1. Zwierciadlo.pl
  2. >
  3. Relacje
  4. >
  5. Czego nas uczy pierwsza miłość? Pytamy psycholożkę Magdalenę Chorzewską

Czego nas uczy pierwsza miłość? Pytamy psycholożkę Magdalenę Chorzewską

Fot. Tom Wilde/Getty Images
Fot. Tom Wilde/Getty Images
Może przydarzyć się już kilkulatkom, ale i bardzo dojrzałym ludziom. Choć wydaje się, że będzie wieczna, rzadko trwa całe życie. Pierwsza miłość to niezwykle delikatne i ulotne uczucie, a jego skutkiem ubocznym często jest złamane serce. Czego nas uczy? Co o nas mówi? Jak jej nie bagatelizować ani nie gloryfikować? Pytamy psycholożkę Magdalenę Chorzewską.

Wywiad pochodzi z miesięcznika „Zwierciadło” 12/2025.

Izabela Nowakowska-Teofilak: Dziś rano w mediach społecznościowych wyświetliło mi się zdjęcie dwóch bohaterów kultowego serialu „Beverly Hills 90210” z podpisem: „Twoja skłonność do toksycznych mężczyzn zaczęła się wtedy, gdy oglądając ten serial, zakochałaś się w Dylanie, a nie w Brandonie”. Czy obiekty naszej pierwszej, choćby platonicznej, miłości naprawdę determinują to, z kim się później wiążemy?

Magdalena Chorzewska: Mogą w pewnym stopniu tworzyć jakąś wizję wymarzonego partnera lub partnerki, przez co będziemy bardziej zwracać uwagę na osoby o określonych cechach wyglądu lub charakteru. Natomiast to, z kim ostatecznie się wiążemy, to o wiele bardziej złożona historia, bo często zakochujemy się w kimś, kogo nigdy w życiu byśmy nie brali pod uwagę. „Marzyłam o wysokim brunecie, a wyszłam za mąż za niskiego blondyna” – w swoim gabinecie często słyszę takie historie. Powiedziałabym więc raczej, że te pierwsze relacje potwierdzają lub burzą jakieś nasze przekonania na temat związków. Natomiast na nasz styl przywiązania, na to, jak funkcjonujemy w relacji, czego w niej szukamy – tak naprawdę największy wpływ ma nasz dom rodzinny i relacje z opiekunami. Pierwsze złamane serce raczej nie zagrozi bezpiecznemu stylowi przywiązania, ale kiedy ktoś dorastał w tak zwanym trudnym domu i nagle doświadczy prawdziwej miłości od partnera lub partnerki, to jego styl przywiązania może się nieco zmienić. Dobra relacja potrafi złagodzić lęki i uniki, pokazać takiej osobie, że może być inaczej.

Ale pierwsza miłość, niestety, ma to do siebie, że rzadko trwa całe życie, zazwyczaj kończy się złamanym sercem.

I dobrze!

Dobrze?

Tak, z psychologicznego punktu widzenia lepiej być w kilku związkach, bo w ten sposób zdobywamy kompetencje społeczne do zbudowania trwałej, satysfakcjonującej relacji. Dzięki każdej osobie, z którą się wiążemy, dowiadujemy się czegoś o sobie, swoich potrzebach i oczekiwaniach. Kiedy zakochujemy się pierwszy raz, zazwyczaj nie jesteśmy na tyle dojrzali, by wybrać sobie właściwego człowieka na całe życie. Często pod wpływem impulsu, nie do końca świadomi wskakujemy do głębokiej wody. Gdy jesteśmy zakochani, w naszym organizmie zachodzi szereg procesów biochemicznych, które wywołują motyle w brzuchu, czyli przyspieszone bicie serca, stan euforii, pobudzenia, nadmiernego skupienia na ukochanej osobie i idealizowanie jej. Kiedy znamy już ten stan, mamy mniejszą lub większą świadomość tego, co się z nami dzieje, ale gdy przeżywamy to po raz pierwszy, kompletnie się w tym zanurzamy i tracimy zdolność do racjonalnego osądu. Dlatego te pierwsze związki zazwyczaj opierają się na silnej symbiozie, na ciągłym zaspokajaniu potrzeb partnera kosztem własnych.

