Polka w Berlinie
-
LESZEK SZARUGA I GRUPA C
Mój znajomy słusznie zauważył, że dzisiaj jest więcej nieczytających piszących niż czytających niepiszących. Piszą wszyscy i to już nie trend a trwały stan rzeczy.
Jakiś czas temu przeczytałam felieton Sylwi Chutnik mówiący najogólniej rzecz biorąc o „uzależnieniu od książek” (http://zwierciadlo.pl/2011/kultura/sztuka/uzaleznienie-od-ksiazek). Ucieszyłam się, że nie tylko ja czuję się osaczona najróżniejszymi nowościami, mądrymi tomami, bestsellerami, esejami, które koniecznie trzeba przeczytać, przemyśleć i przespać. O ile w ogóle do snu dojdzie, bo chcąc być na bieżąco, przy takiej ilości piszących, o spaniu nie może być mowy.
Mój znajomy słusznie zauważył, że dzisiaj jest więcej nieczytających piszących niż czytających niepiszących. Piszą wszyscy i to już nie trend a trwały stan rzeczy. Pisze się również o tym, że w ogóle się pisze, czego chyba najdobitniej dał wyraz Navid Kermani, zwierzając się czytelnikowi na 1200 stronach swojej powieści „Dein Name” (Twoje imię), że siedzi i pisać będzie albo zamierza, ale nie może, choć pisać chce.
Musi to być jakiś fenomen jednak, bo jego opowieść o tym, jak pisze się powieść – mamuta, została nominowana w 2011 roku do jednej z najważniejszych nagród w Niemczech, mianowicie do „Deutscher Buchpreis”, co prawda Kermani nie wygrał, ale przynajmniej wszyscy teraz wiedzą, że pisał, iż pisze.
Tak więc wszędzie wszyscy piszą. On pisze, ja piszę i moi znajomi też piszą. Koło mojego łóżka, na biurku, tuż obok niego i przed regałami piętrzą się książki i manuskrypty, skoroszyty, które zaczęłam już dzielić na poszczególne grupy, konkretnie zaś na A, B i C.
A: należy przeczytać natychmiast, bo obiecałam napisać recenzje, poprowadzić spotkanie z autorem, bądź dlatego, że to manuskrypty przyjaciół, które za moment będą książkami.
B: przeczytać należy w najbliższej przyszłości z tych samych powodów, co przy A.
Natomiast C, to to, co przeczytać chciałabym ja, to co ciekawi mnie, to co lubię, przy czym się odprężam, a co teoretycznie do niczego nie jest mi potrzebne. No bo kogo dzisiaj stać na taki luksus, żeby czytać wyłącznie dla przyjemności? W kręgu moich znajomych mówi się już: tylko nie przynoś mi książek, albo nie podarowuj mi książek. Nie, że tacy ignoranci, też dzielą koło łóżek kupki na A, B i C.Tęsknie spoglądam na kupkę C literaturę niezwykłą, książki berlińskich tłumaczy, którzy nagle zaczęli pisać książki albo pisali od zawsze, ale dopiero teraz odważyli się nie tylko tłumaczyć, ale też pisać. Ciekawe, że to tłumacze, którzy trudnią się przeważnie przekładem z języka polskiego na niemiecki. To także dzienniki i biografie, niekoniecznie te, o których teraz jest głośno. Na przykład biografia Heinricha Bölla lub wiersze Ericha Frieda. Albo kolejna książka Leszka Szarugi, po którego wiersze sięgam, kiedy już nie wiem, co robić, a po przypowieści, kiedy już głupieję od tego, że głupieję.
Poniżej dla wszystkich strudzonych tym, co koło ich łóżek, na biurkach i obok, cokolwiek by to nie było. Dwie przypowieści i wiersz Leszka Szarugi z tomów „Przypadki” i „Poza czasem”
WSZYSTKO JUŻ BYŁO (z tomu „Przypadki”)
Niedawno poeta Antoni szedł parkową aleją i spotkał wybitnego teoretyka literatury.
Teoretyk literatury wtajemniczył poetę Antoniego w najnowsze odkrycia. Rzecz w tym, powiedział, że wszystko już było.
