Polka w Berlinie
-
MULTIKULTI, JAZZ I SOLIDARNOŚĆ
Quasimodo należy do najbardziej znanych i „uznanych” klubów jazzowych Europy, niektórzy krytycy muzyczni zaliczali go nawet do ścisłej czołówki starego kontynentu obok Jazz Cafe w Londynie czy New Morning w Paryżu. Gwarancją powodzenia było pozyskanie takich muzyków jak Branford Marsalis, czy Maceo Parker. Osiem tysięcy koncertów na przestrzeni 30 lat – który klub pochwalić się może takim sukcesem?
Miesiąc temu byłam na niezwykłym spotkaniu w centrum Berlina. W Czerwonym Ratuszu, miejscu historycznym, uroczyście dziękowano berlińczykom za solidarną pomoc, która podczas stanu wojennego płynęła z Niemiec. Polacy dziękowali za paczki i wsparcie sprzed 30 lat. A ja po tym spotkaniu wyszłam zafascynowana … Quasimodo – klubem jazzowym.
Nigdy nie chodziłam do tego klubu. Zdziwionym znajomym odpowiadałam przez lata, że nie lubię jazzu. Przyjaciele uznali mnie za niedouczoną ignorantkę i chodzili tam sami.
Quasimodo należy do najbardziej znanych i „uznanych” klubów jazzowych Europy, niektórzy krytycy muzyczni zaliczali go nawet do ścisłej czołówki starego kontynentu obok Jazz Cafe w Londynie czy New Morning w Paryżu. Ile ciekawych, nie tylko jazzowych imprez przeleciało mi koło nosa? Gwarancją powodzenia było pozyskanie takich muzyków jak Branford Marsalis, czy Maceo Parker. Osiem tysięcy koncertów na przestrzeni 30 lat – który klub pochwalić się może takim sukcesem?
O tym wszystkim szeptał mi – jak widać wciąż jeszcze niedouczonej – podczas spotkania w Czerwonym Ratuszu, serdeczny przyjaciel. A to dlatego, że ze zdziwieniem obserwowałam scenę przyznawania orderu „Dziękuję za solidarność” Giorgio Cariotiemu, postaci niezwykłej – właścielowi klubu Quasimodo. Widząc moje rosnące zdziwienie, Wojtek Drozdek, współzałożyciel Arbeitsgruppe „Solidarność” w Berlinie Zachodnim, opowiedział mi, młodszej koleżance, historię niezwykłą.
Siała baba mak, a to było tak: Dokładnie przed 30 laty, w styczniu 1982 roku, miała miejsce seria koncertów rockowo-jazzowych na rzecz pomocy dla „Solidarności”. Zorganizował je w Berlinie Zachodnim klub Quasimodo a dokładniej jego szef Giorgio Carioti. Dlaczego Quasimodo rozpoczął akcję solidarności z Polską na tak wielką skalę? A dlatego, że Signore Carioti od chwili powstania tego legendarnego dziś klubu, a więc już od połowy lat siedemdziesiątych, zapraszał do Berlina nie tylko największych i najsławniejszych muzyków z Polski, lecz i tych, najbardziej uzdolnionych, których kariera miała sie dopiero rozpocząć. Pomagał mu wówczas Maciek Gebel, tenisista, trener; nie tylko sympatyk ruchu „Solidarności” ale i znawca polskiej sceny muzycznej… W Clubie Quasimodo, w piwnicach Delphi-Palast, występowali nie tylko najsłynniejsi muzycy jazzowi: Dizzie Gillespie, John Scofield, Chet Baker, ale i …Nigel Kennedy. Gościły tu gwiazdy soul czy popu: Chaka Khan i Prince. „Nigdy nie byłem nastawiony na prezentację tylko jedego kierunku w muzyce – opowiadał nam potem Giorgio w Czerwonym Ratusztu – liczyły się kwalifikacje muzyczne moich gości oraz ustalenie takich honorariów, by koncerty dostępne były kieszeni przeciętnego berlińczyka…”.
Dwie styczniowe noce z rzędu grali muzycy na rzecz „Solidarności” rezygnując z wynagrodzenia podobnie jak i szef Quasimodo z wpływów za bilety. W latach osiemdziesiątych Quasimodo gościł nadal polskich muzyków, a signore Carioti przejmował często całkowite koszty wyjazdu i pobytu – „Trzeba być konsekwentnym…”
- Wiesz Magdo – kończył swoją opowieść Wojtek – prawdziwy przyjaciel Polaków, który „z ziemi włoskiej do Polski…” przez Berlin …
- Ciekawe, ile jest jeszcze takich historii? – pomyślałam na głos.
- Mogą ci jeszcze opowiedzieć o pewnym Turku … – zaczął Wojtek.
- Nie, nie, wystarczy na razie! – powiedziałam, zaniepokojona, że do jakiegoś tureckiego klubu nie chodziłam w przekonaniu, iż oferują tam jedynie taniec brzucha – może następnym razem!
Użytkownik magdalena-parys zaktualizował swój stan: 2012-01-16 21:45:51 · Wyświetl
Interesujące -bardzo! -info,jazz mnie pasjonuje,dziękuję,połknęłam jednym tchem.Bardzo komunikatywnie napisane.
Wielka Sprawa. Dziękuję z całego serca za ten materiał. Dzięki takim ludziom jako Giorgio Carioti niektórym z nas udało się wtedy zwyczajnie przetrwać. Właśnie za ten odruch serca, solidarności, zrozumienia, bez pytania ”co w zamian”, o takich ludziach należy mówić i to im stawiać pomniki (nie za życia, rzecz jasna
bo to właśnie oni na nie zasłużyli. Takich historii jest więcej. Mam nadzieję, że ktoś o nich napisze. I będzie pamiętał. A jazz jest fenomenalną muzyką, tylko trzeba dorosnąć