Jednak z czasem, kiedy ten koktajl hormonalny, który wytwarza się w naszych organizmach pod wpływem zakochania, przestaje działać, pojawia się potrzeba autonomii. Poza tym z wiekiem nasze oczekiwania oraz życiowe priorytety się zmieniają i, niestety, w takich pierwszych związkach często zaczynają się one rozjeżdżać, powodując rozczarowanie drugą osobą. Tkwienie w takiej relacji rzadko kiedy jest dobre, choć oczywiście są ludzie, którzy potrafią się razem rozwijać, nadążać za sobą, wzajemnie się inspirować. Statystyki są jednak nieubłagane, tylko nieliczne pierwsze miłości są w stanie przetrwać próbę czasu. Można więc powiedzieć, że złamane serce jest naturalnym etapem naszego rozwoju emocjonalnego, choć dość krytycznym szczególnie dla nastolatków.

Dlaczego? W dorosłym życiu złamane serce szybciej się goi?

To jest dosyć trudne pytanie, bo ciężko w tym przypadku mówić o jakiejś regule. Mogłoby się wydawać, że osoby, które przeżyły już niejedno zakochanie, wiedzą, jak sobie radzić po rozstaniu, mają świadomość, że tylko zamykając jedne drzwi, da się otworzyć drugie, za którymi być może czeka nas coś lepszego. Ale miłość miłości nierówna. Można przez pół życia być w letnich związkach, w wieku 50 lat zakochać się na zabój, a potem cierpieć po rozstaniu jak nastolatek. Trafiają do mnie również dojrzali ludzie, którzy nie są w stanie sami emocjonalnie poradzić sobie z faktem, że relacja, na której bardzo im zależało, bezpowrotnie się skończyła. Myślę więc, że nie ma co porównywać, kto cierpi mniej, a kto bardziej. Faktem jest jednak, że w okresie dojrzewania nasz układ nerwowy i hormonalny dopiero się stabilizuje, przez to emocje są silniejsze i trudniejsze do kontrolowania niż u dorosłych.

Młodzi ludzie mają też mniejsze doświadczenie w radzeniu sobie z bólem emocjonalnym, więc utrata pierwszej miłości czasem wydaje im się końcem świata, ostateczną katastrofą podważającą sens wszystkiego, co może doprowadzić do myśli czy nawet prób samobójczych. A zatem złamane serce nastolatka to naprawdę bardzo poważna sprawa, której nie można bagatelizować ani w żaden sposób umniejszać, mówiąc na przykład: „Nie ma co płakać, zaraz znajdziesz sobie innego czy inną”. Trzeba być obok, słuchać, uznać to cierpienie, bo w przypadku pierwszego rozczarowania miłosnego jest ono absolutnie realne zarówno na poziomie emocjonalnym, jak i fizycznym. Pierwsze rozstanie po prostu boli. A do tego dochodzi często zagubienie i niezrozumienie. Nastoletnie miłości są bardzo intensywne, pada w nich wiele obietnic, ale też człowiek w tym wieku działa dosyć impulsywnie, szybko zmienia zdanie, w poniedziałek może być zaangażowany emocjonalnie na sto procent, a we wtorek już zupełnie nic nie czuć. Dlatego odrzuceni młodzi ludzie często nie mają pojęcia, dlaczego ich relacja się rozpadła, szukają winy w sobie, zaczynają myśleć, że być może są beznadziejni, niewarci miłości, co też może skutkować myślami rezygnacyjnymi.

