Być albo nie być – ciężko zliczyć liczbę scenicznych i teoretycznych interpretacji, których dorobiło się najsłynniejsze pytanie w historii teatru. Ono z pewnością JEST – rozgrzebywane przez lata, odkąd na przełomie XVI i XVII wieku padło po raz pierwszy, istnieje w naszej kulturze i wyobraźni. To, czego nie ma, to dogłębna wiedza na temat życia jego autora. 7 lat Williama Shakespeare’a, czas zaraz po tym, jak na świat przyszło jego dwoje dzieci, bliźniaków, badacze uważają za stracone. Jeszcze większą egzystencjalną zagadkę stanowi jego żona, Anne Hathaway. Wiedząc, że żadne dzieło nie powstaje w próżni, reżyserka Chloé Zhao użyła do załatania życiorysu tego, czym dramaturg prawdopodobnie sam łatał swój byt – poezji.
Tragedia Hamleta, tytułowego bohatera sztuki, w której pada wspomniane pytanie, w dużej mierze zależy od przysięgi złożonej duchowi jego zamordowanego ojca. Podobną „życiową” obietnicę składa 11-letni Hamnet (Jacobi Jupe) Williamowi Shakespeare’owi (Paul Mescal). Gdy ojciec udaje się do Londynu, by tam rozwijać swoją karierę, syn zostaje w domu, by opiekować się mamą (Jessie Buckley) i siostrami (Olivia Lynes i Bodhi Rae Breathnach). Ma być dzielny, więc kiedy plaga dżumy nawiedza ich dom w Stratford i obiera sobie za cel jego bliźniaczkę Judith (Lynes), chłopiec kładzie się przy niej, z nadzieją, że oszukają śmierć. Oddaje własne życie, żeby jego ukochana siostra przeżyła. Nie istnieje logiczne wytłumaczenie, w jaki sposób przejął na siebie chorobę. Ale w filmie Zhao magia jest niezbędna jak powietrze.
Jacobi Jupe jako Hamnet w filmie Chloé Zhao
Osobą magiczną jest Anne Hathaway, która w „Hamnecie” nosi imię Agnes (prawdopodobnie były to odpowiedniki). W Stratford nazywają ją wiedźmą. Gania po lesie z sokołem na ramieniu, zbiera zioła, wymawia tajemnicze formułki, leczy rany. Reputacja uzdrowicielki, nie sprawia, że jest uważana za dobrą partię, wręcz przeciwnie. W wieku 26 lat, poznaje 18-letniego Shakespeare’a i jego również uzdrawia. Maltretowany fizycznie i psychicznie przez ojca William, poznaje, czym jest troska, miłość i współczucie. Mimo sprzeciwu rodziny, żeni się z wybranką, która jest już w ciąży z ich pierwszą córką, Susanną. Agnes posiada jeszcze jedną moc: potrafi przewidzieć przyszłość osoby, którą złapie za dłoń. Od początku wie, że na łożu śmierci żegnać ją będzie dwoje dzieci. Gdy na świat przychodzą bliźniaki, Hamnet i Judith, pierwszy raz w życiu, chciałaby się mylić.
Kadr z filmu„Hamnet” (Fot. materiały prasowe)
Agnes jest centralną postacią powieści Maggie O’Farrell z 2020 roku, która posłużyła za materiał źródłowy do filmu. Autorka książkowego „Hamneta” przekornie odwraca się plecami do Shakespeare’a. O’Farrell nigdy nie wymienia go z nazwiska, używa określeń: „mąż” lub „ojciec”. Zwraca się w stronę żony i matki, postaci zepchniętej na margines, o której nie ma wielu wzmianek historycznych. Podejście autorki znajduje odzwierciedlenie w filmowym „Hamnecie”. Paul Mescal jest ojcem kochającym, ale nieobecnym. Najpierw wyjeżdża do Londynu, by uciec z domu duszącego jego ambicje, później by uciec od otchłani żałoby. Jak duch króla z „Hamleta”, tkwi w zawieszeniu pomiędzy światami. Jessie Buckley trwa na ekranie, mimo najskrajniejszych stanów emocjonalnych, dzikiej furii i rozdzierającej rozpaczy. Jej postać nie może sobie pozwolić na ucieczkę. Szczególnie taką w stylu Ofelii. Powieść O’Farrell i film Zhao, mimo że fikcyjne, są świadome wytrwałej obecności Agnes i pełne podziwu wobec jej postaci. Łączą tragedię osobistą z twórczością słynnego dramaturga. Wypełniają historyczne luki, tym co ludzkie i znajome. W przeciwieństwie do badaczy literackich i biografów, którzy rzadko brali pod uwagę aspekt rodziny Williama, nie zgłębiali też śmierci jego jedynego syna. W elżbietańskiej Anglii imiona Hamnet i Hamlet uważano za wymienne – jak można było to zignorować?
