Chloé Zhao pojawiła się na czerwonym dywanie Oscarów 2026 w całkowicie czarnej kreacji z przezroczystym welonem zakrywającym twarz – i jeszcze przed pierwszym wręczeniem statuetki zdążyła podzielić widzów na dwa obozy. Jedni widzieli w tej stylizacji artystyczny manifest, drudzy – nieudany żart z Kostuchy.
Kreacja reżyserki to długa, stalowoszara suknia z rozkloszowanymi rękawami i spódnicą pokrytą falbanami, zaprojektowana przez Gabrielę Hearst. Całość dopełniały smoky eyes oraz naszyjnik z diamentów w kształcie węża marki Bulgari – biżuteria, która dodała stylizacji mrocznej elegancji. Najbardziej komentowany element? Przezroczysty czarny welon delikatnie ułożony na prostych, czarnych włosach Zhao – niczym strój żałobny prosto z wiktoriańskiej fotografii.
W mediach społecznościowych natychmiast posypały się komentarze. Część internautek zachwycała się gotycką spójnością całego looku i jego symbolicznym wymiarem – w końcu „Hamnet” to film o żałobie, stracie dziecka i o tym, jak nieprzepracowany ból niszczy miłość. Inni byli mniej łaskawi i porównywali reżyserkę do Kostuchy lub mrocznej panny młodej, pytając, czy gala Oscarów to właściwe miejsce na tak radykalny komunikat.
Chloé Zhao wpisała się w historię kina jako druga reżyserka z dwoma nominacjami do Oscara
Zanim w ogóle ogłoszono pierwsze nagrody, Chloé Zhao zdążyła zapisać się w historii Akademii. Jest dopiero drugą kobietą w historii Oscarów nominowaną do statuetki za reżyserię dwukrotnie – wcześniej ten zaszczyt przypadł wyłącznie nowozelandzkiej reżyserce Jane Campion, nominowanej za „Fortepian" w 1993 roku i nagrodzonej za „Psią krew" w 2022.
Zhao po raz pierwszy odebrała Oscara za reżyserię w 2021 roku – za „Nomadland", na okrojonej, pandemicznej ceremonii. Tegoroczna gala to dla niej zupełnie inna skala. W tym roku reżyserka jest też nominowana do Oscara za najlepszy scenariusz adaptowany – razem z Maggie O'Farrell, autorką nagradzanej powieści z 2020 roku, na podstawie której powstał film.
„Hamnet" z ośmioma nominacjami i jedną statuetką
„Hamnet" to film o śmierci jedenastoletniego syna Williama Szekspira i o tym, jak ta strata dosłownie rozsadza jego rodzinę od środka. Jessie Buckley w roli Agnes – żony pisarza – otrzymała Oscara za najlepszą pierwszoplanową rolę żeńską. Paul Mescal wcielił się w Szekspira, który traci syna, ale zamiast dzielić żałobę z żoną, ucieka w pracę twórczą w Londynie.
Film zebrał w sumie osiem nominacji do Oscara.
– Nie potrafią zobaczyć siebie nawzajem w bólu i w tym, jak każde z nich przeżywa żałobę – mówiła Zhao w rozmowie z „The Hollywood Reporter". – Agnes nie może pojąć, dlaczego Will nie potrafi opłakiwać syna tak jak ona. A on nie jest w stanie przy niej być – i to ich rozdziela. Ta niemożność wyrażenia siebie jest w jakimś sensie tragiczna i bolesna, ale jednocześnie to właśnie ona pchnie go na skraj progu: być albo nie być – i w ten sposób narodzi się jedno z największych dzieł literatury świata.
W tym kontekście żałobny welon na czerwonym dywanie nabiera zupełnie innego znaczenia.