Czytaj także: „Znajdziesz kogoś lepszego” to nie pocieszenie. Ekspert wyjaśnia, co naprawdę pomaga przetrwać żałobę po rozstaniu

W dorosłym życiu nie skreślamy miłości tak łatwo, inaczej podchodzimy do konfliktów w relacji. Mniejszy jest też wpływ grupy rówieśniczej, nie przejmujemy się tak bardzo, czy nasi znajomi lubią naszego partnera lub partnerkę. I po rozstaniu raczej nie myślimy o tym, czy on lub ona nie zrobi czegoś, co mogłoby nas skompromitować, na przykład upubliczni jakieś nagrania czy wiadomości. Tymczasem tam, gdzie są niedojrzali ludzie, może pojawić się cała gama różnych niedojrzałych zachowań. A przecież nastoletnie miłości to też często pierwsze doświadczenia seksualne, które mogą być poważnym dodatkowym obciążeniem dla odrzuconej młodej osoby.

Jak się zatem zaopiekować nastoletnim złamanym sercem?

Musimy być przede wszystkim czujni i obecni. Jeśli mamy dobrą relację z dzieckiem, to po prostu pewne rzeczy widzimy. Dostrzegamy smutek, wycofanie, zmiany w zachowaniu. Niestety, z mojego doświadczenia w gabinecie wynika, że bardzo wiele nastoletnich osób na co dzień nie rozmawia ze swoimi rodzicami, w związku z tym nie mają oni zielonego pojęcia o tym, co ich dzieci robią, z kim się spotykają i co przeżywają. Dorośli nie widzą naprawdę wielu rzeczy, które są do zauważenia, kiedy jesteśmy w kontakcie. Uczulam więc, żeby budować tę relację od najwcześniejszych lat życia dziecka, bo aby być obecnym rodzicem nastolatka, trzeba nie zepsuć wcześniejszych etapów budowania relacji z własnym dzieckiem. W przypadku nastolatków rozmowa nie polega na wymądrzaniu się, tylko na słuchaniu i otworzeniu się na to, co przeżywa młody człowiek.

Jeżeli wiemy, że nasze dziecko właśnie się rozstało ze swoją pierwszą miłością, musimy przede wszystkim przy nim być, ale bez narzucania się, bo zapewne młody człowiek wcale nie będzie chciał, żeby mama czy tata siedzieli z nim w pokoju. Zawsze jednak można powiedzieć: „jest mi przykro, że tego doświadczasz, mam świadomość, jak bardzo ci z tym trudno”.

Zapytajmy, czy czegoś potrzebuje, dajmy mu sygnał, że wbrew temu, co mu się wydaje, nie jest sam. Nawet kiedy dowiemy się, że nasz nastolatek zrobił coś, co przekracza nasze wyobrażenia o nim, na przykład miał jakieś doświadczenia seksualne, choć wydawało nam się, że tego jeszcze nie robi – to nie oceniajmy, nie róbmy wykładów, nie wpędzajmy w poczucie winy, tylko wspierajmy. Jeśli będzie na to przestrzeń później, kiedy emocje po rozstaniu już nieco opadną, można wrócić do tematu i próbować wybadać, czy była to bezpieczna sytuacja, jaka jest w ogóle wiedza młodego człowieka na temat seksualności. Ale znów, by móc z dzieckiem o tym wszystkim rozmawiać, to wcześniej nie można popsuć tej relacji, nie można nadwątlić jego zaufania.

Zdarza się, że nastolatek zadurza się w kimś, kto jest dla niego nieosiągalny, na przykład w idolu lub idolce. Wspierać go w tej miłości czy tłumaczyć, że szkoda energii na uczucie, które nigdy nie zostanie odwzajemnione?

Młodzi ludzie bardzo często mają takie fascynacje, zbierają różnego rodzaju artefakty z idolami, chcą jeździć na koncerty, kolekcjonują informacje i zdjęcia. To całkiem naturalne.

Ile kobiet było szczerze zakochanych w Elvisie Presleyu czy Beatlesach? Większość takich platonicznych miłości opiera się na fantazjach i jeśli młody człowiek chce się nimi dzielić, powinniśmy go wysłuchać bez oceniania. W życiu miewamy różne miłości i trudno je wartościować. Nawet jeśli jesteśmy bardzo pragmatyczni, racjonalni i trudno nam sobie wyobrazić, że można się zakochać w piosenkarzu czy aktorce, pamiętajmy, że na świecie jest cała masa wysoko wrażliwych osób, które łatwo wchodzą w relacje, szybko się zakochują, są czułe na sztukę, piękno, twórczość. A zakochać się można w różnych osobach.