Kadr z filmu„Hamnet” (Fot. materiały prasowe)
Tak jak na deskach teatru, w filmie Chloé Zhao ważne są zarówno słowa, jak i widowisko. Gdy William poznaje Agnes, opowiada jej o Orfeuszu i Eurydyce. Nieświadomy, że historia o miłości, która przekracza wymiary już wkrótce stanie się ich udziałem. Jako młodzi rodzice podzielą los mitycznego śpiewaka: nie będą w stanie wydostać swojego ukochanego synka z Hadesu. W sugestywnych symbolach zapisana jest przyszła tragedia bohaterów. Dwa drzewa wyrastające z jednego korzenia zwiastują bliźniaczą więź. Między nimi jest czarna dziupla – tam zaczyna się ścieżka do świata umarłych. Wizualne metafory Łukasza Żala, stają się mostem między sferą ludzi i zjaw. W jego obrazach zieleń lasu jest niepokojąco intensywna. Przestrzenne, wciągające kadry przypominają, że natura jest nieokiełznana, tak jak ludzki los. Już po „Idzie” czy „Zimnej wojnie”, wiadomo było, że nasz rodzimy operator jest mistrzem filmowej poezji. Jego kadry sprawiają, że kameralna, uczuciowa opowieść staje się wielopoziomowa i epicka. Mam nadzieje, że jego współpracę z Zhao, twórczynią romantycznego „Nomadland”, drugą poetką kina, zwieńczy w końcu zasłużony Oscar. Jeśli miałabym wskazać, co w filmie nazywanym przez zagraniczną prasę „żałobną pornografią” poruszyło mnie najmocniej, były to właśnie jego zdjęcia.
Kadr z filmu„Hamnet” (Fot. materiały prasowe)
Problemem „Hamneta” nie jest to, że próbuje poruszyć widza, ale to, że próbuje poruszyć go zbyt mocno. Sama jestem najłatwiejszą możliwą widzką dla tego rodzaju kina, płaczę momentalnie, pod byle pretekstem. Jednak tu nie uroniłam ani jednej łzy. Nie jestem w stanie winić świetnego rzemiosła Jessie Buckley i Paula Mescala. Chociaż aktor stawiający w swoim repertuarze wyłącznie na role „smutnych chłopców”, zdecydowanie lepiej sprawdza się w niskobudżetowych produkcjach typu „Aftersun”, niż tych o większym rozmachu. Tragedia małego Hamneta, uniwersalna opowieść o stracie, zostaje jednak przytłoczona nadmiarem lirycznego patosu. Muzyka, która pojawia się dokładnie wtedy, kiedy należy utwierdzić nas w goryczy, redundantne ujęcia, podczas których Jacobi Jupe spogląda przez ramię, wprost w oczy widza – film Zhao z pełną świadomością porusza nasze najczulsze struny i gra na zszarganych nerwach.
Emocjonalny drenaż ma cel: jest nim katharsis. Takie jak to, które przeżywa Agnes pod sceną teatru, podczas spektaklu „Hamleta”. Oglądając ponownie śmierć swojego syna, tym razem z perspektywy Williama. Nadmierna estetyzacja rodzicielskiego cierpienia, zamiast spodziewanego współczucia rodzi czujność. Z każdym kolejnym przeciągłym spojrzeniem, z każdym spazmatycznym objęciem, przestaję ufać twórcom „Hamneta”. Nie lubię płakać na zawołanie.
Film „Hamnet” trafi do polskich kin 23 stycznia.