Jeszcze dwa tygodnie temu wszyscy wróżyli mu Oscara, dziś głosy krytyki zalewają Internet. Zdanie, które Timothée Chalamet rzucił w wywiadzie zdenerwowało wielu artystów i być może zaważy na karierze młodego aktora. Tej nocy przekonamy się, czy gwiazda „Wielkiego Marty'ego” wróci do domu ze statuetką. Jego szanse drastycznie spadły.
Niedawno pisałam o tym, że kampania „Wielkiego Marty'ego” może być najlepszym przykładem filmowego PR-u w historii. Teraz myślę, że Timothée Chalamet jest klasycznym przykładem Ikara. Poleciał za blisko słońca. Dwa tygodnie temu magazyn Variety opublikował nieedytowaną rozmowę Timothéego Chalameta i Matthew McConaugheya przeprowadzoną przed publicznością złożoną z uczniów Moody College of Communication na Uniwersytecie Teksańskim w Austin. W pewnym momencie aktor, który chyba nigdy nie wyszedł z roli narcystycznego mistrza ping-ponga, palnął:
„Nie chcę pracować w balecie, operze ani, no wiesz, w miejscach, gdzie liczy się tylko utrzymanie tego przy życiu”. Po chwili dodał: „Z całym szacunkiem dla ludzi baletu i opery”, ale w jego postawie najwyraźniej szacunku nie było, bo chwilę później zażartował, że właśnie stracił „14 centów z transmisji”. Wygląda jednak na to, że stracił dużo więcej.
Na odpowiedź nie trzeba było długo czekać. Social media wypełniły się wypowiedziami w obronie, znacznie starszych niż kino, dziedzin sztuki. Które będą wypełniać teatry na długo po tym, jak Timothée Chalamet przejdzie na emeryturę. Opery i baletu broniły nie tylko instytucje kultury. Tancerze baletowi publikowali imponujące popisy swoich umiejętności. Odezwali się też wierni wielbiciele. I jak się okazało, jest to środowisko, z którym się nie zadziera. Jednym z najbardziej viralowych okazało się nagranie, które wstawiła Doja Cat.
„Hej, a tak przy okazji, opera ma 400 lat, balet ma 500 lat. Ktoś o nazwisku Tim-oh-tay Cha-lam-et miał czelność – nawiasem mówiąc, wielki facet – powiedzieć przed kamerami, że nikogo to nie obchodzi… Pojawiasz się w eleganckim stroju. Siadasz i się zamykasz. To jest standardowa etykieta w takich sytuacjach. Może czegoś się z tego nauczysz” – powiedziała raperka na swoim TikToku.
Do wypowiedzi aktora nawiązała też w zabawny sposób Opera w Seattle, oferując rabat 14% na bilety na hasło „TIMOTHEE”.
Swoją arogancką uwagą Timothée Chalamet nie tylko zraził do siebie sporą część branży, ale także oscarowych kibiców. Według filmy bukmacherskiej Kalshi, zaledwie dwa dni po niesławnej wypowiedzi Michael B. Jordan, gwiazdor „Grzeszników”, którego szanse na wygraną przez większość sezonu były poniżej 10%, pierwszy raz znalazł się na szczycie tabeli. Szanse Chalameta według zakładów spadły do 33 procent, podczas gdy szanse B. Jordana wynoszą teraz 57 procent.
Kadr z filmu „Wielki Marty” (Fot. materiały prasowe)
Społeczne poruszenie, choć imponujące, mogło jednak nie mieć znaczenia na wyniki głosowania członków Akademii, które zakończyło się 5 marca 2026 roku o godzinie 17:00 czasu pacyficznego, a więc na chwilę przed tym, jak wywiad stał się popularny w sieci. Być może jednak Oscary i tak postanowiły utrzeć nosa przekonanemu o swojej wielkości aktorowi.