Poeta Antoni spojrzał na niego zdumiony. Ale ciebie nie było, palancie – odparł i oddalił się z godnością.*
„Poza czasem”, przypowieść 20.W trakcie poszukiwań w archiwach watykańskich, na które po latach zabiegów uzyskał zezwolenie, profesor Faustus G. z Moguncji odnalazł zapieczętowaną księgę, której odczytanie stało się przyczyną jego szaleństwa. Opowiadając w roku 1849 swoją historię w klinice chorób nerwowych stwierdził, co następuje:
Odkurzywszy Księgę przystąpiłem do jej otwarcia. Złamałem lakowe pieczęcie i delikatnie odsznurowałem drewniane, opatrzone srebrnymi okuciami deski, po czym niezwłocznie przystąpiłem do lektury. Od pierwszych słów zdałem sobie sprawę z faktu, iż moim oczom ofiarowano po stuleciach wiedzę wszechczasów. Serce moje bić poczęło gwałtowniej, oczu nie mogłem oderwać od tego delikatnego, kaligraficznego pisma. Jak szalony przewracałem kolejne stronice chłonąc tekst tak pasjonujący, że mowy nie było o zaprzestaniu czytania. Odcyfrowywałem kolejne litery, słowa i rozdziały, które napełniały mnie poczuciem mocy wprost nadprzyrodzonej. Czułem, o tak, czułem wprost budzącą się we mnie boskość. Budzącą się, powtarzam, gdyż teraz wiem, że każdy z nas ma ją w sobie uśpioną. Jesteśmy bogami, lecz nie wiemy o tym, gdyż nie umiemy odszukać formy boskości, a ta dana mi była oto w swej naoczności. Zatopiony w Księdze nie zdawałem sobie sprawy z upływającego czasu, traciłem poczucie rzeczywistości, a gdy się ocknąłem, byłem już tutaj, panowie doktorzy. I oto stoję przed wami z tą wiedzą, która jest we mnie, a dla której wyrażenia nie znajduję słów.
Księża odnaleźli profesora G. zaszytego w najdalszym zakamarku archiwum. Krzyczał. Okazywał im opasłe tomisko, które, gdy je poczęli wertować, okazało się zbiorem pustych, białych stronic.*
SŁOWA SPRZED CZASU
Wyżarza się słońce serca, gaśnie
gwiazda bólu. Biel prześwietlona
bielą wściela się w krajobraz, popieleją
lasy, wysychają morza. Nad horyzontem
smuga ognia, krecha płomienia
skreślająca przestrzeń.Rozgarniasz dłonią piach
pustyni, odsłaniasz pokłady
ksiąg, o których Bóg
zapomniał. Zetlałe stronice
rozwiewają się w świetle i giną, ulatują
słowa sprzed czasu.2031_0.504424001329128256_SAM_034289.jpg 2031_0.262095001329128257_SAM_0340.jpg [/bpfb_images]
Użytkownik magdalena-parys zaktualizował swój stan: 2012-02-13 10:17:38 · Wyświetl
Bardzo piękna przypowieśc o profesorze !
Magda,dokładnie tak uważam,dlatego nabrałam wstrętu do tomów papierzysk w moim życiu.Całe lata czytałam cudze teksty,spowiadano mi się ze swoich marzeń o napisaniu książki,dziwiłam się jak taka Masłowska-knot może robić za swój chaos myśli taką karierę,jak wciska się na nam kit,co jest dobre w literaturze,gdy dobre nie jest.Wystarczy,że jeden dureń ”coś orzeknie”,by wszyscy zaczęli to zauważać.Słabość osądu,słabość pisania,mania wielkości,chęć zdobycia sławy.Pracując jako redaktor wędrujący co chwilę spotykałam pisarzy tak zwanych pisarzy.I wiesz dlatego bagatelizuję już wiele spraw w literaturze,ceniąc niewielu,naprawdę niewielu.Mam nosa do książek i śmieszy mnie,ile jest bubli na rynku księgarskim.Nic nie poradzimy.Cieszę się,że wybrałam przed laty moje studia,dzisiaj bronią mnie przed głupotą wydawania kasy na reklamowane bajery.
od kilku dni nie mogę się uwolnić od słów Pani znajomego ”dzisiaj jest więcej nieczytających piszących niż czytających niepiszących. Piszą wszyscy i to już nie trend a trwały stan rzeczy.” Gdziekolwiek się nie obrócę znajduję fragmenty na potwierdzenie jego tezy.