W społecznym odczuciu to ci najgłośniejsi i najbardziej widoczni ludzie uznawani są za pewnych siebie. Jeśli ktoś pragnie zwracać na siebie uwagę i dominować, traktujemy go jak osobę o wysokim poczuciu własnej wartości – przecież gdyby nie czuł się tak pewnie, siedziałby cicho w kącie zamiast popisywać się przed wszystkimi. Logiczne? Nie do końca…
Bo psychologia ludzka nie jest matematyką – tu klasyczna logika nie obowiązuje. Często nasze zachowania okazują się głęboko sprzeczne z tym, co naprawdę odczuwamy w środku. W istocie wielu ludzi przez całe życie uczy się odgrywać pewną rolę. W tym celu wykształca w sobie mechanizmy radzenia sobie z emocjami, które wypiera i które za wszelką cenę chce chronić przed wydostaniem się na światło dzienne – uznając je za kompromitujące. Taką skrywaną emocją może być wstyd, niedowartościowanie, poczucie odrzucenia czy bycia niekochanym. Aby je w sobie stłamsić i zamaskować, ludzie potrafią przyjmować różne pozy: sarkastycznego żartownisia, cynika, skandalisty, gwiazdy towarzystwa… Gdy te cechy są tak agresywne i nagminne, że zaczynają stanowić trzon czyjejś osobowości i służą komuś do budowania swojej pozycji, można śmiało zacząć podejrzewać, że nie są wcale objawem wysokiej samooceny. W istocie są mechanizmem kompensacyjnym, który służy „przykryciu” głęboko ukrytych kompleksów i niskiego poczucia wartości.
Zachowania kompensacyjne często są głośne, bo ich celem jest zagłuszenie nieprzyjemnych i stale dających o sobie znać obaw: „boję się, że nie jestem wystarczający/wystarczająca”.
Tymczasem prawdziwa pewność siebie nigdy nie jest performance’em – bo ktoś, kto realnie ma wysoką samoocenę, nie czuje przymusu potwierdzania jej poprzez przeglądanie się w oczach innych. Nie ma potrzeby, by komuś (i przy okazji sobie) coś udowadniać. Od człowieka autentycznie pewnego siebie bije spokój i równowaga, ponieważ poczucie własnej wartości jest w nim stałe i ugruntowane – a przez to niezależne od czyichś ocen. To udawana pewność siebie częściej potrzebuje „widowni” w postaci gapiów albo armii pochlebców. Taka osoba nie jest bowiem wcale przekonana o własnej wartości i musi cały czas czerpać to przekonanie od innych.
Poprzez poniższe zachowania osoby w głębi duszy niedowartościowane często odciągają uwagę – swoją i innych – od dręczących ich, wewnętrznych wątpliwości. Należy jednak podkreślić, że nie każda osoba, która stosuje sarkazm albo ma tendencję do dominowania w rozmowie chce ukryć swoją niską samoocenę. Decydujące jest to, czy u kogoś takie zachowania noszą znamiona powtarzalnego, uporczywego wzorca, który narusza komfort innych osób z otoczenia. Jeśli ktoś w swoich docinkach albo sprowadzaniu na siebie uwagi staje się karykaturalny, wręcz nieznośny – wówczas istnieje spore prawdopodobieństwo, że jego postawa to tylko poza, która ma przykryć głębsze problemy z samooceną.
Osoby, które sprawiają wrażenie bardzo pewnych siebie, często budują swoją pozycję poprzez ironiczne komentarze, uszczypliwości i złośliwe docinki wobec innych. Ich kąśliwe żarciki i błyskotliwe riposty mogą być autentycznie zabawne, więc dla niektórych to sprawdzony sposób na zyskanie wysokiej pozycji w towarzystwie. Jeśli jednak dopiekanie innym to dla kogoś jedyny sposób, żeby zaistnieć i czuć się „kimś”, możliwe, że stosuje takie zachowanie jako mechanizm obronny. Krytykując innych, człowiek na chwilę odsuwa uwagę od własnych lęków i braków, przez co nie musi się z nimi mierzyć. Ponadto sarkazm bywa formą emocjonalnego pancerza. Osoba, która w głębi duszy obawia się odrzucenia lub oceny, może unikać autentycznej bliskości właśnie poprzez żarty i kąśliwe uwagi. Łatwiej jest bowiem przyjąć rolę „tego, który ocenia”, niż ryzykować sytuację, w której samemu zostałoby się ocenionym. Im większa potrzeba krytykowania innych, nawet pod płaszczykiem niewinnych żartów, tym mocniej może to świadczyć o kruchym, niestabilnym poczuciu własnej wartości.
Czytaj także: Jak odciąć się złośliwej osobie ze spokojem i klasą? 10 zwrotów, których używają kulturalni ludzie, gdy ktoś chce im dopiec
Ludzie autentycznie pewni siebie zwykle nie muszą nieustannie podkreślać swoich sukcesów czy wyjątkowości. Jednak osoby zmagające się z niedowartościowaniem często próbują podbić swoją wartość poprzez nadmierne eksponowanie własnej osoby. Ciągłe opowiadanie o sobie – swoich osiągnięciach, znajomościach, planach czy nawet codziennych doświadczeniach – może być próbą uzyskania zewnętrznego potwierdzenia: „zobaczcie, jestem ważny”, „mam znaczenie”, „podziwiajcie mnie”. To paradoks, ale im większą ktoś czuje wewnętrzną pustkę czy niepewność, tym silniej odzywa się u niego potrzeba ciągłego mówienia o sobie. Nie warto jednak być dla takich osób surowym, ponieważ taka postawa często ma swoje korzenie w dzieciństwie i może wynikać z lęku, że bez ciągłego przypominania o sobie zostanie się niezauważonym albo nieważnym.
Czytaj także: „Niewidzialne” dzieci w dorosłym życiu często wykazują 7 cech charakteru
Prowokowanie, wywoływanie skandali i szokowanie wyglądem także może być środkiem radzenia sobie z nieuświadomionymi kompleksami czy niską samooceną. Mechanizm ten wiąże się z silnym pragnieniem bycia zauważonym oraz potrzebą potwierdzania w oczach innych własnej wartości, co do której tak naprawdę ma się wątpliwości. Istotne jest także to, że reakcja innych na kontrowersyjne zachowania wcale nie musi być pozytywna. Dla osoby z niską samooceną każdy rodzaj zainteresowania, nawet krytyka i hejt, jest lepszy niż bycie ignorowanym. Szokowanie staje się więc strategią: „jeśli wzbudzę silne emocje, będę ważny”. Kontrowersja daje iluzję siły, niezależności i wyjątkowości, choć w rzeczywistości, tak jak pozostałe zachowania z listy, może maskować silną potrzebę akceptacji oraz kruchą samoocenę.