Czytaj także: Etapy po rozpadzie związku – jakie są sposoby na przetrwanie trudnych chwil?

Zdarza się, że nastolatki zadurzają się na przykład w katechecie, bo jest miły, empatyczny, daje pozytywne informacje zwrotne. Młodzi ludzie bardzo łatwo obdarzają uczuciem osoby, które w jakiś sposób odpowiadają na ich potrzeby, są blisko, stają się autorytetami, mentorami. Dlatego tak ważne jest, by dorośli nie przekraczali pewnych granic i nie wykorzystywali tych młodzieńczych fascynacji, bo zakochanemu nastolatkowi czy nastolatce bez wątpienia nie zapali się czerwona lampka.

A jeśli kilkulatek wraca z przedszkola lub pierwszej klasy i komunikuje, że zakochał się w nauczycielce, to jest to takie samo uczucie, jak to, o którym przed chwilą mówiłaś?

To już inna historia, ale również należy do niej podejść poważnie. Małe dzieci często zakochują się w nianiach, nauczycielach przedszkolnych czy wczesnoszkolnych. Zazwyczaj wynika to z tego, że poświęcają im oni dużo uwagi, wymyślają ciekawe zabawy, są dobrzy, empatyczni i czuli na emocjonalne potrzeby dzieci. Jeśli do tego taka osoba ma miły głos i symetryczną urodę – dla dzieci symetryczne znaczy piękne – u malca może zadziałać mechanizm idealizacji podobnej do tej, jaką obdarza rodziców. A skoro dziecko kocha mamę i tatę, automatycznie kocha także taką osobę, która kojarzy mu się z podobnymi cechami, jak rodzice, czyli z dobrem i bezpieczeństwem. Nie jest to więc takie typowe zakochanie, jak u nastolatka czy osoby dorosłej, tylko zauroczenie wynikające z idealizacji, co nie znaczy, że moc tego uczucia jest słabsza. Poza tym może ono dotyczyć również osób tej samej płci. Większość nauczycieli przedszkolnych i wczesnoszkolnych to kobiety, a dziewczynki, tak samo jak chłopcy, zakochują się w „ciociach” lub „paniach” i to uczucie ma u nich dokładnie takie samo podłoże. Kiedy więc kilkuletnie dziecko wyznaje nam, że zakochało się w nauczycielce czy niani, warto zapytać, jak się z tym czuje, zachęcać je do tego, by opowiedziało coś więcej.

Z podobną empatią, wyczuciem i zrozumieniem powinniśmy podchodzić do pierwszych miłości rówieśniczych, bo takie zauroczenia też się zdarzają, szczególnie kiedy dzieci spędzają ze sobą dużo czasu. Miłość kilkulatków w zasadzie niczym nie różni się od przyjaźni, ale niektóre dzieci mają potrzebę, by nazywać ulubioną koleżankę albo kolegę swoją dziewczyną lub chłopakiem. Może to wynikać z tego, że na przykład starsze rodzeństwo wchodzi już w jakieś związki albo w domu krąży taki przekaz, że każdy powinien mieć partnera lub partnerkę. Ale są też osoby, które po prostu wcześnie się zakochują i potrafią się bardzo zaangażować emocjonalnie w taką relację. Zwykliśmy myśleć o tym, że to domena nastolatków, ale dzieci rozwijają się różnie. Jeśli więc kilkulatek twierdzi, że zakochał się w koleżance lub koledze, powinniśmy mu pomóc lepiej poznać to uczucie.

Można zapytać malca, gdzie w ciele czuje tę miłość, po czym rozpoznaje, że jest zakochany, co to dla niego znaczy. Jeśli będziemy żartować z tej pierwszej miłości, drwić z niej, wyśmiewać, to dziecko zacznie się wstydzić tego uczucia i w przyszłości będzie unikać rozmów na temat własnych emocji, swoich zauroczeń i fascynacji.

