jedno bardzo ciekawe zjawisko, mianowicie na przykład bijąca rekordy popularności animacja „K-popowe łowczynie demonów”, owszem, została stworzona przez etnicznych Koreańczyków, ale jest jednak produkcją amerykańską, przeznaczoną na rynek lokalny. Zatem skoro Amerykanie biorą coś koreańskiego, bo są przekonani, że będzie się dobrze sprzedawać, to dowód na to, że kultura koreańska jest już w samym centrum zainteresowania.
Może Korea Południowa podąży drogą Włoch, z których Amerykanie zaczerpnęli na przykład pizzę i przetworzyli ją pod swój gust.
Tak, to może być dobry przykład. Kultura włoska, francuska, hiszpańska mają swoje stałe miejsce w pejzażu międzynarodowym, stabilnym symbolem jest też chociażby flaga Wielkiej Brytanii, Union Jack. Myślę więc, że gdy już opadnie ta wysoka fala, to Korea Południowa będzie jednym z państw, które kojarzą się z kilkoma pozytywnymi rzeczami i są postrzegane na świecie przez ich pryzmat.
Cała opowieść o tym, co się stało z Koreą Południową w ostatnich kilkudziesięciu latach – stosunkowo mały kraj, zamieszkany przez 52 miliony i żyjący w stałym zagrożeniu geopolitycznym, który jeszcze niedawno był bardzo biedny i zacofany, a dzisiaj jest potęgą technologiczną – jest absolutnie niesamowita.
Marcin Jacoby – dr hab. nauk humanistycznych, prof. USWPS, sinolog, literaturoznawca, autor książek. Zajmuje się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych USWPS w Warszawie, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich
(Fot. materiały prasowe)
Polecamy: „Korea Południowa. Republika żywiołów”, Marcin Jacoby, Wydawnictwo Muza