A czy u nastolatków pierwsza miłość do osoby tej samej płci zawsze oznacza homo- lub biseksualizm, czy też może to być po prostu jakiś etap rozwoju i odkrywania siebie?

Oczywiście, że może to być naturalny etap rozwoju i takie zauroczenia w grupach tej samej płci zdarzają się dość często, bo dorastający chłopcy spędzają dużo czasu z kolegami, a dziewczynki z koleżankami i czasami wytwarza się pomiędzy nimi pewna intymność. Zdarza się, że dzieciaki eksperymentują seksualnie, uczą się pierwszych pocałunków ale to nie oznacza, że każde z nich będzie biseksualne czy homoseksualne. Wielu nastolatkom fascynacja osobami tej samej płci mija, ale u części z nich jest to początek uświadamiania sobie swojej orientacji seksualnej. A tej, jak wiemy, nikt sobie nie wybiera. To nie jest moda ani fanaberia, tacy się po prostu rodzimy. Jednak dla dzieci, które słyszą od bliskich, że istnieje jedyny słuszny model rodziny, że każda inna miłość jest czymś złym, dewiacją, odstępstwem od normy – odkrycie pociągu seksualnego do osoby tej samej płci jest przerażające. Oczywiście później taki człowiek przechodzi różne fazy i w końcu pojawia się akceptacja, ale wciąż jeszcze zbyt wiele homoseksualnych i biseksualnych dzieci boi się odrzucenia.

Rozdarcie między własnymi potrzebami i oczekiwaniami bliskich czy środowiska, w którym dziecko funkcjonuje, kończy się czasami tragicznie. Rozumiem, że kiedy rodzice dowiadują się, że ich dziecko nie jest do końca takie, jak sobie wyobrażali, może pojawić się lęk, stres, niepokój czy wręcz strach. Ważne jednak, by mimo tych wszystkich emocji być otwartym na potrzeby dziecka i jego tożsamość. Nie trzeba maskować zaskoczenia, udawać radości, tryskać sztucznym entuzjazmem, bo młodzi ludzie są bardzo wyczuleni na fałsz. Wystarczy zapytać: „Czego ode mnie w tym momencie potrzebujesz?”. Dzięki temu młody człowiek poczuje się dostrzeżony, usłyszany i przyjęty.

W kontekście pierwszej miłości najwięcej mówi się o nastolatkach, a czy można przejść przez ten okres w życiu bez żadnych zauroczeń i na przykład, jak Stanisław Wokulski z „Lalki”, zakochać się pierwszy raz w średnim wieku?

Nie każdy człowiek w ogóle jest w stanie się zakochać. Są tacy, którzy nigdy tego nie doświadczą, bo na przykład nie są na to otwarci. Dlatego, choć akurat powieściowy Wokulski jest przykładem nieszczęśliwej miłości, uważam, że już samo pojawienie się tego uczucia w naszym życiu jest szczęściem.

Jeśli jednak ktoś przez wiele lat był zablokowany i doświadcza zakochania dopiero jako dojrzały człowiek, może być wieloma rzeczami zaskoczony, a już na pewno będzie mu brakować pewnych kompetencji społecznych do budowania relacji. To, co dla innych jest oczywiste w związku, dla takiego człowieka może być trudne.

Czytaj także: Nie mogę o nim zapomnieć. Jak pogodzić się z rozstaniem?

Do mojego gabinetu często przychodzą osoby, które dopiero po 30. roku życia weszły w relację i potrzebują psychologicznego wsparcia, ponieważ w tej nowej sytuacji życiowej czują się kompletnie zagubione. Bazują na tym, co usłyszały i przeczytały na temat związków lub podpatrzyły u innych, trudno jest im jednak na początku przyswoić pewne zachowania.

A do tego partner lub partnerka zazwyczaj mają oczekiwania wynikające z wcześniejszych doświadczeń, na przykład dotyczące obdarowywania kwiatami, pierwszych pocałunków czy innych czułości. Trudno wyczuć, kiedy kogoś chwycić za rękę, przytulić, pocałować, jeśli nigdy wcześniej nie było się w takiej sytuacji. Brak doświadczenia i działania we właściwym czasie generuje bardzo dużo nieporozumień, a finalnie, jak u Wokulskiego, który też był dosyć mało inwazyjny w swoim zakochaniu, może być przyczyną odrzucenia. W miłości trzeba mieć dobry timing, nie spóźniać się z pewnymi rzeczami, ale też nie robić falstartu. Uczucie to jedno, ale kluczowa jest cała dyplomacja wokół niego, wyczucie zasad randkowania i budowania relacji. A to pojawia się wraz z doświadczeniem.

Czy jeśli serce złamane po raz pierwszy nie zostanie odpowiednio zaopiekowane, może to jakoś wpływać na nasze przyszłe relacje?

Są tacy, którzy po takim doświadczeniu w ogóle zamykają się na relacje, na miłość albo idą dalej w związki z jakimś przekonaniem, które się ukształtowało na bazie tego pierwszego rozczarowania, że na przykład mężczyźni lub kobiety krzywdzą, że każda bliska relacja prędzej czy później kończy się cierpieniem – a takie myślenie skutecznie sabotuje kolejne związki.

I oczywiście najłatwiej obwiniać za te niepowodzenia pierwszą zranioną miłość, ale prawda jest taka, że problem tkwi głębiej, bo to, jak patrzymy na związki, jak w nich funkcjonujemy i jak reagujemy na rozstania, przede wszystkim zależy od naszego stylu przywiązania, który, jak już wspominałam, kształtuje się w pierwszych latach życia w domu rodzinnym.

Nie przeceniałabym więc chyba tak bardzo roli pierwszego zakochania czy rozczarowania miłosnego. Zwykliśmy mówić, że pierwsza miłość nie rdzewieje, ale podczas terapii często okazuje się, że dla większości moich pacjentów jest ona mniej istotna niż ich kolejne związki. Kiedy przychodzi do mnie osoba z problemem w relacjach, to podczas wywiadu często wracamy do tych pierwszych miłości. I choć faktycznie większość osób je pamięta, to jednak wspominane są one raczej jako nastoletnia przygoda. Jej znaczenie zazwyczaj jest więc symboliczne, reprezentuje pierwszą, ale wyidealizowaną lekcję o uczuciach. Dopiero kolejne związki, tworzone często między 20. a 30. rokiem życia, postrzegane są jako poważniejsze i silniej rezonujące. Można więc powiedzieć, że na to, w jaki sposób budujemy przyszłe relacje, bardziej niż pierwsze złamane serce wpływa suma wszystkich naszych miłości, różnorodne, kumulujące się doświadczenia, które uczą nas, czego pragniemy, kształtują naszą empatię i dojrzałość emocjonalną.

Magdalena Chorzewska, psycholożka, seksuolożka, trenerka umiejętności psychologicznych, edukatorka seksualna, terapeutka schematu, współautorka książki „Instaporadnia. Ciało, emocje i seks”, była ekspertką i gościnną Joanny Flis w jednym z odcinków podcastu „Za moich czasów”w ramach projektu MŁODE GŁOWY .

„MŁODE GŁOWY. Otwarcie o zdrowiu psychicznym” to projekt edukacyjny Fundacji UNAWEZA Martyny Wojciechowskiej. Skierowany jest do młodych osób, ich rodziców i nauczycieli. Bezpłatny program profilaktyczny realizowany w ramach projektu obejmuje zasięgiem już ponad milion osób w całej Polsce. Obecnie działania koncentrują się na edukacji w zakresie Pierwszej Pomocy dla Zdrowia Psychicznego. Więcej informacji: helppp.pl oraz mlodeglowy.pl.

Share on Facebook Send on Messenger Share by email
Autopromocja
Autopromocja

ZAMÓW

WYDANIE DRUKOWANE E-WYDANIE